piątek, 10 sierpnia 2007

Rozdział 8

Budzik zadzwonił za wcześnie. Marta chciała jeszcze sobie pospać, zwłaszcza, że nie szła do pracy. No ale Monika dała jej wskazówki co do filmu. Co ją naszło, żeby o tej godzinie kazać jej wędrować do kina? Czasami miała dziwaczne pomysły.
Na szczęście zdążyła na autobus i pojechała do kina. Na myśl o zmarnowaniu czasu na filmie, który ją w ogóle nie interesował, robiła nieciekawą minę. Monika by się nie dowiedziała… Olać, po prostu tam pójdzie, odsiedzi swoje i po krzyku. I nie będzie żadnego „Monika się nie dowie”. Monika kupiła bilet, więc chciałaby, żeby obejrzała ten pieprzony film.
Wysiadając z autobusu zauważyła, że jest już późno i mogą ją nie wpuścić do sali. Szybko załatwiła sprawę przy kasie i pobiegła w stronę sali, o mało co się przy tym nie wywracając na zakręcie. Mężczyzna stojący przy wejściu do sali uśmiechnął się zabawnie z jej roztargnienia. Zerknął na bilet i pozwolił jej wejść.
Światła się na szczęście jeszcze paliły, choć trwały już reklamy. Na sali nie było dużo osób, tak więc wolała usiąść w trzecim rzędzie od tyłu. Nagle zgasły wszystkie światła. Marta rozejrzała się po ciemnym pomieszczeniu. Jej wzrok utkwił na kobiecie, która próbowała uciszyć swe płaczące dziecko, prosiła, błagała, w końcu zagroziła jej niezwykle złośliwym głosem i dziecko nagle ucichło.
Po chwili zaczął się film, a razem z nim kłopoty. Marta oglądała w skupieniu, zdziwiona zauważając, że coraz bardziej jej się podoba. Nagle drgnęła, kiedy dostała czymś w głowę, co upadło na jej kolana. Rozwinęła zwinięty kawałek papieru i zaczęła czytać, co było tam napisane: "Jesteśmy twoimi cichymi wielbicielami. Bardzo byśmy cię chcieli poznać." Marta odwróciła się niezadowolona. Ujrzała kilka par rąk, machających jej żwawo. Odwróciła się z powrotem w stronę ekranu i kontynuowała oglądanie, nie przejmując się cichymi szeptami z tyłu. Trwały chwilę, po jakimś czasie natrętni goście się uspokoili.
Kiedy film się skończył, ledwo pokazały się literki, a Marta zerwała się ze swojego miejsca, nie chcąc doczekać się zapalenia światła. Zauważyła, że z sali wyszła także grupka chłopaków. Chyba nie mają zamiaru… jej dalej zaczepiać??
- Marta, zaczekaj! -krzyknął jeden z chłopaków.
Marta przystanęła, nie wierząc. Rozpoznała ten głos, zna go i to bardzo dobrze. Był taki charakterystyczny… Odwróciła się i spojrzała na chłopaka, chcąc się upewnić, czy się nie pomyliła.
- Artur? -spytała przyglądając się mu z niedowierzaniem.
Ten uśmiechał się dumny i zadowolony.
- Cześć mała Mi –mruknął, uśmiechając się kącikiem ust.
- Jejku! To naprawdę ty!? -pisnęła Marta, rzucając mu się na szyję.
- Tak, cały i tylko twój. Twoja koleżanka sprytnie to wymyśliła, no nie? -powiedział Artur przytulając ją, przy tym zanurzając twarz w jej gęstych lokach. Od zawsze wspaniale pachniały.
- Więc to nie przypadek, że spotkałam cię tutaj? Chodź, mieszkam niedaleko.
- Poczekaj chwilę.
Podszedł do grupki chłopaków i zaczął z nimi rozmawiać. Chyba byli to niezbyt mu znani koledzy, gdyż pożegnał się z nimi zwykłym „Dzięki za pomoc”.
Marta podparła jedną ręką biodra, a drugą poprawiła spadającą jej z ramienia torebkę. Wyjęła z niej paczkę chipsów. Zajadając się nie zauważyła Artura, stojącego za nią, który już zatapiał swoją rękę w paczce. Wyjął z niej sporą garść przysmaku i wpakował ją całą do buzi. Marta nie mogła opanować śmiechu, widząc, jak sobie nie może poradzić z przegryzieniem tego.
Artur był kimś ważnym w jej życiu. Nie zdawała sobie sprawy, że od zawsze trzymała się przy starszych, trudno było jej znaleźć kogoś bliskiego wśród rówieśników. Więc kiedy Artur przeprowadził się do domu obok (kiedy jeszcze Marta mieszkała z całą swoją rodziną), od razu zwrócił jej uwagę. Dziewczynka na ile mogła, nie odstępowała go na krok. Jemu to się podobało, Marta nie wiedzieć w jaki sposób, roztaczała wokół siebie dziwne ciepło. Wieczorami do późna przesiadywała w jego garażu, kiedy Artur naprawiał samochód swojego ojca, którego ulubionym zajęciem było psucie się. I dziewczynce wcale się to nie nudziło. Uwielbiała w taki sposób spędzać wieczory. Arturowi było miło. Lubił czasami na nią patrzeć, nagradzany serdecznym uśmiechem Marty.
To Artur ocalił ją od śmierci, kiedy jej ojciec chciał ją zatłuc. To dzięki niemu jej życie w pewien sposób się zmieniło na lepsze. I żal jej było wyjeżdżać, ponieważ zostawiała go. Był kimś, kogo uwielbiała nad wszystko. Był dla niej starszym bratem, którego zawsze chciała mieć. I teraz patrząc na niego przypominała sobie te wszystkie dni, pełne radości… i cierpień…
Ocknęła się i spojrzała na niego, wpatrzonego przed siebie.
- Dlaczego przyjechałeś? -spytała skulając się z zimna.
Artur okrył ją swoją skórzaną kurtką. Ukrywał, że teraz jemu było trochę chłodno.
- Twoja ciotka jest uparta. Chce cię posłać do szkoły. Podobno przerwałaś naukę i wyjechałaś nagle z Magdą. A ona nalega, jest gotowa walczyć o przejęcie opieki nad tobą, ponieważ Magda źle się tobą opiekuje.
- Nigdy nie opuszczę mojej siostry! -krzyknęła nagle.
- Uspokój się-powiedział do niej.-Przekazuję tylko to, co mi powiedziała. Kazała mi tu przyjechać i kazać ci dokonać rozsądnego wyboru. Ja nie chcę nalegać, ale powinnaś się zastanowić, co jest dla ciebie najlepsze.
- Przepraszam. Zresztą mam tu dobrze płatną pracę i dużo przyjaciół-powiedziała dumnie.-Nie mogę ich opuścić, ona nie może mnie zabrać. Nie może się wtrącać do mojego życia!
- A gdzie pracujesz? -zainteresował się. Przytulił ją widząc, że wciąż jest jej za zimno. Spojrzał na niebo, niby wyglądające niegroźnie.
- Na posterunku policji. Moja praca polega głównie na pracy papierkowej, rozumiesz, dokumentacja i te rzeczy- przewróciła oczami.- To jest fajne, ale wiesz… czasami taka praca daje w kość…
Zerknęła na Artura, ponieważ wydawało jej się, że przygląda się swojej rozmówczyni z zaciekawieniem. Zrobiła zdziwioną minę, ale ten tylko uśmiechnął się, zdając sobie sprawę, że w pewnych sprawach się nie zmieniła. Na szczęście.
Po chwili znaleźli się przed domem Marty. Dziewczyna dumnie wprowadziła go na podwórko, chcąc mu pokazać, że jako dwóm młodym dziewczynom, wcale nie wiedzie im się tak źle.
- Wejdź-powiedziała otwierając drzwi. Przywołała go ruchem palca, jednocześnie każąc mu być cicho. Odwróciła się w stronę schodów.-Magda, zobacz kto...
- Nie ma Magdy- przerwał jej męski głos. Z kuchni wyszedł Adam, w samych dżinsach. Przyjrzał się chłopakowi trzymającemu skórzaną kurtkę w ręku i obciętemu na pieczarkę. Przeniósł zaskoczony wzrok na Martę.

Brak komentarzy: