środa, 29 sierpnia 2007

Rozdział 24

Adam włożył pistolet do kabury i zasunął kurtkę. Już miał wychodzić, kiedy z góry zbiegła Marta.
- O hej, może cię podwieźć do szkoły? – spytał. – Jeśli się pospieszysz...
- Nie, dzięki – przerwała mu, kładąc pod ścianą plecak. – Jeszcze mnie pobijesz.
Chłopak spojrzał na nią z otwartą buzią, chcąc powiedzieć na pewno zbyt wiele. Policzył jednak do pięciu i powstrzymał się przed tym.
- Uważam, że sobie na to zasłużył – mruknął.
- Co? Jesteś żałosny – syknęła. – Zupełny brak samokrytyki – dodała lekko melodyjnym tonem, mając nadzieję, że go to zdenerwuje.
Adam zmienił minę na bardziej poważną. Widać było, że zaraz zacznie się kazanie, czego Marta nienawidziła.
- Zresztą powiem ci coś jeszcze – powiedział Adam dając jej do zrozumienia, żeby nie odchodziła, widząc, że już sięgała po plecak. – Bardzo się zmieniłaś. I tu nie chodzi tylko o wygląd, ale o charakter. Stałaś się bardziej stanowcza, nieustępliwa, a przede wszystkim chamska. To pewnie on cię tak zmienił.
- To już moja sprawa. A Daniela się nie czepiaj! – krzyknęła. Stanęła na palcach, ledwo dosięgając kurtki na wieszaku. Chciała ją zdjąć, jednak Adam złapał ją za rękę, zatrzymując ją.
- Nie tylko twoja. Magdy i Roberta też. Jeśli myślisz, że jesteś fajna, to się mylisz – Adam puścił ją, zdjął kurtkę i podał jej. Dziewczyna wyrwała mu ją gwałtownie.
- Odezwał się ten, co idzie z duchem czasu – powiedziała cicho Marta. Owinęła szalik dookoła szyi i chciała go minąć, jednak Adam specjalnie stanął na środku korytarza.
- Pamiętaj, że cię ostrzegałem. Później będziesz tego żałować. Ani się obejrzysz, a zaczniesz się obracać w złym towarzystwie, zejdziesz na złą drogę.
- O, dobry pomysł – powiedziała mijając go wreszcie.
- Nie żartuj sobie z tego. Pamiętaj, nie bądź taka do przodu, bo ci z tyłu zabraknie.
Marta obejrzała się na niego z ironicznym spojrzeniem. Uniosła brwi do góry i skrzywiła się.
- Wiesz co, idź do diabła – powiedziała wychodząc i trzaskając za sobą drzwiami z całej siły.
*
Marta szybko wysiadła z samochodu, ponaglając Daniela. Ten wysiadł powoli, rozmawiając jeszcze z Andrzejem. Podziękował mu za podwiezienie, zamknął drzwi i klepnął w dach seata, dając mu błogosławieństwo na dalszą drogę. Podążał za Martą, która niczym małe dziecko, ciągnęła go za rękę, niezadowolona z jego ociągania się.
- Rybko, zdążymy – mruknął rozbawiony.
- Zimno mi, chce wreszcie wejść do środka – powiedziała niezadowolona z jego rozbawienia.
Marta chwyciła za klamkę chcąc otworzyć drzwi, jednak ktoś ze środka był szybszy. Zderzyła się z kolegą z klasy.
- O, witajcie – powiedział, kłaniając im się zabawnie. – Julita cię szuka, ostatnio widziałem ją na górze.
- A ty już spadasz? – zdziwił się Daniel.
Chłopak wyszczerzył zęby, w rozbawieniu.
- Tiaa… nie no prowiant się skończył, lecę z chłopakami do monopolowego – powiedział szeptem. – Tylko nie mówcie nikomu, bo sobie pójdą – to mówiąc dołączył do kolegów, którzy przed chwilą minęli go szybkim krokiem.
Marta tylko spojrzała zdziwiona na Daniela, po czym weszła szybko do domu, bo nie miała zbyt wiele na sobie, a na dworze wiał zimny wiatr.
- Poszukam Julity, później się znajdziemy – pocałowała go i pobiegła na górę.
Wyjęła telefon z kieszeni, chcąc napisać smsa do koleżanki, choć szczerze wątpiła, że uda im się w ten sposób odnaleźć. Na ekranie miała informację o nieodebranym połączeniu od Magdy. Dzwoniła do niej, mając nadzieję, że jej siostra zmieniła zdanie. Ona jednak dziś chciała się po prostu wyszaleć.
Ktoś nagle zastąpił jej drogę. Schowała telefon do kieszeni i uniosła głowę do góry w nadziei, że na stopniu wyżej stoi Julita. Była to jednak Agata, dziewczyna, z którą Marta nie zamieniła ani słowa od czasu, jak są w tej samej klasie, ponieważ nie byłoby to miłe starcie. Siostry obu dziewczyn nie przepadają za sobą. Sama Marta nie miała nic do Agaty, na jej twarzy jednak wypisana była złość i duma, które nie wróżyły nic pozytywnego.
- O hej, widziałaś gdzieś może Julitę? Podobno mnie szukała…
- Powiem raz, wypieprzaj stąd – syknęła. – Nikt cię tu nie chce.
Pchnęła lekko Martę, która musiała powoli omijać schodki w dół, by nie upaść i nie potoczyć się po nich. Miała już to nieprzyjemne doświadczenie za sobą, dlatego wolała go uniknąć na przyszłość.
- Jakoś nikt wcześniej mi tego nie mówił. Więc wybacz, ale chyba mówisz tylko i wyłącznie w swoim imieniu – próbowała być nawet miła, choć bała się, że Agata w gadce jest lepsza i może powiedzieć jej coś przykrego.
- Nasza klasa była zgrana, dopóki się w niej nie pojawiłaś. Osiemnastka o twarzy małej laleczki i jeszcze łapie się za szesnastolatka – to mówiąc zaśmiała się i znów ją pchnęła.
- Nie twoja sprawa. Jak ci się coś nie podoba, możesz sama stąd iść. Wątpię, by ktokolwiek za tobą płakał – tym razem odepchnęła jej ręce, które znów chciały ją szturchnąć.
Agata jednak uśmiechnęła się szyderczo i pociągnęła Martę za bluzkę do ciemnego pomieszczenia obok. Marta przewróciła się o jakieś krzesło i upadła. Agata nie widziała nic, jednak na oślep zaczęła ją okładać pięściami, targać za włosy.
- Uspokój się! – dziewczyna próbowała się bronić, udało jej się raz uderzyć Agatę, co jej jednak nie osłabiło. – Jesteś nienormalna i teraz to się wszyscy dowiedzą!
- Ho ho, chociaż byście drzwi zamknęli, nie macie wstydu – powiedział ktoś, po czym zapalił światło. Jednak ujrzał niekoniecznie to, czego się spodziewał. – O cholera…
Agata z wrogą miną, lekko dysząc spojrzała na chłopaka, trzymając Martę za chabety. Ten podszedł i odciągnął Agatę od poszkodowanej.
- Wszystko w porządku? – spytał się troskliwie.
W tym momencie do kuchni wszedł Daniel z Julitą. Obie dziewczyny siedzące na podłodze nie wyglądały zbyt przyjemnie. Obie potargane, Marta miała lekko zaczerwieniony policzek pod jednym okiem i zadrapanie po pazurze Agaty na szyi.
- Marta? – wymamrotała Julita. Spojrzała na Daniela, który nie był w stanie nic powiedzieć.
Patrzył raz na jedną, raz na drugą. Marta miała minę, jakby się miała zaraz rozpłakać, jej bluzka była lekko naderwana przy rękawie. Agata natomiast wciąż oddychała ciężko, zapewne czując, że znalazła się w niezbyt odpowiedniej sytuacji. Daniel postawił butelkę piwa na stole przy drzwiach i podszedł powoli do Agaty.
- Ty suko, rozniosę cię – syknął złowrogo.
Julita szybko złapała go w pasie z tyłu.
- Nie nie, proszę cię. Nie chcemy żadnej awantury, prawda? – mówiła do niego spokojnym głosem, po czym zwróciła się do Agaty: – Radzę ci stąd spieprzać, póki jestem w stanie go utrzymać, bo może się to dla ciebie źle skończyć – oznajmiła, próbując zatrzymać Daniela, jednak tylko ślizgała się po posadzce kuchni. Agata wciąż siedziała na podłodze. – To może powiem inaczej… Wynoś się stąd!! – wrzasnęła.
Agata momentalnie podniosła się z podłogi i wybiegła na zewnątrz tylnimi drzwiami. Julita puściła Daniela, ten na szczęście nie pobiegł za dziewczyną. Powoli się uspokajał. Podszedł do Marty i kucnął obok niej.
- Księżniczko? – spytał niepewnie.
W tej chwili najmniej było jej to potrzebne. Zapatrzyła się przed siebie bez celu.
- Czemu ona to zrobiła? Nie zdążyłam się jeszcze rozkręcić, a ona już popsuła mi cały wieczór – jęknęła płaczliwie.
- Marta, ona jest po prostu zazdrosna, bo w klasie nigdy nie była lubiana i tyle – Julita nachyliła się i oparła ręce o kolana. – A ciebie każdy od razu polubił i to ją boli.
Marta uniosła na nią wzrok i spotkała się z ciepłym uśmiechem koleżanki, który odwzajemniła.
- Coś sobie życzysz? Przynieść ci coś do picia? Może usiądziesz na chwilę na kanapie? – Daniel mówił drążącym głosem.
W tej chwili Marcie przypomniały się słowa Adama.
- Nie bądź taka do przodu, bo ci z tyłu zabraknie – i ten jego poważny głos...
- Daniel? Pojedziesz ze mną do szpitala?
Chłopak zaczesał jej włosy do tyłu.
- Naturalnie. A coś cię boli? – ujął w dłonie jej twarz, całą zalaną łzami.
- Tak, sumienie – po czym rozbeczała się jak dziecko. – Monika ma teraz operację, muszę tam być.
Daniel spojrzał na nią zdziwiony, po czym uśmiechnął się uspokajająco. Przytulił ją do siebie mocno. Poczuła ciepło bijące od niego. Wtuliła się w niego mocniej, gładząc go delikatnie po plecach.
- Chodź, doprowadzimy cię do porządku i pójdziemy złapać jakąś taksówkę.
Wstał i wyciągnął do niej rękę. Dziewczyna z niemrawym uśmiechem wytarła łzy z policzków i chwyciła jego dłoń.

Brak komentarzy: