piątek, 10 sierpnia 2007

Rozdział 7

Dziewczyna długo patrzyła na niego, niedowierzając, że właśnie takie pytanie zadał, że ono wydobyło się z jego ust. Nie, to jest niemożliwe. Jak to się może dziać? Czemu ona temu nie zapobiega? Ba, ona dolewa oliwy do ognia. Marta zrywa z Adamem, a on podejrzewa ją o zdradę. Po prostu pięknie. Jeszcze wczoraj śmiała by się, gdyby takie coś jej się przyśniło. Dziś jest to czymś realnym, a Adam stoi naprzeciw niej i oczekuje na odpowiedź.
- Jak możesz mnie osądzać o coś takiego!- słowa wreszcie wyszły z niej. Nie lubiła siebie za to, że w najmniej odpowiednich momentach potrafiła się rozkleić. Starała się opanować, ale łzy już wędrowały po jej policzkach, które zaczynały powoli piec.
- Cześć-przywitała się Magda, która przed chwilą pojawiła się w drzwiach pokoju. Nie wiedziała, że pomiędzy Adamem, a Martą trwa kłótnia, więc mówiła spokojnie, co tych tylko bardziej zezłościło.-Pół godziny temu postrzeliłam jakiegoś faceta, uwierzycie? Oczywiście w obronie własnej. Ale go oczywiście nie zabiłam… No a co u was?
Dopiero teraz zauważyła, że coś jest nie tak. Adam patrzy wściekły na swoją dziewczynę, która stała smutno, ze zwieszoną głową, jak skarcona przez surowego ojca córeczka. Po chwili jednak podniosła głowę i z miną naburmuszonej wyszła z pokoju.
- Co jej? Nawet się nie przywitała-zdziwiła się Magda. Zdjęła z ramienia torebkę i postawiła ja na stole.- Coś jest nie tak, zgadłam?
- Jest zła. Zerwała ze mną-burknęła.
- Że co?! -spytała, przy tym sięgając po ciastko do salaterki. - Nie martw się. Dobrze ją znam. Wróci do ciebie. Nie lubi być sama-powiedziała Magda klepiąc go po ramieniu.
Adam spojrzał na czarne pudełko, w którym znajdował się pierścionek.
- A ja ją znam lepiej. Być może już nigdy się do mnie nie odezwie-mruknął, zastanawiając się, czy oddać pierścionek do sklepu, czy nie. Przyda mu się jeszcze? To zależało od niej…
W tym momencie Marta zbiegła ze schodów, słysząc jeszcze zaskoczony głośny krzyk siostry. Już wie. To koniec. Nic się już nie da naprawić, spieprzyła wszystko. A może to on? Może powinna myśleć, że to wszystko jest winą Adama? Trochę to egoistyczne, ale poczuje się przez to lepiej, a tego teraz bardziej potrzebowała, niż podłapanie doła.
Kiedy wyszła przed furtkę, akurat obok przejeżdżała taksówka. Zatrzymała ją i wsiadła, zerkając jeszcze na okno pokoju Adama. Widziała jakąś sylwetkę stojącą za firanką. Za duża jak na Magdę.
Zorientowała się, że kierowca patrzy na nią oczekująco już dłuższą chwilę. Zmieszała się.
- Proszę mnie zawieść na posterunek policji-powiedziała do kierowcy.
Miała nadzieję, że praca to dobry sposób na smutek. Na pewno lepszy, niż gdyby miała iść do jakiegoś baru i zalać się w trupa… Jak na razie nie zapowiadało się na zapomnienie o Adamie. Przez całą drogę myślała o nim, o jego złej minie, kiedy z nim zrywała, o jego nagłych podejrzeniach… To się nie powinno stać. A może w ogóle nie powinna była go poznawać? Nie bez powodu zawsze obawiała się związku z chłopakiem. Wiedziała, że jest trudną osobą, skorą do kłótni. Jak widać Adam świetnie współgrał z jej temperamentem. Częste kłótnie stały się już nieodłączną częścią ich związku (trudno było to nazwać związkiem, z Marty nieśmiałością i Adama ciągłą nieobecnością). I jeszcze przyjazd tej kobiety. To już była przesada. Czemu ona musiała to zrobić? Może by wszystko naprawili? Trudno będzie jej teraz go unikać… O Boże, przecież pracują razem( a nawet mieszkają), MUSZĄ nadal ze sobą rozmawiać! A jeśli Adam będzie wciąż poruszał temat bycia razem? A jeśli ona tylko na to właśnie liczy?!
Pokręciła głową, chcąc przestać myśleć natychmiast o tych głupotach. Zaczyna ją od tego tylko boleć głowa.
Zapłaciła kierowcy i pożegnała się jednym ze swoich uśmiechów – „serdeczny-ale-wybrakowany-z-powodu-smutku-który-nią-właśnie-ogarnął”.
Weszła na posterunek, na którym wciąż było tłoczno. Ale pogrąży się w pracy na tyle długo, że będzie prawie sama, bez tego szumu i hałasu dookoła… Czasami jej się podobał (czuła się dumnie, pracując z tyloma ludźmi jako szesnastoletnia i niedoświadczona dziewczyna), ale w chwilach takich jak teraz wolałaby, żeby się wszyscy natychmiast zamknęli.
Usiadła przy swoim biurku i podparła głowę rękami. Szybko znalazła się przy niej jej przyjaciółka, Monika. Była niezwykle ciepłą osobą, która polubiła się bardzo z Martą, mimo różnicy wieku.
- Witaj maleńka. Nie było cię rano, myślałam, że cię już dzisiaj nie spotkam. A o ile mi wiadomo, to masz dziś urodziny? -spytała tonem, jakby się chciała tylko upewnić.
- Chyba tak...-powiedziała niepewnie, jednocześnie godząc się z faktem, że zapomniała o tym, i na dodatek w swoje siedemnaste urodziny zerwała z chłopakiem, którego pokochała po raz pierwszy… Jak to bolało…
- Kupiłam ci bilety na film z Braddem Pittem-powiedziała wręczając jej dwa zwitki.-Pewnie twój mężczyzna kupił ci coś, co się do tego w ogóle nie umywa, no ale byłam zajęta i nie miałam pomysłu na nic wymyślnego… Seans jest jutro o dziesiątej rano. Dobra lecę, Konrad mnie woła. Na razie!
- Cześć-powiedziała Marta do odchodzącej koleżanki, przyglądając się biletom. Świetnie, tylko jej tego brakowało. Dwa bilety do kina, a ona nie ma z kim iść. Po prostu wyśmienicie…
Wstała i ruszyła zdecydowanym krokiem w stronę pokoju szefa.
- Filip, jest coś do roboty? -spytała siadając na brzegu jego biurka.
- Tak. Praca, która wymaga wiele wysiłku-powiedział przeglądając różne papiery spod grubych soczewek okularów.
- Właśnie na taką pracę liczę-powiedziała zadowolona.
Filip wskazał ręką na stosy papierów walające się po podłodze, tak sławne na całym posterunku i tak bardzo wszystkich przerażające. Czyżby Marta nie miała o nich pojęcia, ponieważ z lekką niepewnością…
- Co to jest? -spytała.
- Raporty. Masz je uporządkować i wpisać do komputera-wyjaśnił.
Spojrzał na nią, niedowierzając, że rzeczywiście ma ona na to ochotę. Przeniósł wzrok z powrotem na papiery na jego biurku, spokojny, że Marta nie raz go zadziwiała swoimi pomysłami i wiedział, że jak żąda roboty, to ile by tego nie było, zrobi to i to solidnie. Nie raz widział ją taką zawziętą i złą. A wtedy miała większą motywację, co tylko Filipowi na korzyść szło.
Marta zrobiła kwaśną minę, choć ta praca jej odpowiadała. Spoważniała i zabrała się za zbieranie dokumentów w rozsądne kupki, które miała zamiar pozanosić na swoje biurko. Naiwnie wierząc, że wszystkie tam pomieści…
- Mam nadzieje, że długo mi się zejdzie-mruknęła do siebie, ze stęknięciem podnosząc pokaźny stosik papierów.
*
Marcie zeszło się z tymi raportami do wieczora. Filip już się niecierpliwił. Dziewczyna zrobiła już prawie wszystko, ale nie powinien był jej na to pozwalać. Przepracowanie się to nie jest dobry sposób na problemy. A widział, że jakiś niezmiernie ją gnębił. I choć miała nadzieję o nim zapomnieć, Filip ilekroć ją mijał, zawsze widział, że o niczym innym nie myśli.
- Tylko ty zostałaś-zauważył, stając za nią i spoglądając na monitor komputera.
- Poczekaj, zostało mi tylko 10 raportów-powiedziała zajęta poszukiwaniem jednej kartki.
- Proszę… Idź już-powiedział stanowczym tonem, zabierając jej pozostałe raporty.
Dziewczyna podniosła do góry ręce w geście pojednania. Zakryła buzię ręką, kiedy ziewnęła. Filip spojrzał na nią miną zatroskanego ojca.
- No dobra-rzekła wstając.
Pożegnała się z Filipem i wyszła. W pobliżu nie było żadnej taksówki. Może to nawet lepiej? Spacer… teraz tego spróbuje, żeby zapomnieć, że w dzień swoich siedemnastych urodzin zerwała z Adamem…
Do diabła, ja wciąż pamiętam!!
Przed nią była daleka droga, jednak po pół godzinie przeszła ją, zadowolona, że przez ten czas udało jej się ani przez chwilę nie pomyśleć o… nim. Zaczęła się zastanawiać pod koniec drogi, czy zastanie go w domu. Miała nadzieję, że nie, ale przecież nie może mu powiedzieć, żeby się wynosił, ponieważ nie ma takiego prawa.
Jakie to wszystko trudne! Za dużo odpowiedzialności, jak na nią!
Kiedy skręcała już w swoją ulicę, czuła, że ktoś za nią idzie. Ciemność i zwykłe odgłosy natury budowały napięcie. Za nic w świecie się nie odwróci. Kroki jednak były odległe, a to znaczy, że ten ktoś nie był tuż za nią, tylko o wiele dalej. Mimo to przyspieszyła znacznie. Gdy skręciła w swoją furtkę, usłyszała pisk opon samochodu. Odwróciła się gwałtownie, szeroko otwartymi oczami patrząc na przejeżdżający obok samochód.
- Kto to mógł być? –zaniepokoiła się.

Brak komentarzy: