poniedziałek, 20 sierpnia 2007

Rozdział 16

Chłopak zaśmiał się niedorzecznie, patrząc na nich, jak na żartownisiów. Oni jednak wciąż patrzyli na siebie zadowoleni, raczej z siebie niż z jakiegokolwiek żartu.
- Przecież ty nie jesteś jeszcze pełnoletnia-oznajmił, nie kryjąc zdziwienia.
- Poczekamy-mruknął Adam.
Andrzej, jeszcze niedawno zadowolony i dumny, nagle przybrał ponury wyraz twarzy. Marta udawała, że tego nie widzi, jednak w myślach cieszyła się, że razem z Adamem rozbili tą jego pewność siebie.
- A co z Arturem? Cholera, gadał coś, że ma przyjechać tutaj i miał mi zdawać relacje z pobytu… to znaczy… czy fajnie mu tutaj i w ogóle…-mamrotał pod nosem, jakby na wytłumaczenie. – Al.e w ogóle się ze mną nie kontaktował.
Marta do tej pory, trochę sztucznie i na pokaz, wpatrzona w Adama, przybrała smutny wyraz twarzy i spojrzała na kolegę, oczekującego wyjaśnień. Zdała sobie sprawę, że wraz z zakończeniem pisania raportu na ten temat, czego się podjęła, w ogóle nie myślała o tej sprawie. Jak wtedy była przerażona i cholernie przestraszona, tak teraz całkowicie zapomniała, nie przejmowała się tym, że jej życie na krótki czas zmieniło się w kryminał.
- On… O Boże, trochę trudno mi o tym mówić, nie spodziewałam się, że sprawy się tak potoczą. Pewnie jak ci powiem, że Artur siedzi w więzieniu za morderstwo, to mi nie uwierzysz.
- A jednak zdaję sobie sprawę, że nie skłamałabyś mi teraz…-powiedział marastycznym tonem.-O cholera, nie przypuszczałbym, naprawdę…-spojrzał kątem oka na Martę, wtuloną w Adama, kiedy siedziała mu na kolanach, podczas gdy on kończył swoje spagetthi. Nic tu po mnie, mówicie? No to jeszcze się może zmienić. Wstał, wycierając usta do chusteczki.-Dobra, jadę do hotelu, muszę trochę pomieszkać w moim mieszkanku, prawda? Wielkie dzięki za ugoszczenie mnie, pyszny obiad, naprawdę stary-spojrzał na niego tym swoim wzrokiem, który już oznaczał, że Andrzej coś kombinuje. Nie umiał tego ukryć.
- Wiesz, zawsze możesz wpaść coś zjeść…-Magda spojrzała na siostrę, która skarciła ją wzrokiem.-No… oczywiście jeśli sam nie będziesz miał kiedy coś upichcić…
Chłopak uśmiechnął się. Założył na głowę czarną bejsbolówkę. Kosmyki jego przydługich, czarnych włosów wystawały mu przyjemnie po bokach.
- Trzymajcie się, nara-powiedział i wziął swoje bagaże.
Magda obejrzała się na siostrę i puściła jej oczko. Wyszła za kolegą, by zawieźć go do hotelu.
- Teraz widzisz o co mi chodziło?- mruknęła Marta, patrząc razem z chłopakiem, jak samochód wyjeżdża na ulicę.
- Mniej więcej, dzióbku. Chyba troszkę przesadziłaś, świetnie ci poszło. I nawet mu nie przywaliłaś, a pewnie miałaś kilka razy ochotę, co?
Dziewczyna zaśmiała się wesoło.
- Kilka razy? Adam, proszę cię, nie rób ze mnie takiej łagodnej!- stwierdziła, szturchając go lekko.
Ten wydał lekkie sapnięcie, zaskoczony tym. Było to lekkie szturchnięcie, jednak o dziwo zabolało go trochę.
- No tak, zapomniałem, że jesteś ostra, jak żyleta-syknął. -Prawdziwy z ciebie twardziel, Martusiu Bing.
Dziewczyna uniosła do góry ręce, eksponując mięśnie jak kulturysta. Chłopak złapał jej przedramię i naciskał lekko, pokazując, że jej rączki są miękkie jak gąbeczka. Zaśmiała się i uderzyła go lekko pięścią w brzuch. Uwielbiała to robić. Adam miał twardy, umięśniony brzuch i miała przez to napady śmiechu, uderzając go i czując, jakby był twardą deską.
Chłopak złapał ją i przerzucił sobie przez ramię. Marta piszczała, kiedy Adam śmiejąc się wniósł ją na górę, by poznęcać się nad nią jeszcze trochę. Dziewczyna wiedziała, że w walce z nim nie ma żadnych szans. Ale to nawet lepiej, ponieważ oznaczało to, że jeśli przyjdzie taka chwila, Adam będzie umiał uratować ją, mężnie stając do walki.
*
Marta wyskoczyła zwinnie z zatłoczonego autobusu. Wyrwała się do pracy, choć Filip wyraźnie jej mówił, że ostatnio jest tak spokojnie, że nie ma sensu, żeby specjalnie się fatygowała, żeby zająć się jednym drobnym raportem.
Andrzej widać miał niezły plan już gotowy. Biedny, poprosił Magdę, żeby mógł u nich dziś pobyć, ponieważ czuł się w tym hotelu dziwnie. Dziewczyna nie mogła mu tak w oczy odmówić. Zgodziła się więc, dobrze wiedząc, że Marta uzna to za podstęp. Tylko nie ona musiałaby tu z nim siedzieć, wiedząc, że ma niezbyt miłe zamiary.
Musiała ściemnić, że właśnie dzwonili z komisariatu i musi szybko jechać, bo jest poważna sprawa i trzeba z tego spisać porządny raport. Uwierzył w tą bajeczkę, choć trochę niechętnie godził się z tym, że jego plan A nie wypalił. Była jednak pewna, że ma ich w zanadrzu cały alfabet.
Magda będzie na nią wściekła. Mimo wszystko, bez względu co jest, czy było między Martą a Andrzejem, dla niej nie miało znaczenia. On jest gościem, trzeba z nim trochę pobyć, a nie zostawiać go tak po chamsku samego w domu. Ale Magda po prostu nic nie rozumiała!
Weszła pewnie do komisariatu, wiedząc, że Magda pojechała na drugi koniec Warszawy w jakiejś sprawie. Postanowiła załatwić to, co do tej pory się nazbierało, a co nie może czekać już dłużej. Filip będzie dumny, myśląc, że ciągnie ją do pracy. Tak naprawdę, to w tej chwili rzeczywiście miała dużą ochotę popracować, nie była to tylko wymówka, by się wymigać od spędzenia czasu z Andrzejem.
Już od razu przywitała ją Aneta, dziewczyna, z którą Marta niedawno tak naprawdę się poznała. Do tej pory unikała jej, myśląc, że jest nieciekawą osobą. Jednak niedawno miała okazję z nią porozmawiać i jej podejście do Anety zmieniło się i to bardzo. Zwłaszcza po wypadku Moniki. Od kiedy jej przyjaciółka już nie pracuje na posterunku, ze względu na kalectwo, którego doświadczyła, Aneta dużo z nią rozmawiała, zastępując jej przy tym Monikę.
Podeszła do niej i nachyliła się nad nią.
- Cześć-szepnęła.
- Co tak konspiracyjnie?- zdziwiła się. Założyła za uszy kręcone włosy i odrzuciła je na plecy.
- Mam dla ciebie propozycję, której pewnie nie będziesz chciała odmówić-kobieta mówiła wciąż cicho, bojąc się, żeby nikt jej nie usłyszał. Krótkie, proste włosy delikatnie okalały jej twarz. Czarny kolor dziwnie kontrastował z jej zielonymi oczami.-Jadę właśnie do pewnej rodzinki, dzieje się tam nieciekawie. Facet nie płaci alimentów dość długo, muszę się rozeznać w sprawie.
- Moja pierwsza sprawa?- ucieszyła się, ale cicho.-Super!
Aneta kiwnęła palcem, żeby poszła za nią. Nie musiała jej namawiać, poleciałaby nawet na skrzydłach. Ale wiedziała, że lepiej, jak nie będzie aż tak bardzo okazywać swojej radości, to właściwie nie taka duża sprawa, a lepiej, żeby Filip o tym nie wiedział. Aneta miałaby nieprzyjemności. Branie na służbę niedoświadczonej policjantki, to niezbyt dobry pomysł. Nawet, jeśli chodzi o alimenty. I Marta wiedziała, że jej koleżanka dużo ryzykuje. Ale wszyscy jakoś o tym nie myślą, kiedy chodzi o nią.
Tak samo Magda, kiedy uczyła ją jeździć samochodem. Siadała obok i po prostu kazała jej zawieźć się do różnych miejsc. Czasami mówiła jej co i jak, ale tak naprawdę, to Marta musiała sama kierować i domyślać się, co powinna zrobić. A nie było łatwo, jeśli jej nauka do tej pory polegała jedynie na obserwowaniu starszej siostry. Raz o mało co nie miały wypadku, co skończyłoby się nieciekawie, gdyby wyszło na jaw, że to Marta prowadziła.
Ale nikt nie liczył się z konsekwencjami. Wszyscy chcieli dla niej po prostu dobrze. Może wciąż, choć minęło tyle czasu, myślą, że mają obowiązek wynagrodzić jej trudy dzieciństwa?
Marta wsiadła do radiowozu, patrząc niepewnie na niebo. Będzie padać, nieciekawie się zapowiada. Jednak ona mimo to się uśmiechnęła, nawet pogoda nie zepsuje jej humoru…
- Haloo! Jedziemy w końcu?- spytała Aneta, szturchając ją lekko.
Marta spojrzała na nią lekko zaskoczona, po czym wyszczerzyła zęby.
- No jasne! Jestem ciekawa, czy się sprawdzę. Policjant musi być odważny i stawić czoło wszystkiemu-oświadczyła.
- Taak… Dlatego od razu mówię, że to taka sobie sprawa nie jest. Dzielnica… nie ma dobrej opinii. Biedni ludzie, dzieci ulicy. Mam nadzieję, że nie naoglądałaś się za dużo filmów o tym, choć niektóre są właśnie doskonałym odwzorowaniem tego, co zobaczymy-mruknęła, ruszając, kiedy światło w końcu się zmieniło na zielone.
- Nie mówiłaś o tym-wypomniała jej niemiło.
- Przestań! Po prostu cię straszę!- powiedziała, wybuchając śmiechem.-Takie miejsca zwykle ożywają wieczorami, nie bój się…
Marta patrzyła z niesmakiem na teren, na jaki właśnie wjeżdżały. Obdrapane mury domów, stare budynki, świetnie pamiętające jeszcze czasy wojny, które odznaczyły się na blokach śladami po kulach. Przeszedł ją dreszcz, widząc grupkę dzieci, bawiące się z ponurymi minami, jakby wcale nie miały na to ochoty, ale tylko to im jeszcze w życiu zostało. Ubrania, które ona wyrzuciłaby już dawno do śmieci, były tutaj zwykłym ciuchem, obdartym i brudnym, ale jedynym.
- O Boże, miałam nadzieję nie zobaczyć nigdy w życiu czegoś takiego-mruknęła.
- Przykre, prawda?- stwierdziła smutno Aneta. Wyłączyła silnik i patrzyła na grupkę dzieci, które stały w rządku i bez skrępowania patrzyły na radiowóz, zakłócający im spokój.-Te dzieci przez cały dzień bawią się patykiem w piasku i układaniem kapsli po butelkach po piwie, których tu nie mało. Przeraża mnie, że w dzisiejszych czasach jeszcze się dopuszcza do takiego widoku.
- Jak się na to patrzy, to samego się później obwinia za jedzenie hamburgera, co dla tych dzieci byłoby nie lada luksusem…-szepnęła.-To co, idziemy?- przełknęła ślinę, ponieważ zaschło jej w gardle.
Wysiadły powoli z samochodu. Aneta rozejrzała się, zastanawiając się gdzie ma iść. Marta uśmiechnęła się serdecznie do dzieci, chcąc okazać im trochę sympatii. Te jednak wciąż patrzyły na nią z dezaprobatą, jak na zwykłą policjantkę. Odwróciła się do Anety, zmieszana ich zachowaniem.
- To co, gdzie teraz?- spytała.
- Sądzę, że…
Nagle ktoś zaczął głośno krzyczeć, co dało się słyszeć przez otwarte okno mieszkania. Mężczyzna darł się niezwykle donośnie, prawdopodobnie rozwalał co się da (sądząc po odgłosach), a jakaś kobieta piszczała i krzyczała na niego. Po chwili włączył się jakiś młody chłopak, rzucający okropnymi wyzwiskami.
Marta odwróciła się na dzieci, myśląc, czy zabrać je stąd, żeby nie słuchały tego przedstawienia. One jednak nie przejmowały się tym, zaczęły się na nowo bawić. Takie sytuacje są tutaj na porządku dziennym i nikt już się tym nie przejmuje.
- Trzeba coś z tym zrobić, chodź-powiedziała Aneta, wyjmując pistolet z kabury.-Będziesz mi potrzebna, weź pistolet ze schowka w samochodzie.
Marta patrzyła na koleżankę szeroko otwartymi oczami. Huk wystrzelonego pistoletu w mieszkaniu przeraził ją. Kobieta zaczęła piszczeć i przez długi czas nie przestawała. Ktoś strzelił. Mężczyzna, a może chłopak?
Aneta załadowała broń.
- Jezu, pośpiesz się! Trzeba tam iść!- wrzasnęła.
- Ja… nie mogę…-Marta stała chwilę bez ruchu, opanowana szokiem, po czym upadła, skręcając się z bólu.-Niedobrze mi-jęknęła.
- O nie! Możesz wstać?- Aneta podbiegła do niej, wciąż patrząc w okno pokoju, w którym doszło do strzelaniny.
- Tak mi niedobrze, proszę cię, zabierz mnie stąd!- pisnęła.
- Cholera-syknęła dziewczyna, po czym schyliła się do okna radiowozu i połączyła się z komisariatem. Podała komuś swoje położenie i poprosiła o szybkie wsparcie.-Tak, ktoś tu strzelał. Do diabła, nie wiem! Mam tu policjantkę… kiepsko z nią… Nie, nie została postrzelona. Ona… strasznie źle z nią, zatruła się czymś, jest cała blada… Musze ją stąd zabrać, a trzeba się zająć tym gównem, dajcie tu szybko radiowóz!
Wyłączyła się i podeszła do Marty, pomagając jej wsiąść do samochodu i sama pobiegła na chwile do domu, chcąc sprawdzić jak wygląda sytuacja. Grupka dzieci przyglądała się temu, teraz z zaciekawieniem na twarzy. Marta dostrzegła nawet na ich twarzach zaniepokojenie. Uśmiechnęła się do nich niepewnie przez ból. Dzieci odwzajemniły ten gest.
Aneta przybiegła, uspokojona, że nikt nie został postrzelony. Wyjechała z ulicy. Mijając radiowóz na sygnale, machnęła im, żeby się pośpieszyli.
- Przepraszam cię, ale naprawdę coś mnie wzięło.
- Spokojnie, zajmą się tym. Zdarza się, takie coś może człowieka przygnębić i rozumiem to. Gdzie cię zawieźć?
- Do domu. Wielkie dzięki. Gdybym wiedziała, wolałabym nie być dla ciebie kłopotem…
- Marta, po prostu przestań już!- powiedziała stanowczo.-Nic się nie stało. Pierwszy raz byłaś na takiej sprawie. Głupia byłam, że cię na to naraziłam i tyle.
Dziewczyna podjechała pod dom Marty i zatrzymała się, zostawiając silnik na chodzie. Adam słysząc warkot samochodu, wybiegł z domu zaskoczony. Przywitał się uśmiechem z Anetą i spojrzał zaniepokojony na bladą Martę.
- Co wy tu robicie? Co z nią? -zdziwił się.
- Źle się poczuła. Zajmij się nią, ja tam jeszcze jadę. Na razie-machnęła ręką i szybko wsiadła do radiowozu.
- Tam, czyli gdzie?- spytał skrzekliwie Adam.-Co tu się do cholery dzieje? Zostawiasz Andrzeja samego u nas w domu… choć właściwie to lepsze, niż gdybyście mieli być we dwoje… i nagle wracasz w takim stanie, a Aneta mówi, że ona TAM jedzie-chłopak nie zauważył, że mówi sam do siebie, ponieważ Marta szła właśnie powoli do domu. Odwrócił się do niej.-Dzióbku!
Pobiegł za nią i poprowadził ją do kanapy. Usiadła powoli, a chłopak szybko przyniósł jej wody do picia. Usiadł obok niej i odgarnął jej włosy z twarzy, zarzucając je do tyłu. Dziewczyna oparła głowę o oparcie i patrzyła w sufit. Adama zaniepokoiło to, że nie odezwała się jeszcze ani słowem. Myślała o czymś, przejmowała się czymś. O co tu chodzi?
- No więc co się stało? -spytał cicho Adam, nie chcąc jej niepotrzebnie dodatkowo denerwować.
- Nie wiem, po prostu nagle poczułam się źle. Usłyszałam strzały… te małe dzieci. Aneta chciała tam iść, ale ja się tak bałam!- jęknęła spoglądając na niego załzawionymi oczami.-Myślę, że to miało coś znaczyć.
- Czy możesz mówić normalnie? Kto cię zahipnotyzował, do diabła?- powiedział zdenerwowany.
Dziewczyna usiadła prosto i skrzyżowała nogi.
- Ty naprawdę nie rozumiesz? To nie jest praca dla mnie. Jestem na to za młoda. Za bardzo się tego boję-oznajmiła popijając wodę. Ból powstały ze strachu, powoli ustawał.-Podczas drogi do domu postanowiłam, że skończę z tym i najwyższy czas wrócić do szkoły.

Brak komentarzy: