poniedziałek, 20 sierpnia 2007

Rozdział 18

- To zabawne – Adam zaśmiał się.
- Co? -spytała oburzona.
- Też chciałem ci to zaproponować.
- Jak to? -Marta była zaskoczona.
Chłopak uśmiechał się, jakby usłyszał jakiś kawał, albo jakby przydarzyła mu się śmieszna historia. Jednak w środku walczył ze smutkiem i łzami. Jak to dobrze ubrać w słowa? Bardzo dobrze czuł się z Martą, ale czuł, że ona odkryła już, jak wielkie są te siedem lat różnicy między nimi. Może potrzebuje kogoś młodszego? Nie może stać jej na drodze. Tylko jak to powiedzieć, by zabrzmiało najbardziej wiarygodnie?
- Kręcisz się teraz w zupełnie innym towarzystwie. Może czas się sprawdzić, czy nie jest ci to towarzystwo bardziej potrzebne, niż poprzednie. A ja cię blokuję. Sprawdzimy się, odpoczniemy...
- Który to już raz z kolei.... – mruknęła. Nie podobały jej się te „przerwy”. Jeśli ktoś jest w związku, to jest cały czas na dobre i złe. Oni ostatnio częściej od siebie odpoczywają, niż ze sobą przebywają.
- Może ostatni...
Marta tylko obejrzała się za nim, kiedy szybko wyszedł z jej pokoju. Nie wiedziała jak interpretować to zdanie. Jej mina raczej nie wyrażała zadowolenia.
*
Daniel wtargnął do domu, nie dając Magdzie nawet dojść do słowa. Zresztą po jej minie widział, że zatkało ją, widząc jego poobijaną twarz. Pierwsze kroki skierował do pokoju, z którego dochodziły go odgłosy telewizora. Stanął w progu, widząc siedzącego na fotelu Adama. Chłopak uniósł głowę i spojrzał oczekująco na Daniela.
- Marta… Jest? – mruknął.
- Na górze u siebie w pokoju... Kto ci to zrobił? – nie wytrzymał.
- Nie chciałbyś wiedzieć. Sam wolałbym… zapomnieć – jego głos wydawał się być lekko płaczliwy. I jego oczy się trochę zaszkliły. Adam widział to nawet z daleka. Czy to z powodu pobicia?
Daniel nie czekając, aż się rozklei odwrócił się i wbiegł na górę. Nie musiał długo szukać Marty. Dziewczyna chciała właśnie wyjść z pokoju, ale Daniel bez słowa stanął przed nią i pchnął ją lekko do środka pomieszczenia.
Zamknął za sobą drzwi i odwrócił się do Marty, która stała chwilę, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami. Podeszła do niego powoli i dotknęła delikatnie dłonią jego policzka.
- Co to... ma znaczyć? – przełknęła ślinę. – Daniel z kim się biłeś?!
Daniel podszedł do łóżka Marty i usiadł na nim. Przeczesał do przodu grzywkę, która jeszcze przed chwilą była w lekkim nieładzie.
- Znasz pewnego chłopaka o imieniu... Andrzej? – spojrzał na nią. Na jej twarzy od razu wymalowała się złość, wściekłość i zaskoczenie jednocześnie. – Tak myślałem. Przyszedł do szkoły, zaczaił się na mnie... Powiedział, że widział nas raz razem... I że to było o raz za dużo...
- Dosyć – przerwała mu. Daniel widział, jak zdenerwowała ją ta wiadomość. – Rozszarpię go. Albo... Nie wiem, coś mu zrobię na pewno!!
Zerwała się z miejsca i chwyciła za klamkę. Daniel wstał szybko i złapał ją w pasie. Jego palce miękko dopasowały się w talii, zaczęły lekko masować jej brzuch, zbliżając się do siebie.
- Nie wychodź – jego ręka powędrowała po ręce do szyi, powodując dreszcz u dziewczyny. Powoli powędrował palcami z powrotem, zsuwając jej ramiączko bluzki. Nachylił się i pocałował lekko jej ramię, błądząc po szyi…
Marta odskoczyła, odpychając go.
- Co ty wyprawiasz? – oburzyła się.
- Zakochałem się w tobie, przepraszam – powiedział niepewnie, po czym odważył się na lekki uśmiech.
Marta zmieszana, próbowała zachować powagę, nie chcąc dać po sobie poznać, że podobało jej się to, było strasznie przyjemne. Adam nigdy tak nie robił. Może to jest zachowanie nastolatków... A Adam już jest na to... za poważny?
Spojrzała na niego. Stał spokojnie, czekając. Nie nalegał, czekał na jej reakcję.
Dziewczyna zaczesała kosmyki włosów za ucho, podeszła do niego niepewnie i lekko się wahając, przytuliła się do niego, jakby chcąc sprawdzić, czy i to będzie miłe. Do Adama często się tuliła, on jednak nigdy sam nie robił tego. Czy teraz zawsze będzie wszystko porównywać do Adama?
- Mimo wszystko muszę zadzwonić – powiedziała cicho, odrywając się od przyjemnej chwili.
Wyszła z pokoju, nie spotykając się już z protestem Daniela.
W tej chwili na szczycie schodów stanął Andrzej. Dziwnie zmartwiony, zapłakany, nawet zrozpaczony.
- Tak cię strasznie przygnębiło pobicie Daniela?! – wrzasnęła.
Adam wstał z fotela, chcąc kontrolować całą sytuację.
- Marta, co ja zrobiłem – chłopak wybuchnął płaczem.
Dziewczyna spojrzała na dół, na Adama, który wzruszył ramionami, też nic nie rozumiejąc.
Andrzej oparł się o balustradę i ścisnął włosy w dłoniach.
- Nie wiedziałem... Jeszcze nie wtedy...
- Ale cię zaraz kopne! – krzyknęła przez zęby. – Albo się tłumaczysz, albo wylecisz stąd z hukiem!
- Marta przepraszam cię. Przyjechałem tutaj z dwóch powodów. Jednym byłaś ty. Drugim... moje kilkuletnie poszukiwanie brata, który spędził dzieciństwo wędrując po domach dziecka – dziewczyna wzdrygnęła się. Popatrzyła na niego przestraszona. – Wszystko co mogłem zdziałać na odległość, zawodziło. Dlatego przyjechałem tutaj, na miejsce. Krok po kroku... i odniosłem sukces. Dostałem adres, poszedłem. Nie było go. Ale jego matka kazała mi poczekać, przy okazji pokazała mi zdjęcia.
Głos Andrzeja drżał, a sam też nie był w najlepszym stanie. Marta go jeszcze takim nie widziała. Powoli do niego podeszła i położyła rękę na jego ramieniu, bojąc się jego reakcji.
- Andrzej? – spytała niepewnie.
- To był Daniel, rozumiesz?! – chłopak odepchnął gwałtownie jej rękę. – A ja sam, własnoręcznie kilka godzin wcześniej pobiłem go...
W tym momencie drzwi od pokoju Marty skrzypnęły, kierując wzrok obojga w tamtą stronę. Daniel stojący w progu spuścił wzrok.

Brak komentarzy: