Chłopak odłożył łyżkę i poklepał się po brzuchu.
- Dziękuję uprzejmie, zupa była wyśmienita – oznajmił z uśmiechem.
- Nie błaznuj – odezwała się Marta. – Na jakiej podstawie mamy ci wierzyć? Nie raczyłeś się nawet przedstawić.
Adam uniósł rozwartą dłoń w jej kierunku, nie chcąc pozwolić jej dalej mówić.
- Uważaj trochę na słowa. Myślę, że zaraz nam to wszystko wyjaśni – rzekł, sam kończąc swoją zupę.
- Nie mądrz się tak – powiedziała przez zęby mierząc go wzrokiem. Stała oparta o framugę drzwi z zaplecionymi na klatce piersiowej rękami.
- Cholera, skończyłaś?! – krzyknęła Magda, waląc łyżką o stół. Wszyscy podskoczyli i spojrzeli na nią zdziwieni. – Jeszcze jedno słowo... Jeśli chcesz nam towarzyszyć, siedź cicho i przestań zachowywać się, jakby cię nagle panią tego domu mianowali!
Chłopak wyjął z kieszeni papierosy. Wszyscy przenieśli na niego wzrok. Ten włożył sobie do buzi jednego papierosa i patrzył na nich przestraszony.
- Sory, ale nie wiem ile to potrwa. Ja mogę wyjść na chwilę za dom i zapalić, nie będę wam przeszkadzał – wymamrotał.
Magda złapała się za głowę.
- Przepraszam cię. Za siebie i... za Martę – to mówiąc zmierzyła siostrę ostrzegawczym wzrokiem. – Zamieniamy się w słuch, mów.
- A mogę tu...
- Tak, pal sobie – przerwała mu szybko, pokazując, by podszedł bliżej okna.
Chłopak wstał i podszedł do otwartego okna, zapalając papierosa. Zaciągnął się i popukał palcem w parapet.
- Od zawsze wiedziałem, że gdzieś tam na świecie są moje dwie siostry, które o mnie nic nie wiedzą – zaczął. – Do niedawna mieszkałem w Stanach. Kojarzycie wujka, co wam zawsze na gwiazdkę wysyłał olbrzymie torby słodyczy?
- Mama mówiła, że to nasz osobisty święty Mikołaj... – powiedziała smutno Marta, zdając sobie sprawę ze zbieżności faktów.
Robert zaciągnął się papierosem kilka razy.
- Zanim was jeszcze nie było na świecie, nie było za wesoło. Wujek był bardzo blisko z naszymi rodzicami. Obserwował co się dzieje. Któregoś dnia, kiedy ojciec... pobił mnie bardzo dotkliwie, wujek po prostu... zabrał mnie stamtąd – oparł się plecami o parapet. Już nawet nie zdawał sobie sprawy, że strzepuje popiół na ziemię. Nikt jednak nie zwracał mu na to uwagi, wszyscy uważnie słuchali. – Mówił naszej mamie, że mnie nie odda, bo mnie pokochał, a jakby się o mnie upominali, to groził ojcu sądem. Z mamą nigdy nie miałem kontaktu. Podobno tylko żałowała, że wy musiałyście przez to przechodzić...
Spojrzał na Martę, która stała wciąż oparta o drzwi. Po jej policzkach spływały łzy, a ona nawet nie myślała o tym, by je wytrzeć.
- Wszystko w porządku? – spytał Robert.
Dziewczyna podeszła do niego szybko i przytuliła go niepewnie.
- Przepraszam za moje zachowanie – mówiła przez łzy.
Każdy patrzył na nią zdziwiony. Zwłaszcza Adam, zaskoczony tą nagłą zmianą zachowania.
Z progu kuchni doszedł wszystkich krótki ironiczny śmiech. Marta wciąż wtulona w Roberta odwróciła się i spojrzała zdziwiona na Daniela.
- Świetnie... – mruknął. – Jaka wzruszająca scena.
- Chyba źle to zrozumiałeś – powiedziała zmieszana Marta, puszczając brata. – Robert...
- A ja Daniel, miło mi. Nie spodziewałem się, że jesteś taka – to mówiąc szybko wyszedł z kuchni, nie dając Marcie nawet szans, na dogonienie siebie.
*
Wiatr zawiał mocno, a włosy dziewczyny zatańczyły dookoła jej głowy. Założyła kaptur i szczelniej zasunęła suwak czerwonej bluzy. Kiedy światła zmieniły się na zielone, przebiegła szybko i wsiadła w ostatniej chwili do tramwaju. Tam spokojnie zdjęła kaptur i przyczesała włosy, lekko rozczochrane.
Marta usiadła na wolnym siedzeniu i szybko wyjęła z kieszeni telefon czując wyraźne wibracje. Spojrzała na ekran i szybko przyłożyła komórkę do ucha.
- Daniel, już dojeżdżam, jeszcze dwa przystanki. Pa – powiedziała szybko po czym rozłączyła się, nie dając koledze dojść do słowa.
Wysiadła w centrum i szybko wbiegła do podziemi, starając się zwinnie przemknąć między panującymi tam tłumami.
Udało jej się wyprostować sprawę z Robertem krótkim smsem. Jego wyrzuty sumienia były jej w tej chwili pomocne, ponieważ bała się jak Daniel zareaguje na to, co miała mu do powiedzenia
Czy i on będzie przeciwko? Wprawdzie by się nie zdziwiła, chociaż… mógłby zrozumieć też jej wartości i pragnienia. Ona też ma prawo do własnych decyzji. A od jakiegoś czasu zachowują się jak para, są ze sobą blisko i raczej jest im w tym związku wygodnie. Mimo to Marta dłuższy czas ukrywała przed nim decyzję podjętą już jakiś czas temu.
Już z daleka dojrzała chłopaka siedzącego skulonego przy fontannie, o tej porze roku już nie użytkowanej. Zaszła z tyłu i dała mu całusa w policzek. Odwrócił się gwałtownie.
- Musisz tak robić? – mruknął niemrawo.
- Nie mów, że cię przestraszyłam? – usiadła obok niego na ławce.
- Po prostu intensywnie myślałem – powiedział ponuro, po czym klasnął w dłonie i zatarł je szybko z zimna. – Noo… mów szybko i zwięźle, muszę za kawałek jechać do Andrzeja.
- Daniel… mam nadzieję, że jeśli podejmę jakąkolwiek decyzję, to zawsze będziesz mnie wspierać? – spytała niepewnie.
Chłopak spojrzał na nią, jak z jej ust wydobywała się smużka pary. Zaczynało być coraz chłodniej, jesień bywała momentami sroga.
- Jeśli dotyczy ona nas, wolałbym, by nie zostawała ona podejmowana bez mojej ingerencji – mruknął. Wstał, by zapalić papierosa. Wiedział, że Marta nie lubiła, jak ktoś przy niej palił. W ogóle miała mu to lekko za złe, ale zdążyła już się do tego przyzwyczaić i zaakceptowała to.
- Po maturze wyjeżdżam gdzieś, na pewno daleko stąd – wyrzuciła z siebie.
Daniel zaciągnął się i spojrzał na nią dziwnym wzrokiem, uśmiechając się zaskakująco spokojnie.
- Nie wierzysz mi? – spytała niezadowolona.
- Nie chodzi o to – zaśmiał się krótko. – Przestraszyłaś mnie, że to coś poważnego. A tak naprawdę, to ja widzę, że ty przed czymś uciekasz… i tak naprawdę już niedługo ci się to odmieni, zobaczysz – mruknął.
Marta wstała z niezadowoloną miną. Spojrzała na niego obrażona, wyrwała mu papierosa z ręki i wrzuciła go do fontanny.
- Myślisz, że rzucam słowa na wiatr? A właśnie że nie! Mówię poważnie! I trochę się zawiodłam na tobie, że ani trochę się tym nie przejąłeś! – powiedziała tonem obrażonej dziewczynki.
Daniel jednak wciąż się do niej uśmiechał uspokajająco. Podszedł bliżej i złapał ją obiema rękami za ramiona.
- Kochanie, będę się martwił za te kilka lat, jak uda nam się dotrwać tyle czasu razem i jak twoja decyzja faktycznie pozostanie niezmieniona – oznajmił ciepłym tonem, który zawsze ją uspokajał. – Czy nie będziesz mi mieć za złe, jeśli już pójdę? Naprawdę Andrzej na mnie czeka i…
Marta wtuliła się w niego tak nagle, że chłopak lekko drgnął.
- Przyjdź dziś do nas na kolację o siódmej, proszę cię – jej ton małej dziewczynki go rozbrajał. Kiedy przy Magdzie i Adamie udawała kogoś kim nie była, dla Daniela zostawiła coś z tej swojej dziewczęcości, która zawsze tak bardzo urzekała Adama.
- Nie ma sprawy, księżniczko. To mogę dla ciebie zrobić – pocałował ją w czubek głowy. Odepchnął ją lekko od siebie, spojrzał słodkimi oczami i pocałował namiętnie w usta. – Trzymaj się, księżniczko.
Marta stała chwilę i patrzyła, jak biegnie, spóźniony na spotkanie. Patrzyła z lekkim uśmiechem, wciąż słysząc w swojej głowie, jak mówi do niej ‘księżniczko’. Podobało jej się to. Strasznie lubiła bliskość Daniela i było jej z nim bardzo dobrze. Cieszyła się, że wreszcie znalazła kogoś akuratnego dla siebie. A Adama powoli udawało jej się wyrzucać ze swojego życia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz