środa, 29 sierpnia 2007

Rozdział 25

Z Sali wyszła pielęgniarka, zamykając delikatnie drzwi. Marta podbiegła do niej.
- I jak?
- Pani Monika odzyskuje przytomność. Pytała o… Darka? – powiedziała niepewnie sama do siebie.
Mężczyzna rzucił gazetę na kanapę i szybko wstał.
- Można już do niej wejść? Jak ona się czuje?
- Jak po operacji. Jest osłabiona, ale odzyskuje siły. Na rezultaty musimy jeszcze poczekać. Może pan do niej wejść...
Marta podeszła do mężczyzny i przytuliła jego rękę.
- Proszę cię, pozwól mi zamienić z nią dwa słowa – szepnęła.
Darek obejrzał się na Magdę i kiwnął do niej głową.
- Co ty na to? – spytał jej.
- Daj jej dwie minuty. Ale – kobieta wycelowała palcem w stronę siostry. – Tylko dlatego, że spotkała cię dziś ta nieprzyjemna sytuacja. I pamiętaj, nie opowiadaj o tym Monice, nie można jej denerwować.
Marta szerokim uśmiechem podziękowała im i weszła szybko do pokoju, zamykając cicho drzwi.
- Darek? – jęknęła Monika.
- Nie, to ja, Marta – szepnęła, jakby w pomieszczeniu było jeszcze jakieś śpiące dziecko.
- Co tu robisz? Twoja siostra mówiła, że nie dasz rady dziś być? Już się wyuczyłyście? – kobieta zaśmiała się krótko.
Marta usiadła na krześle obok niej i złapała ją za rękę.
- Nie wiem co ci powiedziała Magda. Prawda jest taka, że... przepraszam cię, olałam całą sprawę – położyła głowę na pościeli obok ręki koleżanki. – Wybrałam się na imprezę, nie licząc się z tobą… z nikim.
Kobieta położyła rękę na jej głowie.
- Głuptasie, nie rozklejaj mi się tutaj. Na szczęście nie miałaś być moim lekarzem, więc nawet nie zauważyłam twojej nieobecności.
Obie zaśmiały się wesoło. Monika musiała się powstrzymać, bo była jeszcze obolała po operacji. Marta usiadła prosto i spojrzała z uśmiechem na koleżankę.
- Pomimo że to ja miałam operację, a ty wracasz z imprezy, to jednak chyba wyglądam lepiej od ciebie.
Marta dotknęła bolącego policzka, który był jeszcze lekko zaczerwieniony. Przypomniało jej się o rozdartej bluzce.
- Daj spokój, nie uwierzysz… – Marta obejrzała się na drzwi, czy Darek nie wchodzi. – Miałam ci o tym nie mówić, żeby cię nie denerwować. Ale tak z perspektywy czasu, to mnie to bardziej śmieszy, więc ci szybko opowiem.
- Zamieniam się w słuch – oznajmiła rozpromieniona.
- A więc… jakby ci to powiedzieć… Impreza się niezbyt udała – zaczęła ze skrzywioną miną. – Na dworze wiał baaaardzo silny wiatr, a w środku za to było niezwykle głośno, gorąco i tętniło życiem…
*
Dziewczyna zbiegła po schodach, zarzucając torbę na ramię. W szkole panowały straszne pustki, chyba ona jedyna tak długo przebierała się po aerobiku. Ale strasznie to polubiła i chyba chętniej będzie się wybierać na te zajęcia, zwłaszcza, że dziewczyny z jej klasy też były za, a wiadomo, w grupie zawsze raźniej.
Wyjęła telefon, chcąc zadzwonić do Magdy, że zaraz wraca. Może czasami nie zachowywała się zbyt odpowiednio, ale nauczyła się już informować siostrę o późniejszych powrotach do domu.
Zaczęła schodzić coraz wolniej, nie mogąc znaleźć Magdy w spisie telefonów. Za rogiem doszły ją męskie szepty, podejrzanie ciche i tajemnicze.
- To co, mogę na ciebie liczyć? – spytał jeden z głosów.
- Jasne – oznajmił drugi. – To widzimy się tutaj o siódmej?
- Tak. Ja będę już z nią. Trochę ją nastraszymy, to nas popamięta – syknął chłopak.
Marta wystawiła oczy, wiedząc, że jeśli teraz tych dwóch by ją zauważyło, mogłaby mieć kłopoty. Chłopaki ustalili jeszcze dokładne szczegóły, a dziewczyna stała przy schodach mając nadzieję, że pójdą w stronę wyjścia i będzie mogła spokojnie odetchnąć.
Kiedy drzwiczki szafki zatrzasnęły się, chłopcy odeszli, a wraz z nimi ich głosy, cichnące z każdą chwilą. Mówili już normalnie, omawiając jakieś sprawy związane z zawodami sportowymi.
Wychyliła się lekko i spojrzała na chłopaków. Rozpoznała kurtkę jednego z nich, czując łzy napływające jej do oczu. Należała z pewnością do Daniela, była charakterystyczna i niestety, ale zawsze i wszędzie by ją rozpoznała. Choć tak bardzo chciałaby się mylić...
Komu mogliby chcieć zrobić krzywdę? Chyba nie... jej?

Brak komentarzy: