Magda patrzyła na nią dosyć długo. Jej siostra miała w zwyczaju żartować sobie wtedy, kiedy akurat nie jest to odpowiednie. Czy to jej kolejny wygłup? Od początku wiedziała, że nigdzie nie pojedzie i teraz będzie mieć niezły ubaw z ich zaskoczonych min… Ale nie, Marta była poważna, jak prawie nigdy.
- Skąd taka nagła zmiana? Jeszcze przed chwilą szczęśliwie się pakowałaś. Czyżby wpływ na to miał…
- Nigdy nie mogłabym się z wami rozstać-przerwała jej cicho, nie chcąc, by dokończyła.-Wy… wiele dla mnie znaczycie. A z Adamem tak się głupio wszystko ułożyło. I nie wiem, co jest lepsze, czy sytuacja teraz, czy wcześniej…
Magda chciała ją zmusić siłą woli, żeby na nią spojrzała. Po chwili Marta podniosła na nią swój smutny wzrok. Uśmiechnęła się niepewnie, jakby prosząc starszą siostrę, żeby coś z tym wszystkim zrobiła. Jako dziecko tak wiele przeszła i teraz jako nastolatka nie może sobie poradzić z tym problemem, jakim stał się dla niej Adam. Wiedziała, że to za poważny związek jak na nią. Jest za młoda. Ale głupio robiła sobie nadzieje, że sobie z tym poradzi.
- Pizza wystygnie-odezwała się cicho Magda.
- Nie mam na nią ochoty-powiedziała Marta krzywiąc się. Usiadła na kanapie i zwiesiła głowę, wpatrując się w sufit.
- Ale sama ją zamówiłaś-przystawała przy swoim Magda. Trzymała w rękach pudełko, czując ulatujące z niego apetyczne zapachy. Marta nie musi jej tego powtarzać dwa razy, była taka głodna, że zapewne chętnie zje ją całą.
Otworzyła pudełko. W powietrzu czuć było zachęcający aromat. Jeszcze ostatni raz spojrzała na siostrę pytająco. Ta przewróciła oczami i machnęła niedbale ręką.
- Zjedz ty-oznajmiła stanowczo.
*
Wieczór był dosyć chłodny. Ale Marta tym bardziej chciała się wybrać na spacer, połączony z małym joggingiem. Czuła, że potrzebuje zaczerpnąć świeżego powietrza. Jednak zrobiło się zbyt mroźno i podjęła decyzję, że pora wracać. W jednej chwili opanowała ją senność i myślała tylko o miękkim łóżeczku, na którym już za chwilę się znajdzie… Założyła kaptur bluzy na głowę i przyspieszyła, otulając się mocniej ramionami, dla ogrzania. Wciągnęła mocno powietrze i przebiegła ten mały kawałek, który został jej do domu.
Przy furtce przystanęła i oparła ręce o kolana, szybko oddychając, uważając przy tym, żeby nie przeziębić sobie płuc.
Gdy już chciała wejść do domu, pod nogami ujrzała jakąś paczuszkę. Wzięła ją w ręce i weszła do domu, oglądając ją uważnie. Dziwnie pachniała.
- Kto z was zostawił to coś pod drzwiami? -spytała głośno w stronę wnętrza domu.
Nikt nie odpowiadał. Marta nie lubiła, kiedy Magda wychodziła gdzieś, nie informując ją wcześniej, kiedy sama się za to potrafiła wściec. To, że jest starsza, nie oznacza, że może więcej.
Na lodówce była przyczepiona karteczka, na której było napisane:" Przyszła po mnie koleżanka i wyszłyśmy do pubu. Adam i Artur wrócą późno. Magda ". Marta zerwała karteczkę, po czym zgniotła ją i wrzuciła do zlewu. Położyła paczkę na stole i odwiązała ją niepewnie. Nagle w powietrzu zawisł odór zgnilizny. Marta skrzywiła się i odskoczyła o krok, zakrywając sobie buzię rękami. W paczce był zdechły szczur, który zdążył już się rozłożyć. Wyglądało to tak, jak pachniało – czyli paskudnie.
Wiatr wiejący na dworze zatrząsł porządnie szybą kuchennego okna. Marta drgnęła i pisnęła głośno. Nagle wszystko wydawało jej się takie straszne. Gałąź, która zawsze uderzała o okno w kuchni, teraz była przerażająca, wyglądała jak zakrzywione szpony jakiegoś potwora, niczym z horroru.
Znów spojrzała na to, co zostało ze szczura. On się poruszył, czy to ona już zaczyna wariować? Kto to jej zostawił? I jaki ma w tym interes?
Coraz bardziej narastał w niej strach. Na papierze, w którym był zawinięty szczur, był list. Marta odgięła go lekko, starając się nie otrzeć ręki o trupa i zaczęła czytać:
"Gdyby głupi znał swoją niewiedzę, nie byłby głupi [1]", " Głupi nie lubi się zastanawiać, lecz tylko swe zdanie przedstawiać [2]", " Tylko głupiec nie ma wątpliwości. [3]" Księżyc "
Patrzyła na te zdania, lekko zaskoczona. Skąd ten ktoś wytrzasnął takie coś? I czemu akurat to? Ktoś musiał sobie robić z niej żarty. Tak, Magdy nie ma. Pewnie z ukrycia ją obserwuje i ma niezły ubaw…
Ale Magda nie zadałaby sobie tyle trudu, żeby sprezentować jej rozkładającego się szczura! Tylko ktoś nienormalny ma takie pomysły!
Te zdania były dziwne. Czyżby ten… Księżyc… pisał o niej? Spodziewała się raczej gorszych wyzwisk, albo pogróżek. Głupiec? Tak się najwyżej przezywają dzieci w przedszkolu!
Ten ktoś jej nie lubi, tylko to wie. Ba! Komuś najwyraźniej zalazła za skórę. I to nieźle. Nie wiedziała co robić. Magda musiała akurat teraz wyjść sobie do pubu?!
Usiadła na kanapie i skulona przykryła się kocem. Zaczęła oglądać telewizję, ta cisza była zbyt głośna. Nagle z kuchni dobiegł ją odgłos spadającego plastikowego kubka. Wstała gwałtownie i chwyciła wcześniej przygotowany pistolet Adama, którym nie umiała się posługiwać. Adam jednak nie raz jej to demonstrował, a ona na szczęście była pojętnym uczniem.
Powolnym i cichym krokiem ruszyła w kierunku ciemnej kuchni. W tej chwili czuła się, jakby przeniesiono ją do jakiegoś horroru. Tylko że ona nie prosiła o to, nie wyrażała zgody. Chce się natychmiast przenieść do normalnego życia, gdzie ma kłopoty z Adamem i swoją nienajgorszą pracę. Tu nie ma miejsca na takie rzeczy! Boże, jakiś obcy człowiek w jej kuchni, gdzie leży również rozkładający się szczur. Czy to oby na pewno nie jakiś scenariusz, który ktoś jej podrzucił?!
Marta była już cała mokra z tego zdenerwowania. Minęła telefon i fotel. Spojrzała na daleką i ciemną sylwetkę mężczyzny, który stał do niej tyłem. Zbliżała się powoli i bezszelestnie. Była już parę kroków za nim. Szybkim ruchem skoczyła na niego. Walnęła go w głowę pistoletem. Złodziej wydał tylko przeraźliwy jęk i upadł na podłogę. Marta zapaliła światło i wycelowała w złodzieja, odgarniając trzęsącymi się palcami włosy z twarzy.
Boże, zrobiła to, pomyślała z ulgą. Robota papierkowa na posterunku policji na coś się przydała!
Miała tylko nadzieję, że nie zawaha się strzelić, jeśli mężczyzna będzie próbował ją zaatakować.
Ten poruszył się nagle.
- Co do... co tu się dzieje? -spytał zdezorientowany chłopak.
Marta rozpoznała ten głos. To był Adam. Dziewczyna pomogła mu wstać, przepraszając za zachowanie. Później przyłożyła woreczek z lodem do guza na czole Adama, czując się trochę głupio. Chłopak jednak z uśmiechem pogratulował jej odwagi i opanowania. Oboje usiedli na kanapie.
- No ale co się stało? Nigdy tak gwałtownie nie reagowałaś. Czemu od razu pomyślałaś, że jestem kimś obcym? -spytał przytrzymując opatrunek. Trochę go to bolało. Nic dziwnego. Marta dla obrony własnego życia jest zdolna na wiele.
Spojrzała na niego, przełykając głośno ślinę.
- Nie uwierzysz. ktoś mnie…prześladuje-wyjąkała.
--------------------------------
[1] Opracowanie Jan Kropiwnicki; Aforyzmy * myśli; wydawnictwo nauczycielskie; Jelenia Góra 1993; str.38.
[2] Jan Kropiwnicki; op. cit.; str.38.
[3] op. cit.; str.41.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz