Marta wyszła z domu, zatrzymując się na chwilę za drzwiami. Zamknęła oczy, za nic w świecie nie chcąc pozwolić swoim łzom wypłynąć na wierzch.
Nie tak miało być. Iza od wczoraj się do niej nie odzywa. Ma do niej żal za zachowanie przed kinem.
Ale co w tym było złego? Przypadkiem było spotkanie z Damianem. Przypadkiem było również to, że zauważył potrzebującą dziewczynę, otoczoną przez natrętnych chłopców! Ani się z nim nie spotyka po kryjomu, nie robi niczego złego…
Po powrocie do domu Iza powiedziała jej szczerze, jak to jednak wyglądało z ich strony. Chłopakom było to wszystko jedno, wszyscy zgodnie nigdy nie przepadali za Elizą. Dziewczyny jednak trochę niemiło zaczęły się o niej wypowiadać. Także zmieniły swoje podejście co do Damiana, nie spodziewały by się po nim tak bezczelnego i zbytniego spoufalenia się z gościem. Ponieważ… tak szczerze mówiąc, on najwięcej rozmawiał z Martą, wygłupiając się z nią, nawet nie zauważając ostrzegawczych spojrzeń przyjaciół, którzy chcieli mu powiedzieć, żeby się uspokoił, nie robił głupstw.
Dlatego zacznie unikać chłopaka, musi być dla niego niemiła. Czy ona umie być dla kogoś niemiła? Nieraz była, odwzajemniając się za krzywdę jej wyrządzoną. A poza tym?
Adam…
Jemu usilnie starała się pokazać pazurki, jednocześnie chcąc go złapać nimi i przyciągnąć do siebie… Bywała ostra i podła… Jednak skończyło się to namiętnym pocałunkiem, przed którym wcale się nie broniła, pokazując mu tym samym, że wszystkie te jej niemiłe zagrania były znakomitym aktorstwem.
Czyli wychodzi na to, że umie być niemiła, jednocześnie kryjąc w sobie wszystkie uczucia. A one będą czekać na tą chwilę, by móc pokazać swoje oblicze…
Odetchnęła kilka razy głęboko i czując, że powoli uspokaja swoje zdenerwowanie, ruszyła w kierunku… Parku? Sklepu? Wszędzie, byle tylko gdzieś…
Zasunęła bluzę, chcąc uchronić się przed zimnym wiatrem, wiejącym dziś uparcie. Pogoda idealnie wpasowała się w jej nastrój, w jej samopoczucie.
Co ciągnęło ją do Damiana? Ciekawość… Z każdym dniem pokazywał jej coraz bardziej, że jest interesującą osobą, a ona codziennie czekała na następny na to dowód i nigdy jeszcze się nie rozczarowała. Był inny, niż… Daniel, Andrzej, Artur… Wyróżniał się ambitnością, temperamentem, i pozytywną pewnością siebie. A kiedy się uśmiechał, uwodzicielsko mrużył oczy. To było niesamowicie zachęcające.
Dlatego kiedy jej telefon zawibrował w kieszeni dżinsów, pierwsza myśl, jaka pojawiła się w jej głowie, że to Damian dzwoni.
Magda??
- Słucham cię – mruknęła, siadając na ławce w parku. Tak, tutaj będzie bezpieczna przez jakiś czas.
- Dziękuje ci siostra, że tak często do mnie piszesz – oznajmiła z ironią dziewczyna.
Marta przewróciła oczami. Odprowadziła wzrokiem rowerzystę, który śmignął szybko obok niej.
- Jestem ciągle zajęta – skłamała. – Cały czas gdzieś chodzę z Izą.
- Właśnie zauważyłam. Rozrywkowe życie ci się spodobało, prawda? – spytała niezadowolona.
- O co ci chodzi? – syknęła. – Odpoczywam, zapominam o tej pieprzonej Warszawie! – żachnęła się. Poczuła łzy napływające jej do oczu.
Nie pozwolę wam wypłynąć. Za wiele razy zalałyście mi policzki, wysychałyście mi na brodzie. Za często wyzwalałyście w moim sercu ból, ściskając je mocno.
Przypomniała jej się lista powodów, dla których z chęcią wyjechała z Warszawy. Ta lista przeleciała jej przez myśli, odznaczając się pulsowaniem w jej skroniach.
- Odwiedziłam Daniela – Magda starała się udać, że nic się nie stało. Zdała sobie sprawę, jak łatwo jej siostra wraca do tych wszystkich przykrości. Za wiele ich było. – Dobrze się trzyma, kazał ci przekazać, że wszystko w porządku…
W słuchawce dało się słyszeć szum i czyjeś pretensje.
- A Magda leży w szpitalu – dodał Robert poważnym tonem.
- Co się stało?! – przestraszyła się, robiąc okrągłe oczy.
- Potrącił ją… helikopter… – po drugiej stronie dało się słyszeć śmiech chłopaka.
- Bardzo śmieszne! – krzyknęła. – Idiota…
- Oj Marta, co ty taka nerwowa? Myślałem, że się tam relaksujesz, a z twojego tonu słyszę, że znowu jakieś zmartwienia sobie dokładasz. I po co ci to? A my tu mamy wesoło, bo Adam zwalił nam na głowę swoją siostrę, pocieszna istotka, powiem ci szczerze…
Marta podciągnęła nogi i usiadła po turecku na ławce.
- Zaraz, zaraz… Co ty wygadujesz? Adam nie ma siostry.
- I tu cię zaskoczę! Po prostu nigdy o niej nie mówił. Adam przyjedzie niedługo, póki co nie było sensu, żeby jechała do niego, on ma tam tyle pracy… - Robert przerwał, zdziwiony milczeniem siostry. – Coś nie tak?
- Muszę kończyć, wchodzę do sklepu – skłamała. – A zresztą mój telefon lada chwila się rozładuje, trzymajcie się, odezwę się wkrótce – to mówiąc rozłączyła się. Przytrzymała przycisk dłużej, by wyłączyć całkowicie telefon.
*
Adrian stał, podpierając rękami boki i bacznie wpatrywał się w niebo, zaniepokojony kilkoma obłoczkami, powoli po nim płynącymi. Wiatr poruszał jego koszulą, do połowy rozpiętą i czochrał jego dłuższe włosy. Skrzywił się lekko.
- Nie może padać, prawda? – spytał z nadzieją, spoglądając na Kingę.
Dziewczyna poklepała go po pupie i ruszyła w kierunku stołu.
- Nie martw się, nie zapowiadali na dziś deszczu. Możesz być spokojny – to mówiąc położyła na stole reklamówkę z kromkami chleba i pętami kiełbasy.
Chłopak podrapał się po głowie, wciąż zerkając na chmury, czy ich wielkość i biel powinny być uspokajające, czy wręcz przeciwnie.
- Może byś nam pomógł, kretynie jeden? – Konrad zmierzał w ich stronę, obładowany połamanymi gałęziami. – Później usadzisz dupe i będziesz wpieprzać kiełbachy?
- Spokojnie, wszystko pod kontrolą – uniósł do góry rozwartą dłoń, w geście uspokojenia kolegi. – Ktoś tu musi dowodzić, prawda? Staram się przewidzieć pogodę…
- Od kiedy ty jesteś szamanem? – spytał Krzysiek, wybuchając śmiechem, rozbawiony własnym dowcipem.
Adrian popatrzył na niego wrogo, mrużąc oczy.
- Przypominam, że to JA przywiozłem najwięcej prowiantu, więc należą mi się chyba jakieś względy? - uniósł głowę do góry, udając urażonego.
Jednak po chwili zauważył Elizę schodzącą ze wzgórza. Była wyraźnie zła, otaczała się ramionami, wpatrzona w drogę przed sobą. Była sama, bez Damiana. To nie wróżyło nic dobrego… Wyjęła z kieszeni bluzy paczkę papierosów i zapaliła jednego, porządnie się zaciągając. Zwolniła, pozwalając swoim włosom częściowo zakryć swoją twarz. Minęła kolegów, przygotowujących ognisko.
- Hej, a gdzie zgubiłaś swojego…
- Odwal się, ostrzegam cię – przerwała szybko Krzyśkowi, nie obdarzając go ani jednym spojrzeniem.
Siadła na piasku i wyjęła z drugiej kieszeni bluzy puszkę piwa. Każdy obserwował ją zaniepokojony. Krzysiek i Kinga wymienili się porozumiewawczymi spojrzeniami. Coś było nie tak. A mieli nadzieję, że to ognisko będzie radosne i pełne humoru. Już widać, że co najmniej jedna osoba nie będzie się za dobrze bawić.
- Cześć – odezwała się Iza, przerywając ciszę, kiedy każdy obserwował ze zmartwieniem samotnie siedzącą Elizę.
Wszyscy obejrzeli się na dziewczynę i jej kuzynkę, a Marta w jednej chwili poczuła moc oskarżycielskich spojrzeń. Nic nie mówili, a jednak w ich oczach było od groma pretensji.
- Chyba… nie powinno mnie tu być – dziewczyna poczuła łzy napływające do oczy. Szybko odwróciła się i pobiegła w kierunku dużego wzgórza.
Znowu coś spieprzyła, choć nic nie zrobiła. Jak ona to robi?? Przywitali ją takimi spojrzeniami, że miała teraz tylko ochotę spakować swoje rzeczy i wrócić z powrotem do Warszawy. Już wystarczająco tutaj nabroiła.
Czyjaś ręka mocno ścisnęła jej ramię. Zatrzymała się przestraszona i obejrzała do tyłu, szybko rozcierając wierzchem dłoni łzy na policzkach.
- Chodź – powiedział cicho Konrad. Widział, że dziewczyna już otwiera buzię, jednak szybko przyłożył palec do jej ust. – I ani słowa.
Otoczył ją ramieniem i poprowadził z powrotem, gdzie czekała grupka ich znajomych, przygotowujących ognisko. Już nie patrzyli na nią z pretensjami, raczej mieli spuszczone głowy, lekko żałując swojego zachowania.
- Gratulacje – odezwał się Konrad. Zaklaskał w dłonie. – Dziewczyna na pewno bardzo miło się poczuła. Nie rozumiem, czemu wszyscy macie do niej pretensje za tą sytuację – odwrócił się i spojrzał na Elizę, siedzącą wystarczająco daleko, by nie słyszeć rozmowy. – Nie powinno nas to obchodzić. To wyłącznie ich sprawa. Damiana, Elizy i Marty. Oni zdecydują co będzie. Zupełnie nie rozumiem, jak możecie mieć o coś do tej biednej dziewczyny pretensje? Czy ona zmusza go do czegoś?
- To nie tak… - odezwała się cicho Michalina. – Marta, ty niedługo wyjeżdżasz… Baliśmy się, że Damian się od nas odsunie. Póki wszyscy byliśmy w paczce, było ok. A teraz… nie wiem jak to będzie.
- Myślisz, że ja wiem jak to będzie? – spytała cicho Marta. – Nie chcę problemów… Chcę tylko…
- Niech zgadnę? Pysznej kiełbaski z ogniska? – odezwał się Adrian.
Wszyscy spojrzeli na niego lekko zaskoczeni.
- Rozpalamy? – spytała Iwona, dając reszcie do zrozumienia, żeby zapomnieć o tej rozmowie i zająć się w końcu przyjemną częścią wieczoru.
Wszyscy naraz wrócili do organizowania ogniska. Sytuacja się wyprostowała, nikt już nie patrzył na Martę z pretensjami czy z podejrzeniami. Najbardziej cieszyło to Izę, która nie czuła się za dobrze w tej sytuacji. Marta była jej gościem i to Iza była tą osobą, która „wprowadziła lekki nieład” do ich paczki. Teraz sama miała sobie za złe, że w taki sposób myślała o Marcie. W końcu nic złego się nie działo…
Chłopaki przynieśli już wystarczająco dużo gałęzi, postanowi więc powoli rozpalać, ponieważ wszyscy byli już bardzo głodni.
- Chyba naraz zjem dwie, bez kitu – powiedział Krzysiek, masując się po brzuchu. – Kto mi usmaży? – rozejrzał się po koleżankach.
- Marzyciel! – fuknęła Iwona. – A Damian, to pewnie przyjdzie na gotowe… - dziewczyna nabiła trzy kiełbaski na patyk. Popatrzyła na Krzyśka, śliniącego się na ten widok. – Nie ma mowy! To nie dla ciebie. Muszę jedną upiec dla tamtej, co się tak izoluje – ruchem głowy wskazała na daleko siedzącą Elizę.
- Ja może pójdę sprawdzę, czy z nią wszystko w porządku. Mam nadzieję, że miała tylko jedno piwo… - odezwała się Kinga.
Marta odprowadziła ją wzrokiem, kiedy dziewczyna zniknęła w ciemności. Było już mroczno, jedynym źródłem oświetlenia były teraz wysokie płomienie ognia. Patrzyła jak chłopaki obok wygłupiali się, chodząc na rękach i sprawdzając się kto dłużej wytrzyma. Dziewczyny siedziały obok i naśmiewały się z nich.
Ona sama wciąż czuła się lekko obco w ich towarzystwie. Jakby była skrępowana, że może nadal jest przez nich nie zaakceptowana…
Głośne chrząknięcie po drugiej stronie ogniska. Marta podniosła wzrok. Pomiędzy wielkimi językami ognia dostrzegła Damiana. Popatrzyła na niego okrągłymi oczami.
- Musimy porozmawiać, możemy się na chwilę oddalić? – spytał cicho, nie chcąc wcale przebijać się przez głośne komentarze ze strony znajomych, którzy wygłupiali się, nie zauważywszy go jeszcze.
Dziewczyna kiwnęła głową i ruszyła z nim, zdając sobie sprawę, że hałas za nimi ucichł, czuła na sobie ciekawskie i poruszone spojrzenia. Patrzyła co chwilę na chłopaka, jednak było za ciemno, by mogła coś wyczytać z jego wyrazu twarzy. A była pewna, że coś by jej powiedział.
Usiedli na piasku, wystarczająco daleko od palącego się ogniska.
- Czy ma z tym coś wspólnego zachowanie Elizy? – spytała w końcu. – Coś wyraźnie ją zdenerwowało, zasmuciło…
- Nie jestem już z nią – przerwał jej krótko.
Krótki szelest, odgłos zapalniczki i płomień, oświetlający jego twarzy.
Nie zauważył zaskoczonej miny Marty. Płomień zgasł, pozostawiając go w niewiedzy. On jednak podszedł do tego zerwania strasznie spokojnie.
- Przykro mi. Jeśli nie chcesz o tym rozmawiać…
- A myślisz, że po co cię tu zaciągnąłem? – spytał cicho. Co jakiś czas zaciągał się papierosem i wypuszczał głośno dym z ust. – Dopiero kiedy poznałem ciebie… zdałem sobie sprawę, jak nieodpowiednią dziewczyną była dla mnie Eliza.
Marta na te słowa chciała się szybko poderwać, ale Damian złapał jej rękę.
- Świetnie, czyli co, zerwałeś z nią przeze mnie? Wspaniale, teraz to w ogóle będę okropnie wyglądać w oczach wszystkich…
- A co oni mają do rzeczy? To wyłącznie moja decyzja. Nie zmuszałaś mnie do niczego – ponownie zaciągnął się papierosem, oświetlając przy tym na chwilę swoją twarz. Dopiero teraz zauważyła, jak głęboko wpatruje się w jej oczy. – A ja nie mogę przestać o tobie myśleć, sam nie wiem czemu… Wiem, że i ty mnie polubiłaś.
Patrzyła na niego, kręcąc powoli głową.
- Uwierz, nie chcesz ze mną być. Tylko cię skrzywdzę – nie wierzyła, że właśnie to powiedziała.
Spuściła wzrok na swoją dłoń, bawiącą się piaskiem. Jednym ruchem drugiej dłoni przerzuciła do tyłu zasłonę włosów, które opadły, zakrywając jej twarz. Daniel pomógł jej, delikatnie zakładając kosmyk cienkich włosów za ucho.
- Może bywałaś w nieodpowiednich związkach, ale to przeszłość. Ze mną coś takiego cię nie spotka – mówił niezwykle poważnie, ale zarazem przyjemnie. Prawie położył się na piasku, oparty tylko na łokciu. Powoli dosięgnął jej dłoń leżącą na obok, zaczął delikatnie muskać opuszkami palców, przyprawiając ją o dreszcze. Wyrzucił dopalonego peta by wolną ręką dotknąć jej ramienia, na którym wystąpiła już gęsia skórka.
- Muszę pobyć trochę sama… Wyrzucić z głowy niepotrzebne… rzeczy…
- Możesz pobyć ze mną. A ja pomogę ci pozbyć się tych… rzeczy – szepnął, podnosząc się powoli w kierunku jej szyi.
Czy miłość do Adama jest fatycznie czymś, co szybko da się usunąć?
Czy można miłość w ogóle nazwać „czymś”, jeśli znaczy dla człowieka tak wiele, jeśli towarzyszy przez tak długi czas, kiedy wszystko inne zmienia się tak szybko i tak bardzo?
- Nie wiem, czy będziesz w stanie…
- A dasz mi spróbować? – delikatnie pocałował ją w szyję. – Nie wiesz, jak wiele mogę. Nie jestem typem chłopaka, który myśli tylko o swoich przyjemnościach. Zupełnie inaczej podchodzę do związku…
- Jednego dnia zrywasz z jedną dziewczyną i całujesz po szyi inną. Co dobrego mam w tej chwili o tobie pomyśleć? – syknęła, zaskoczona swoją wrogością. Nagle zdała sobie sprawę, że faktycznie nie powinna zawracać głowy temu chłopakowi. Nie zasłużył, żeby być jej kolejnym trofeum.
- Z Elizą praktycznie nie byłem od dawna, staraliśmy się jednak udawać parę… To znaczy… no dobra, ja czułem się jakbym grał w teatrzyku, bo ona chciała mnie zmusić, bym z nią był, groziła, że sobie coś zrobi. Ale ile mogłem w tym trwać, w związku z litości… - sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów, ale ostatecznie się rozmyślił. Marta nie lubiła, jak palił. Gdyby tylko mógł ujrzeć jej twarz, widziałby, jak zaczyna krzywić usteczka, widząc jego rękę wędrującą do koszuli.
- Nie przyjechałam do Sopotu, złamać kolejne serce – jej głos powoli się załamał, słysząc to wstała szybko.
Damian też zerwał się na równe nogi, zdziwiony tym, co usłyszał.
- Mówiłaś, że to ty byłaś raniona – powiedział głośno, kiedy oddalała się powoli.
Dziewczyna zatrzymała się, stała nieruchomo przez chwilę. Odwróciła powoli głowę do tyłu.
- Byłam raniona… przez samą siebie. Bo nie umiałam określić czego naprawdę chcę i wiązałam się z nieodpowiednimi osobami.
- Więc obawiasz się, że ja też mogę być tym nieodpowiednim?
Spojrzała na jego sylwetkę, majaczącą w ciemnościach, choć nie stał wcale tak daleko. Na szczęście nie widziała jego twarzy i oczu. Sądząc z jego głosu, przemawiał przez niego smutek i uczucie, którym ją obdarzył, niewiadomo kiedy i jak.
- A może boję się właśnie, że możesz być tym odpowiednim, a ja ciebie tylko skrzywdzę – jęknęła.
Cieszył się, że nie widzi jej łez, choć słysząc jej płaczliwy głos, czuł lekkie kucie w sercu. Stała tam niewinnie, mała, filigranowa, w bluzeczce na cienkie ramiączka i dżinsach zwężonych na dole. Włosy zakrywały jej gołe ramiona a ciemność schowała w sobie jej uczucia, wymalowane na tej dziewczęcej i smutnej twarzy.
Objęła ramiona rękoma, czując dokuczliwie coraz bardziej zimno.
Czekała chwilę, aż chłopak się do niej odezwie.
Milczał.
Odwróciła się i powędrowała w stronę palącego się ogniska. Gdzieś wśród ich wspólnych rzeczy leżała jej bluza.
poniedziałek, 12 listopada 2007
Rozdział 33
Dziewczyna wbiegając po schodach, starała się związać włosy w solidnego kucyka. Zderzenie z bratem nie wchodziło w rachubę, toteż zmierzyła go porządnie wzrokiem.
- Siostra, nie mam dziś dobrego humoru, więc lepiej nic nie mów – mruknął, mijając go.
- Grzesiek, jakby co, to zawsze możemy pogadać – obejrzała się za nim, sprawdzając solidność swojego kucyka.
Chłopak tylko machnął ręką w jej kierunku. Nie bardzo wiedziała, czy było to podziękowaniem za troskę, czy raczej niemiłym gestem?
Wbiegła na górę i ruszyła do pokoju kuzynki, gdzie ta zaszyła się bez słowa zaraz po obiedzie.
Zapukała cicho i powoli otworzyła drzwi. Marta leżała na łóżku wpatrując się bez konkretnego celu w sufit.
- O czym tak rozmyślasz? Nie mów, że Damian tak ci zawrócił w głowie? – zagadnęła, siadając obok niej.
Marta podniosła się i usiadła, kurcząc pod sobą nogi.
- Może i by to było dobrym rozwiązaniem. Niestety w mojej głowie wciąż siedzi Adam – mruknęła, przykładając usta do kolan. – Zaczyna mnie to denerwować, ja muszę o nim zapomnieć.
- Co on takiego zrobił? Zwykle jak pojawia się nowy facet, z łatwością zapomina się o tych poprzednich. Z tego co opowiadałaś, ostatnio dużo ich się pojawiało w twoim życiu. Ty jednak wciąż w głowię miałaś tylko jego...
Marta spojrzała na nią i wydęła usta, wypuszczając głośno powietrze.
- Przysięgam ci, w życiu nie spotkałam nikogo takiego, jak Adam. I naprawdę, nie mam pojęcia jak on to robi... Uwielbiam go...
- Marta, to czemu udajesz, że nie chcesz z nim być, to idiotyczne! – oburzyła się.
- Nie jestem dla niego. To że ja chcę z nim być, nie znaczy, że mogę z nim być. Nie możemy się dogadać, kłócimy się, bo różnica wieku sprawia, że nasze poglądy znacznie się różnią. Nasz związek nie potrafi przetrwać nawet tygodnia. Nie zmarnuję mu życia... – dziewczyna spuściła wzrok, wpatrując się w swoje bose stopy.
- Czyli lepiej ranić samą siebie i kolejnych chłopaków, którym robisz ciągle nadzieje, choć wiesz, że to nie wyjdzie? – Iza popatrzyła na nią litościwie. – Mam do ciebie żal, kuzynko. Szukasz chłopaków tylko po to, by zapomnieć o Adamie, choć wiesz, że powodzenie jest mało prawdopodobne... – wstała i odsłoniła zasłonki, zdała sobie sprawę, że w pokoju jest za ciemno. Na zewnątrz była ładna, słoneczna pogoda. Obejrzała się na Martę, na której twarzy zagościł smutny wyraz twarzy. Ona zdawała sobie doskonale sprawę z tego, co mówiła jej Iza.
- Masz rację... Ale co ja mogę w takiej sytuacji zrobić?
- Marta... nie zachowuj się jak dziecko... Aha i jeszcze jedno. Lubię Damiana, to jeden z najbardziej rozważnych chłopaków w naszej paczce. Nie wykorzystuj go dla swoich własnych potrzeb, proszę cię. Nie skrzywdź go.
Marta spojrzała przestraszona na kuzynkę. Poczuła się trochę głupio. Co może odpowiedzieć, jak sama wie jak jest? Poznaje chłopaka i naiwnie wierzy, że ta znajomość pomoże jej zapomnieć o Adamie. Może podświadomie zawsze jej się wydaje, że właśnie TEN jej w tym pomoże...
- Zdawało mi się, że rozmawiałaś z kimś przez telefon? – zwinnie zmieniła temat.
Mina Izy uświadomiła jej, że zorientowała się, że było to celowe. Jednak postanowiła się ugiąć, i zostawić teraz tamten temat.
- Taak... Dzwonił Adrian. Zamówił bilety na 19 do kina. Podobno strasznie dobra komedia, ale oczywiście sam nie pamięta tytułu – zaśmiała się i pokręciła głową.
- O, to świetnie, jakieś urozmaicenie, zawsze to coś – Marta uśmiechnęła się.
Miała nadzieję, że tamten temat jest już za nimi, jednak po wyrazie twarzy Izy widziała, że dziewczyna będzie mieć ją na oku, jeśli chodzi o Damiana.
Ale ona nie miała najmniejszego zamiaru go krzywdzić, nigdy nikogo nie chciała skrzywdzić. Po prostu... tak wychodziło.
Młody kasjer co chwila spoglądał na nią, nie mogąc się skupić na swojej pracy. Bawiło ją to, ale też zaczynało lekko denerwować. Nie mogła się spóźnić, Iza pewnie już na nią czeka.
- Przepraszam, trochę się spieszę... Czy mógłby pan...?
- Tak, oczywiście. To będzie razem dwanaście złotych, dziewięć groszy – chłopak wyraźnie się zawstydził.
Marta szybko zapłaciła i w biegu pakowała rzeczy do torebki, wychodząc ze sklepu. Wyciągnęła telefon z kieszeni i przechodząc przez ulicę, zaczęła pisać smsa do Izy. Ledwo znalazła się po drugiej stronie, a usłyszała czyjeś wołania. Odwróciła się, a na jej twarz opadła zasłona gładkich i cienkich włosów.
Po drugiej stronie stał Damian i czekał, aż zapali się zielone światło. Robił do niej śmieszne minki, udając niezadowolenie czekaniem. Marta uśmiechnęła się do niego uspokajająco, zapewniając go tym samym, że na niego poczeka. Przypomniała jej się dzisiejsza rozmowa z Izą.
Nie skrzywdź go.
Patrzyła, jak z uśmiechem zbliża się do niej. Był sympatyczny, przystojny. Nie skrzywdzi go. Poza tym, on jest z Elizą, a ona raczej nie wypuści go łatwo z rąk...
Kiedy już znalazł się przy niej, otoczył ją ramieniem i zaczął prowadzić ze sobą w innym kierunku, niż ona początkowo zamierzała.
- Co słychać? Dzwonił ktoś do was w sprawie dzisiejszego seansu? – zagadnął.
- Tak, właśnie szlam do domu, Iza na mnie czeka...
- Oj daj spokój – przerwał jej. Wyjął z kieszeni telefon, poszperał w nim chwilę i po chwili przyłożył go do ucha. – Cześć. Właśnie porywam twoją podopieczną. Spotkamy się na miejscu, dobra? – wsłuchiwał się chwilę w to, co mówiła dziewczyna po drugiej stronie. Zrobił nieciekawą minę, jednak jak przeniósł wzrok na Martę, uśmiechnął się zabawnie. Wydawał się już nie słuchać, co mówiła Iza. – Ależ oczywiście, trzymaj się – to mówiąc przerwał połączenie.
Włożył telefon do kieszeni spodni i wskazał na ławkę, obok której przechodzili. Zrozumiała, że chciałby usiąść na chwilę.
- Pokłóciłyście się? Była trochę... niezadowolona, że idziesz ze mną – zaczął się sam nad tym zastanawiać.
Wyjął z kieszeni spodni lekko pogniecioną paczkę papierosów. Wyciągnął jednego i zapalił, zaciągając się mocno. Marta patrzyła na niego, krzywiąc się.
- Więc? – spytał, spoglądając na nią. – Co Izę ugryzło?
- Nie wiem – mruknęła, odganiając od siebie ręką dym z jego papierosa. – Może w domu coś nie tak...
- Eeee – zaskrzeczał. Zaciągnął się znowu, robił przy tym śmieszną minę, jakby całą swoją uwagę skupiał na tej czynności. Położył rękę na oparciu ławki za plecami Marty. Jednak nie było to próbą objęcia jej. Podejrzewała, że nawet nie chodziło mu to wcale po głowie. – Iza nigdy nie miała czym się przejmować w domu, coś ukrywasz moja droga, ale ja się wszystkiego dowiem, zobaczysz – syknął.
Spojrzała na niego okrągłymi oczami, lekko zaniepokojona. Ten widząc jej minę, wybuchnął śmiechem.
- Nie no, jesteś przeurocza – stwierdził.
Marta znowu zrobiła okrągłe oczy, ale tym razem odwróciła głowę w drugą stronę, nie chcąc mu pokazywać swojej miny.
Szkoda, że jest zajęty...
A może na szczęście? Dla niego?
Obejrzała się na niego, widząc, że wstaje. Rzucił na ziemię peta i przygniótł go butem. Włożył ręce do kieszeni spodni i ruchem głowy dał jej znać, że mogą iść dalej.
Damian poprowadził ją przez park, twierdząc, że w ten sposób będą dwa razy szybciej na miejscu. Dziewczyna udawała, że ogląda las z każdej strony, by móc czasem zerknąć na jego profil. Był zamyślony i jakby skupiał myśli na jakiejś jednej konkretnej sprawie, nie mając zamiaru rozmawiać z nią przez ten czas.
Nie wiedziała tylko, że on doskonale wiedział, że dziewczyna go obserwuje i po prostu chciał jej to umożliwić.
Nagle spojrzał na nią, przyłapując ją na obserwowaniu jego.
- Chciałaś się mnie o coś zapytać? – starał się być poważny, ale ledwo powstrzymywał śmiech.
- Daleko... jeszcze? – wyjąkała.
Ale właśnie zauważyła grupkę znajomych, stojących w cieniu drzewa. Niektórzy z nich obrzucali ich dziwnymi spojrzeniami, kiedy powoli zbliżali się do nich. Martę niepokoiły te spojrzenia, Damian jednak zdawał się nic z tego nie robić.
- Zobaczcie kogo znalazłem błąkającego się po ulicy – oznajmił do znajomych.
- Dłużej się nie dało? – mruknął Krzysiek. – Myśleliśmy, że już nie przyjdziecie, że wolicie spędzić dzień tylko we dwoje.
Spojrzał na Elizę, spotykając się z jej morderczym spojrzeniem.
- Chodźcie do środka, nie róbcie scen – mruknął Damian, całując swoją dziewczynę w policzek, co wcale jej nie uspokoiło. Zerknęła tylko szybko na Martę, chcąc jej pokazać swoją złość.
Ta jednak nie patrzyła na nią. Wyjęła telefon z torebki, czując wibracje. Odłączyła się od paczki, zostając na zewnątrz, kiedy oni weszli już do środka. Już miała odebrać połączenie od siostry, kiedy jej telefon rozładował się na dobre.
- Cholera – syknęła, tupiąc nogą.
- Coś się stało? – usłyszała obok nieznajomy głos, aż wyraźnie drgnęła.
Obok niej stało trzech trochę wyższych chłopaków z ucieszonymi minami.
- Sama? Może potowarzyszymy ci na seansie?
- Dziękuję… - skrzywiła się. – Ale zdecydowanie NIE skorzystam.
- A może jednak wymienimy się telefonami i któregoś dnia coś razem… wykombinujemy? – spytał jeden, podchodząc bliżej i wyjmując ręce z kieszeni. – Możesz mi przypomnieć swoje piękne imię?
- Nie przedstawiałam ci się – syknęła, zaciskając ze złości zęby. Chciała przejść obok nich, jednak umiejętnie zastawili jej drogę. – Odsuńcie się…
- Nie szukajcie problemów, macie przed sobą małą, niepozorną agentkę – usłyszeli głos z tyłu.
Naraz odwrócili się i spojrzeli na Damiana. Stał już z kolejnym papierosem w buzi i zapalał go zapalniczką. Spojrzał oczekująco na chłopaków, rozkładając ręce.
- Coś się stało? Wciąż tu jesteście? – udał zdziwionego. – Marta, pokaż im ten pistolet, może się przestraszą i obejdzie się bez strzelaniny.
Chłopaki spojrzeli na niego jak na nienormalnego i odeszli, patrząc na niego i pukając się w czoło.
Marta stała z poważną miną, po czym podeszła szybko do Damiana i wybuchnęła śmiechem.
- Ty jesteś nienormalny – pisnęła, uderzając go lekko pięścią w pierś.
Poczuła się jednak lekko zmieszana swoim zachowaniem.
Dziewczyno co ty znowu wyprawiasz? Zostaw go w spokoju. Zostaw, póki jeszcze nie jest za późno. Znowu upatrzyłaś sobie trofeum? Czyjeś serce, kolejne do zniszczenia? Chłopak wydawał się ją polubić od razu, mogło się to okazać zgubne.
Przekręciła głowę lekko w bok, patrząc badawczo na jego uśmiech. Zaciągnął się znowu papierosem, spotykając się z jej krzywiącymi się ustami. Nie podobało jej się to. Eliza nie miała mu tego za złe, sama paliła jak nałogowiec…
On również przekręcił głowę, tylko w drugą stronę, marszcząc przy tym brwi.
Gdyby tak postawić je obok siebie, to jak zestawić dobro ze złem… Czasami ostrą i wulgarną Elizę i łagodną i kruchą Martę o uśmiechu tak uroczym i zaraźliwym…
W drzwiach budynku pojawił się Adrian i gwizdnął przeraźliwie głośno.
- To już przestaje być śmieszne, naprawdę! – krzyknął, nie będąc wcale zadowolonym. – Ostrzegam was w imieniu wszystkich!
Adrian machnął ręką i wszedł do środka, trzaskając drzwiami. Ruszył w kierunku grupki znajomych, lekko oburzonych stojących przy kasie, jednak zwrócił uwagę na Elizę, stojącą przy szybie i patrzącą na zbliżającą się do budynku parę. Poruszała bezgłośnie ustami, obserwując ich morderczymi spojrzeniami.
- A co ty skarbie sama do siebie mówisz? To są pierwsze objawy choroby – oznajmił troskliwym głosem, otaczając ją ramieniem.
- Widzisz, niestety muszę – mruknęła, odtrącając jego rękę. – Mój chłopak woli towarzystwo Marty i nawet się z tym nie kryje… Ale ta mała suka jeszcze pożałuje – dodała ciszej.
- Co? Słucham? – Adrian nachylił się nad nią. – Eliz, to kuzynka Izy, uważaj. Jestem pewien, że Damian po prostu próbuje być miły, choć zgodzę się z tobą, czasami przesadza… - obejrzał się i zobaczył parę wchodzącą do kina. – A ona niedługo wyjedzie, przeczekaj.
Adrian odszedł od niej i podbiegł do grupki znajomych, zaczynających obrzucać pretensjami Martę i Damiana. Oboje stali skruszeni, wysłuchując uwag, po czym zaczęli się tłumaczyć.
- Mam nadzieję, że wyjedzie, bo inaczej pożałuje, że na niego spojrzała – powiedziała do siebie przez zęby Eliza, obserwując ich z daleka.
- Siostra, nie mam dziś dobrego humoru, więc lepiej nic nie mów – mruknął, mijając go.
- Grzesiek, jakby co, to zawsze możemy pogadać – obejrzała się za nim, sprawdzając solidność swojego kucyka.
Chłopak tylko machnął ręką w jej kierunku. Nie bardzo wiedziała, czy było to podziękowaniem za troskę, czy raczej niemiłym gestem?
Wbiegła na górę i ruszyła do pokoju kuzynki, gdzie ta zaszyła się bez słowa zaraz po obiedzie.
Zapukała cicho i powoli otworzyła drzwi. Marta leżała na łóżku wpatrując się bez konkretnego celu w sufit.
- O czym tak rozmyślasz? Nie mów, że Damian tak ci zawrócił w głowie? – zagadnęła, siadając obok niej.
Marta podniosła się i usiadła, kurcząc pod sobą nogi.
- Może i by to było dobrym rozwiązaniem. Niestety w mojej głowie wciąż siedzi Adam – mruknęła, przykładając usta do kolan. – Zaczyna mnie to denerwować, ja muszę o nim zapomnieć.
- Co on takiego zrobił? Zwykle jak pojawia się nowy facet, z łatwością zapomina się o tych poprzednich. Z tego co opowiadałaś, ostatnio dużo ich się pojawiało w twoim życiu. Ty jednak wciąż w głowię miałaś tylko jego...
Marta spojrzała na nią i wydęła usta, wypuszczając głośno powietrze.
- Przysięgam ci, w życiu nie spotkałam nikogo takiego, jak Adam. I naprawdę, nie mam pojęcia jak on to robi... Uwielbiam go...
- Marta, to czemu udajesz, że nie chcesz z nim być, to idiotyczne! – oburzyła się.
- Nie jestem dla niego. To że ja chcę z nim być, nie znaczy, że mogę z nim być. Nie możemy się dogadać, kłócimy się, bo różnica wieku sprawia, że nasze poglądy znacznie się różnią. Nasz związek nie potrafi przetrwać nawet tygodnia. Nie zmarnuję mu życia... – dziewczyna spuściła wzrok, wpatrując się w swoje bose stopy.
- Czyli lepiej ranić samą siebie i kolejnych chłopaków, którym robisz ciągle nadzieje, choć wiesz, że to nie wyjdzie? – Iza popatrzyła na nią litościwie. – Mam do ciebie żal, kuzynko. Szukasz chłopaków tylko po to, by zapomnieć o Adamie, choć wiesz, że powodzenie jest mało prawdopodobne... – wstała i odsłoniła zasłonki, zdała sobie sprawę, że w pokoju jest za ciemno. Na zewnątrz była ładna, słoneczna pogoda. Obejrzała się na Martę, na której twarzy zagościł smutny wyraz twarzy. Ona zdawała sobie doskonale sprawę z tego, co mówiła jej Iza.
- Masz rację... Ale co ja mogę w takiej sytuacji zrobić?
- Marta... nie zachowuj się jak dziecko... Aha i jeszcze jedno. Lubię Damiana, to jeden z najbardziej rozważnych chłopaków w naszej paczce. Nie wykorzystuj go dla swoich własnych potrzeb, proszę cię. Nie skrzywdź go.
Marta spojrzała przestraszona na kuzynkę. Poczuła się trochę głupio. Co może odpowiedzieć, jak sama wie jak jest? Poznaje chłopaka i naiwnie wierzy, że ta znajomość pomoże jej zapomnieć o Adamie. Może podświadomie zawsze jej się wydaje, że właśnie TEN jej w tym pomoże...
- Zdawało mi się, że rozmawiałaś z kimś przez telefon? – zwinnie zmieniła temat.
Mina Izy uświadomiła jej, że zorientowała się, że było to celowe. Jednak postanowiła się ugiąć, i zostawić teraz tamten temat.
- Taak... Dzwonił Adrian. Zamówił bilety na 19 do kina. Podobno strasznie dobra komedia, ale oczywiście sam nie pamięta tytułu – zaśmiała się i pokręciła głową.
- O, to świetnie, jakieś urozmaicenie, zawsze to coś – Marta uśmiechnęła się.
Miała nadzieję, że tamten temat jest już za nimi, jednak po wyrazie twarzy Izy widziała, że dziewczyna będzie mieć ją na oku, jeśli chodzi o Damiana.
Ale ona nie miała najmniejszego zamiaru go krzywdzić, nigdy nikogo nie chciała skrzywdzić. Po prostu... tak wychodziło.
Młody kasjer co chwila spoglądał na nią, nie mogąc się skupić na swojej pracy. Bawiło ją to, ale też zaczynało lekko denerwować. Nie mogła się spóźnić, Iza pewnie już na nią czeka.
- Przepraszam, trochę się spieszę... Czy mógłby pan...?
- Tak, oczywiście. To będzie razem dwanaście złotych, dziewięć groszy – chłopak wyraźnie się zawstydził.
Marta szybko zapłaciła i w biegu pakowała rzeczy do torebki, wychodząc ze sklepu. Wyciągnęła telefon z kieszeni i przechodząc przez ulicę, zaczęła pisać smsa do Izy. Ledwo znalazła się po drugiej stronie, a usłyszała czyjeś wołania. Odwróciła się, a na jej twarz opadła zasłona gładkich i cienkich włosów.
Po drugiej stronie stał Damian i czekał, aż zapali się zielone światło. Robił do niej śmieszne minki, udając niezadowolenie czekaniem. Marta uśmiechnęła się do niego uspokajająco, zapewniając go tym samym, że na niego poczeka. Przypomniała jej się dzisiejsza rozmowa z Izą.
Nie skrzywdź go.
Patrzyła, jak z uśmiechem zbliża się do niej. Był sympatyczny, przystojny. Nie skrzywdzi go. Poza tym, on jest z Elizą, a ona raczej nie wypuści go łatwo z rąk...
Kiedy już znalazł się przy niej, otoczył ją ramieniem i zaczął prowadzić ze sobą w innym kierunku, niż ona początkowo zamierzała.
- Co słychać? Dzwonił ktoś do was w sprawie dzisiejszego seansu? – zagadnął.
- Tak, właśnie szlam do domu, Iza na mnie czeka...
- Oj daj spokój – przerwał jej. Wyjął z kieszeni telefon, poszperał w nim chwilę i po chwili przyłożył go do ucha. – Cześć. Właśnie porywam twoją podopieczną. Spotkamy się na miejscu, dobra? – wsłuchiwał się chwilę w to, co mówiła dziewczyna po drugiej stronie. Zrobił nieciekawą minę, jednak jak przeniósł wzrok na Martę, uśmiechnął się zabawnie. Wydawał się już nie słuchać, co mówiła Iza. – Ależ oczywiście, trzymaj się – to mówiąc przerwał połączenie.
Włożył telefon do kieszeni spodni i wskazał na ławkę, obok której przechodzili. Zrozumiała, że chciałby usiąść na chwilę.
- Pokłóciłyście się? Była trochę... niezadowolona, że idziesz ze mną – zaczął się sam nad tym zastanawiać.
Wyjął z kieszeni spodni lekko pogniecioną paczkę papierosów. Wyciągnął jednego i zapalił, zaciągając się mocno. Marta patrzyła na niego, krzywiąc się.
- Więc? – spytał, spoglądając na nią. – Co Izę ugryzło?
- Nie wiem – mruknęła, odganiając od siebie ręką dym z jego papierosa. – Może w domu coś nie tak...
- Eeee – zaskrzeczał. Zaciągnął się znowu, robił przy tym śmieszną minę, jakby całą swoją uwagę skupiał na tej czynności. Położył rękę na oparciu ławki za plecami Marty. Jednak nie było to próbą objęcia jej. Podejrzewała, że nawet nie chodziło mu to wcale po głowie. – Iza nigdy nie miała czym się przejmować w domu, coś ukrywasz moja droga, ale ja się wszystkiego dowiem, zobaczysz – syknął.
Spojrzała na niego okrągłymi oczami, lekko zaniepokojona. Ten widząc jej minę, wybuchnął śmiechem.
- Nie no, jesteś przeurocza – stwierdził.
Marta znowu zrobiła okrągłe oczy, ale tym razem odwróciła głowę w drugą stronę, nie chcąc mu pokazywać swojej miny.
Szkoda, że jest zajęty...
A może na szczęście? Dla niego?
Obejrzała się na niego, widząc, że wstaje. Rzucił na ziemię peta i przygniótł go butem. Włożył ręce do kieszeni spodni i ruchem głowy dał jej znać, że mogą iść dalej.
Damian poprowadził ją przez park, twierdząc, że w ten sposób będą dwa razy szybciej na miejscu. Dziewczyna udawała, że ogląda las z każdej strony, by móc czasem zerknąć na jego profil. Był zamyślony i jakby skupiał myśli na jakiejś jednej konkretnej sprawie, nie mając zamiaru rozmawiać z nią przez ten czas.
Nie wiedziała tylko, że on doskonale wiedział, że dziewczyna go obserwuje i po prostu chciał jej to umożliwić.
Nagle spojrzał na nią, przyłapując ją na obserwowaniu jego.
- Chciałaś się mnie o coś zapytać? – starał się być poważny, ale ledwo powstrzymywał śmiech.
- Daleko... jeszcze? – wyjąkała.
Ale właśnie zauważyła grupkę znajomych, stojących w cieniu drzewa. Niektórzy z nich obrzucali ich dziwnymi spojrzeniami, kiedy powoli zbliżali się do nich. Martę niepokoiły te spojrzenia, Damian jednak zdawał się nic z tego nie robić.
- Zobaczcie kogo znalazłem błąkającego się po ulicy – oznajmił do znajomych.
- Dłużej się nie dało? – mruknął Krzysiek. – Myśleliśmy, że już nie przyjdziecie, że wolicie spędzić dzień tylko we dwoje.
Spojrzał na Elizę, spotykając się z jej morderczym spojrzeniem.
- Chodźcie do środka, nie róbcie scen – mruknął Damian, całując swoją dziewczynę w policzek, co wcale jej nie uspokoiło. Zerknęła tylko szybko na Martę, chcąc jej pokazać swoją złość.
Ta jednak nie patrzyła na nią. Wyjęła telefon z torebki, czując wibracje. Odłączyła się od paczki, zostając na zewnątrz, kiedy oni weszli już do środka. Już miała odebrać połączenie od siostry, kiedy jej telefon rozładował się na dobre.
- Cholera – syknęła, tupiąc nogą.
- Coś się stało? – usłyszała obok nieznajomy głos, aż wyraźnie drgnęła.
Obok niej stało trzech trochę wyższych chłopaków z ucieszonymi minami.
- Sama? Może potowarzyszymy ci na seansie?
- Dziękuję… - skrzywiła się. – Ale zdecydowanie NIE skorzystam.
- A może jednak wymienimy się telefonami i któregoś dnia coś razem… wykombinujemy? – spytał jeden, podchodząc bliżej i wyjmując ręce z kieszeni. – Możesz mi przypomnieć swoje piękne imię?
- Nie przedstawiałam ci się – syknęła, zaciskając ze złości zęby. Chciała przejść obok nich, jednak umiejętnie zastawili jej drogę. – Odsuńcie się…
- Nie szukajcie problemów, macie przed sobą małą, niepozorną agentkę – usłyszeli głos z tyłu.
Naraz odwrócili się i spojrzeli na Damiana. Stał już z kolejnym papierosem w buzi i zapalał go zapalniczką. Spojrzał oczekująco na chłopaków, rozkładając ręce.
- Coś się stało? Wciąż tu jesteście? – udał zdziwionego. – Marta, pokaż im ten pistolet, może się przestraszą i obejdzie się bez strzelaniny.
Chłopaki spojrzeli na niego jak na nienormalnego i odeszli, patrząc na niego i pukając się w czoło.
Marta stała z poważną miną, po czym podeszła szybko do Damiana i wybuchnęła śmiechem.
- Ty jesteś nienormalny – pisnęła, uderzając go lekko pięścią w pierś.
Poczuła się jednak lekko zmieszana swoim zachowaniem.
Dziewczyno co ty znowu wyprawiasz? Zostaw go w spokoju. Zostaw, póki jeszcze nie jest za późno. Znowu upatrzyłaś sobie trofeum? Czyjeś serce, kolejne do zniszczenia? Chłopak wydawał się ją polubić od razu, mogło się to okazać zgubne.
Przekręciła głowę lekko w bok, patrząc badawczo na jego uśmiech. Zaciągnął się znowu papierosem, spotykając się z jej krzywiącymi się ustami. Nie podobało jej się to. Eliza nie miała mu tego za złe, sama paliła jak nałogowiec…
On również przekręcił głowę, tylko w drugą stronę, marszcząc przy tym brwi.
Gdyby tak postawić je obok siebie, to jak zestawić dobro ze złem… Czasami ostrą i wulgarną Elizę i łagodną i kruchą Martę o uśmiechu tak uroczym i zaraźliwym…
W drzwiach budynku pojawił się Adrian i gwizdnął przeraźliwie głośno.
- To już przestaje być śmieszne, naprawdę! – krzyknął, nie będąc wcale zadowolonym. – Ostrzegam was w imieniu wszystkich!
Adrian machnął ręką i wszedł do środka, trzaskając drzwiami. Ruszył w kierunku grupki znajomych, lekko oburzonych stojących przy kasie, jednak zwrócił uwagę na Elizę, stojącą przy szybie i patrzącą na zbliżającą się do budynku parę. Poruszała bezgłośnie ustami, obserwując ich morderczymi spojrzeniami.
- A co ty skarbie sama do siebie mówisz? To są pierwsze objawy choroby – oznajmił troskliwym głosem, otaczając ją ramieniem.
- Widzisz, niestety muszę – mruknęła, odtrącając jego rękę. – Mój chłopak woli towarzystwo Marty i nawet się z tym nie kryje… Ale ta mała suka jeszcze pożałuje – dodała ciszej.
- Co? Słucham? – Adrian nachylił się nad nią. – Eliz, to kuzynka Izy, uważaj. Jestem pewien, że Damian po prostu próbuje być miły, choć zgodzę się z tobą, czasami przesadza… - obejrzał się i zobaczył parę wchodzącą do kina. – A ona niedługo wyjedzie, przeczekaj.
Adrian odszedł od niej i podbiegł do grupki znajomych, zaczynających obrzucać pretensjami Martę i Damiana. Oboje stali skruszeni, wysłuchując uwag, po czym zaczęli się tłumaczyć.
- Mam nadzieję, że wyjedzie, bo inaczej pożałuje, że na niego spojrzała – powiedziała do siebie przez zęby Eliza, obserwując ich z daleka.
Rozdział 32
Tak, to właśnie lubiła w Sopocie. Późną porą panuje tu taka cisza, że słychać było tylko świerszcze grające gdzieś w oddali. No i nie bała się wracać w ciemności z Izą z pubu. Nie było tu tak niebezpiecznie, mogła nawet śmiało przyznać, że tutejsze okolice były bardzo spokojne i nigdy nie dochodziło tu do żadnych nieciekawych sytuacji.
Obie dziewczyny były w znakomitym humorze, lekko poprawionym alkoholowymi trunkami.
- Iza, serdeczne dzięki za dzisiaj. Za użyczenie mi swoich przyjaciół – Marta chichotała cicho pod nosem. – Dzisiaj poczułam się tak normalnie… nawet nie wiesz jak miło było zapomnieć o wszystkim… co złe… I ta świadomość, że wszyscy źli ludzie zostali w Warszawie, a tutaj zostałam tak ciepło przyjęta…
Iza zaśmiała się, obejmując Martę. Było trochę chłodno, dlatego też jak szły blisko siebie, ogrzewały się nawzajem ciepłem swoich ciał. Wiał lekki wiatr, poruszając ich włosami. Przyspieszyły, czując coraz większy chłód.
- Cieszę się, ale czy nie za bardzo sentymentalnie podeszłaś do tego dnia? – mruknęła, ziewając przy tym, bez skrępowania szeroko otwierając buzię.
- Bo mnie połkniesz – Marta przyłożyła dłoń, zasłaniając dziewczynie usta. – Niby tak, masz rację. Może twoi znajomi tylko stwarzają pozory miłych. Ale… muszę ci się przyznać, że… ktoś mi wpadł w oko…
- Tak, wiem – przerwała jej Iza, poważniejąc. Były już przed furtką, jednak dziewczyna zagrodziła wejście, poważniejąc. – I właśnie o tym muszę z tobą porozmawiać.
- Och… nie chcesz żebym się wiązała z żadnym z twoich znajomych? – spytała domyślnie, spuszczając wzrok. Po chwili podniosła go i spojrzała na kuzynkę uśmiechnięta. – Ale nie myśl sobie, że ja tylko chcę się zabawić czyimś kosztem, że to tylko tak… Damian naprawdę…
- Trzymaj się od niego z daleka – ostrzegła ją surowo Iza. Nie żartowała.
Marta wydała się być zmieszana. Poczuła się głupio. Otworzyła buzię, chcąc coś powiedzieć, ale zaskoczyła ją niemiła postawa kuzynki.
No tak, koniec z „pożyczaniem” znajomych.
- Nie chcę byś mnie źle zrozumiała – Iza powoli złagodniała, opierając się o furtkę. Wyjęła z kieszeni klucze. – Damian jest chłopakiem Elizy. Widziałam jej wzrok, jak cały wieczór gadaliście oboje. Znam ją i uwierz, że potrafi być podła. I nie będzie cię oszczędzać, tylko dlatego, że jesteś moim gościem.
- Mogłaś mi to powiedzieć od razu. Nie rozmawiałabym z nim wtedy tak zawzięcie – dziewczyna objęła się obiema rękami i spojrzała przed siebie, na odległy koniec długiej ulicy. – Nie mam zamiaru rozbijać czyjegoś związku.
Iza z uspokajającym uśmiechem otworzyła szeroko furtkę i wskazała ręką Marcie, żeby przeszła pierwsza.
Pomimo późnej pory, mama Izy siedziała jeszcze w pokoju i oglądała po cichu telewizję.
- Mamo, ty jeszcze nie…
- Wróciłyście wreszcie – przerwa jej kobieta, wstając. – Wiesz dobrze, że Marta miała dziś ciężką podróż, a ty już pierwszego dnia wyciągasz ją do tego baru. W ogóle nie pomyślałaś, żeby się jej spytać.
- Ale ciociu, nic się nie stało – dziewczyna podeszła do niej i przytuliła ją. – Czuję się o wiele lepiej, niż gdybym została w domu i leżała bezczynnie. Znajomi Izy są zwariowani, ale przy nich moje smutki odeszły na dalszy plan. Było w porządku, naprawdę.
- Tylko Martuniu, nie wzięłaś telefonu i twoja siostra nie mogła się dodzwonić, aż w końcu zadzwoniła do nas na domowy numer. Jej samej nie spodobał się ten wasz dzisiejszy wypad.
Dziewczyna przybrała buntowniczy wyraz twarzy.
- Mojej siostrze nic do tego. Ona się o mnie ciągle martwi, nie daje mi chwili wytchnienia.
- Ja bym się cieszył, gdyby moje siostry się tak o mnie martwiły – powiedział Grzesiek, schodząc ze schodów. Zatrzymał się przed lustrem i zaczął się w nim przyglądać.
Obie dziewczyny zmierzyły go wzrokiem, widząc, jak wiele pracy musiał włożyć w to jak teraz wyglądał. Ten jednak dalej się przeglądał, przeczesując włosy, delikatnie układając je przy pomocy żelu.
- A ty gdzieś się wybierasz? – Marta podeszła do niego, i pokazała mu swój podejrzany uśmiech w odbiciu lustra.
- Tak. Właściwie, to jestem trochę spóźniony. Trochę bardziej, niż trochę – przestał zajmować się włosami i odwrócił się, by spojrzeć na dziewczynę. – Ale ale… Widzę, że jesteś bardzo zadowolona. Widocznie któryś z kumpli mojej siostry wpadł ci w oko – dodał, nachylając się do niej, szturchając ją lekko w ramię.
Dziewczyna otworzyła szeroko oczy.
- A widzisz tu jakiegoś?
- Dowcipnisia – mruknął i sięgnął po kurtkę, wiszącą za jej plecami. – Teraz nie widzę żadnego, bo go porządnie schowałaś. Ale już ja znam takie małe, podstępne dziewczynki. Owijacie sobie nas wokół palca, a my tracimy dla was głowę… - zobaczył dziwnie przestraszony wyraz twarzy kuzynki. – Sorry, źle zniosłem rozstanie z dziewczyną.
Marta odprowadziła go wzrokiem, kiedy szybko zniknął za drzwiami. Spojrzała na Izę i ma swoją ciocię, jednak te nie wykazywały zdziwienia tą sytuacją.
- To było jego normalne zachowanie? – zastanawiała się na głos.
- Nasz Grzesiek zmienia dziewczyny częściej, niż myślisz – powiedziała kobieta, zbierając gazety i układając je na stoliku starannie. – On taki jest praktycznie zawsze. Dla niego kobiety to zło konieczne…
- Zło, bo go krzywdzą, a konieczne, bo bez nich nie może funkcjonować – dokończyła Iza, po czym wszystkie trzy zaczęły się śmiać, zapominając o pozostałych dziewczynach śpiących na górze.
Obie dziewczyny były w znakomitym humorze, lekko poprawionym alkoholowymi trunkami.
- Iza, serdeczne dzięki za dzisiaj. Za użyczenie mi swoich przyjaciół – Marta chichotała cicho pod nosem. – Dzisiaj poczułam się tak normalnie… nawet nie wiesz jak miło było zapomnieć o wszystkim… co złe… I ta świadomość, że wszyscy źli ludzie zostali w Warszawie, a tutaj zostałam tak ciepło przyjęta…
Iza zaśmiała się, obejmując Martę. Było trochę chłodno, dlatego też jak szły blisko siebie, ogrzewały się nawzajem ciepłem swoich ciał. Wiał lekki wiatr, poruszając ich włosami. Przyspieszyły, czując coraz większy chłód.
- Cieszę się, ale czy nie za bardzo sentymentalnie podeszłaś do tego dnia? – mruknęła, ziewając przy tym, bez skrępowania szeroko otwierając buzię.
- Bo mnie połkniesz – Marta przyłożyła dłoń, zasłaniając dziewczynie usta. – Niby tak, masz rację. Może twoi znajomi tylko stwarzają pozory miłych. Ale… muszę ci się przyznać, że… ktoś mi wpadł w oko…
- Tak, wiem – przerwała jej Iza, poważniejąc. Były już przed furtką, jednak dziewczyna zagrodziła wejście, poważniejąc. – I właśnie o tym muszę z tobą porozmawiać.
- Och… nie chcesz żebym się wiązała z żadnym z twoich znajomych? – spytała domyślnie, spuszczając wzrok. Po chwili podniosła go i spojrzała na kuzynkę uśmiechnięta. – Ale nie myśl sobie, że ja tylko chcę się zabawić czyimś kosztem, że to tylko tak… Damian naprawdę…
- Trzymaj się od niego z daleka – ostrzegła ją surowo Iza. Nie żartowała.
Marta wydała się być zmieszana. Poczuła się głupio. Otworzyła buzię, chcąc coś powiedzieć, ale zaskoczyła ją niemiła postawa kuzynki.
No tak, koniec z „pożyczaniem” znajomych.
- Nie chcę byś mnie źle zrozumiała – Iza powoli złagodniała, opierając się o furtkę. Wyjęła z kieszeni klucze. – Damian jest chłopakiem Elizy. Widziałam jej wzrok, jak cały wieczór gadaliście oboje. Znam ją i uwierz, że potrafi być podła. I nie będzie cię oszczędzać, tylko dlatego, że jesteś moim gościem.
- Mogłaś mi to powiedzieć od razu. Nie rozmawiałabym z nim wtedy tak zawzięcie – dziewczyna objęła się obiema rękami i spojrzała przed siebie, na odległy koniec długiej ulicy. – Nie mam zamiaru rozbijać czyjegoś związku.
Iza z uspokajającym uśmiechem otworzyła szeroko furtkę i wskazała ręką Marcie, żeby przeszła pierwsza.
Pomimo późnej pory, mama Izy siedziała jeszcze w pokoju i oglądała po cichu telewizję.
- Mamo, ty jeszcze nie…
- Wróciłyście wreszcie – przerwa jej kobieta, wstając. – Wiesz dobrze, że Marta miała dziś ciężką podróż, a ty już pierwszego dnia wyciągasz ją do tego baru. W ogóle nie pomyślałaś, żeby się jej spytać.
- Ale ciociu, nic się nie stało – dziewczyna podeszła do niej i przytuliła ją. – Czuję się o wiele lepiej, niż gdybym została w domu i leżała bezczynnie. Znajomi Izy są zwariowani, ale przy nich moje smutki odeszły na dalszy plan. Było w porządku, naprawdę.
- Tylko Martuniu, nie wzięłaś telefonu i twoja siostra nie mogła się dodzwonić, aż w końcu zadzwoniła do nas na domowy numer. Jej samej nie spodobał się ten wasz dzisiejszy wypad.
Dziewczyna przybrała buntowniczy wyraz twarzy.
- Mojej siostrze nic do tego. Ona się o mnie ciągle martwi, nie daje mi chwili wytchnienia.
- Ja bym się cieszył, gdyby moje siostry się tak o mnie martwiły – powiedział Grzesiek, schodząc ze schodów. Zatrzymał się przed lustrem i zaczął się w nim przyglądać.
Obie dziewczyny zmierzyły go wzrokiem, widząc, jak wiele pracy musiał włożyć w to jak teraz wyglądał. Ten jednak dalej się przeglądał, przeczesując włosy, delikatnie układając je przy pomocy żelu.
- A ty gdzieś się wybierasz? – Marta podeszła do niego, i pokazała mu swój podejrzany uśmiech w odbiciu lustra.
- Tak. Właściwie, to jestem trochę spóźniony. Trochę bardziej, niż trochę – przestał zajmować się włosami i odwrócił się, by spojrzeć na dziewczynę. – Ale ale… Widzę, że jesteś bardzo zadowolona. Widocznie któryś z kumpli mojej siostry wpadł ci w oko – dodał, nachylając się do niej, szturchając ją lekko w ramię.
Dziewczyna otworzyła szeroko oczy.
- A widzisz tu jakiegoś?
- Dowcipnisia – mruknął i sięgnął po kurtkę, wiszącą za jej plecami. – Teraz nie widzę żadnego, bo go porządnie schowałaś. Ale już ja znam takie małe, podstępne dziewczynki. Owijacie sobie nas wokół palca, a my tracimy dla was głowę… - zobaczył dziwnie przestraszony wyraz twarzy kuzynki. – Sorry, źle zniosłem rozstanie z dziewczyną.
Marta odprowadziła go wzrokiem, kiedy szybko zniknął za drzwiami. Spojrzała na Izę i ma swoją ciocię, jednak te nie wykazywały zdziwienia tą sytuacją.
- To było jego normalne zachowanie? – zastanawiała się na głos.
- Nasz Grzesiek zmienia dziewczyny częściej, niż myślisz – powiedziała kobieta, zbierając gazety i układając je na stoliku starannie. – On taki jest praktycznie zawsze. Dla niego kobiety to zło konieczne…
- Zło, bo go krzywdzą, a konieczne, bo bez nich nie może funkcjonować – dokończyła Iza, po czym wszystkie trzy zaczęły się śmiać, zapominając o pozostałych dziewczynach śpiących na górze.
Rozdział 31
Samochód zatrzymał się pod domem.
- Poradzicie sobie? Ja jestem spóźniony i musze jechać – powiedział chłopak, mając lekkie poczucie winy.
- Grzesiek, dziewczyny mi pomogą, dzięki że mnie przywiozłeś – Marta podkreśliła swoje podziękowania promiennym i szerokim uśmiechem.
Chłopak wycelował do niej groźnie palcem.
- Powiedzmy, że ci wierzę – syknął. – Ale za to będziesz musiała spróbować wieczorem pizzy w moim wykonaniu.
- Skoro karzesz – mruknęła smutno, podnosząc do góry ręce w geście poddania się.
Iza i Daria zaśmiały się razem z nią, patrząc na brata kręcącego głową. Machnął niedbale ręką i szybko wsiadł do samochodu, ruszając gwałtownie z chodnika. Marta patrzyła na oddalający się samochód, z przerażeniem zdając sobie sprawę, z jakim wariatem drogowym jechała przed chwilą.
- Grzesiek jest szalony – stwierdziła beztrosko.
- No cóż, dużo się u nas zmieniło – oznajmiła Iza, biorąc jedną z kilku toreb. – Ale ty też jesteś nie do poznania. W końcu ładnych parę lat się nie widziałyśmy.
Marta wzięła pozostałą torbę i dołączyła do dziewczyn. One również niezmiernie się zmieniły. W końcu minęło tyle lat. Iza stała się teraz wysoką i niezwykle szczupłą dziewczyną, za to o uśmiechu małej dziewczynki, okalanym krótkimi, chłopięcymi kosmykami blond włosów, mieniącymi się słomkowym odcieniem.
Za to Daria była mało podobna do młodszej siostry. Elegancka, troszkę grubsza i minimalnie niższa od Izy, wydawała się być jej przeciwnością. Dłuższe, farbowane na ciemny mahoń włosy dodawały jej dziwnej ponurości, falując delikatnie i błyszcząc niezwykle w świetle słonecznym. Mogła spokojnie uchodzić za dziewczynę z reklamy szamponu do włosów.
Widać jednak było, że znakomicie się dogadują. Czy ona to samo mogła powiedzieć o swoich relacjach z Magdą? Nie do końca… zdarzają się sprzeczki, i to nie rzadko. I ciężko jest określić czyja to tak naprawdę wina…
- A Lucyna i Weronika? – odezwała się nagle.
Obie równocześnie obejrzały się na nią niemiło.
- Proszę cię – fuknęła Daria, ściszając głos. – Są teraz w takim wieku, że są nie do zniesienia. Potrafią łazić za tobą krok w krok i pytać się o takie głupoty… przekonasz się sama.
Położyły torby z boku w przedpokoju i obie siostry poprowadziły gościa do kuchni, gdzie ich matka kończyła właśnie przygotowywanie kanapek. Odwróciła się do tyłu i przywitała dziewczynę z serdecznym uśmiechem.
- Witamy w Sopocie, Martuniu – ucałowała ją potężnie w oba policzki.
- Dzień dobry. Strasznie się cieszę z waszego zaproszenia. Nic lepszego nie mogło mnie spotkać – usiadła przy stole, zakładając nogę na nogę. – Ostatnio nieciekawie się działo u mnie. Wszystko się już ustatkowało, ale… nie mogłabym tam wytrzymać.
- Słyszałyśmy jaką akcję odwalił Artur – odezwała się niepewnie Iza, stojąc w progu kuchni. – Ale… Andrzej długo coś nie wraca.
Marta spojrzała na nią i otworzyła buzię, nie wiedząc za bardzo jak to powiedzieć. Przecież to wszystko jest takie niedorzeczne! W to się nie da uwierzyć.
- Opowiem wam później, to wszystko… nadaje się na niezłą książkę, słowo! – uśmiechnęła się sztucznie, chciała sprawić wrażenie obojętnej na te problemy, które zostały daleko za nią. Niestety tak naprawdę one wszystkie wciąż towarzyszyły jej w myślach, płynęły jak po oceanie, co jakiś czas dobijając do brzegu jej umysłu, przypominając jej o sobie.
- Jak zjesz, to pójdziemy na plażę, poznam cię z moimi znajomymi, już im o tobie opowiadałam…
- Nie wstydzisz się przedstawiać jej tych pijaków? – odezwała się głośno starsza kobieta.
Marta spojrzała zaskoczona na Izę, krzywiąc się lekko. Dziewczyna jednak uśmiechnęła się do niej uspokajająco.
- Mama wciąż żyje jednym zdarzeniem, kiedy to w moje urodziny chłopaki trochę się upili i pod moim oknem śpiewali mi sto lat – powiedziała cicho.
- Nie wiem mamo czemu wciąż jesteś zła – odezwała się Daria. – Nawet dobrze im szło, jeśli wziąć pod uwagę to, że było to śpiewanie na kilka głosów.
Obie siostry zaśmiały się głośno.
- Te chłopaki nie wyjdą ci na dobre – kobieta machnęła w jej kierunku drewnianą łyżką.
- Nie martw się ciociu, ja ich sprawdzę, a jak trzeba będzie, to ich doprowadzę do porządku – Marta mrugnęła okiem do Izy.
- Tobie też zawrócą w głowie, zobaczysz – mruknęła kobieta. – Iza bez nich dnia nie wysiedzi.
- Oj mamo, przesadzasz – dziewczyna zaczerwieniła się. Wystawiła język i zrobiła śmieszną minę do kuzynki.
Marta odwróciła głowę w bok i spojrzała w okno. Tyle lat nie była w Sopocie, jak dotąd nic się tu nie zmieniło, wszystkie ulice które mijała były takie, jakie je zostawiła jak stąd wyjeżdżała. Czy uda jej się wpasować wspomnienia w panującą tu teraz atmosferę? Czy uda jej się wymazać z tych wspomnień Adama? Na pewno nie szybko, z czasem… Zbyt dużo tego czasu będzie potrzebować. Ale może jeśli wkomponuje się w znajomych Izy, to jakoś ucieknie od przeszłości?
*
Dziewczyny siadły na piasku, patrząc na zachód słońca. Horyzont robił się coraz bardziej pomarańczowy, roztaczając swoją barwę coraz obszernym łukiem.
- Brakowało mi tego cholernie – odezwała się Marta. – Choć z drugiej strony… zwykle siedziałam tak tylko z Andrzejem…
- Zaskoczyłaś mnie tą historią – Iza pokręciła na boki głową, na wspomnienie opowieści dziewczyny. – Takie rzeczy nie dzieją się na co dzień… A to wszystko, co od ciebie dziś usłyszałam… Normalnie serial! – spojrzała na nią. Marta wystawiła twarz do przodu, chcąc oddać się ostatnim promieniom słońca.
- Są chwile, kiedy chciałabym, żeby to wszystko się nie wydarzyło. Żeby Andrzej i Artur nie przyjeżdżali… Żeby Daniel i Adam nie pojawiał się w moim życiu… Ale wydaje mi się, że tak po prostu chciało przeznaczenie – mówiła cicho i spokojnie, jakby czytała wiersz. – Nikt z nich nie był do tej pory tym jedynym…
- Nawet… Adam? O nim opowiedziałaś mi najwięcej, to z nim tak naprawdę byłaś. Marta, nie oszukuj sama siebie – powiedziała stanowczo. – Zobaczysz, ktokolwiek nie pojawi się na twojej drodze, ty i tak myślami będziesz wracać do Adama… Wciąż i wciąż…
Nagle z tyłu doszły je kobiece krzyki. Iza obejrzała się do tyłu i pomachała komuś wesoło. Po chwili dołączyły do nich cztery dziewczyny. Opadły gwałtownie na miękki piasek, zmęczone ściganiem się na dół. Wszystkie równo oddychały głęboko.
- Tak, a to są moje wariatki, poznaj je. Iwona, Kinga, Eliza i Michalina – wszystkie machnęły jej niedbale, wciąż nie mogąc złapać tchu. – A to jest właśnie Marta. Hej… A gdzie zgubiłyście chłopaków?
Kinga odetchnęła głośno i przewróciła się na plecy.
- Uciekłyśmy im. Oni zaraz dojdą, widziałaś kiedyś, żeby biegli trzymając otwarte puszki z piwem? – mruknęła.
Zaśmiały się głośno. Marta czuła, że koleżanki Izy są sympatyczne i nie będzie miała problemów z zaprzyjaźnieniem się z nimi.
- Słyszałyście coś? – spytała Kinga podnosząc głowę z piasku. – O nie, patrzcie na tych baranów, wiedziałam że coś kombinują! – wskazała palcem za głowami Izy i Marty.
Obie obróciły się i patrzyły, jak grupka chłopaków powoli schodzi po piaszczystym zboczu, trzymając w rękach po puszce piwa, a w buzi po róży. Wyjęli kwiaty i zaczęli nimi wymachiwać, próbując śpiewać jakąś piosenkę.
- Jej piękne czarne oczy, śnią się… - chłopak, który starał się złapać rytm o mało co nie wywrócił się, kiedy dopadła go ostra czkawka.
- Powiedzcie mi, czemu oni tak usilnie chcą nam pokazać jak bardzo nie wychodzi im śpiewanie? – mruknęła Michalina.
Marta położyła się, podpierając się na łokciach. Nie chciała już obserwować wygłupów chłopaków. Miała nadzieję, że to tylko taki popis na przywitanie. Z jednej strony była przyzwyczajona do dorosłych osób, zachowujących się poważnie. Choć nie ukrywała, że z chęcią na czas pobytu u Izy zapomni się i poczuje znowu smak szaleństwa, zapomni o tym, co dotąd ją spotkało. Będzie udawać, jakby tego nigdy nie było. Jakby od zawsze była tutaj, szczęśliwa, zwariowana… niedojrzała.
Chłopaki wreszcie stanęli przy dziewczynach. Spojrzeli zaciekawieni na Martę i otoczyli ją. Klęknęli na jedno kolano i wyciągnęli do niej kwiaty.
- Jesteśmy zaszczyceni, że możemy cię poznać. Jestem Krzysiek – powiedział chłopak niezwykle poważnie i poetycko.
- Konrad.
- Damian.
- Adrian.
Marta zachichotała rozbawiona ich udawaną romantycznością. Wzięła wystawione w jej stronę kwiaty i położyła obok siebie. Oni widocznie na coś czekali, bo trwali w takiej samej pozie bez słowa.
- Dziękuję, spocznijcie – odezwała się w końcu. Skryta za ciemnymi szybkami okularów mogła przelotnie spojrzeć na pozostałe dziewczyny. Uśmiechały się sztucznie, patrząc na kolegów, widocznie lekko zazdrosne o tak niezwykłe przyjęcie.
Chłopaki usiedli i zajęli się piciem piwa.
- Kogo to był pomysł z tymi kwiatami? – spytała Eliza.
- Adriana – mruknął Konrad, zapalając papierosa. W ostatniej chwili wyciągnął paczkę w stronę dziewczyn, chętny poczęstować. – Ja od początku mówiłem, żeby wjechać na plażę na osiołku – dodał, chowając paczkę do kieszeni na piersi swojej hawajskiej koszuli.
- Ale po co? – odezwała się Marta. – Cztery osiołki w zupełności wystarczą.
Chłopaki spojrzeli na nią z otwartymi buziami, nie rozumiejąc do końca. Dziewczyny wybuchnęły głośnym śmiechem, jeszcze bardziej tym rozbawione. Chłopakom się to najwyraźniej nie spodobało, że zostali wyśmiani, a nawet nie wiedzieli za co.
- Iza, kiedy twoja kuzynka wyjeżdża? – odezwał się Adrian i uniósł do góry głowę, demonstrując swoją urażoną minę.
- Uważaj lepiej. Marta ma za sobą pracę na posterunku policji. Wie jak się obchodzić z bronią – ostrzegła kolegę.
- Mmmm – zamruczał Krzysiek, patrząc uwodzicielsko na dziewczynę. – Zawsze pociągały mnie ostre laski.
- Taka ze mnie policyjna laska, jak z was romantyczni amanci na osiołkach – powiedziała, z zadowoloną miną patrząc w stronę dziewczyn. Wszystkie usatysfakcjonowane patrzyły na zatkanych kolegów.
- Maleńka, zaraz cię zresetuje. Cholera, nikt po nas tyle razy nie pojechał co ona w przeciągu dwudziestu minut! – krzyknął zrozpaczonym głosem Konrad.
Dziewczyny już nie mogły wytrzymać i zaczęły się pokładać ze śmiechu, obserwując tą słowną potyczkę między chłopakami i dziewczyną.
Marta ruchem głowy odgarnęła włosy i przelotnie spojrzała na Damiana, który do tej pory się nie odzywał. Dopiero teraz zauważyła, że chłopak śmieje się z kolegów, ale patrzy prosto na nią, widocznie mile zaskoczony nowym członkiem ich paczki i tym, jak szybko rozprawiła się z poufałością kolegów.
Zdjęła okulary i spojrzała na niego, przekrzywiając lekko głowę. Jego kruczoczarne włosy skupiały na sobie promienie słońca. Dłuższe, proste i zaczesane do przodu. Wyglądało to przyjemnie i oryginalnie. I doskonale kontrastowało z jego czarnymi oczami, kryjącymi jakąś tajemniczą głębię.
- Widzę, że ty nie solidaryzujesz się z kolegami? – spytała, przebijając się przez śmiech koleżanek.
- Nie. Ja nie byłem ani za osiołkami, ani za kwiatami w buzi. A już w szczególności za „czarnymi oczami” w naszym wykonaniu – powiedział cicho. – Ale głupio mi się było tak od nich odróżniać. Bo ja wiem, czy zasłużyłaś na takie szczególne powitanie?
Marta otworzyła buzię, by coś powiedzieć, ale ostatecznie tego nie zrobiła, ponieważ… zatkało ją lekko!
- No, weź mu coś powiedz, bo to miłe nie było – odezwał się Krzysiek, szturchając ją lekko łokciem w ramię.
Dziewczyna spojrzała na niego lekko złowrogo.
Damian pokręcił delikatnie głową i uśmiechnął się do Marty, jakby chciał jej tym samym przekazać, że to był tylko drobny rewanż za kolegów, bo sami nie umieli się obronić. Dziewczyna niepewnie odwzajemniła uśmiech.
- Idę się odlać – oznajmił, wstając.
- Tak, najlepszy tekst, by dobrze wypaść przy gościu – powiedział Adrian, również wstając. – Potowarzyszę ci…
- Nawet nie chcę wiedzieć w jaki sposób oni sobie w tym towarzyszą – odezwała się Iwona i wszystkie naraz zaczęły się śmiać.
- Przepraszam bardzo, to wy zawsze macie zwyczaj chodzić wszystkie razem do łazienki, jakbyście się bały – wymamrotał niemiło Konrad.
Marta spojrzała przelotnie na dziewczyny. Nie ucieszyła jej mina Elizy, która patrzyła na nią z zaciśniętymi ustami, jakby chciała coś powiedzieć, ale powstrzymywała się. Sama Marta nie chciała jej do tego zachęcać. Widocznie była zazdrosna o takie zainteresowanie nią kolegów.
- Dobra, koniec żartów – wymamrotał Konrad, chcąc stłumić beknięcie, ale ostatecznie wyrwało mu się niezwykle głośno. – Najmocniej przepraszam… - szybko obrócił głowę w stronę Marty i spojrzał na nią błagalnie. – Mam nadzieję, że przyjechałaś tu wolna i chętna do zawarcia nowych związków? Oferuję ci nowy model Konrados – wskazał dłonią na swoje ciało. – Umięśniony, odważny…
Marta spoważniała, chcąc się uśmiechnąć lekko, ale trochę krzywo jej to wyszło.
- Na długi czas nie mam zamiaru zawierać żadnego nowego związku – oznajmiła. – Jakby to powiedzieć… Za bardzo byłam raniona przez miłość.
Wszyscy ucichli, nie wiedząc co powiedzieć. Nagle przybiegli Damian i Adrian, siadając tak gwałtownie, że obsypali kolegów piachem.
- Co macie takie smutne ryje? – odezwał się Damian. – I buźki! – to mówiąc uśmiechnął się promiennie do koleżanek.
- Marta długo jeszcze nie będzie zawierać nowego związku, bo za bardzo była raniona przez miłość – szepnął mu do ucha Krzysiek.
Chłopak spojrzał poważnie na dziewczynę, która nie wiedziała, czy się uśmiechać, robiąc dobrą minę do złej gry, czy może otwarcie pokazać swój smutek, który wciąż był świeży.
- Byłaś raniona przez niedojrzałych dupków – syknął. – Nie zwalaj winy na miłość.
- Łooooł! A on od kiedy taki romantyczny? – spytał zaskoczony Adrian.
- Odwal się baranie – syknął, odwracając głowę w drugą stronę. – Robi się zimno, idziemy do pubu? – to mówiąc wstał i ruszył w stronę piaszczystego wzgórza.
- Co go ugryzło? – zdziwiła się Michalina.
- Wiesz… Damian nie lubi jak ktoś się źle wypowiada o miłości – powiedział cicho Konrad, przykładając sobie rękę do piersi.
- Spieprzaj od niego! – syknęła Eliza, wstając i ruszając w stronę odchodzącego chłopaka.
Pozostali też zaczęli się podnosić i otrzepywać z piasku.
- I potrzebne nam to było? – mruknął Krzysiek, przeciągając się mocno. Spojrzał na Martę, widząc, że nie była zbyt ciepło ubrana. Podszedł do niej i otoczył ją ramieniem, prowadząc ze sobą. – Chodź maleńka, teraz cię upijemy i zobaczymy, jak umiesz śpiewać.
Dziewczyna spojrzała na niego z dołu. Musiała przyznać, że koledzy Izy byli uroczy. Był to pierwszy dzień ich znajomości, a jej już się spodobało, bo z tymi ludźmi raczej nudzić się nie będzie.
Tylko co ugryzło tego chłopaka? Czemu się tak obruszył? Nie ukrywała, że był niezwykle przystojny i chętnie by się z nim poznała bliżej. Może Iza nie będzie mieć jej tego za złe…
Czy ona przypadkiem nie chce się nim posłużyć, żeby zapomnieć o Adamie? Nie, to nie to… po prostu naiwnie wierzyła w to, że może jeszcze poczuć do kogoś coś wielkiego. Tak wielkiego, jak to, co wciąż czuje do Adama.
- Poradzicie sobie? Ja jestem spóźniony i musze jechać – powiedział chłopak, mając lekkie poczucie winy.
- Grzesiek, dziewczyny mi pomogą, dzięki że mnie przywiozłeś – Marta podkreśliła swoje podziękowania promiennym i szerokim uśmiechem.
Chłopak wycelował do niej groźnie palcem.
- Powiedzmy, że ci wierzę – syknął. – Ale za to będziesz musiała spróbować wieczorem pizzy w moim wykonaniu.
- Skoro karzesz – mruknęła smutno, podnosząc do góry ręce w geście poddania się.
Iza i Daria zaśmiały się razem z nią, patrząc na brata kręcącego głową. Machnął niedbale ręką i szybko wsiadł do samochodu, ruszając gwałtownie z chodnika. Marta patrzyła na oddalający się samochód, z przerażeniem zdając sobie sprawę, z jakim wariatem drogowym jechała przed chwilą.
- Grzesiek jest szalony – stwierdziła beztrosko.
- No cóż, dużo się u nas zmieniło – oznajmiła Iza, biorąc jedną z kilku toreb. – Ale ty też jesteś nie do poznania. W końcu ładnych parę lat się nie widziałyśmy.
Marta wzięła pozostałą torbę i dołączyła do dziewczyn. One również niezmiernie się zmieniły. W końcu minęło tyle lat. Iza stała się teraz wysoką i niezwykle szczupłą dziewczyną, za to o uśmiechu małej dziewczynki, okalanym krótkimi, chłopięcymi kosmykami blond włosów, mieniącymi się słomkowym odcieniem.
Za to Daria była mało podobna do młodszej siostry. Elegancka, troszkę grubsza i minimalnie niższa od Izy, wydawała się być jej przeciwnością. Dłuższe, farbowane na ciemny mahoń włosy dodawały jej dziwnej ponurości, falując delikatnie i błyszcząc niezwykle w świetle słonecznym. Mogła spokojnie uchodzić za dziewczynę z reklamy szamponu do włosów.
Widać jednak było, że znakomicie się dogadują. Czy ona to samo mogła powiedzieć o swoich relacjach z Magdą? Nie do końca… zdarzają się sprzeczki, i to nie rzadko. I ciężko jest określić czyja to tak naprawdę wina…
- A Lucyna i Weronika? – odezwała się nagle.
Obie równocześnie obejrzały się na nią niemiło.
- Proszę cię – fuknęła Daria, ściszając głos. – Są teraz w takim wieku, że są nie do zniesienia. Potrafią łazić za tobą krok w krok i pytać się o takie głupoty… przekonasz się sama.
Położyły torby z boku w przedpokoju i obie siostry poprowadziły gościa do kuchni, gdzie ich matka kończyła właśnie przygotowywanie kanapek. Odwróciła się do tyłu i przywitała dziewczynę z serdecznym uśmiechem.
- Witamy w Sopocie, Martuniu – ucałowała ją potężnie w oba policzki.
- Dzień dobry. Strasznie się cieszę z waszego zaproszenia. Nic lepszego nie mogło mnie spotkać – usiadła przy stole, zakładając nogę na nogę. – Ostatnio nieciekawie się działo u mnie. Wszystko się już ustatkowało, ale… nie mogłabym tam wytrzymać.
- Słyszałyśmy jaką akcję odwalił Artur – odezwała się niepewnie Iza, stojąc w progu kuchni. – Ale… Andrzej długo coś nie wraca.
Marta spojrzała na nią i otworzyła buzię, nie wiedząc za bardzo jak to powiedzieć. Przecież to wszystko jest takie niedorzeczne! W to się nie da uwierzyć.
- Opowiem wam później, to wszystko… nadaje się na niezłą książkę, słowo! – uśmiechnęła się sztucznie, chciała sprawić wrażenie obojętnej na te problemy, które zostały daleko za nią. Niestety tak naprawdę one wszystkie wciąż towarzyszyły jej w myślach, płynęły jak po oceanie, co jakiś czas dobijając do brzegu jej umysłu, przypominając jej o sobie.
- Jak zjesz, to pójdziemy na plażę, poznam cię z moimi znajomymi, już im o tobie opowiadałam…
- Nie wstydzisz się przedstawiać jej tych pijaków? – odezwała się głośno starsza kobieta.
Marta spojrzała zaskoczona na Izę, krzywiąc się lekko. Dziewczyna jednak uśmiechnęła się do niej uspokajająco.
- Mama wciąż żyje jednym zdarzeniem, kiedy to w moje urodziny chłopaki trochę się upili i pod moim oknem śpiewali mi sto lat – powiedziała cicho.
- Nie wiem mamo czemu wciąż jesteś zła – odezwała się Daria. – Nawet dobrze im szło, jeśli wziąć pod uwagę to, że było to śpiewanie na kilka głosów.
Obie siostry zaśmiały się głośno.
- Te chłopaki nie wyjdą ci na dobre – kobieta machnęła w jej kierunku drewnianą łyżką.
- Nie martw się ciociu, ja ich sprawdzę, a jak trzeba będzie, to ich doprowadzę do porządku – Marta mrugnęła okiem do Izy.
- Tobie też zawrócą w głowie, zobaczysz – mruknęła kobieta. – Iza bez nich dnia nie wysiedzi.
- Oj mamo, przesadzasz – dziewczyna zaczerwieniła się. Wystawiła język i zrobiła śmieszną minę do kuzynki.
Marta odwróciła głowę w bok i spojrzała w okno. Tyle lat nie była w Sopocie, jak dotąd nic się tu nie zmieniło, wszystkie ulice które mijała były takie, jakie je zostawiła jak stąd wyjeżdżała. Czy uda jej się wpasować wspomnienia w panującą tu teraz atmosferę? Czy uda jej się wymazać z tych wspomnień Adama? Na pewno nie szybko, z czasem… Zbyt dużo tego czasu będzie potrzebować. Ale może jeśli wkomponuje się w znajomych Izy, to jakoś ucieknie od przeszłości?
*
Dziewczyny siadły na piasku, patrząc na zachód słońca. Horyzont robił się coraz bardziej pomarańczowy, roztaczając swoją barwę coraz obszernym łukiem.
- Brakowało mi tego cholernie – odezwała się Marta. – Choć z drugiej strony… zwykle siedziałam tak tylko z Andrzejem…
- Zaskoczyłaś mnie tą historią – Iza pokręciła na boki głową, na wspomnienie opowieści dziewczyny. – Takie rzeczy nie dzieją się na co dzień… A to wszystko, co od ciebie dziś usłyszałam… Normalnie serial! – spojrzała na nią. Marta wystawiła twarz do przodu, chcąc oddać się ostatnim promieniom słońca.
- Są chwile, kiedy chciałabym, żeby to wszystko się nie wydarzyło. Żeby Andrzej i Artur nie przyjeżdżali… Żeby Daniel i Adam nie pojawiał się w moim życiu… Ale wydaje mi się, że tak po prostu chciało przeznaczenie – mówiła cicho i spokojnie, jakby czytała wiersz. – Nikt z nich nie był do tej pory tym jedynym…
- Nawet… Adam? O nim opowiedziałaś mi najwięcej, to z nim tak naprawdę byłaś. Marta, nie oszukuj sama siebie – powiedziała stanowczo. – Zobaczysz, ktokolwiek nie pojawi się na twojej drodze, ty i tak myślami będziesz wracać do Adama… Wciąż i wciąż…
Nagle z tyłu doszły je kobiece krzyki. Iza obejrzała się do tyłu i pomachała komuś wesoło. Po chwili dołączyły do nich cztery dziewczyny. Opadły gwałtownie na miękki piasek, zmęczone ściganiem się na dół. Wszystkie równo oddychały głęboko.
- Tak, a to są moje wariatki, poznaj je. Iwona, Kinga, Eliza i Michalina – wszystkie machnęły jej niedbale, wciąż nie mogąc złapać tchu. – A to jest właśnie Marta. Hej… A gdzie zgubiłyście chłopaków?
Kinga odetchnęła głośno i przewróciła się na plecy.
- Uciekłyśmy im. Oni zaraz dojdą, widziałaś kiedyś, żeby biegli trzymając otwarte puszki z piwem? – mruknęła.
Zaśmiały się głośno. Marta czuła, że koleżanki Izy są sympatyczne i nie będzie miała problemów z zaprzyjaźnieniem się z nimi.
- Słyszałyście coś? – spytała Kinga podnosząc głowę z piasku. – O nie, patrzcie na tych baranów, wiedziałam że coś kombinują! – wskazała palcem za głowami Izy i Marty.
Obie obróciły się i patrzyły, jak grupka chłopaków powoli schodzi po piaszczystym zboczu, trzymając w rękach po puszce piwa, a w buzi po róży. Wyjęli kwiaty i zaczęli nimi wymachiwać, próbując śpiewać jakąś piosenkę.
- Jej piękne czarne oczy, śnią się… - chłopak, który starał się złapać rytm o mało co nie wywrócił się, kiedy dopadła go ostra czkawka.
- Powiedzcie mi, czemu oni tak usilnie chcą nam pokazać jak bardzo nie wychodzi im śpiewanie? – mruknęła Michalina.
Marta położyła się, podpierając się na łokciach. Nie chciała już obserwować wygłupów chłopaków. Miała nadzieję, że to tylko taki popis na przywitanie. Z jednej strony była przyzwyczajona do dorosłych osób, zachowujących się poważnie. Choć nie ukrywała, że z chęcią na czas pobytu u Izy zapomni się i poczuje znowu smak szaleństwa, zapomni o tym, co dotąd ją spotkało. Będzie udawać, jakby tego nigdy nie było. Jakby od zawsze była tutaj, szczęśliwa, zwariowana… niedojrzała.
Chłopaki wreszcie stanęli przy dziewczynach. Spojrzeli zaciekawieni na Martę i otoczyli ją. Klęknęli na jedno kolano i wyciągnęli do niej kwiaty.
- Jesteśmy zaszczyceni, że możemy cię poznać. Jestem Krzysiek – powiedział chłopak niezwykle poważnie i poetycko.
- Konrad.
- Damian.
- Adrian.
Marta zachichotała rozbawiona ich udawaną romantycznością. Wzięła wystawione w jej stronę kwiaty i położyła obok siebie. Oni widocznie na coś czekali, bo trwali w takiej samej pozie bez słowa.
- Dziękuję, spocznijcie – odezwała się w końcu. Skryta za ciemnymi szybkami okularów mogła przelotnie spojrzeć na pozostałe dziewczyny. Uśmiechały się sztucznie, patrząc na kolegów, widocznie lekko zazdrosne o tak niezwykłe przyjęcie.
Chłopaki usiedli i zajęli się piciem piwa.
- Kogo to był pomysł z tymi kwiatami? – spytała Eliza.
- Adriana – mruknął Konrad, zapalając papierosa. W ostatniej chwili wyciągnął paczkę w stronę dziewczyn, chętny poczęstować. – Ja od początku mówiłem, żeby wjechać na plażę na osiołku – dodał, chowając paczkę do kieszeni na piersi swojej hawajskiej koszuli.
- Ale po co? – odezwała się Marta. – Cztery osiołki w zupełności wystarczą.
Chłopaki spojrzeli na nią z otwartymi buziami, nie rozumiejąc do końca. Dziewczyny wybuchnęły głośnym śmiechem, jeszcze bardziej tym rozbawione. Chłopakom się to najwyraźniej nie spodobało, że zostali wyśmiani, a nawet nie wiedzieli za co.
- Iza, kiedy twoja kuzynka wyjeżdża? – odezwał się Adrian i uniósł do góry głowę, demonstrując swoją urażoną minę.
- Uważaj lepiej. Marta ma za sobą pracę na posterunku policji. Wie jak się obchodzić z bronią – ostrzegła kolegę.
- Mmmm – zamruczał Krzysiek, patrząc uwodzicielsko na dziewczynę. – Zawsze pociągały mnie ostre laski.
- Taka ze mnie policyjna laska, jak z was romantyczni amanci na osiołkach – powiedziała, z zadowoloną miną patrząc w stronę dziewczyn. Wszystkie usatysfakcjonowane patrzyły na zatkanych kolegów.
- Maleńka, zaraz cię zresetuje. Cholera, nikt po nas tyle razy nie pojechał co ona w przeciągu dwudziestu minut! – krzyknął zrozpaczonym głosem Konrad.
Dziewczyny już nie mogły wytrzymać i zaczęły się pokładać ze śmiechu, obserwując tą słowną potyczkę między chłopakami i dziewczyną.
Marta ruchem głowy odgarnęła włosy i przelotnie spojrzała na Damiana, który do tej pory się nie odzywał. Dopiero teraz zauważyła, że chłopak śmieje się z kolegów, ale patrzy prosto na nią, widocznie mile zaskoczony nowym członkiem ich paczki i tym, jak szybko rozprawiła się z poufałością kolegów.
Zdjęła okulary i spojrzała na niego, przekrzywiając lekko głowę. Jego kruczoczarne włosy skupiały na sobie promienie słońca. Dłuższe, proste i zaczesane do przodu. Wyglądało to przyjemnie i oryginalnie. I doskonale kontrastowało z jego czarnymi oczami, kryjącymi jakąś tajemniczą głębię.
- Widzę, że ty nie solidaryzujesz się z kolegami? – spytała, przebijając się przez śmiech koleżanek.
- Nie. Ja nie byłem ani za osiołkami, ani za kwiatami w buzi. A już w szczególności za „czarnymi oczami” w naszym wykonaniu – powiedział cicho. – Ale głupio mi się było tak od nich odróżniać. Bo ja wiem, czy zasłużyłaś na takie szczególne powitanie?
Marta otworzyła buzię, by coś powiedzieć, ale ostatecznie tego nie zrobiła, ponieważ… zatkało ją lekko!
- No, weź mu coś powiedz, bo to miłe nie było – odezwał się Krzysiek, szturchając ją lekko łokciem w ramię.
Dziewczyna spojrzała na niego lekko złowrogo.
Damian pokręcił delikatnie głową i uśmiechnął się do Marty, jakby chciał jej tym samym przekazać, że to był tylko drobny rewanż za kolegów, bo sami nie umieli się obronić. Dziewczyna niepewnie odwzajemniła uśmiech.
- Idę się odlać – oznajmił, wstając.
- Tak, najlepszy tekst, by dobrze wypaść przy gościu – powiedział Adrian, również wstając. – Potowarzyszę ci…
- Nawet nie chcę wiedzieć w jaki sposób oni sobie w tym towarzyszą – odezwała się Iwona i wszystkie naraz zaczęły się śmiać.
- Przepraszam bardzo, to wy zawsze macie zwyczaj chodzić wszystkie razem do łazienki, jakbyście się bały – wymamrotał niemiło Konrad.
Marta spojrzała przelotnie na dziewczyny. Nie ucieszyła jej mina Elizy, która patrzyła na nią z zaciśniętymi ustami, jakby chciała coś powiedzieć, ale powstrzymywała się. Sama Marta nie chciała jej do tego zachęcać. Widocznie była zazdrosna o takie zainteresowanie nią kolegów.
- Dobra, koniec żartów – wymamrotał Konrad, chcąc stłumić beknięcie, ale ostatecznie wyrwało mu się niezwykle głośno. – Najmocniej przepraszam… - szybko obrócił głowę w stronę Marty i spojrzał na nią błagalnie. – Mam nadzieję, że przyjechałaś tu wolna i chętna do zawarcia nowych związków? Oferuję ci nowy model Konrados – wskazał dłonią na swoje ciało. – Umięśniony, odważny…
Marta spoważniała, chcąc się uśmiechnąć lekko, ale trochę krzywo jej to wyszło.
- Na długi czas nie mam zamiaru zawierać żadnego nowego związku – oznajmiła. – Jakby to powiedzieć… Za bardzo byłam raniona przez miłość.
Wszyscy ucichli, nie wiedząc co powiedzieć. Nagle przybiegli Damian i Adrian, siadając tak gwałtownie, że obsypali kolegów piachem.
- Co macie takie smutne ryje? – odezwał się Damian. – I buźki! – to mówiąc uśmiechnął się promiennie do koleżanek.
- Marta długo jeszcze nie będzie zawierać nowego związku, bo za bardzo była raniona przez miłość – szepnął mu do ucha Krzysiek.
Chłopak spojrzał poważnie na dziewczynę, która nie wiedziała, czy się uśmiechać, robiąc dobrą minę do złej gry, czy może otwarcie pokazać swój smutek, który wciąż był świeży.
- Byłaś raniona przez niedojrzałych dupków – syknął. – Nie zwalaj winy na miłość.
- Łooooł! A on od kiedy taki romantyczny? – spytał zaskoczony Adrian.
- Odwal się baranie – syknął, odwracając głowę w drugą stronę. – Robi się zimno, idziemy do pubu? – to mówiąc wstał i ruszył w stronę piaszczystego wzgórza.
- Co go ugryzło? – zdziwiła się Michalina.
- Wiesz… Damian nie lubi jak ktoś się źle wypowiada o miłości – powiedział cicho Konrad, przykładając sobie rękę do piersi.
- Spieprzaj od niego! – syknęła Eliza, wstając i ruszając w stronę odchodzącego chłopaka.
Pozostali też zaczęli się podnosić i otrzepywać z piasku.
- I potrzebne nam to było? – mruknął Krzysiek, przeciągając się mocno. Spojrzał na Martę, widząc, że nie była zbyt ciepło ubrana. Podszedł do niej i otoczył ją ramieniem, prowadząc ze sobą. – Chodź maleńka, teraz cię upijemy i zobaczymy, jak umiesz śpiewać.
Dziewczyna spojrzała na niego z dołu. Musiała przyznać, że koledzy Izy byli uroczy. Był to pierwszy dzień ich znajomości, a jej już się spodobało, bo z tymi ludźmi raczej nudzić się nie będzie.
Tylko co ugryzło tego chłopaka? Czemu się tak obruszył? Nie ukrywała, że był niezwykle przystojny i chętnie by się z nim poznała bliżej. Może Iza nie będzie mieć jej tego za złe…
Czy ona przypadkiem nie chce się nim posłużyć, żeby zapomnieć o Adamie? Nie, to nie to… po prostu naiwnie wierzyła w to, że może jeszcze poczuć do kogoś coś wielkiego. Tak wielkiego, jak to, co wciąż czuje do Adama.
Subskrybuj:
Posty (Atom)