piątek, 10 sierpnia 2007

Rozdział 4

Następnego dnia Marta obudziła się na podłodze. Pewnie i dlatego sen miała trochę nieprzyjemny. Musiała się ostro rzucać w nocy. Ostatnio była trochę zdenerwowana i sama nie wiedziała co było tego powodem. Ziewnęła i przeciągnęła się.
Była dopiero szósta. Jednak z pokoju Adama słychać było muzykę. Zwariował? Czemu już nie śpi? Czyżby też miał nieciekawy sen?
Wyszła na korytarz i zajrzała do pokoju swojego chłopaka. Zastała go siedzącego na łóżku i oglądającego jakieś zdjęcie. Zauważyła, że to jej zdjęcie, na którym jest razem ze swoimi rodzicami.
Na jej widok chłopak wstał. Mrugnął przestraszony oczami. Położył zdjęcie na łóżku i próbował zacząć, jednak nie wiedział za bardzo jak.
- Marto, zdałem sobie sprawę, że… powinnaś mnie zapoznać z twoimi rodzicami-oznajmił pewny siebie.- W końcu jesteśmy razem i…
- Moi rodzice rozstali się jak byłam mała. Mój ojciec to pijak, a mama nie żyje!- burknęła. -Dobrze o tym wiedziałeś.
- Nieprawda- odparł zaskoczony. Spojrzał na zdjęcie, na którym wszyscy byli uśmiechnięci, nie pokazując nawet, że w ich rodzinie nie układa się.
- Prawda! Jesteś okropny! -wrzasnęła.
- Co się stało? Znowu kłótnia? -spytała niezadowolona Magda, zaglądając do pokoju.
Stała w szlafroku i suszyła ręcznikiem krótkie włosy. Patrzyła to na jedno to na drugie.
- Odsuń się-powiedziała smutnym głosem Marta, wychodząc z pokoju Adama. Poszła się ubrać i wyszła.
- Gdzie ona poszła? -spytała zdziwiona Magda.
Patrzyła na Adama złowrogo, pamiętając, jak na początku ostrzegała go, żeby jej nie skrzywdził. Nie wiedziała tylko, że to nie jest jego wina, on nie wiedział.
Martę po prostu wciąż to cholernie bolało. Całe jej dzieciństwo było jednym wielkim bagnem. Nie była szczęśliwa. W szkole ją wytykano palcami, kiedy wieść o tym, że jej ojciec pod wpływem alkoholu bestialsko zakatował siekierą jej matkę, rozniosła się po okolicy. Marta nie dość, że była w tym zagubiona, to jeszcze przewieziono ją do zakładu psychicznego, wykrywając u niej jakieś zablokowanie rozumowania. Ale ona była tylko w szoku, nie kontaktowała, bo to wszystko było dla niej za ciężkie. Kiedy to minęło i Marta wreszcie powróciła do normalnego zachowania, przysięgła sobie, że nie wróci za nic do szkoły. Zbyt wiele przykrości ją tam spotkało.
Pamiętała taki dzień, kiedy paru chłopców ze starszej klasy zaczepili ja i zaczęli jej opowiadać, jak okropnie to mogło wyglądać. Mówili jej, że byli przy tym i to widzieli. Z wszystkimi szczegółami opisywali jej tą chwilę, dając upust swojej wyobraźni. Dlatego Marta wyjechała z siostrą i na zawsze wymazała to z pamięci. Chwila, kiedy Adam przypomniał jej o tym, zamieniła się we wszystko, czego wtedy doznała.
*
Adam przemierzał ulice miasta, dobrze wiedząc, że to śmieszne. Nie miał nawet pojęcia gdzie może jej szukać. A może wcale jej nie szukał? Może tylko musiał się przewietrzyć, uspokoić? Nie wiedział, że jej życie się nie układało, Nie wiedział o jej rodzicach… a to nie wszystko, co musiał wiedzieć…
Na placu zabaw bawiło się kilkoro dzieci. Jednak wśród nich coś przykuło jego uwagę. Marta siedziała na huśtawce, leniwie odpychając się od ziemi nogami. Podciągnęła kolana pod brodę i schowała w nich twarz.
Adam szybko podbiegł do niej, wołając ją. Marta wstała reagując na krzyk. Zdziwiła się na widok swojego chłopaka. Patrzyła na niego, jakby niedowierzając, że to on. Adam kucnął przed nią i sięgnął po jej dłoń, którą pocałował czule. Nic nie mówił. Czemu jej nie przeprasza? Czemu nie mówi jak bardzo mu przykro?
Wiedział, że Marta nie pozwoliłaby mu mówić. A kiedy teraz okazywał jej swoją skruchę przez czuły dotyk jego ust, nie była w stanie powiedzieć ani słowa.
Chwycił mocno rękę swojej dziewczyny i bez słowa pociągnął ją ze sobą, idąc do domu. Marta nie bardzo wiedziała co robić. Jej wyraz twarzy nagle zmienił się na niemiły. Zaczęła się wyrywać.
- Co ty robisz? Puść mnie! To boli! -powiedziała stanowczym tonem próbując rozluźnić jego uścisk.
Jednak chłopak nie myślał o puszczeniu Marty. Szedł patrząc przed siebie, nie przejmując się tym, że ludzie oglądają się za nimi. Nie tylko przez to, że siłą, ciągnął Martę. Również dlatego, że dziewczyna ubrana była w krótkie spodenki i top, kiedy na dworze było dosyć chłodno.
- Adam puść mnie, słyszysz?!
Chłopak wszedł do domu z dziewczyną i chciał wejść z nią po schodach, ale Marta w ostatniej chwili uwolniła rękę z jego uścisku. Stała, nie wiedząc, czy uciekać, czy nie. Patrzyła na niego przestraszona, kiedy on był zaskoczony. Podszedł bliżej i lekko złapał je za obie dłonie, unosząc do ust.
- Martusiu, czy wyjdziesz za mnie?
Adam zagryzł wargi i czekał na jej reakcję. Dziewczyna nie ukrywała zdziwienia. To była ostatnia rzecz, jakiej się teraz mogła spodziewać. Dlatego też jej mina była przerażona. Poruszała bezgłośnie ustami, myśląc, że chciałaby być do takiej sytuacji przygotowana. Jednak nie była, ponieważ nie spodziewała się tego. Przynajmniej przez najbliższe kilka lat!
- Nie… Adam… dobrze wiesz, że mam dopiero szesnaście lat!. Może w przyszłości. Teraz nie myślmy o tym… Boże! Jeszcze tyle rzeczy może się wydarzyć!- Marta nie bardzo wiedziała co mu odpowiedzieć. Jak to ująć, żeby nie powiedzieć mu, że po prostu nie wie, czy chcę być z nim do końca życia!
Nagle w drzwiach stanęła jakaś kobieta. Postawiła walizki przy swoich nogach i uśmiechnęła się. Słońce, które świeciło za jej plecami oświetlało sylwetkę tajemniczej kobiety.
- Cześć Adam-powiedziała po czym zaśmiała się zalotnie.

Brak komentarzy: