poniedziałek, 20 sierpnia 2007

Rozdział 20

Marta spojrzała na foliowe opakowanie i czytała krok po kroku, co trzeba zrobić. Wrzuciła popcorn do garnka, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Stanęła w progu kuchni, podążając wzrokiem za Magdą, idącą do drzwi.
Nagle za dziewczyną zaczęło coś strzelać przeraźliwie. Odwróciła się szybko i ujrzała popcorn wyskakujący szybko z garnka i rozrzucający się po kuchni.
- O nie, przykrywka! – jęknęła i próbując się osłonić, doszła do garnka i nakryła go przykrywką. Odetchnęła z ulgą, ale skrzywiła się na widok pomieszczenia.
- O, Marta, widzę, że zgotowałaś mi wybuchowe powitanie?
Dziewczyna odwróciła się i uśmiechnęła promiennie, widząc Magdę prowadzącą wózek Moniki.
Spoważniała jednak, widząc mordercze spojrzenie siostry, która wycelowała do niej palcem.
- Ani słowa, dopóki nie sprzątniesz tego burdelu – rzuciła szybko.
- Hej, Hitlerze – odezwała się wesoło Monika. – Daj nam chwile na rozmowę.
Magda bez słowa wyszła, nie będąc zbyt zadowoloną.
- Jak się tu dostałaś? – zagadnęła, zbierając popcorn z blatu stołu.
Monika podjechała bliżej, pomagając jej w tym. Przy okazji podjadła trochę przysmaku.
- Darek mnie przywiózł. Jest kochany, wiesz? To on nalegał, żebym do ciebie przyjechała, żebym zaczęła wychodzić do ludzi – oznajmiła wesoło. – Ale na posterunek nie mam zamiaru jeszcze jechać.
Marta spojrzała na nią smutno, zgarniając popcorn do garnka. Wyciągnęła zmiotkę z szafki, nie wiedząc jak i czy to skomentować. Słyszała, że Monika była lekko podłamana, choć jak ją odwiedzała, nie zauważyła niczego szczególnego w jej zachowaniu. Była trochę smutna, to logiczne, jednak…
- Hej, co z tobą?
Dziewczyna podniosła wzrok z podłogi na koleżankę.
- Nie rozumiem... – spoważniała.
Monika zaśmiała się wesoło i zakryła usta dłonią. Jeśli naprawdę była załamana, to najwyraźniej jej to przeszło. Dziwnie promieniała.
- Zadałam ci pytanie, głuptasie. Czy nie zastanawiasz się, z jaką nowiną do ciebie przyjechałam?
Marta podniosła się z podłogi. Założyła włosy za uszy i rozejrzała się po podłodze, czy niczego nie przeoczyła.
- Myślałam, że są to czysto towarzyskie odwiedziny – mruknęła. – Zresztą domyślam się, że zaraz mi o wszystkim opowiesz? – spojrzała na nią podejrzliwie.
- Siadaj – rozkazała jej i poczekała, aż ta to zrobi. – Lekarz powiedział, że robię postępy w rehabilitacji. Jak wczoraj byłam na badaniach kontrolnych, oznajmił mi, że jak tak dalej pójdzie, niedługo będzie mogła się odbyć operacja, dzięki której może wrócić mi sprawność w nogach. A Darek powiedział, że jak będę po operacji, to czas najwyższy postarać się o... dzidziusia – zakończyła radośnie.
Marta patrzyła na nią jak wryta. Zamrugała oczami, po czym uśmiechnęła się.
- Monika, dziękuję ci – to mówiąc przytuliła nic nie rozumiejącą dziewczynę. – To najszczęśliwsza wiadomość jaką usłyszałam w przeciągu ostatnich miesięcy. Dość przykrych i bolesnych miesięcy.
- Bolesnych... w jakim sensie? Słyszałam, że wróciłaś do szkoły? – spojrzała na nią z uśmiechem, mrużąc przy tym brwi. – Skąd taka zwariowana decyzja?
Marta wzięła trochę popcornu, który wylądował wcześniej na stole i zaczęła się nim zajadać. Wzruszyła ramionami bez słowa.
- Nie chcę być już głupiutką dziewczynką bez wykształcenia – mruknęła smutno ze spuszczoną głową. – Wiesz dobrze, że potrzebuję matury i…
- Rozumiem, spokojnie. Jednak… wraz z tą decyzją, zapadło wiele innych…
- Magda ci już wypaplała?! – wstała wzburzona. – Widzę, że moja siostra uważa, że może mi wszystkiego zabraniać, a sama ma prawo do wszystkiego.
Monika bez słowa patrzyła na nią karcącym spojrzeniem do tej pory, aż dziewczyna się nie opanuje. Jednak oczy Marty zaszkliły się, a na twarzy pojawił się grymas małego dziecka.
- A więc tak, to prawda. Nie jesteśmy już razem. To chciałaś usłyszeć? – jęknęła i zakryła usta dłonią, by nie wyrwał się z nich jej szloch. Odetchnęła głęboko. – Wydaje mi się, że nie pasujemy do siebie. Adam powinien znaleźć sobie kogoś doroślejszego…
- Chciałaś powiedzieć kogoś w jego wieku, tak jak ty znalazłaś sobie rówieśnika? – zagadnęła.
- Nie wiem co Magda ci naopowiadała, ale jak jest naprawdę wiem tylko ja. Daniel to dobry kolega, choć nie przeczę, że wszystko zmierza we wiadomym kierunku… Monika czy przyszłaś po to, by mnie wypytać i ocenić moje decyzje? – wyrzuciła z siebie.
Monika chwyciła za koła wózka i kręcąc nimi, podjechała bliżej koleżanki.
- Adam nie znajdzie sobie nikogo doroślejszego. On będzie czekać zawsze na ciebie. Na jego małą, niedojrzałą dziewczynkę – kobieta uśmiechnęła się do niej przekonująco i położyła rękę na jej kolanie.
Marta wytarła łzy i wstała, odpychając lekko rękę koleżanki.
- Nie wrócę już na posterunek – podeszła do okna i zaczęła przyglądać się kwiatkowi. Miał sucho, a to był jej tydzień podlewania. Magda znowu zrobi jej awanturę. Odwróciła głowę do koleżanki. – Zaczęłam poważnie myśleć o mojej przyszłości. Pomyślałam nawet, czy nie wrócić do ciotki i tam nie kontynuować nauki w liceum.
Monika zaśmiała się kpiąco i zaczęła kierować wózek w kierunku wyjścia z kuchni. Marta podeszła do niej i chciała jej pomóc, widząc że ma kłopoty w przejechaniu przez próg. Kobieta jednak odepchnęła jej rękę.
- Dlaczego od razu nie powiesz, że chcesz za wszelką cenę uciec od Adama? – syknęła. – Przecież to widać. Tylko nie wiem PO CO?? Co ci nagle strzeliło? Myślisz, że wszyscy powinni być dumni z twoich dojrzałych decyzji. Tak naprawdę, są one niedojrzałe i nieodpowiedzialne. Nie wiem co się z tobą stało, ale to nie ta sama Marta, co zawsze promiennie wbiegała na posterunek i zarażała wszystkich wyśmienitym humorem.
Marta otworzyła buzię, chcąc coś powiedzieć. Monika podniosła rękę do góry, by nie pozwolić jej na to.
- Najpierw oddaj nam dawną Martę, to pogadamy.
Monice w końcu udało się przeprawić wózek przez próg. Odwróciła głowę lekko w bok, ukazując koleżance swój profil zakryty zasłoną kasztanowych włosów. Poprowadziła wózek dalej, chcąc znaleźć się na zewnątrz i tam zadzwonić po Darka.
Marta nie poszła za nią, choć nie powinna jej zostawiać tak samej, bezradnej.
Podeszła znowu do okna i spojrzała na kwiatka w którym była sucha ziemia. Na zielony płatek zaczęły spadać jej krople. Najpierw jedna, po chwili druga.
Może lepiej cisnąć kwiatkiem z całej siły o ścianę?
To pomoże?

Brak komentarzy: