Z Sali wyszła pielęgniarka, zamykając delikatnie drzwi. Marta podbiegła do niej.
- I jak?
- Pani Monika odzyskuje przytomność. Pytała o… Darka? – powiedziała niepewnie sama do siebie.
Mężczyzna rzucił gazetę na kanapę i szybko wstał.
- Można już do niej wejść? Jak ona się czuje?
- Jak po operacji. Jest osłabiona, ale odzyskuje siły. Na rezultaty musimy jeszcze poczekać. Może pan do niej wejść...
Marta podeszła do mężczyzny i przytuliła jego rękę.
- Proszę cię, pozwól mi zamienić z nią dwa słowa – szepnęła.
Darek obejrzał się na Magdę i kiwnął do niej głową.
- Co ty na to? – spytał jej.
- Daj jej dwie minuty. Ale – kobieta wycelowała palcem w stronę siostry. – Tylko dlatego, że spotkała cię dziś ta nieprzyjemna sytuacja. I pamiętaj, nie opowiadaj o tym Monice, nie można jej denerwować.
Marta szerokim uśmiechem podziękowała im i weszła szybko do pokoju, zamykając cicho drzwi.
- Darek? – jęknęła Monika.
- Nie, to ja, Marta – szepnęła, jakby w pomieszczeniu było jeszcze jakieś śpiące dziecko.
- Co tu robisz? Twoja siostra mówiła, że nie dasz rady dziś być? Już się wyuczyłyście? – kobieta zaśmiała się krótko.
Marta usiadła na krześle obok niej i złapała ją za rękę.
- Nie wiem co ci powiedziała Magda. Prawda jest taka, że... przepraszam cię, olałam całą sprawę – położyła głowę na pościeli obok ręki koleżanki. – Wybrałam się na imprezę, nie licząc się z tobą… z nikim.
Kobieta położyła rękę na jej głowie.
- Głuptasie, nie rozklejaj mi się tutaj. Na szczęście nie miałaś być moim lekarzem, więc nawet nie zauważyłam twojej nieobecności.
Obie zaśmiały się wesoło. Monika musiała się powstrzymać, bo była jeszcze obolała po operacji. Marta usiadła prosto i spojrzała z uśmiechem na koleżankę.
- Pomimo że to ja miałam operację, a ty wracasz z imprezy, to jednak chyba wyglądam lepiej od ciebie.
Marta dotknęła bolącego policzka, który był jeszcze lekko zaczerwieniony. Przypomniało jej się o rozdartej bluzce.
- Daj spokój, nie uwierzysz… – Marta obejrzała się na drzwi, czy Darek nie wchodzi. – Miałam ci o tym nie mówić, żeby cię nie denerwować. Ale tak z perspektywy czasu, to mnie to bardziej śmieszy, więc ci szybko opowiem.
- Zamieniam się w słuch – oznajmiła rozpromieniona.
- A więc… jakby ci to powiedzieć… Impreza się niezbyt udała – zaczęła ze skrzywioną miną. – Na dworze wiał baaaardzo silny wiatr, a w środku za to było niezwykle głośno, gorąco i tętniło życiem…
*
Dziewczyna zbiegła po schodach, zarzucając torbę na ramię. W szkole panowały straszne pustki, chyba ona jedyna tak długo przebierała się po aerobiku. Ale strasznie to polubiła i chyba chętniej będzie się wybierać na te zajęcia, zwłaszcza, że dziewczyny z jej klasy też były za, a wiadomo, w grupie zawsze raźniej.
Wyjęła telefon, chcąc zadzwonić do Magdy, że zaraz wraca. Może czasami nie zachowywała się zbyt odpowiednio, ale nauczyła się już informować siostrę o późniejszych powrotach do domu.
Zaczęła schodzić coraz wolniej, nie mogąc znaleźć Magdy w spisie telefonów. Za rogiem doszły ją męskie szepty, podejrzanie ciche i tajemnicze.
- To co, mogę na ciebie liczyć? – spytał jeden z głosów.
- Jasne – oznajmił drugi. – To widzimy się tutaj o siódmej?
- Tak. Ja będę już z nią. Trochę ją nastraszymy, to nas popamięta – syknął chłopak.
Marta wystawiła oczy, wiedząc, że jeśli teraz tych dwóch by ją zauważyło, mogłaby mieć kłopoty. Chłopaki ustalili jeszcze dokładne szczegóły, a dziewczyna stała przy schodach mając nadzieję, że pójdą w stronę wyjścia i będzie mogła spokojnie odetchnąć.
Kiedy drzwiczki szafki zatrzasnęły się, chłopcy odeszli, a wraz z nimi ich głosy, cichnące z każdą chwilą. Mówili już normalnie, omawiając jakieś sprawy związane z zawodami sportowymi.
Wychyliła się lekko i spojrzała na chłopaków. Rozpoznała kurtkę jednego z nich, czując łzy napływające jej do oczu. Należała z pewnością do Daniela, była charakterystyczna i niestety, ale zawsze i wszędzie by ją rozpoznała. Choć tak bardzo chciałaby się mylić...
Komu mogliby chcieć zrobić krzywdę? Chyba nie... jej?
środa, 29 sierpnia 2007
Rozdział 24
Adam włożył pistolet do kabury i zasunął kurtkę. Już miał wychodzić, kiedy z góry zbiegła Marta.
- O hej, może cię podwieźć do szkoły? – spytał. – Jeśli się pospieszysz...
- Nie, dzięki – przerwała mu, kładąc pod ścianą plecak. – Jeszcze mnie pobijesz.
Chłopak spojrzał na nią z otwartą buzią, chcąc powiedzieć na pewno zbyt wiele. Policzył jednak do pięciu i powstrzymał się przed tym.
- Uważam, że sobie na to zasłużył – mruknął.
- Co? Jesteś żałosny – syknęła. – Zupełny brak samokrytyki – dodała lekko melodyjnym tonem, mając nadzieję, że go to zdenerwuje.
Adam zmienił minę na bardziej poważną. Widać było, że zaraz zacznie się kazanie, czego Marta nienawidziła.
- Zresztą powiem ci coś jeszcze – powiedział Adam dając jej do zrozumienia, żeby nie odchodziła, widząc, że już sięgała po plecak. – Bardzo się zmieniłaś. I tu nie chodzi tylko o wygląd, ale o charakter. Stałaś się bardziej stanowcza, nieustępliwa, a przede wszystkim chamska. To pewnie on cię tak zmienił.
- To już moja sprawa. A Daniela się nie czepiaj! – krzyknęła. Stanęła na palcach, ledwo dosięgając kurtki na wieszaku. Chciała ją zdjąć, jednak Adam złapał ją za rękę, zatrzymując ją.
- Nie tylko twoja. Magdy i Roberta też. Jeśli myślisz, że jesteś fajna, to się mylisz – Adam puścił ją, zdjął kurtkę i podał jej. Dziewczyna wyrwała mu ją gwałtownie.
- Odezwał się ten, co idzie z duchem czasu – powiedziała cicho Marta. Owinęła szalik dookoła szyi i chciała go minąć, jednak Adam specjalnie stanął na środku korytarza.
- Pamiętaj, że cię ostrzegałem. Później będziesz tego żałować. Ani się obejrzysz, a zaczniesz się obracać w złym towarzystwie, zejdziesz na złą drogę.
- O, dobry pomysł – powiedziała mijając go wreszcie.
- Nie żartuj sobie z tego. Pamiętaj, nie bądź taka do przodu, bo ci z tyłu zabraknie.
Marta obejrzała się na niego z ironicznym spojrzeniem. Uniosła brwi do góry i skrzywiła się.
- Wiesz co, idź do diabła – powiedziała wychodząc i trzaskając za sobą drzwiami z całej siły.
*
Marta szybko wysiadła z samochodu, ponaglając Daniela. Ten wysiadł powoli, rozmawiając jeszcze z Andrzejem. Podziękował mu za podwiezienie, zamknął drzwi i klepnął w dach seata, dając mu błogosławieństwo na dalszą drogę. Podążał za Martą, która niczym małe dziecko, ciągnęła go za rękę, niezadowolona z jego ociągania się.
- Rybko, zdążymy – mruknął rozbawiony.
- Zimno mi, chce wreszcie wejść do środka – powiedziała niezadowolona z jego rozbawienia.
Marta chwyciła za klamkę chcąc otworzyć drzwi, jednak ktoś ze środka był szybszy. Zderzyła się z kolegą z klasy.
- O, witajcie – powiedział, kłaniając im się zabawnie. – Julita cię szuka, ostatnio widziałem ją na górze.
- A ty już spadasz? – zdziwił się Daniel.
Chłopak wyszczerzył zęby, w rozbawieniu.
- Tiaa… nie no prowiant się skończył, lecę z chłopakami do monopolowego – powiedział szeptem. – Tylko nie mówcie nikomu, bo sobie pójdą – to mówiąc dołączył do kolegów, którzy przed chwilą minęli go szybkim krokiem.
Marta tylko spojrzała zdziwiona na Daniela, po czym weszła szybko do domu, bo nie miała zbyt wiele na sobie, a na dworze wiał zimny wiatr.
- Poszukam Julity, później się znajdziemy – pocałowała go i pobiegła na górę.
Wyjęła telefon z kieszeni, chcąc napisać smsa do koleżanki, choć szczerze wątpiła, że uda im się w ten sposób odnaleźć. Na ekranie miała informację o nieodebranym połączeniu od Magdy. Dzwoniła do niej, mając nadzieję, że jej siostra zmieniła zdanie. Ona jednak dziś chciała się po prostu wyszaleć.
Ktoś nagle zastąpił jej drogę. Schowała telefon do kieszeni i uniosła głowę do góry w nadziei, że na stopniu wyżej stoi Julita. Była to jednak Agata, dziewczyna, z którą Marta nie zamieniła ani słowa od czasu, jak są w tej samej klasie, ponieważ nie byłoby to miłe starcie. Siostry obu dziewczyn nie przepadają za sobą. Sama Marta nie miała nic do Agaty, na jej twarzy jednak wypisana była złość i duma, które nie wróżyły nic pozytywnego.
- O hej, widziałaś gdzieś może Julitę? Podobno mnie szukała…
- Powiem raz, wypieprzaj stąd – syknęła. – Nikt cię tu nie chce.
Pchnęła lekko Martę, która musiała powoli omijać schodki w dół, by nie upaść i nie potoczyć się po nich. Miała już to nieprzyjemne doświadczenie za sobą, dlatego wolała go uniknąć na przyszłość.
- Jakoś nikt wcześniej mi tego nie mówił. Więc wybacz, ale chyba mówisz tylko i wyłącznie w swoim imieniu – próbowała być nawet miła, choć bała się, że Agata w gadce jest lepsza i może powiedzieć jej coś przykrego.
- Nasza klasa była zgrana, dopóki się w niej nie pojawiłaś. Osiemnastka o twarzy małej laleczki i jeszcze łapie się za szesnastolatka – to mówiąc zaśmiała się i znów ją pchnęła.
- Nie twoja sprawa. Jak ci się coś nie podoba, możesz sama stąd iść. Wątpię, by ktokolwiek za tobą płakał – tym razem odepchnęła jej ręce, które znów chciały ją szturchnąć.
Agata jednak uśmiechnęła się szyderczo i pociągnęła Martę za bluzkę do ciemnego pomieszczenia obok. Marta przewróciła się o jakieś krzesło i upadła. Agata nie widziała nic, jednak na oślep zaczęła ją okładać pięściami, targać za włosy.
- Uspokój się! – dziewczyna próbowała się bronić, udało jej się raz uderzyć Agatę, co jej jednak nie osłabiło. – Jesteś nienormalna i teraz to się wszyscy dowiedzą!
- Ho ho, chociaż byście drzwi zamknęli, nie macie wstydu – powiedział ktoś, po czym zapalił światło. Jednak ujrzał niekoniecznie to, czego się spodziewał. – O cholera…
Agata z wrogą miną, lekko dysząc spojrzała na chłopaka, trzymając Martę za chabety. Ten podszedł i odciągnął Agatę od poszkodowanej.
- Wszystko w porządku? – spytał się troskliwie.
W tym momencie do kuchni wszedł Daniel z Julitą. Obie dziewczyny siedzące na podłodze nie wyglądały zbyt przyjemnie. Obie potargane, Marta miała lekko zaczerwieniony policzek pod jednym okiem i zadrapanie po pazurze Agaty na szyi.
- Marta? – wymamrotała Julita. Spojrzała na Daniela, który nie był w stanie nic powiedzieć.
Patrzył raz na jedną, raz na drugą. Marta miała minę, jakby się miała zaraz rozpłakać, jej bluzka była lekko naderwana przy rękawie. Agata natomiast wciąż oddychała ciężko, zapewne czując, że znalazła się w niezbyt odpowiedniej sytuacji. Daniel postawił butelkę piwa na stole przy drzwiach i podszedł powoli do Agaty.
- Ty suko, rozniosę cię – syknął złowrogo.
Julita szybko złapała go w pasie z tyłu.
- Nie nie, proszę cię. Nie chcemy żadnej awantury, prawda? – mówiła do niego spokojnym głosem, po czym zwróciła się do Agaty: – Radzę ci stąd spieprzać, póki jestem w stanie go utrzymać, bo może się to dla ciebie źle skończyć – oznajmiła, próbując zatrzymać Daniela, jednak tylko ślizgała się po posadzce kuchni. Agata wciąż siedziała na podłodze. – To może powiem inaczej… Wynoś się stąd!! – wrzasnęła.
Agata momentalnie podniosła się z podłogi i wybiegła na zewnątrz tylnimi drzwiami. Julita puściła Daniela, ten na szczęście nie pobiegł za dziewczyną. Powoli się uspokajał. Podszedł do Marty i kucnął obok niej.
- Księżniczko? – spytał niepewnie.
W tej chwili najmniej było jej to potrzebne. Zapatrzyła się przed siebie bez celu.
- Czemu ona to zrobiła? Nie zdążyłam się jeszcze rozkręcić, a ona już popsuła mi cały wieczór – jęknęła płaczliwie.
- Marta, ona jest po prostu zazdrosna, bo w klasie nigdy nie była lubiana i tyle – Julita nachyliła się i oparła ręce o kolana. – A ciebie każdy od razu polubił i to ją boli.
Marta uniosła na nią wzrok i spotkała się z ciepłym uśmiechem koleżanki, który odwzajemniła.
- Coś sobie życzysz? Przynieść ci coś do picia? Może usiądziesz na chwilę na kanapie? – Daniel mówił drążącym głosem.
W tej chwili Marcie przypomniały się słowa Adama.
- Nie bądź taka do przodu, bo ci z tyłu zabraknie – i ten jego poważny głos...
- Daniel? Pojedziesz ze mną do szpitala?
Chłopak zaczesał jej włosy do tyłu.
- Naturalnie. A coś cię boli? – ujął w dłonie jej twarz, całą zalaną łzami.
- Tak, sumienie – po czym rozbeczała się jak dziecko. – Monika ma teraz operację, muszę tam być.
Daniel spojrzał na nią zdziwiony, po czym uśmiechnął się uspokajająco. Przytulił ją do siebie mocno. Poczuła ciepło bijące od niego. Wtuliła się w niego mocniej, gładząc go delikatnie po plecach.
- Chodź, doprowadzimy cię do porządku i pójdziemy złapać jakąś taksówkę.
Wstał i wyciągnął do niej rękę. Dziewczyna z niemrawym uśmiechem wytarła łzy z policzków i chwyciła jego dłoń.
- O hej, może cię podwieźć do szkoły? – spytał. – Jeśli się pospieszysz...
- Nie, dzięki – przerwała mu, kładąc pod ścianą plecak. – Jeszcze mnie pobijesz.
Chłopak spojrzał na nią z otwartą buzią, chcąc powiedzieć na pewno zbyt wiele. Policzył jednak do pięciu i powstrzymał się przed tym.
- Uważam, że sobie na to zasłużył – mruknął.
- Co? Jesteś żałosny – syknęła. – Zupełny brak samokrytyki – dodała lekko melodyjnym tonem, mając nadzieję, że go to zdenerwuje.
Adam zmienił minę na bardziej poważną. Widać było, że zaraz zacznie się kazanie, czego Marta nienawidziła.
- Zresztą powiem ci coś jeszcze – powiedział Adam dając jej do zrozumienia, żeby nie odchodziła, widząc, że już sięgała po plecak. – Bardzo się zmieniłaś. I tu nie chodzi tylko o wygląd, ale o charakter. Stałaś się bardziej stanowcza, nieustępliwa, a przede wszystkim chamska. To pewnie on cię tak zmienił.
- To już moja sprawa. A Daniela się nie czepiaj! – krzyknęła. Stanęła na palcach, ledwo dosięgając kurtki na wieszaku. Chciała ją zdjąć, jednak Adam złapał ją za rękę, zatrzymując ją.
- Nie tylko twoja. Magdy i Roberta też. Jeśli myślisz, że jesteś fajna, to się mylisz – Adam puścił ją, zdjął kurtkę i podał jej. Dziewczyna wyrwała mu ją gwałtownie.
- Odezwał się ten, co idzie z duchem czasu – powiedziała cicho Marta. Owinęła szalik dookoła szyi i chciała go minąć, jednak Adam specjalnie stanął na środku korytarza.
- Pamiętaj, że cię ostrzegałem. Później będziesz tego żałować. Ani się obejrzysz, a zaczniesz się obracać w złym towarzystwie, zejdziesz na złą drogę.
- O, dobry pomysł – powiedziała mijając go wreszcie.
- Nie żartuj sobie z tego. Pamiętaj, nie bądź taka do przodu, bo ci z tyłu zabraknie.
Marta obejrzała się na niego z ironicznym spojrzeniem. Uniosła brwi do góry i skrzywiła się.
- Wiesz co, idź do diabła – powiedziała wychodząc i trzaskając za sobą drzwiami z całej siły.
*
Marta szybko wysiadła z samochodu, ponaglając Daniela. Ten wysiadł powoli, rozmawiając jeszcze z Andrzejem. Podziękował mu za podwiezienie, zamknął drzwi i klepnął w dach seata, dając mu błogosławieństwo na dalszą drogę. Podążał za Martą, która niczym małe dziecko, ciągnęła go za rękę, niezadowolona z jego ociągania się.
- Rybko, zdążymy – mruknął rozbawiony.
- Zimno mi, chce wreszcie wejść do środka – powiedziała niezadowolona z jego rozbawienia.
Marta chwyciła za klamkę chcąc otworzyć drzwi, jednak ktoś ze środka był szybszy. Zderzyła się z kolegą z klasy.
- O, witajcie – powiedział, kłaniając im się zabawnie. – Julita cię szuka, ostatnio widziałem ją na górze.
- A ty już spadasz? – zdziwił się Daniel.
Chłopak wyszczerzył zęby, w rozbawieniu.
- Tiaa… nie no prowiant się skończył, lecę z chłopakami do monopolowego – powiedział szeptem. – Tylko nie mówcie nikomu, bo sobie pójdą – to mówiąc dołączył do kolegów, którzy przed chwilą minęli go szybkim krokiem.
Marta tylko spojrzała zdziwiona na Daniela, po czym weszła szybko do domu, bo nie miała zbyt wiele na sobie, a na dworze wiał zimny wiatr.
- Poszukam Julity, później się znajdziemy – pocałowała go i pobiegła na górę.
Wyjęła telefon z kieszeni, chcąc napisać smsa do koleżanki, choć szczerze wątpiła, że uda im się w ten sposób odnaleźć. Na ekranie miała informację o nieodebranym połączeniu od Magdy. Dzwoniła do niej, mając nadzieję, że jej siostra zmieniła zdanie. Ona jednak dziś chciała się po prostu wyszaleć.
Ktoś nagle zastąpił jej drogę. Schowała telefon do kieszeni i uniosła głowę do góry w nadziei, że na stopniu wyżej stoi Julita. Była to jednak Agata, dziewczyna, z którą Marta nie zamieniła ani słowa od czasu, jak są w tej samej klasie, ponieważ nie byłoby to miłe starcie. Siostry obu dziewczyn nie przepadają za sobą. Sama Marta nie miała nic do Agaty, na jej twarzy jednak wypisana była złość i duma, które nie wróżyły nic pozytywnego.
- O hej, widziałaś gdzieś może Julitę? Podobno mnie szukała…
- Powiem raz, wypieprzaj stąd – syknęła. – Nikt cię tu nie chce.
Pchnęła lekko Martę, która musiała powoli omijać schodki w dół, by nie upaść i nie potoczyć się po nich. Miała już to nieprzyjemne doświadczenie za sobą, dlatego wolała go uniknąć na przyszłość.
- Jakoś nikt wcześniej mi tego nie mówił. Więc wybacz, ale chyba mówisz tylko i wyłącznie w swoim imieniu – próbowała być nawet miła, choć bała się, że Agata w gadce jest lepsza i może powiedzieć jej coś przykrego.
- Nasza klasa była zgrana, dopóki się w niej nie pojawiłaś. Osiemnastka o twarzy małej laleczki i jeszcze łapie się za szesnastolatka – to mówiąc zaśmiała się i znów ją pchnęła.
- Nie twoja sprawa. Jak ci się coś nie podoba, możesz sama stąd iść. Wątpię, by ktokolwiek za tobą płakał – tym razem odepchnęła jej ręce, które znów chciały ją szturchnąć.
Agata jednak uśmiechnęła się szyderczo i pociągnęła Martę za bluzkę do ciemnego pomieszczenia obok. Marta przewróciła się o jakieś krzesło i upadła. Agata nie widziała nic, jednak na oślep zaczęła ją okładać pięściami, targać za włosy.
- Uspokój się! – dziewczyna próbowała się bronić, udało jej się raz uderzyć Agatę, co jej jednak nie osłabiło. – Jesteś nienormalna i teraz to się wszyscy dowiedzą!
- Ho ho, chociaż byście drzwi zamknęli, nie macie wstydu – powiedział ktoś, po czym zapalił światło. Jednak ujrzał niekoniecznie to, czego się spodziewał. – O cholera…
Agata z wrogą miną, lekko dysząc spojrzała na chłopaka, trzymając Martę za chabety. Ten podszedł i odciągnął Agatę od poszkodowanej.
- Wszystko w porządku? – spytał się troskliwie.
W tym momencie do kuchni wszedł Daniel z Julitą. Obie dziewczyny siedzące na podłodze nie wyglądały zbyt przyjemnie. Obie potargane, Marta miała lekko zaczerwieniony policzek pod jednym okiem i zadrapanie po pazurze Agaty na szyi.
- Marta? – wymamrotała Julita. Spojrzała na Daniela, który nie był w stanie nic powiedzieć.
Patrzył raz na jedną, raz na drugą. Marta miała minę, jakby się miała zaraz rozpłakać, jej bluzka była lekko naderwana przy rękawie. Agata natomiast wciąż oddychała ciężko, zapewne czując, że znalazła się w niezbyt odpowiedniej sytuacji. Daniel postawił butelkę piwa na stole przy drzwiach i podszedł powoli do Agaty.
- Ty suko, rozniosę cię – syknął złowrogo.
Julita szybko złapała go w pasie z tyłu.
- Nie nie, proszę cię. Nie chcemy żadnej awantury, prawda? – mówiła do niego spokojnym głosem, po czym zwróciła się do Agaty: – Radzę ci stąd spieprzać, póki jestem w stanie go utrzymać, bo może się to dla ciebie źle skończyć – oznajmiła, próbując zatrzymać Daniela, jednak tylko ślizgała się po posadzce kuchni. Agata wciąż siedziała na podłodze. – To może powiem inaczej… Wynoś się stąd!! – wrzasnęła.
Agata momentalnie podniosła się z podłogi i wybiegła na zewnątrz tylnimi drzwiami. Julita puściła Daniela, ten na szczęście nie pobiegł za dziewczyną. Powoli się uspokajał. Podszedł do Marty i kucnął obok niej.
- Księżniczko? – spytał niepewnie.
W tej chwili najmniej było jej to potrzebne. Zapatrzyła się przed siebie bez celu.
- Czemu ona to zrobiła? Nie zdążyłam się jeszcze rozkręcić, a ona już popsuła mi cały wieczór – jęknęła płaczliwie.
- Marta, ona jest po prostu zazdrosna, bo w klasie nigdy nie była lubiana i tyle – Julita nachyliła się i oparła ręce o kolana. – A ciebie każdy od razu polubił i to ją boli.
Marta uniosła na nią wzrok i spotkała się z ciepłym uśmiechem koleżanki, który odwzajemniła.
- Coś sobie życzysz? Przynieść ci coś do picia? Może usiądziesz na chwilę na kanapie? – Daniel mówił drążącym głosem.
W tej chwili Marcie przypomniały się słowa Adama.
- Nie bądź taka do przodu, bo ci z tyłu zabraknie – i ten jego poważny głos...
- Daniel? Pojedziesz ze mną do szpitala?
Chłopak zaczesał jej włosy do tyłu.
- Naturalnie. A coś cię boli? – ujął w dłonie jej twarz, całą zalaną łzami.
- Tak, sumienie – po czym rozbeczała się jak dziecko. – Monika ma teraz operację, muszę tam być.
Daniel spojrzał na nią zdziwiony, po czym uśmiechnął się uspokajająco. Przytulił ją do siebie mocno. Poczuła ciepło bijące od niego. Wtuliła się w niego mocniej, gładząc go delikatnie po plecach.
- Chodź, doprowadzimy cię do porządku i pójdziemy złapać jakąś taksówkę.
Wstał i wyciągnął do niej rękę. Dziewczyna z niemrawym uśmiechem wytarła łzy z policzków i chwyciła jego dłoń.
Rozdział 23
Magda otworzyła drzwi i przybrała lekko sztuczny uśmiech, witając Daniela. Nie była zbytnio zadowolona, że Marta poinformowała ją o tym, że będą mieć gościa dosłownie dwie godziny przed jego przyjściem. Tak się nie robi. Widać Marta starała się za wszelką cenę złamać wszelkie zasady.
- Witaj, Marta czeka na ciebie, wejdź – starała się, by jej ton był jak najprzyjemniejszy. Nie miała nic do Daniela, choć od kiedy Marta jest z nim, stała się jakaś… inna.
- Dzięki. I dzięki za... tą kolację – zaczerwienił się, zdając sobie sprawę, że dziwnie mówi. Z uśmiechem wszedł i skierował się do kuchni.
Marta na jego widok uśmiechnęła się rozpromieniona. Wyglądała tak niewinnie. Ledwo widoczny makijaż, błękitna spódnica, czarna bluzka. Włosy zaczesała do tyłu różową opaską. Daniel nie mógł się nacieszyć tym widokiem.
- Księżniczko... wyglądasz jak.... królowa – wyjąkał, po czym oboje zaśmieli się wesoło.
Adam obecny w pomieszczeniu, uznał tą scenę za „zbyt słodką” i szybko wyszedł z kuchni. Daniel obejrzał się za nim zaskoczony.
- A ten co wyleciał jak oparzony?
Marta podeszła do niego i zaplotła mu ręce na szyi.
- Myślę, że oparzyła go jedna z iskierek naszej gorącej miłości – mruknęła.
Daniel złożył na jej ustach kilka krótkich i szybkich pocałunków.
- Skończyliście już? Jestem głodny, chcę wreszcie zjeść – odezwał się z progu Adam.
Marta drgnęła przestraszona i odskoczyła od Daniela. Chciała zwrócić koledze uwagę, żeby się tak nie skradał, ale podejrzewała, że może to być powodem do rozpoczęcia przez kogoś poważniejszej sprzeczki. A tego wieczora wolała uniknąć takich zbędnych dodatków.
Dziewczyna wzięła salaterkę z sałatką i talerzyk z rozłożoną wędliną i postawiła na stole. Daniel pomógł jej z tym, by szybciej wziąć się za jedzenie, bo sam był piekielnie głodny. Magda zeszła szybko z góry, domyślając się, że jej siostra zapomniała wstawić wodę na herbatę.
- Ile razy można zapominać – mruknęła, nalewając wody do czajnika.
- Wiesz, że nie pijam herbaty...
- Ale twój gość pewnie z chęcią się napije – przerwała jej trochę niemiło, ale po chwili uśmiechnęła się serdecznie do Daniela, z przerażeniem zdając sobie sprawę, że zachowuje się jak matka dla swojej siostry. – Czasami jest taka nierozgarnięta.
- A gdzie jest... Robert? Nie mieszka z wami? – zdziwił się Daniel.
- Rozważamy takie rozwiązanie, ale jest dopiero w trakcie przeprowadzki – wymamrotała Magda od niechcenia.
Marta spojrzała na nią ostrzegawczo, chcąc uchronić tą kolację od niepotrzebnych konfliktów. Zerknęła szybko na Adama, mało zainteresowanego gościem. Spokojnie wcinał kanapki, patrząc niepewnie na sałatkę, myśląc, czy naprawdę ma na nią ochotę. Poczuł na sobie wzrok Marty, spojrzał na nią. Speszona spuściła wzrok na dół, myśląc co by tu powiedzieć, by kolacja nie minęła w ciszy.
- Daniel, co tam u Andrzeja? – odezwała się w końcu Magda.
- W porządku. Zmienił się chłopak. Tak przynajmniej wywnioskowała Marta po moich relacjach. Ja go wcześniej nie znałem. Wiedziałem jedynie, że każdego, kto się zbliżał do Marty, był w stanie bezwzględnie wyeliminować – powiedział, po czym chwycił swoją dziewczynę za rękę. – Na szczęście ta historia zakończyła się szczęśliwie...
- Och, wyleciałoby mi z głowy – przerwała mu nagle Magda. – Marta, mam dla ciebie wiadomość. Za tydzień w sobotę Monika ma ustalony termin operacji, podobno chciałaś, żeby cię o tym poinformować.
Marta zrobiła okrągłe oczy, po czym uniosła wzrok w górę, zamyślając się nad czymś.
- Będziesz wtedy z nią, prawda? – spytała niepewnie jej siostra.
- No właśnie problem w tym, że nie mogę. Przeproś ją ode mnie, ale zdaje się, że mamy chyba inne plany... Daniel dobrze mi się wydaje? – spojrzała na swojego chłopaka.
Ten oderwał się od jedzenia sałatki i spojrzał to na jedną, to na drugą.
- Racja, bo to w sobotę chyba wypada osiemnastka brata Julity – oznajmił.
- Nie no, Marta, nie rób jej tego. Tylko nie ty – mówiła błagalnie Magda. Nalała sobie herbaty z wielkiego szklanego dzbanka. – Tak strasznie będzie liczyła na twoją obecność.
- Nawet nie zauważy że mnie nie będzie – mruknęła pod nosem, po czym spojrzała na Daniela i oboje uśmiechnęli się do siebie.
Adam wstał, niechcący odsuwając głośno krzesło. Pociągnął Daniela za chabety, zmuszając go, by wstał.
- Dosyć tego. Nie dość, że mi ją zabrałeś, to jeszcze sprawiasz, że odwraca się do wszystkich plecami! Za kogo ty się uważasz, co? – syknął, potrząsając nim
- Zdecydowanie za kogoś lepszego od ciebie. W końcu... to mnie wybrała Marta – powiedział powoli, robiąc nacisk na każde słowo, wiedząc jak to uderzy w Adama.
I podziałało. Mężczyzna puścił go, ale tylko po to, by robiąc krok do przodu, móc się porządnie zamachnąć i uderzyć mocno pięścią w twarz Daniela. Chłopak zrobił półobrót i upadł na podłogę.
Obie dziewczyny zamarły niedowierzając. Adam bez słowa wyszedł z kuchni, po chwili trzaskając mocno wyjściowymi drzwiami.
- Witaj, Marta czeka na ciebie, wejdź – starała się, by jej ton był jak najprzyjemniejszy. Nie miała nic do Daniela, choć od kiedy Marta jest z nim, stała się jakaś… inna.
- Dzięki. I dzięki za... tą kolację – zaczerwienił się, zdając sobie sprawę, że dziwnie mówi. Z uśmiechem wszedł i skierował się do kuchni.
Marta na jego widok uśmiechnęła się rozpromieniona. Wyglądała tak niewinnie. Ledwo widoczny makijaż, błękitna spódnica, czarna bluzka. Włosy zaczesała do tyłu różową opaską. Daniel nie mógł się nacieszyć tym widokiem.
- Księżniczko... wyglądasz jak.... królowa – wyjąkał, po czym oboje zaśmieli się wesoło.
Adam obecny w pomieszczeniu, uznał tą scenę za „zbyt słodką” i szybko wyszedł z kuchni. Daniel obejrzał się za nim zaskoczony.
- A ten co wyleciał jak oparzony?
Marta podeszła do niego i zaplotła mu ręce na szyi.
- Myślę, że oparzyła go jedna z iskierek naszej gorącej miłości – mruknęła.
Daniel złożył na jej ustach kilka krótkich i szybkich pocałunków.
- Skończyliście już? Jestem głodny, chcę wreszcie zjeść – odezwał się z progu Adam.
Marta drgnęła przestraszona i odskoczyła od Daniela. Chciała zwrócić koledze uwagę, żeby się tak nie skradał, ale podejrzewała, że może to być powodem do rozpoczęcia przez kogoś poważniejszej sprzeczki. A tego wieczora wolała uniknąć takich zbędnych dodatków.
Dziewczyna wzięła salaterkę z sałatką i talerzyk z rozłożoną wędliną i postawiła na stole. Daniel pomógł jej z tym, by szybciej wziąć się za jedzenie, bo sam był piekielnie głodny. Magda zeszła szybko z góry, domyślając się, że jej siostra zapomniała wstawić wodę na herbatę.
- Ile razy można zapominać – mruknęła, nalewając wody do czajnika.
- Wiesz, że nie pijam herbaty...
- Ale twój gość pewnie z chęcią się napije – przerwała jej trochę niemiło, ale po chwili uśmiechnęła się serdecznie do Daniela, z przerażeniem zdając sobie sprawę, że zachowuje się jak matka dla swojej siostry. – Czasami jest taka nierozgarnięta.
- A gdzie jest... Robert? Nie mieszka z wami? – zdziwił się Daniel.
- Rozważamy takie rozwiązanie, ale jest dopiero w trakcie przeprowadzki – wymamrotała Magda od niechcenia.
Marta spojrzała na nią ostrzegawczo, chcąc uchronić tą kolację od niepotrzebnych konfliktów. Zerknęła szybko na Adama, mało zainteresowanego gościem. Spokojnie wcinał kanapki, patrząc niepewnie na sałatkę, myśląc, czy naprawdę ma na nią ochotę. Poczuł na sobie wzrok Marty, spojrzał na nią. Speszona spuściła wzrok na dół, myśląc co by tu powiedzieć, by kolacja nie minęła w ciszy.
- Daniel, co tam u Andrzeja? – odezwała się w końcu Magda.
- W porządku. Zmienił się chłopak. Tak przynajmniej wywnioskowała Marta po moich relacjach. Ja go wcześniej nie znałem. Wiedziałem jedynie, że każdego, kto się zbliżał do Marty, był w stanie bezwzględnie wyeliminować – powiedział, po czym chwycił swoją dziewczynę za rękę. – Na szczęście ta historia zakończyła się szczęśliwie...
- Och, wyleciałoby mi z głowy – przerwała mu nagle Magda. – Marta, mam dla ciebie wiadomość. Za tydzień w sobotę Monika ma ustalony termin operacji, podobno chciałaś, żeby cię o tym poinformować.
Marta zrobiła okrągłe oczy, po czym uniosła wzrok w górę, zamyślając się nad czymś.
- Będziesz wtedy z nią, prawda? – spytała niepewnie jej siostra.
- No właśnie problem w tym, że nie mogę. Przeproś ją ode mnie, ale zdaje się, że mamy chyba inne plany... Daniel dobrze mi się wydaje? – spojrzała na swojego chłopaka.
Ten oderwał się od jedzenia sałatki i spojrzał to na jedną, to na drugą.
- Racja, bo to w sobotę chyba wypada osiemnastka brata Julity – oznajmił.
- Nie no, Marta, nie rób jej tego. Tylko nie ty – mówiła błagalnie Magda. Nalała sobie herbaty z wielkiego szklanego dzbanka. – Tak strasznie będzie liczyła na twoją obecność.
- Nawet nie zauważy że mnie nie będzie – mruknęła pod nosem, po czym spojrzała na Daniela i oboje uśmiechnęli się do siebie.
Adam wstał, niechcący odsuwając głośno krzesło. Pociągnął Daniela za chabety, zmuszając go, by wstał.
- Dosyć tego. Nie dość, że mi ją zabrałeś, to jeszcze sprawiasz, że odwraca się do wszystkich plecami! Za kogo ty się uważasz, co? – syknął, potrząsając nim
- Zdecydowanie za kogoś lepszego od ciebie. W końcu... to mnie wybrała Marta – powiedział powoli, robiąc nacisk na każde słowo, wiedząc jak to uderzy w Adama.
I podziałało. Mężczyzna puścił go, ale tylko po to, by robiąc krok do przodu, móc się porządnie zamachnąć i uderzyć mocno pięścią w twarz Daniela. Chłopak zrobił półobrót i upadł na podłogę.
Obie dziewczyny zamarły niedowierzając. Adam bez słowa wyszedł z kuchni, po chwili trzaskając mocno wyjściowymi drzwiami.
Rozdział 22
Chłopak odłożył łyżkę i poklepał się po brzuchu.
- Dziękuję uprzejmie, zupa była wyśmienita – oznajmił z uśmiechem.
- Nie błaznuj – odezwała się Marta. – Na jakiej podstawie mamy ci wierzyć? Nie raczyłeś się nawet przedstawić.
Adam uniósł rozwartą dłoń w jej kierunku, nie chcąc pozwolić jej dalej mówić.
- Uważaj trochę na słowa. Myślę, że zaraz nam to wszystko wyjaśni – rzekł, sam kończąc swoją zupę.
- Nie mądrz się tak – powiedziała przez zęby mierząc go wzrokiem. Stała oparta o framugę drzwi z zaplecionymi na klatce piersiowej rękami.
- Cholera, skończyłaś?! – krzyknęła Magda, waląc łyżką o stół. Wszyscy podskoczyli i spojrzeli na nią zdziwieni. – Jeszcze jedno słowo... Jeśli chcesz nam towarzyszyć, siedź cicho i przestań zachowywać się, jakby cię nagle panią tego domu mianowali!
Chłopak wyjął z kieszeni papierosy. Wszyscy przenieśli na niego wzrok. Ten włożył sobie do buzi jednego papierosa i patrzył na nich przestraszony.
- Sory, ale nie wiem ile to potrwa. Ja mogę wyjść na chwilę za dom i zapalić, nie będę wam przeszkadzał – wymamrotał.
Magda złapała się za głowę.
- Przepraszam cię. Za siebie i... za Martę – to mówiąc zmierzyła siostrę ostrzegawczym wzrokiem. – Zamieniamy się w słuch, mów.
- A mogę tu...
- Tak, pal sobie – przerwała mu szybko, pokazując, by podszedł bliżej okna.
Chłopak wstał i podszedł do otwartego okna, zapalając papierosa. Zaciągnął się i popukał palcem w parapet.
- Od zawsze wiedziałem, że gdzieś tam na świecie są moje dwie siostry, które o mnie nic nie wiedzą – zaczął. – Do niedawna mieszkałem w Stanach. Kojarzycie wujka, co wam zawsze na gwiazdkę wysyłał olbrzymie torby słodyczy?
- Mama mówiła, że to nasz osobisty święty Mikołaj... – powiedziała smutno Marta, zdając sobie sprawę ze zbieżności faktów.
Robert zaciągnął się papierosem kilka razy.
- Zanim was jeszcze nie było na świecie, nie było za wesoło. Wujek był bardzo blisko z naszymi rodzicami. Obserwował co się dzieje. Któregoś dnia, kiedy ojciec... pobił mnie bardzo dotkliwie, wujek po prostu... zabrał mnie stamtąd – oparł się plecami o parapet. Już nawet nie zdawał sobie sprawy, że strzepuje popiół na ziemię. Nikt jednak nie zwracał mu na to uwagi, wszyscy uważnie słuchali. – Mówił naszej mamie, że mnie nie odda, bo mnie pokochał, a jakby się o mnie upominali, to groził ojcu sądem. Z mamą nigdy nie miałem kontaktu. Podobno tylko żałowała, że wy musiałyście przez to przechodzić...
Spojrzał na Martę, która stała wciąż oparta o drzwi. Po jej policzkach spływały łzy, a ona nawet nie myślała o tym, by je wytrzeć.
- Wszystko w porządku? – spytał Robert.
Dziewczyna podeszła do niego szybko i przytuliła go niepewnie.
- Przepraszam za moje zachowanie – mówiła przez łzy.
Każdy patrzył na nią zdziwiony. Zwłaszcza Adam, zaskoczony tą nagłą zmianą zachowania.
Z progu kuchni doszedł wszystkich krótki ironiczny śmiech. Marta wciąż wtulona w Roberta odwróciła się i spojrzała zdziwiona na Daniela.
- Świetnie... – mruknął. – Jaka wzruszająca scena.
- Chyba źle to zrozumiałeś – powiedziała zmieszana Marta, puszczając brata. – Robert...
- A ja Daniel, miło mi. Nie spodziewałem się, że jesteś taka – to mówiąc szybko wyszedł z kuchni, nie dając Marcie nawet szans, na dogonienie siebie.
*
Wiatr zawiał mocno, a włosy dziewczyny zatańczyły dookoła jej głowy. Założyła kaptur i szczelniej zasunęła suwak czerwonej bluzy. Kiedy światła zmieniły się na zielone, przebiegła szybko i wsiadła w ostatniej chwili do tramwaju. Tam spokojnie zdjęła kaptur i przyczesała włosy, lekko rozczochrane.
Marta usiadła na wolnym siedzeniu i szybko wyjęła z kieszeni telefon czując wyraźne wibracje. Spojrzała na ekran i szybko przyłożyła komórkę do ucha.
- Daniel, już dojeżdżam, jeszcze dwa przystanki. Pa – powiedziała szybko po czym rozłączyła się, nie dając koledze dojść do słowa.
Wysiadła w centrum i szybko wbiegła do podziemi, starając się zwinnie przemknąć między panującymi tam tłumami.
Udało jej się wyprostować sprawę z Robertem krótkim smsem. Jego wyrzuty sumienia były jej w tej chwili pomocne, ponieważ bała się jak Daniel zareaguje na to, co miała mu do powiedzenia
Czy i on będzie przeciwko? Wprawdzie by się nie zdziwiła, chociaż… mógłby zrozumieć też jej wartości i pragnienia. Ona też ma prawo do własnych decyzji. A od jakiegoś czasu zachowują się jak para, są ze sobą blisko i raczej jest im w tym związku wygodnie. Mimo to Marta dłuższy czas ukrywała przed nim decyzję podjętą już jakiś czas temu.
Już z daleka dojrzała chłopaka siedzącego skulonego przy fontannie, o tej porze roku już nie użytkowanej. Zaszła z tyłu i dała mu całusa w policzek. Odwrócił się gwałtownie.
- Musisz tak robić? – mruknął niemrawo.
- Nie mów, że cię przestraszyłam? – usiadła obok niego na ławce.
- Po prostu intensywnie myślałem – powiedział ponuro, po czym klasnął w dłonie i zatarł je szybko z zimna. – Noo… mów szybko i zwięźle, muszę za kawałek jechać do Andrzeja.
- Daniel… mam nadzieję, że jeśli podejmę jakąkolwiek decyzję, to zawsze będziesz mnie wspierać? – spytała niepewnie.
Chłopak spojrzał na nią, jak z jej ust wydobywała się smużka pary. Zaczynało być coraz chłodniej, jesień bywała momentami sroga.
- Jeśli dotyczy ona nas, wolałbym, by nie zostawała ona podejmowana bez mojej ingerencji – mruknął. Wstał, by zapalić papierosa. Wiedział, że Marta nie lubiła, jak ktoś przy niej palił. W ogóle miała mu to lekko za złe, ale zdążyła już się do tego przyzwyczaić i zaakceptowała to.
- Po maturze wyjeżdżam gdzieś, na pewno daleko stąd – wyrzuciła z siebie.
Daniel zaciągnął się i spojrzał na nią dziwnym wzrokiem, uśmiechając się zaskakująco spokojnie.
- Nie wierzysz mi? – spytała niezadowolona.
- Nie chodzi o to – zaśmiał się krótko. – Przestraszyłaś mnie, że to coś poważnego. A tak naprawdę, to ja widzę, że ty przed czymś uciekasz… i tak naprawdę już niedługo ci się to odmieni, zobaczysz – mruknął.
Marta wstała z niezadowoloną miną. Spojrzała na niego obrażona, wyrwała mu papierosa z ręki i wrzuciła go do fontanny.
- Myślisz, że rzucam słowa na wiatr? A właśnie że nie! Mówię poważnie! I trochę się zawiodłam na tobie, że ani trochę się tym nie przejąłeś! – powiedziała tonem obrażonej dziewczynki.
Daniel jednak wciąż się do niej uśmiechał uspokajająco. Podszedł bliżej i złapał ją obiema rękami za ramiona.
- Kochanie, będę się martwił za te kilka lat, jak uda nam się dotrwać tyle czasu razem i jak twoja decyzja faktycznie pozostanie niezmieniona – oznajmił ciepłym tonem, który zawsze ją uspokajał. – Czy nie będziesz mi mieć za złe, jeśli już pójdę? Naprawdę Andrzej na mnie czeka i…
Marta wtuliła się w niego tak nagle, że chłopak lekko drgnął.
- Przyjdź dziś do nas na kolację o siódmej, proszę cię – jej ton małej dziewczynki go rozbrajał. Kiedy przy Magdzie i Adamie udawała kogoś kim nie była, dla Daniela zostawiła coś z tej swojej dziewczęcości, która zawsze tak bardzo urzekała Adama.
- Nie ma sprawy, księżniczko. To mogę dla ciebie zrobić – pocałował ją w czubek głowy. Odepchnął ją lekko od siebie, spojrzał słodkimi oczami i pocałował namiętnie w usta. – Trzymaj się, księżniczko.
Marta stała chwilę i patrzyła, jak biegnie, spóźniony na spotkanie. Patrzyła z lekkim uśmiechem, wciąż słysząc w swojej głowie, jak mówi do niej ‘księżniczko’. Podobało jej się to. Strasznie lubiła bliskość Daniela i było jej z nim bardzo dobrze. Cieszyła się, że wreszcie znalazła kogoś akuratnego dla siebie. A Adama powoli udawało jej się wyrzucać ze swojego życia.
- Dziękuję uprzejmie, zupa była wyśmienita – oznajmił z uśmiechem.
- Nie błaznuj – odezwała się Marta. – Na jakiej podstawie mamy ci wierzyć? Nie raczyłeś się nawet przedstawić.
Adam uniósł rozwartą dłoń w jej kierunku, nie chcąc pozwolić jej dalej mówić.
- Uważaj trochę na słowa. Myślę, że zaraz nam to wszystko wyjaśni – rzekł, sam kończąc swoją zupę.
- Nie mądrz się tak – powiedziała przez zęby mierząc go wzrokiem. Stała oparta o framugę drzwi z zaplecionymi na klatce piersiowej rękami.
- Cholera, skończyłaś?! – krzyknęła Magda, waląc łyżką o stół. Wszyscy podskoczyli i spojrzeli na nią zdziwieni. – Jeszcze jedno słowo... Jeśli chcesz nam towarzyszyć, siedź cicho i przestań zachowywać się, jakby cię nagle panią tego domu mianowali!
Chłopak wyjął z kieszeni papierosy. Wszyscy przenieśli na niego wzrok. Ten włożył sobie do buzi jednego papierosa i patrzył na nich przestraszony.
- Sory, ale nie wiem ile to potrwa. Ja mogę wyjść na chwilę za dom i zapalić, nie będę wam przeszkadzał – wymamrotał.
Magda złapała się za głowę.
- Przepraszam cię. Za siebie i... za Martę – to mówiąc zmierzyła siostrę ostrzegawczym wzrokiem. – Zamieniamy się w słuch, mów.
- A mogę tu...
- Tak, pal sobie – przerwała mu szybko, pokazując, by podszedł bliżej okna.
Chłopak wstał i podszedł do otwartego okna, zapalając papierosa. Zaciągnął się i popukał palcem w parapet.
- Od zawsze wiedziałem, że gdzieś tam na świecie są moje dwie siostry, które o mnie nic nie wiedzą – zaczął. – Do niedawna mieszkałem w Stanach. Kojarzycie wujka, co wam zawsze na gwiazdkę wysyłał olbrzymie torby słodyczy?
- Mama mówiła, że to nasz osobisty święty Mikołaj... – powiedziała smutno Marta, zdając sobie sprawę ze zbieżności faktów.
Robert zaciągnął się papierosem kilka razy.
- Zanim was jeszcze nie było na świecie, nie było za wesoło. Wujek był bardzo blisko z naszymi rodzicami. Obserwował co się dzieje. Któregoś dnia, kiedy ojciec... pobił mnie bardzo dotkliwie, wujek po prostu... zabrał mnie stamtąd – oparł się plecami o parapet. Już nawet nie zdawał sobie sprawy, że strzepuje popiół na ziemię. Nikt jednak nie zwracał mu na to uwagi, wszyscy uważnie słuchali. – Mówił naszej mamie, że mnie nie odda, bo mnie pokochał, a jakby się o mnie upominali, to groził ojcu sądem. Z mamą nigdy nie miałem kontaktu. Podobno tylko żałowała, że wy musiałyście przez to przechodzić...
Spojrzał na Martę, która stała wciąż oparta o drzwi. Po jej policzkach spływały łzy, a ona nawet nie myślała o tym, by je wytrzeć.
- Wszystko w porządku? – spytał Robert.
Dziewczyna podeszła do niego szybko i przytuliła go niepewnie.
- Przepraszam za moje zachowanie – mówiła przez łzy.
Każdy patrzył na nią zdziwiony. Zwłaszcza Adam, zaskoczony tą nagłą zmianą zachowania.
Z progu kuchni doszedł wszystkich krótki ironiczny śmiech. Marta wciąż wtulona w Roberta odwróciła się i spojrzała zdziwiona na Daniela.
- Świetnie... – mruknął. – Jaka wzruszająca scena.
- Chyba źle to zrozumiałeś – powiedziała zmieszana Marta, puszczając brata. – Robert...
- A ja Daniel, miło mi. Nie spodziewałem się, że jesteś taka – to mówiąc szybko wyszedł z kuchni, nie dając Marcie nawet szans, na dogonienie siebie.
*
Wiatr zawiał mocno, a włosy dziewczyny zatańczyły dookoła jej głowy. Założyła kaptur i szczelniej zasunęła suwak czerwonej bluzy. Kiedy światła zmieniły się na zielone, przebiegła szybko i wsiadła w ostatniej chwili do tramwaju. Tam spokojnie zdjęła kaptur i przyczesała włosy, lekko rozczochrane.
Marta usiadła na wolnym siedzeniu i szybko wyjęła z kieszeni telefon czując wyraźne wibracje. Spojrzała na ekran i szybko przyłożyła komórkę do ucha.
- Daniel, już dojeżdżam, jeszcze dwa przystanki. Pa – powiedziała szybko po czym rozłączyła się, nie dając koledze dojść do słowa.
Wysiadła w centrum i szybko wbiegła do podziemi, starając się zwinnie przemknąć między panującymi tam tłumami.
Udało jej się wyprostować sprawę z Robertem krótkim smsem. Jego wyrzuty sumienia były jej w tej chwili pomocne, ponieważ bała się jak Daniel zareaguje na to, co miała mu do powiedzenia
Czy i on będzie przeciwko? Wprawdzie by się nie zdziwiła, chociaż… mógłby zrozumieć też jej wartości i pragnienia. Ona też ma prawo do własnych decyzji. A od jakiegoś czasu zachowują się jak para, są ze sobą blisko i raczej jest im w tym związku wygodnie. Mimo to Marta dłuższy czas ukrywała przed nim decyzję podjętą już jakiś czas temu.
Już z daleka dojrzała chłopaka siedzącego skulonego przy fontannie, o tej porze roku już nie użytkowanej. Zaszła z tyłu i dała mu całusa w policzek. Odwrócił się gwałtownie.
- Musisz tak robić? – mruknął niemrawo.
- Nie mów, że cię przestraszyłam? – usiadła obok niego na ławce.
- Po prostu intensywnie myślałem – powiedział ponuro, po czym klasnął w dłonie i zatarł je szybko z zimna. – Noo… mów szybko i zwięźle, muszę za kawałek jechać do Andrzeja.
- Daniel… mam nadzieję, że jeśli podejmę jakąkolwiek decyzję, to zawsze będziesz mnie wspierać? – spytała niepewnie.
Chłopak spojrzał na nią, jak z jej ust wydobywała się smużka pary. Zaczynało być coraz chłodniej, jesień bywała momentami sroga.
- Jeśli dotyczy ona nas, wolałbym, by nie zostawała ona podejmowana bez mojej ingerencji – mruknął. Wstał, by zapalić papierosa. Wiedział, że Marta nie lubiła, jak ktoś przy niej palił. W ogóle miała mu to lekko za złe, ale zdążyła już się do tego przyzwyczaić i zaakceptowała to.
- Po maturze wyjeżdżam gdzieś, na pewno daleko stąd – wyrzuciła z siebie.
Daniel zaciągnął się i spojrzał na nią dziwnym wzrokiem, uśmiechając się zaskakująco spokojnie.
- Nie wierzysz mi? – spytała niezadowolona.
- Nie chodzi o to – zaśmiał się krótko. – Przestraszyłaś mnie, że to coś poważnego. A tak naprawdę, to ja widzę, że ty przed czymś uciekasz… i tak naprawdę już niedługo ci się to odmieni, zobaczysz – mruknął.
Marta wstała z niezadowoloną miną. Spojrzała na niego obrażona, wyrwała mu papierosa z ręki i wrzuciła go do fontanny.
- Myślisz, że rzucam słowa na wiatr? A właśnie że nie! Mówię poważnie! I trochę się zawiodłam na tobie, że ani trochę się tym nie przejąłeś! – powiedziała tonem obrażonej dziewczynki.
Daniel jednak wciąż się do niej uśmiechał uspokajająco. Podszedł bliżej i złapał ją obiema rękami za ramiona.
- Kochanie, będę się martwił za te kilka lat, jak uda nam się dotrwać tyle czasu razem i jak twoja decyzja faktycznie pozostanie niezmieniona – oznajmił ciepłym tonem, który zawsze ją uspokajał. – Czy nie będziesz mi mieć za złe, jeśli już pójdę? Naprawdę Andrzej na mnie czeka i…
Marta wtuliła się w niego tak nagle, że chłopak lekko drgnął.
- Przyjdź dziś do nas na kolację o siódmej, proszę cię – jej ton małej dziewczynki go rozbrajał. Kiedy przy Magdzie i Adamie udawała kogoś kim nie była, dla Daniela zostawiła coś z tej swojej dziewczęcości, która zawsze tak bardzo urzekała Adama.
- Nie ma sprawy, księżniczko. To mogę dla ciebie zrobić – pocałował ją w czubek głowy. Odepchnął ją lekko od siebie, spojrzał słodkimi oczami i pocałował namiętnie w usta. – Trzymaj się, księżniczko.
Marta stała chwilę i patrzyła, jak biegnie, spóźniony na spotkanie. Patrzyła z lekkim uśmiechem, wciąż słysząc w swojej głowie, jak mówi do niej ‘księżniczko’. Podobało jej się to. Strasznie lubiła bliskość Daniela i było jej z nim bardzo dobrze. Cieszyła się, że wreszcie znalazła kogoś akuratnego dla siebie. A Adama powoli udawało jej się wyrzucać ze swojego życia.
Rozdział 21
Adam wszedł szybko do domu, zostawiając panującą za drzwiami niezwykłą ulewę. Strzepnął z włosów kropelki wody.
Zdjął buty i położył plik dokumentów na stoliku. Uniósł głowę do góry i zaczął się delektować pysznymi zapachami. Ruszył powoli za wonią dochodzącą z kuchni, jednak stanął w drzwiach do salonu. Przez chwilę przyglądał się Marcie, leżącej wygodnie na brzuchu na kanapie, przy tym wesoło wymachując nogami. Poruszała głową w rytm muzyki dochodzącej z telewizora, wpatrzona w gazetę leżącą przed nią. Po chwili razem z prezenterem programu wypowiedziała tekst, którym mężczyzna zawsze rozpoczynał swoje show.
Adam uśmiechnął się, po chwili posmutniał, bo przez głowę przebiegła mu myśl…
Słodka, ale już nie twoja…
Z ręki wypadły mu klucze, o których zapomniał, że trzyma. Szybko po nie kucnął, a kiedy się podniósł, napotkał na surowy wzrok Marty.
- O, cześć – powiedział wesoło. – Jak było w szkole?
Dziewczyna jednak nie odpowiedziała mu, tylko zatopiła oczy z powrotem w gazecie.
Adama zdziwiło to jej wyniosłe zachowanie. Czemu nagle była dla niego taka oschła? Przecież mogą być przyjaciółmi, nawet jeśli nie są już razem. Widocznie Marta uważała, że są tylko dwa wyjścia – para, albo wrogowie.
- Skoro tego chcesz, niech więc tak będzie – powiedział ponuro i poszedł do kuchni.
Zaszedł Magdę od tyłu i zajrzał do garnka. Zamruczał uwodzicielsko. Dziewczyna spojrzała na niego, jak z zamkniętymi oczami fascynuje się pysznym zapachem.
- Co, zaraz powiesz, że jestem świetną kucharką? – mruknęła. – A choć raz mógłbyś coś ugotować, leniu! – machnęła w jego kierunku drewnianą łyżką.
- Oj Madziu... nie mogę pozbawiać ciebie tej przyjemności.
Dziewczyna ponownie zagroziła mu łyżką.
Adam chciał usiąść przy stole, ale w ostatnim momencie podszedł jeszcze do drzwi i wyjrzał zza nich i spojrzał na Martę, chcąc się upewnić, że dziewczyna jest daleko.
- Wiesz co... Marta jest jakaś inna. Nawet Monika mi się ostatnio skarżyła – szepnął.
- A wiesz, że i ja coś zauważyłam? Ale nie wiem czy to wina tego Daniela. On jest przecież taki... spokojny. Zwłaszcza teraz, kiedy pogodził się z Andrzejem... – dziewczyna zamyśliła się. Zajrzała do garnka i zdjęła go z palnika, widząc, że może już nalewać. – Zawołasz ją?
Adam spojrzał na nią z wyrzutami, ale wstał i wyjrzał z kuchni.
- Księżniczko, podano do stołu – powiedział, głosem pełnym ironii. Skoro Marta była dla niego wyniosła, czemu on ma to tolerować?
Dziewczyna bez słowa przyszła do kuchni i usiadła przy stole. Adam zaczął się zastanawiać, czy jej zachowanie nie jest pozorowane. Z uśmiechem przypomniał sobie, jak wesoło wbiegała do kuchni, krzycząc, że jest głodna i zje bardzo dużo, a tymczasem mała porcja potrafiła już ją rozłożyć.
Teraz założyła nogę na nogę i czekała na talerz – kiedyś usiadłaby po turecku na krześle i stukała nerwowo widelcem w stół.
Magda obserwowała to, już lekko zdenerwowana. Miała dosyć takiego zachowania młodszej siostry. I choć wcześniejsze zachowanie również ją irytowało, to jednak zdała sobie sprawę, że tęskni za tym.
Postawiła gwałtownie talerz z pomidorówką przed dziewczyną. Trochę zupy wylało się.
- Uważaj, rozlewasz – upomniała ją Marta.
- Musze się posuwać do takich zachowań, by wymusić z ciebie choć słowo – mruknęła niezadowolona.
Kiedyś Marta pociągnęłaby tą dyskusję, zaczynając kłótnię. Teraz ucięła rozmowę i zabrała się za zupę.
Magda za jej plecami zrobiła okrągłe oczy i ze śmieszną miną nadstawiła dłonie z zagiętymi w szpony palcami nad głową siostry. Adam widząc to zaśmiał się głupkowato. Marta odwróciła się i spojrzała na siostrę, która już przybrała normalny wyraz twarzy, słysząc dzwonek do drzwi.
Marta wstała i stanęła w progu kuchni, chcąc zobaczyć komu otworzy Magda. Kobieta otworzyła i długi czas patrzyła na osobę za drzwiami. Dziewczyna nie mogła wytrzymać tej ciszy i podbiegła do siostry, stając za nią.
W drzwiach stał uśmiechnięty chłopak o czarnych, dłuższych włosach ułożonych żelem i głębokim spojrzeniu, ukrytym za okularami. Przedtem przyglądał się starszej siostrze, teraz przeniósł wzrok na Martę.
- Magda? A ty Marta? – odezwał się.
- Odwrotnie. Ja jestem Magda – mruknęła kobieta. – Coś się stało? Skąd nas znasz?
Ten jednak wciąż się uśmiechał. Oparł się o framugę drzwi z cwanym wyrazem twarzy.
- No, niezłe jesteście – powiedział, niezwykle szczęśliwy.
Marta przepchała się przed siostrę i uderzyła chłopaka lekko w ramię.
- Nie pozwalaj sobie! – powiedziała niemiło, mrużąc brwi. – Mów o co chodzi, bo zupa mi stygnie – dodała przez zęby.
- Nie bierz do siebie tego co mówię, po prostu cieszę się, że mam takie ładne siostry.
Zdjął buty i położył plik dokumentów na stoliku. Uniósł głowę do góry i zaczął się delektować pysznymi zapachami. Ruszył powoli za wonią dochodzącą z kuchni, jednak stanął w drzwiach do salonu. Przez chwilę przyglądał się Marcie, leżącej wygodnie na brzuchu na kanapie, przy tym wesoło wymachując nogami. Poruszała głową w rytm muzyki dochodzącej z telewizora, wpatrzona w gazetę leżącą przed nią. Po chwili razem z prezenterem programu wypowiedziała tekst, którym mężczyzna zawsze rozpoczynał swoje show.
Adam uśmiechnął się, po chwili posmutniał, bo przez głowę przebiegła mu myśl…
Słodka, ale już nie twoja…
Z ręki wypadły mu klucze, o których zapomniał, że trzyma. Szybko po nie kucnął, a kiedy się podniósł, napotkał na surowy wzrok Marty.
- O, cześć – powiedział wesoło. – Jak było w szkole?
Dziewczyna jednak nie odpowiedziała mu, tylko zatopiła oczy z powrotem w gazecie.
Adama zdziwiło to jej wyniosłe zachowanie. Czemu nagle była dla niego taka oschła? Przecież mogą być przyjaciółmi, nawet jeśli nie są już razem. Widocznie Marta uważała, że są tylko dwa wyjścia – para, albo wrogowie.
- Skoro tego chcesz, niech więc tak będzie – powiedział ponuro i poszedł do kuchni.
Zaszedł Magdę od tyłu i zajrzał do garnka. Zamruczał uwodzicielsko. Dziewczyna spojrzała na niego, jak z zamkniętymi oczami fascynuje się pysznym zapachem.
- Co, zaraz powiesz, że jestem świetną kucharką? – mruknęła. – A choć raz mógłbyś coś ugotować, leniu! – machnęła w jego kierunku drewnianą łyżką.
- Oj Madziu... nie mogę pozbawiać ciebie tej przyjemności.
Dziewczyna ponownie zagroziła mu łyżką.
Adam chciał usiąść przy stole, ale w ostatnim momencie podszedł jeszcze do drzwi i wyjrzał zza nich i spojrzał na Martę, chcąc się upewnić, że dziewczyna jest daleko.
- Wiesz co... Marta jest jakaś inna. Nawet Monika mi się ostatnio skarżyła – szepnął.
- A wiesz, że i ja coś zauważyłam? Ale nie wiem czy to wina tego Daniela. On jest przecież taki... spokojny. Zwłaszcza teraz, kiedy pogodził się z Andrzejem... – dziewczyna zamyśliła się. Zajrzała do garnka i zdjęła go z palnika, widząc, że może już nalewać. – Zawołasz ją?
Adam spojrzał na nią z wyrzutami, ale wstał i wyjrzał z kuchni.
- Księżniczko, podano do stołu – powiedział, głosem pełnym ironii. Skoro Marta była dla niego wyniosła, czemu on ma to tolerować?
Dziewczyna bez słowa przyszła do kuchni i usiadła przy stole. Adam zaczął się zastanawiać, czy jej zachowanie nie jest pozorowane. Z uśmiechem przypomniał sobie, jak wesoło wbiegała do kuchni, krzycząc, że jest głodna i zje bardzo dużo, a tymczasem mała porcja potrafiła już ją rozłożyć.
Teraz założyła nogę na nogę i czekała na talerz – kiedyś usiadłaby po turecku na krześle i stukała nerwowo widelcem w stół.
Magda obserwowała to, już lekko zdenerwowana. Miała dosyć takiego zachowania młodszej siostry. I choć wcześniejsze zachowanie również ją irytowało, to jednak zdała sobie sprawę, że tęskni za tym.
Postawiła gwałtownie talerz z pomidorówką przed dziewczyną. Trochę zupy wylało się.
- Uważaj, rozlewasz – upomniała ją Marta.
- Musze się posuwać do takich zachowań, by wymusić z ciebie choć słowo – mruknęła niezadowolona.
Kiedyś Marta pociągnęłaby tą dyskusję, zaczynając kłótnię. Teraz ucięła rozmowę i zabrała się za zupę.
Magda za jej plecami zrobiła okrągłe oczy i ze śmieszną miną nadstawiła dłonie z zagiętymi w szpony palcami nad głową siostry. Adam widząc to zaśmiał się głupkowato. Marta odwróciła się i spojrzała na siostrę, która już przybrała normalny wyraz twarzy, słysząc dzwonek do drzwi.
Marta wstała i stanęła w progu kuchni, chcąc zobaczyć komu otworzy Magda. Kobieta otworzyła i długi czas patrzyła na osobę za drzwiami. Dziewczyna nie mogła wytrzymać tej ciszy i podbiegła do siostry, stając za nią.
W drzwiach stał uśmiechnięty chłopak o czarnych, dłuższych włosach ułożonych żelem i głębokim spojrzeniu, ukrytym za okularami. Przedtem przyglądał się starszej siostrze, teraz przeniósł wzrok na Martę.
- Magda? A ty Marta? – odezwał się.
- Odwrotnie. Ja jestem Magda – mruknęła kobieta. – Coś się stało? Skąd nas znasz?
Ten jednak wciąż się uśmiechał. Oparł się o framugę drzwi z cwanym wyrazem twarzy.
- No, niezłe jesteście – powiedział, niezwykle szczęśliwy.
Marta przepchała się przed siostrę i uderzyła chłopaka lekko w ramię.
- Nie pozwalaj sobie! – powiedziała niemiło, mrużąc brwi. – Mów o co chodzi, bo zupa mi stygnie – dodała przez zęby.
- Nie bierz do siebie tego co mówię, po prostu cieszę się, że mam takie ładne siostry.
poniedziałek, 20 sierpnia 2007
Rozdział 20
Marta spojrzała na foliowe opakowanie i czytała krok po kroku, co trzeba zrobić. Wrzuciła popcorn do garnka, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Stanęła w progu kuchni, podążając wzrokiem za Magdą, idącą do drzwi.
Nagle za dziewczyną zaczęło coś strzelać przeraźliwie. Odwróciła się szybko i ujrzała popcorn wyskakujący szybko z garnka i rozrzucający się po kuchni.
- O nie, przykrywka! – jęknęła i próbując się osłonić, doszła do garnka i nakryła go przykrywką. Odetchnęła z ulgą, ale skrzywiła się na widok pomieszczenia.
- O, Marta, widzę, że zgotowałaś mi wybuchowe powitanie?
Dziewczyna odwróciła się i uśmiechnęła promiennie, widząc Magdę prowadzącą wózek Moniki.
Spoważniała jednak, widząc mordercze spojrzenie siostry, która wycelowała do niej palcem.
- Ani słowa, dopóki nie sprzątniesz tego burdelu – rzuciła szybko.
- Hej, Hitlerze – odezwała się wesoło Monika. – Daj nam chwile na rozmowę.
Magda bez słowa wyszła, nie będąc zbyt zadowoloną.
- Jak się tu dostałaś? – zagadnęła, zbierając popcorn z blatu stołu.
Monika podjechała bliżej, pomagając jej w tym. Przy okazji podjadła trochę przysmaku.
- Darek mnie przywiózł. Jest kochany, wiesz? To on nalegał, żebym do ciebie przyjechała, żebym zaczęła wychodzić do ludzi – oznajmiła wesoło. – Ale na posterunek nie mam zamiaru jeszcze jechać.
Marta spojrzała na nią smutno, zgarniając popcorn do garnka. Wyciągnęła zmiotkę z szafki, nie wiedząc jak i czy to skomentować. Słyszała, że Monika była lekko podłamana, choć jak ją odwiedzała, nie zauważyła niczego szczególnego w jej zachowaniu. Była trochę smutna, to logiczne, jednak…
- Hej, co z tobą?
Dziewczyna podniosła wzrok z podłogi na koleżankę.
- Nie rozumiem... – spoważniała.
Monika zaśmiała się wesoło i zakryła usta dłonią. Jeśli naprawdę była załamana, to najwyraźniej jej to przeszło. Dziwnie promieniała.
- Zadałam ci pytanie, głuptasie. Czy nie zastanawiasz się, z jaką nowiną do ciebie przyjechałam?
Marta podniosła się z podłogi. Założyła włosy za uszy i rozejrzała się po podłodze, czy niczego nie przeoczyła.
- Myślałam, że są to czysto towarzyskie odwiedziny – mruknęła. – Zresztą domyślam się, że zaraz mi o wszystkim opowiesz? – spojrzała na nią podejrzliwie.
- Siadaj – rozkazała jej i poczekała, aż ta to zrobi. – Lekarz powiedział, że robię postępy w rehabilitacji. Jak wczoraj byłam na badaniach kontrolnych, oznajmił mi, że jak tak dalej pójdzie, niedługo będzie mogła się odbyć operacja, dzięki której może wrócić mi sprawność w nogach. A Darek powiedział, że jak będę po operacji, to czas najwyższy postarać się o... dzidziusia – zakończyła radośnie.
Marta patrzyła na nią jak wryta. Zamrugała oczami, po czym uśmiechnęła się.
- Monika, dziękuję ci – to mówiąc przytuliła nic nie rozumiejącą dziewczynę. – To najszczęśliwsza wiadomość jaką usłyszałam w przeciągu ostatnich miesięcy. Dość przykrych i bolesnych miesięcy.
- Bolesnych... w jakim sensie? Słyszałam, że wróciłaś do szkoły? – spojrzała na nią z uśmiechem, mrużąc przy tym brwi. – Skąd taka zwariowana decyzja?
Marta wzięła trochę popcornu, który wylądował wcześniej na stole i zaczęła się nim zajadać. Wzruszyła ramionami bez słowa.
- Nie chcę być już głupiutką dziewczynką bez wykształcenia – mruknęła smutno ze spuszczoną głową. – Wiesz dobrze, że potrzebuję matury i…
- Rozumiem, spokojnie. Jednak… wraz z tą decyzją, zapadło wiele innych…
- Magda ci już wypaplała?! – wstała wzburzona. – Widzę, że moja siostra uważa, że może mi wszystkiego zabraniać, a sama ma prawo do wszystkiego.
Monika bez słowa patrzyła na nią karcącym spojrzeniem do tej pory, aż dziewczyna się nie opanuje. Jednak oczy Marty zaszkliły się, a na twarzy pojawił się grymas małego dziecka.
- A więc tak, to prawda. Nie jesteśmy już razem. To chciałaś usłyszeć? – jęknęła i zakryła usta dłonią, by nie wyrwał się z nich jej szloch. Odetchnęła głęboko. – Wydaje mi się, że nie pasujemy do siebie. Adam powinien znaleźć sobie kogoś doroślejszego…
- Chciałaś powiedzieć kogoś w jego wieku, tak jak ty znalazłaś sobie rówieśnika? – zagadnęła.
- Nie wiem co Magda ci naopowiadała, ale jak jest naprawdę wiem tylko ja. Daniel to dobry kolega, choć nie przeczę, że wszystko zmierza we wiadomym kierunku… Monika czy przyszłaś po to, by mnie wypytać i ocenić moje decyzje? – wyrzuciła z siebie.
Monika chwyciła za koła wózka i kręcąc nimi, podjechała bliżej koleżanki.
- Adam nie znajdzie sobie nikogo doroślejszego. On będzie czekać zawsze na ciebie. Na jego małą, niedojrzałą dziewczynkę – kobieta uśmiechnęła się do niej przekonująco i położyła rękę na jej kolanie.
Marta wytarła łzy i wstała, odpychając lekko rękę koleżanki.
- Nie wrócę już na posterunek – podeszła do okna i zaczęła przyglądać się kwiatkowi. Miał sucho, a to był jej tydzień podlewania. Magda znowu zrobi jej awanturę. Odwróciła głowę do koleżanki. – Zaczęłam poważnie myśleć o mojej przyszłości. Pomyślałam nawet, czy nie wrócić do ciotki i tam nie kontynuować nauki w liceum.
Monika zaśmiała się kpiąco i zaczęła kierować wózek w kierunku wyjścia z kuchni. Marta podeszła do niej i chciała jej pomóc, widząc że ma kłopoty w przejechaniu przez próg. Kobieta jednak odepchnęła jej rękę.
- Dlaczego od razu nie powiesz, że chcesz za wszelką cenę uciec od Adama? – syknęła. – Przecież to widać. Tylko nie wiem PO CO?? Co ci nagle strzeliło? Myślisz, że wszyscy powinni być dumni z twoich dojrzałych decyzji. Tak naprawdę, są one niedojrzałe i nieodpowiedzialne. Nie wiem co się z tobą stało, ale to nie ta sama Marta, co zawsze promiennie wbiegała na posterunek i zarażała wszystkich wyśmienitym humorem.
Marta otworzyła buzię, chcąc coś powiedzieć. Monika podniosła rękę do góry, by nie pozwolić jej na to.
- Najpierw oddaj nam dawną Martę, to pogadamy.
Monice w końcu udało się przeprawić wózek przez próg. Odwróciła głowę lekko w bok, ukazując koleżance swój profil zakryty zasłoną kasztanowych włosów. Poprowadziła wózek dalej, chcąc znaleźć się na zewnątrz i tam zadzwonić po Darka.
Marta nie poszła za nią, choć nie powinna jej zostawiać tak samej, bezradnej.
Podeszła znowu do okna i spojrzała na kwiatka w którym była sucha ziemia. Na zielony płatek zaczęły spadać jej krople. Najpierw jedna, po chwili druga.
Może lepiej cisnąć kwiatkiem z całej siły o ścianę?
To pomoże?
Nagle za dziewczyną zaczęło coś strzelać przeraźliwie. Odwróciła się szybko i ujrzała popcorn wyskakujący szybko z garnka i rozrzucający się po kuchni.
- O nie, przykrywka! – jęknęła i próbując się osłonić, doszła do garnka i nakryła go przykrywką. Odetchnęła z ulgą, ale skrzywiła się na widok pomieszczenia.
- O, Marta, widzę, że zgotowałaś mi wybuchowe powitanie?
Dziewczyna odwróciła się i uśmiechnęła promiennie, widząc Magdę prowadzącą wózek Moniki.
Spoważniała jednak, widząc mordercze spojrzenie siostry, która wycelowała do niej palcem.
- Ani słowa, dopóki nie sprzątniesz tego burdelu – rzuciła szybko.
- Hej, Hitlerze – odezwała się wesoło Monika. – Daj nam chwile na rozmowę.
Magda bez słowa wyszła, nie będąc zbyt zadowoloną.
- Jak się tu dostałaś? – zagadnęła, zbierając popcorn z blatu stołu.
Monika podjechała bliżej, pomagając jej w tym. Przy okazji podjadła trochę przysmaku.
- Darek mnie przywiózł. Jest kochany, wiesz? To on nalegał, żebym do ciebie przyjechała, żebym zaczęła wychodzić do ludzi – oznajmiła wesoło. – Ale na posterunek nie mam zamiaru jeszcze jechać.
Marta spojrzała na nią smutno, zgarniając popcorn do garnka. Wyciągnęła zmiotkę z szafki, nie wiedząc jak i czy to skomentować. Słyszała, że Monika była lekko podłamana, choć jak ją odwiedzała, nie zauważyła niczego szczególnego w jej zachowaniu. Była trochę smutna, to logiczne, jednak…
- Hej, co z tobą?
Dziewczyna podniosła wzrok z podłogi na koleżankę.
- Nie rozumiem... – spoważniała.
Monika zaśmiała się wesoło i zakryła usta dłonią. Jeśli naprawdę była załamana, to najwyraźniej jej to przeszło. Dziwnie promieniała.
- Zadałam ci pytanie, głuptasie. Czy nie zastanawiasz się, z jaką nowiną do ciebie przyjechałam?
Marta podniosła się z podłogi. Założyła włosy za uszy i rozejrzała się po podłodze, czy niczego nie przeoczyła.
- Myślałam, że są to czysto towarzyskie odwiedziny – mruknęła. – Zresztą domyślam się, że zaraz mi o wszystkim opowiesz? – spojrzała na nią podejrzliwie.
- Siadaj – rozkazała jej i poczekała, aż ta to zrobi. – Lekarz powiedział, że robię postępy w rehabilitacji. Jak wczoraj byłam na badaniach kontrolnych, oznajmił mi, że jak tak dalej pójdzie, niedługo będzie mogła się odbyć operacja, dzięki której może wrócić mi sprawność w nogach. A Darek powiedział, że jak będę po operacji, to czas najwyższy postarać się o... dzidziusia – zakończyła radośnie.
Marta patrzyła na nią jak wryta. Zamrugała oczami, po czym uśmiechnęła się.
- Monika, dziękuję ci – to mówiąc przytuliła nic nie rozumiejącą dziewczynę. – To najszczęśliwsza wiadomość jaką usłyszałam w przeciągu ostatnich miesięcy. Dość przykrych i bolesnych miesięcy.
- Bolesnych... w jakim sensie? Słyszałam, że wróciłaś do szkoły? – spojrzała na nią z uśmiechem, mrużąc przy tym brwi. – Skąd taka zwariowana decyzja?
Marta wzięła trochę popcornu, który wylądował wcześniej na stole i zaczęła się nim zajadać. Wzruszyła ramionami bez słowa.
- Nie chcę być już głupiutką dziewczynką bez wykształcenia – mruknęła smutno ze spuszczoną głową. – Wiesz dobrze, że potrzebuję matury i…
- Rozumiem, spokojnie. Jednak… wraz z tą decyzją, zapadło wiele innych…
- Magda ci już wypaplała?! – wstała wzburzona. – Widzę, że moja siostra uważa, że może mi wszystkiego zabraniać, a sama ma prawo do wszystkiego.
Monika bez słowa patrzyła na nią karcącym spojrzeniem do tej pory, aż dziewczyna się nie opanuje. Jednak oczy Marty zaszkliły się, a na twarzy pojawił się grymas małego dziecka.
- A więc tak, to prawda. Nie jesteśmy już razem. To chciałaś usłyszeć? – jęknęła i zakryła usta dłonią, by nie wyrwał się z nich jej szloch. Odetchnęła głęboko. – Wydaje mi się, że nie pasujemy do siebie. Adam powinien znaleźć sobie kogoś doroślejszego…
- Chciałaś powiedzieć kogoś w jego wieku, tak jak ty znalazłaś sobie rówieśnika? – zagadnęła.
- Nie wiem co Magda ci naopowiadała, ale jak jest naprawdę wiem tylko ja. Daniel to dobry kolega, choć nie przeczę, że wszystko zmierza we wiadomym kierunku… Monika czy przyszłaś po to, by mnie wypytać i ocenić moje decyzje? – wyrzuciła z siebie.
Monika chwyciła za koła wózka i kręcąc nimi, podjechała bliżej koleżanki.
- Adam nie znajdzie sobie nikogo doroślejszego. On będzie czekać zawsze na ciebie. Na jego małą, niedojrzałą dziewczynkę – kobieta uśmiechnęła się do niej przekonująco i położyła rękę na jej kolanie.
Marta wytarła łzy i wstała, odpychając lekko rękę koleżanki.
- Nie wrócę już na posterunek – podeszła do okna i zaczęła przyglądać się kwiatkowi. Miał sucho, a to był jej tydzień podlewania. Magda znowu zrobi jej awanturę. Odwróciła głowę do koleżanki. – Zaczęłam poważnie myśleć o mojej przyszłości. Pomyślałam nawet, czy nie wrócić do ciotki i tam nie kontynuować nauki w liceum.
Monika zaśmiała się kpiąco i zaczęła kierować wózek w kierunku wyjścia z kuchni. Marta podeszła do niej i chciała jej pomóc, widząc że ma kłopoty w przejechaniu przez próg. Kobieta jednak odepchnęła jej rękę.
- Dlaczego od razu nie powiesz, że chcesz za wszelką cenę uciec od Adama? – syknęła. – Przecież to widać. Tylko nie wiem PO CO?? Co ci nagle strzeliło? Myślisz, że wszyscy powinni być dumni z twoich dojrzałych decyzji. Tak naprawdę, są one niedojrzałe i nieodpowiedzialne. Nie wiem co się z tobą stało, ale to nie ta sama Marta, co zawsze promiennie wbiegała na posterunek i zarażała wszystkich wyśmienitym humorem.
Marta otworzyła buzię, chcąc coś powiedzieć. Monika podniosła rękę do góry, by nie pozwolić jej na to.
- Najpierw oddaj nam dawną Martę, to pogadamy.
Monice w końcu udało się przeprawić wózek przez próg. Odwróciła głowę lekko w bok, ukazując koleżance swój profil zakryty zasłoną kasztanowych włosów. Poprowadziła wózek dalej, chcąc znaleźć się na zewnątrz i tam zadzwonić po Darka.
Marta nie poszła za nią, choć nie powinna jej zostawiać tak samej, bezradnej.
Podeszła znowu do okna i spojrzała na kwiatka w którym była sucha ziemia. Na zielony płatek zaczęły spadać jej krople. Najpierw jedna, po chwili druga.
Może lepiej cisnąć kwiatkiem z całej siły o ścianę?
To pomoże?
Rozdział 19
Ktoś zatrzymał czas. Daniel stał dłuższą chwilę ze spuszczoną głową, Andrzej patrzył na niego szeroko otwartymi oczami, natomiast Marta trwała między nimi, nie wiedząc co i do kogo powiedzieć.
- Chłopaki... myślę, że musicie sobie poważnie porozmawiać – odezwała się w końcu.
- Nie będę z nim rozmawiać – rzucił szybko Daniel. Podniósł wzrok, spojrzał niemiło na Martę, zły za jej propozycję. Minął wszystkich i zszedł ze schodów.
- Bracie...
- Nie mów tak do mnie! – Daniel zatrzymał się i wycelował w Andrzeja palcem, jakby skazując go na wyrok. – Nie masz prawa! Spójrz co mi zrobiłeś! I ty śmiesz się uważać za kogoś mi bliskiego? Czy więzi rodzinne nagle wszystko zmieniają? Już nie masz ochoty mnie zrujnować, by mieć Martę dla siebie?
- Szukałem cię. Za długo...
Nie zdążył dokończyć, ponieważ Daniel bez słowa odwrócił się i wyszedł. Andrzej spuścił głowę, skrywając twarz za długą grzywką. Założył na głowę czapkę z daszkiem i trwał tak chwilę. Marta patrzyła, jak kostki jego zaciśniętych na balustradzie pięści bieleją. Podeszła do niego i siłą rozluźniła jego uścisk.
- Biegnij za nim. Jego pierwsza reakcja jest zrozumiała, może za chwile ochłonie – położyła rękę na jego ramieniu. Nagle zapomniała, jak straszna była dla niej bliskość z Andrzejem i jak bardzo jego wzrok przerażał ją jeszcze niedawno. Teraz w jego oczach był smutek zmieszany we łzach.
Andrzej popatrzył na nią szklanymi oczami, jakich nigdy u niego nie widziała. Od razu uwierzyła, że są to prawdziwe łzy. Andrzej nigdy przenigdy nie umiałby tak udawać. Na pewno nie było to próbą podstępu.
Przetarł niedbale oczy, uśmiechnął się do niej blado i pobiegł za bratem, chcąc go jeszcze dogonić. Mocne trzaśnięcie drzwi przyprawiło wszystkich o krzywe miny.
- Jaki tytuł ma ten film? – odezwała się Magda z dołu, wycierając ręce w fartuch.
- Czy to ważne? Może w końcu doczekamy się happy endu?
Magda i Adam spojrzeli na nią smutno. Przydałby jej się w końcu odpoczynek, a nie ciągłe rozterki.
- Siostra...
Marta uśmiechnęła się i bez słowa odwróciła się, wchodząc do swojego pokoju. Zamknęła drzwi i oparła się o nie plecami. Tak bardzo potrzebowała teraz, żeby ktoś ją przytulił, było jej tak źle…
Daniel.
Adam.
Który z nich? W ramionach Daniela czuła się przed chwilą zadziwiająco dobrze. Miała dylemat i nie ukrywała, że ucieszyłaby się, gdyby rozwiązało się to samo.
Dopiero teraz zauważyła leżący na jej łóżku czarny notes. Nie musiała się długo zastanawiać, wiedziała co to jest. Tylko zdziwiła się, gdyż dawno nie wyciągała swojego pamiętnika, w takim razie skąd się tu wziął…
Magda?
Podeszła powoli do łóżka i usiadła na nim, dotykając niepewnie skórzanej okładki, jakby bojąc się, że ze środka wybuchną jej uczucia.
Otworzyła pamiętnik na przypadkowej stronie, która zaznaczona była przez nią zagiętym rogiem. Czerwone serduszko obok daty, a pod spodem znana jej doskonale, czytana dawniej kilkakroć treść: „W końcu go dziś zobaczyłam. Ma na imię Adam. Filip nas sobie przedstawił, a ja od razu poczułam się jakoś dziwie. Jaki jest? Zabójczo przystojny. I te oczy! Ciekawe czy i on mnie polubi? Rozmawialiśmy dziś chwilę, ale o niczym konkretnym. Już go lubię, ale nie mogę się w nim zakochać, Magda by mi tego nie wybaczyła...”
- Chłopaki... myślę, że musicie sobie poważnie porozmawiać – odezwała się w końcu.
- Nie będę z nim rozmawiać – rzucił szybko Daniel. Podniósł wzrok, spojrzał niemiło na Martę, zły za jej propozycję. Minął wszystkich i zszedł ze schodów.
- Bracie...
- Nie mów tak do mnie! – Daniel zatrzymał się i wycelował w Andrzeja palcem, jakby skazując go na wyrok. – Nie masz prawa! Spójrz co mi zrobiłeś! I ty śmiesz się uważać za kogoś mi bliskiego? Czy więzi rodzinne nagle wszystko zmieniają? Już nie masz ochoty mnie zrujnować, by mieć Martę dla siebie?
- Szukałem cię. Za długo...
Nie zdążył dokończyć, ponieważ Daniel bez słowa odwrócił się i wyszedł. Andrzej spuścił głowę, skrywając twarz za długą grzywką. Założył na głowę czapkę z daszkiem i trwał tak chwilę. Marta patrzyła, jak kostki jego zaciśniętych na balustradzie pięści bieleją. Podeszła do niego i siłą rozluźniła jego uścisk.
- Biegnij za nim. Jego pierwsza reakcja jest zrozumiała, może za chwile ochłonie – położyła rękę na jego ramieniu. Nagle zapomniała, jak straszna była dla niej bliskość z Andrzejem i jak bardzo jego wzrok przerażał ją jeszcze niedawno. Teraz w jego oczach był smutek zmieszany we łzach.
Andrzej popatrzył na nią szklanymi oczami, jakich nigdy u niego nie widziała. Od razu uwierzyła, że są to prawdziwe łzy. Andrzej nigdy przenigdy nie umiałby tak udawać. Na pewno nie było to próbą podstępu.
Przetarł niedbale oczy, uśmiechnął się do niej blado i pobiegł za bratem, chcąc go jeszcze dogonić. Mocne trzaśnięcie drzwi przyprawiło wszystkich o krzywe miny.
- Jaki tytuł ma ten film? – odezwała się Magda z dołu, wycierając ręce w fartuch.
- Czy to ważne? Może w końcu doczekamy się happy endu?
Magda i Adam spojrzeli na nią smutno. Przydałby jej się w końcu odpoczynek, a nie ciągłe rozterki.
- Siostra...
Marta uśmiechnęła się i bez słowa odwróciła się, wchodząc do swojego pokoju. Zamknęła drzwi i oparła się o nie plecami. Tak bardzo potrzebowała teraz, żeby ktoś ją przytulił, było jej tak źle…
Daniel.
Adam.
Który z nich? W ramionach Daniela czuła się przed chwilą zadziwiająco dobrze. Miała dylemat i nie ukrywała, że ucieszyłaby się, gdyby rozwiązało się to samo.
Dopiero teraz zauważyła leżący na jej łóżku czarny notes. Nie musiała się długo zastanawiać, wiedziała co to jest. Tylko zdziwiła się, gdyż dawno nie wyciągała swojego pamiętnika, w takim razie skąd się tu wziął…
Magda?
Podeszła powoli do łóżka i usiadła na nim, dotykając niepewnie skórzanej okładki, jakby bojąc się, że ze środka wybuchną jej uczucia.
Otworzyła pamiętnik na przypadkowej stronie, która zaznaczona była przez nią zagiętym rogiem. Czerwone serduszko obok daty, a pod spodem znana jej doskonale, czytana dawniej kilkakroć treść: „W końcu go dziś zobaczyłam. Ma na imię Adam. Filip nas sobie przedstawił, a ja od razu poczułam się jakoś dziwie. Jaki jest? Zabójczo przystojny. I te oczy! Ciekawe czy i on mnie polubi? Rozmawialiśmy dziś chwilę, ale o niczym konkretnym. Już go lubię, ale nie mogę się w nim zakochać, Magda by mi tego nie wybaczyła...”
Rozdział 18
- To zabawne – Adam zaśmiał się.
- Co? -spytała oburzona.
- Też chciałem ci to zaproponować.
- Jak to? -Marta była zaskoczona.
Chłopak uśmiechał się, jakby usłyszał jakiś kawał, albo jakby przydarzyła mu się śmieszna historia. Jednak w środku walczył ze smutkiem i łzami. Jak to dobrze ubrać w słowa? Bardzo dobrze czuł się z Martą, ale czuł, że ona odkryła już, jak wielkie są te siedem lat różnicy między nimi. Może potrzebuje kogoś młodszego? Nie może stać jej na drodze. Tylko jak to powiedzieć, by zabrzmiało najbardziej wiarygodnie?
- Kręcisz się teraz w zupełnie innym towarzystwie. Może czas się sprawdzić, czy nie jest ci to towarzystwo bardziej potrzebne, niż poprzednie. A ja cię blokuję. Sprawdzimy się, odpoczniemy...
- Który to już raz z kolei.... – mruknęła. Nie podobały jej się te „przerwy”. Jeśli ktoś jest w związku, to jest cały czas na dobre i złe. Oni ostatnio częściej od siebie odpoczywają, niż ze sobą przebywają.
- Może ostatni...
Marta tylko obejrzała się za nim, kiedy szybko wyszedł z jej pokoju. Nie wiedziała jak interpretować to zdanie. Jej mina raczej nie wyrażała zadowolenia.
*
Daniel wtargnął do domu, nie dając Magdzie nawet dojść do słowa. Zresztą po jej minie widział, że zatkało ją, widząc jego poobijaną twarz. Pierwsze kroki skierował do pokoju, z którego dochodziły go odgłosy telewizora. Stanął w progu, widząc siedzącego na fotelu Adama. Chłopak uniósł głowę i spojrzał oczekująco na Daniela.
- Marta… Jest? – mruknął.
- Na górze u siebie w pokoju... Kto ci to zrobił? – nie wytrzymał.
- Nie chciałbyś wiedzieć. Sam wolałbym… zapomnieć – jego głos wydawał się być lekko płaczliwy. I jego oczy się trochę zaszkliły. Adam widział to nawet z daleka. Czy to z powodu pobicia?
Daniel nie czekając, aż się rozklei odwrócił się i wbiegł na górę. Nie musiał długo szukać Marty. Dziewczyna chciała właśnie wyjść z pokoju, ale Daniel bez słowa stanął przed nią i pchnął ją lekko do środka pomieszczenia.
Zamknął za sobą drzwi i odwrócił się do Marty, która stała chwilę, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami. Podeszła do niego powoli i dotknęła delikatnie dłonią jego policzka.
- Co to... ma znaczyć? – przełknęła ślinę. – Daniel z kim się biłeś?!
Daniel podszedł do łóżka Marty i usiadł na nim. Przeczesał do przodu grzywkę, która jeszcze przed chwilą była w lekkim nieładzie.
- Znasz pewnego chłopaka o imieniu... Andrzej? – spojrzał na nią. Na jej twarzy od razu wymalowała się złość, wściekłość i zaskoczenie jednocześnie. – Tak myślałem. Przyszedł do szkoły, zaczaił się na mnie... Powiedział, że widział nas raz razem... I że to było o raz za dużo...
- Dosyć – przerwała mu. Daniel widział, jak zdenerwowała ją ta wiadomość. – Rozszarpię go. Albo... Nie wiem, coś mu zrobię na pewno!!
Zerwała się z miejsca i chwyciła za klamkę. Daniel wstał szybko i złapał ją w pasie. Jego palce miękko dopasowały się w talii, zaczęły lekko masować jej brzuch, zbliżając się do siebie.
- Nie wychodź – jego ręka powędrowała po ręce do szyi, powodując dreszcz u dziewczyny. Powoli powędrował palcami z powrotem, zsuwając jej ramiączko bluzki. Nachylił się i pocałował lekko jej ramię, błądząc po szyi…
Marta odskoczyła, odpychając go.
- Co ty wyprawiasz? – oburzyła się.
- Zakochałem się w tobie, przepraszam – powiedział niepewnie, po czym odważył się na lekki uśmiech.
Marta zmieszana, próbowała zachować powagę, nie chcąc dać po sobie poznać, że podobało jej się to, było strasznie przyjemne. Adam nigdy tak nie robił. Może to jest zachowanie nastolatków... A Adam już jest na to... za poważny?
Spojrzała na niego. Stał spokojnie, czekając. Nie nalegał, czekał na jej reakcję.
Dziewczyna zaczesała kosmyki włosów za ucho, podeszła do niego niepewnie i lekko się wahając, przytuliła się do niego, jakby chcąc sprawdzić, czy i to będzie miłe. Do Adama często się tuliła, on jednak nigdy sam nie robił tego. Czy teraz zawsze będzie wszystko porównywać do Adama?
- Mimo wszystko muszę zadzwonić – powiedziała cicho, odrywając się od przyjemnej chwili.
Wyszła z pokoju, nie spotykając się już z protestem Daniela.
W tej chwili na szczycie schodów stanął Andrzej. Dziwnie zmartwiony, zapłakany, nawet zrozpaczony.
- Tak cię strasznie przygnębiło pobicie Daniela?! – wrzasnęła.
Adam wstał z fotela, chcąc kontrolować całą sytuację.
- Marta, co ja zrobiłem – chłopak wybuchnął płaczem.
Dziewczyna spojrzała na dół, na Adama, który wzruszył ramionami, też nic nie rozumiejąc.
Andrzej oparł się o balustradę i ścisnął włosy w dłoniach.
- Nie wiedziałem... Jeszcze nie wtedy...
- Ale cię zaraz kopne! – krzyknęła przez zęby. – Albo się tłumaczysz, albo wylecisz stąd z hukiem!
- Marta przepraszam cię. Przyjechałem tutaj z dwóch powodów. Jednym byłaś ty. Drugim... moje kilkuletnie poszukiwanie brata, który spędził dzieciństwo wędrując po domach dziecka – dziewczyna wzdrygnęła się. Popatrzyła na niego przestraszona. – Wszystko co mogłem zdziałać na odległość, zawodziło. Dlatego przyjechałem tutaj, na miejsce. Krok po kroku... i odniosłem sukces. Dostałem adres, poszedłem. Nie było go. Ale jego matka kazała mi poczekać, przy okazji pokazała mi zdjęcia.
Głos Andrzeja drżał, a sam też nie był w najlepszym stanie. Marta go jeszcze takim nie widziała. Powoli do niego podeszła i położyła rękę na jego ramieniu, bojąc się jego reakcji.
- Andrzej? – spytała niepewnie.
- To był Daniel, rozumiesz?! – chłopak odepchnął gwałtownie jej rękę. – A ja sam, własnoręcznie kilka godzin wcześniej pobiłem go...
W tym momencie drzwi od pokoju Marty skrzypnęły, kierując wzrok obojga w tamtą stronę. Daniel stojący w progu spuścił wzrok.
- Co? -spytała oburzona.
- Też chciałem ci to zaproponować.
- Jak to? -Marta była zaskoczona.
Chłopak uśmiechał się, jakby usłyszał jakiś kawał, albo jakby przydarzyła mu się śmieszna historia. Jednak w środku walczył ze smutkiem i łzami. Jak to dobrze ubrać w słowa? Bardzo dobrze czuł się z Martą, ale czuł, że ona odkryła już, jak wielkie są te siedem lat różnicy między nimi. Może potrzebuje kogoś młodszego? Nie może stać jej na drodze. Tylko jak to powiedzieć, by zabrzmiało najbardziej wiarygodnie?
- Kręcisz się teraz w zupełnie innym towarzystwie. Może czas się sprawdzić, czy nie jest ci to towarzystwo bardziej potrzebne, niż poprzednie. A ja cię blokuję. Sprawdzimy się, odpoczniemy...
- Który to już raz z kolei.... – mruknęła. Nie podobały jej się te „przerwy”. Jeśli ktoś jest w związku, to jest cały czas na dobre i złe. Oni ostatnio częściej od siebie odpoczywają, niż ze sobą przebywają.
- Może ostatni...
Marta tylko obejrzała się za nim, kiedy szybko wyszedł z jej pokoju. Nie wiedziała jak interpretować to zdanie. Jej mina raczej nie wyrażała zadowolenia.
*
Daniel wtargnął do domu, nie dając Magdzie nawet dojść do słowa. Zresztą po jej minie widział, że zatkało ją, widząc jego poobijaną twarz. Pierwsze kroki skierował do pokoju, z którego dochodziły go odgłosy telewizora. Stanął w progu, widząc siedzącego na fotelu Adama. Chłopak uniósł głowę i spojrzał oczekująco na Daniela.
- Marta… Jest? – mruknął.
- Na górze u siebie w pokoju... Kto ci to zrobił? – nie wytrzymał.
- Nie chciałbyś wiedzieć. Sam wolałbym… zapomnieć – jego głos wydawał się być lekko płaczliwy. I jego oczy się trochę zaszkliły. Adam widział to nawet z daleka. Czy to z powodu pobicia?
Daniel nie czekając, aż się rozklei odwrócił się i wbiegł na górę. Nie musiał długo szukać Marty. Dziewczyna chciała właśnie wyjść z pokoju, ale Daniel bez słowa stanął przed nią i pchnął ją lekko do środka pomieszczenia.
Zamknął za sobą drzwi i odwrócił się do Marty, która stała chwilę, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami. Podeszła do niego powoli i dotknęła delikatnie dłonią jego policzka.
- Co to... ma znaczyć? – przełknęła ślinę. – Daniel z kim się biłeś?!
Daniel podszedł do łóżka Marty i usiadł na nim. Przeczesał do przodu grzywkę, która jeszcze przed chwilą była w lekkim nieładzie.
- Znasz pewnego chłopaka o imieniu... Andrzej? – spojrzał na nią. Na jej twarzy od razu wymalowała się złość, wściekłość i zaskoczenie jednocześnie. – Tak myślałem. Przyszedł do szkoły, zaczaił się na mnie... Powiedział, że widział nas raz razem... I że to było o raz za dużo...
- Dosyć – przerwała mu. Daniel widział, jak zdenerwowała ją ta wiadomość. – Rozszarpię go. Albo... Nie wiem, coś mu zrobię na pewno!!
Zerwała się z miejsca i chwyciła za klamkę. Daniel wstał szybko i złapał ją w pasie. Jego palce miękko dopasowały się w talii, zaczęły lekko masować jej brzuch, zbliżając się do siebie.
- Nie wychodź – jego ręka powędrowała po ręce do szyi, powodując dreszcz u dziewczyny. Powoli powędrował palcami z powrotem, zsuwając jej ramiączko bluzki. Nachylił się i pocałował lekko jej ramię, błądząc po szyi…
Marta odskoczyła, odpychając go.
- Co ty wyprawiasz? – oburzyła się.
- Zakochałem się w tobie, przepraszam – powiedział niepewnie, po czym odważył się na lekki uśmiech.
Marta zmieszana, próbowała zachować powagę, nie chcąc dać po sobie poznać, że podobało jej się to, było strasznie przyjemne. Adam nigdy tak nie robił. Może to jest zachowanie nastolatków... A Adam już jest na to... za poważny?
Spojrzała na niego. Stał spokojnie, czekając. Nie nalegał, czekał na jej reakcję.
Dziewczyna zaczesała kosmyki włosów za ucho, podeszła do niego niepewnie i lekko się wahając, przytuliła się do niego, jakby chcąc sprawdzić, czy i to będzie miłe. Do Adama często się tuliła, on jednak nigdy sam nie robił tego. Czy teraz zawsze będzie wszystko porównywać do Adama?
- Mimo wszystko muszę zadzwonić – powiedziała cicho, odrywając się od przyjemnej chwili.
Wyszła z pokoju, nie spotykając się już z protestem Daniela.
W tej chwili na szczycie schodów stanął Andrzej. Dziwnie zmartwiony, zapłakany, nawet zrozpaczony.
- Tak cię strasznie przygnębiło pobicie Daniela?! – wrzasnęła.
Adam wstał z fotela, chcąc kontrolować całą sytuację.
- Marta, co ja zrobiłem – chłopak wybuchnął płaczem.
Dziewczyna spojrzała na dół, na Adama, który wzruszył ramionami, też nic nie rozumiejąc.
Andrzej oparł się o balustradę i ścisnął włosy w dłoniach.
- Nie wiedziałem... Jeszcze nie wtedy...
- Ale cię zaraz kopne! – krzyknęła przez zęby. – Albo się tłumaczysz, albo wylecisz stąd z hukiem!
- Marta przepraszam cię. Przyjechałem tutaj z dwóch powodów. Jednym byłaś ty. Drugim... moje kilkuletnie poszukiwanie brata, który spędził dzieciństwo wędrując po domach dziecka – dziewczyna wzdrygnęła się. Popatrzyła na niego przestraszona. – Wszystko co mogłem zdziałać na odległość, zawodziło. Dlatego przyjechałem tutaj, na miejsce. Krok po kroku... i odniosłem sukces. Dostałem adres, poszedłem. Nie było go. Ale jego matka kazała mi poczekać, przy okazji pokazała mi zdjęcia.
Głos Andrzeja drżał, a sam też nie był w najlepszym stanie. Marta go jeszcze takim nie widziała. Powoli do niego podeszła i położyła rękę na jego ramieniu, bojąc się jego reakcji.
- Andrzej? – spytała niepewnie.
- To był Daniel, rozumiesz?! – chłopak odepchnął gwałtownie jej rękę. – A ja sam, własnoręcznie kilka godzin wcześniej pobiłem go...
W tym momencie drzwi od pokoju Marty skrzypnęły, kierując wzrok obojga w tamtą stronę. Daniel stojący w progu spuścił wzrok.
Rozdział 17
- O czym ty mówisz? -zdziwił się Adam.-Nie możesz!
- Mogę, a raczej muszę-oznajmiła stanowczo.-Przecież wiesz, że muszę skończyć jakieś liceum, nie będę żyć ze świadomością, że… nie mam nawet matury, Boże!
- Magda nie będzie zadowolona-przyznał.
- A co ty tu robisz? -spytała Marta zmieniając temat. Spojrzała na niego z wrogą miną.
- Ja...przyjechałem, bo...Magda prosiła, żeby sprawdzić…
- Oj kłamiesz! Przywiodła cię tu zazdrość, tak? -spytała szyderczo.
- Ja...
- Nie musisz kłamać. Ale nie martw się, poradziłabym sobie… A tak w ogóle to gdzie jest Andrzej? –spytała, nagle zdając sobie sprawę z jego nieobecności. Spojrzała oczekująco na Adama.
- Na mój widok zwiał-stwierdził kpiąco na myśl o nim. Oparł się o parapet i zapatrzył się w okno. Po błękitnym niebie płynęły białe obłoczki, co chwilę zakrywając słońce i przykrywając ziemię swoim cieniem.
- Serio? Dał nogę!? -zdziwiła się, po czym zaśmiała głośno.
- Ale powiedział, że żarcie w hotelu jest okropne i będzie czasem wpadać-wymamrotał, stwierdzając, że nadchodzi groźna, ponura chmura, która może oznaczać burzę.
- A to drań! -krzyknęła waląc pięścią w stół.
- Lepiej ci? -spytał troskliwie Adam.
- Tak, dzięki-szepnęła Marta uśmiechając się.-Tak naprawdę, to w ogóle było mi dobrze. Tylko ten strach, to przez to… Nie mogę być policjantką, ponieważ się tego po prostu boję…
Do domu wpadła Magda, trzaskając za sobą drzwiami. Weszła powoli do salonu i spojrzała niemiło na siostrę.
- Ustaliłyśmy z Anetą, że to ja byłam z nią wtedy-mruknęła. -Co wam strzeliło do głowy?! Miałaś tu siedzieć z Andrzejem! A zresztą… Boże, nie możesz jeszcze uczestniczyć w takich sprawach! Poczekaj, najpierw musisz przejść szkolenia i tym podobne rzeczy!- krzyczała, wymachując rękami.-Nawet nie wiesz jak się wściekłam!
- No, to akurat właśnie widzimy-mruknął Adam, stojący przy oknie, z rękami splecionymi na klatce piersiowej.
- Zawiodłaś mnie, Marta-syknęła. Podeszła do fotela i opadła na niego, zakrywając twarz dłońmi.-I co teraz?
- Teraz, to Marta ma ci coś do powiedzenia na ten temat, prawda?- powiedział chłopak, przeczesując włosy. Poprawił krawat wystający mu spod swetra.
Magda spojrzała na nią, mrużąc brwi. Po chwili jej wyraz twarzy zmienił się w bardziej przerażony.
- Nie pracuję już na posterunku. Muszę skończyć szkołę.
Dziewczyna wstała z oburzoną miną. Patrzyła na nią z szeroko otwartą buzią. Po chwili zaśmiała się krótko.
- No coś ty, nie żartuj sobie w taki sposób!
- Niedługo zacznie się rok szkolny, trzeba załatwić formalności-stwierdziła, wstając z fotela ze szklanką wody w ręku.
- Ty… ty mówisz poważnie?!- Magda obejrzała się na nią.-Cholera! A nie pomyślałaś o tym, z czego będziemy żyć?!
*
To miał być ważny dzień w jej życiu. Bardzo się bała. A jeśli wszyscy dowiedzą się, że Marta jest od nich wszystkich starsza i po prostu do tej pory nie zaliczyła liceum? Na szczęście wyglądała na młodszą, niż była w rzeczywistości, więc to mogło jej pomóc.
Magda z trudem, ale w końcu zaakceptowała jej decyzję. Oznaczało to ograniczenie wydatków, z czego zdawały sobie sprawę. Ale Marta uznała, że kiedy będzie mieć maturę, będzie mogła znaleźć pracę, w której zarobi więcej.
Jej siostra załatwiła wszystkie formalności, wiedząc, że dziewczyna nie poradzi sobie z tym. Było trochę problemów, ponieważ zaczęto ją wypytywać, co spowodowało tak długą przerwę w edukacji Marty. Musiała tłumaczyć, a w większości lać wodę, jak tylko się da…
Adam podwiózł ją pod budynek, rozkazując jej po dziesięciu minutach czekania, żeby wreszcie wysiadła i poszła do tej pieprzonej szkoły. Uznał jednak, że denerwując się, denerwuje i ją. Postanowił zakończyć to żartem, mówiąc, że to tylko szkoła, a nie zakład psychiatryczny, choć w pewnym sensie te dwa miejsca są do siebie podobne. Martę to rozbawiło i całując go na pożegnanie w policzek wyszła naprzeciw nowemu doświadczeniu.
Właśnie zadzwonił dzwonek. Marta idąc powoli, obserwowała, jak nastoletni uczniowie zmierzają leniwie na lekcję, nie przejmując się spóźnieniami. Jedni uśmiechnięci, drudzy źli rzucali wulgarnymi tekstami. Minęła ją grupka dziewczyn, które zafascynowane jakimś chłopakiem wymieniały jego zalety, które pewnie same sobie wyobraziły.
Wstrząsnął nią niespodziewany dreszcz, ponieważ nagle sobie uświadomiła, że tak dawno nie miała nic wspólnego z ludźmi w jej wieku. Przez parę lat odcięta była od nastolatków, żyła razem z ludźmi dorosłymi, którzy zachowują się i podchodzą do różnych spraw zupełnie inaczej, niż młodzież. Czy odczuje tą różnicę? A jeśli nie będzie umiała się dostosować do nowego otoczenia?
Naszła ją nagle ochota, by odwrócić się i uciec stąd jak najdalej. Ale wiedziała, że Magda byłaby wtedy zadowolona, ponieważ sprawdziłaby się jej przepowiednia. „Nie wytrzymasz tam długo, zobaczysz. Parę dni bez pracy cię wykończy. Jeszcze wspomnisz moje słowa.”
I właśnie je wspominała, a minęła zaledwie godzina, od kiedy jej siostra je wypowiadała. Martę wkurzało to, że Magda tak często miała rację…
To tu. Sala nr 207. Tu kazano jej przyjść, kiedy Magda ustalała, do której klasy będzie chodzić. Najbardziej bała się odrzucenia. A jeśli jej nie zaakceptują? Otworzyła drzwi i zajrzała niepewnie do klasy.
Nauczycielka przestała coś tłumaczyć i spojrzała na nią oczekująco.
- Słucham?- odezwała się wyniośle.
- Jestem Marta… Bing. Miałam…
- Ach, rzeczywiście, zapomniałam całkowicie-oznajmiła pewniej. Wyciągnęła rękę, chcąc już z daleka położyć ją na jej ramieniu.- Czekaliśmy na ciebie. Nie bój się, podejdź bliżej.
Jej ręka w końcu spoczęła na jej ramieniu, kiedy Marta zbliżyła się o krok. Uścisk był mocny i trochę ją to zabolało. Czuła się słaba, mała, niezauważalna. Ci wszyscy młodzi ludzie, siedzący przed nią byli tacy duzi! Będzie musiała sobie codziennie zamiast modlitwy odmawiać swój różaniec – jestem dla nich starą krową, choć oni o tym nie wiedzą.
- Słuchajcie, moi drodzy… Sebastian, ty też, nie robimy wyjątków dla zbijaczy bąków – powiedziała.
- Hej, myślała pani o sprawdzeniu się w rapowaniu? Ma to pani we krwi! – krzyknął, rozbawiony nieświadomym rymem nauczycielki.
- A jak myślisz, kto stworzył Eminema? – powiedziała, ale szybko uniosła rękę, chcąc uciszyć nagły wybuch śmiechu uczniów. – Cisza, spokój! To jest Marta, od dzisiaj chodzi z wami do klasy. Przyjmijcie ją dobrze. Skarbie, znajdź sobie jakieś wolne miejsce.
Dziewczyna zmierzyła szybko wzrokiem wszystkie ławki. Mówiąc „znajdź wolne miejsce”, miała chyba na myśli rozejrzenie się i odszukanie tego jedynego, wolnego krzesła. Przez chwilę obawiała się, że nigdzie nie ma miejsca. I co zrobi? Rozpłacze się i poskarży nauczycielce?
Boże, już za długo tu stoję. Znajdź w końcu to wolne krzesło!
Z tłumów ujrzała podniesioną do góry rękę, która machała do niej. Zauważyła jej właściciela, obok którego nikt nie siedział. Ruszyła w jego kierunku.
A jeśli jej się tylko wydawało? Może on wcale nie machał i jak do niego podejdzie, to z odrazą powie jej, żeby spadała?
Stanęła obok jego ławki i wskazała oczekująco na krzesło. Chłopak z naturalnym i miłym uśmiechem odsunął je, co miało znaczyć, że może śmiało siadać.
- Biedna, mała dziewczynka nie miała gdzie usiąść? – zagadnął wesoło. – Jestem Daniel.
- Marta – oznajmiła, podając mu rękę, kiedy już usiadła obok niego. – I nie jestem wcale biedną, małą dziewczynką.
- Na ostrą laskę też mi nie wyglądasz – syknął głosem twardego chłopaka.
Marta spoważniała, zdając sobie sprawę, że chłopak nie jest taki fajny i normalny, jak wyglądał na początku. On jednak chyba wyczytał to z jej miny, ponieważ zaśmiał się, znów ukazując jej swój szeroki, miły uśmiech.
- Wyluzuj się, dziewczyno. Czy jak zawarczę, to też pomyślisz, że jestem przebranym dobermanem? – mruknął, nie mogąc pohamować śmiechu.
Dziewczyna mrugnęła oczami. Rzeczywiście, jest zbyt sztywna. On jest od niej młodszy (choć o tym nie wie). To on powinien być zawstydzony.
Szturchnęła go lekko w ramię.
- Jesteś zimnym draniem. Jak wszyscy – syknęła niemiło, po czym oboje zaśmieli się wesoło.
Nauczycielka przerwała dyktować notatkę i spojrzała z powagą w ich stronę.
- Wy tam dwoje! Nie każcie mi być niemiłą! -krzyknęła kobieta. – Cieszę się, że tak szybko znaleźliście wspólny język, ale może jednak pogadacie sobie po lekcji, dobrze?
A lekcje minęły bardzo szybko. Marcie spodobała się jej klasa i ogólnie szkoła. Poczuła się nawet jakby pochodziła z czasów ery kamienia łupanego i ktoś ją przebudził ze snu i pomaga jej wrócić do życia. Wszystko ją fascynowało, jakby wiele rzeczy zmieniło się od czasu, kiedy chodziła do szkoły, a minęły tylko dwa lata. Tym bardziej, że zakończyła wtedy edukację na gimnazjum, a liceum to zupełnie co innego, ludzie mają inne charaktery, choć właściwie podobne.
Daniel okazał się zaskakująco towarzyski i pomocny. Całą lekcję, chowając się za głowami innych, rozmawiali dużo. Chłopak opowiadał jej o szkole, poszczególnych nauczycielach – z którymi lepiej nie zadzierać, a których da się niezwykle łatwo ignorować – a na koniec przedstawił jej z grubsza jacy są jej nowi koledzy z klasy.
Jedną z tych osób znała, dziewczyna o imieniu Agata. Mieszka niedaleko niej i jest niezbyt sympatyczna, dlatego Marta obawiała się, czy w tej chwili nie roznosi po klasie plotki, że Marta ma już 18 lat…
Siostra Agaty na siłę próbowała zaprzyjaźnić się z Magdą, gdyż były w tym samym wieku. Dziewczyna przychodziła do niej i na wszelki sposób pokazywała jej swoją sympatię, czasami będąc zbyt natarczywą. Bywało, że spędzała w ich domu nawet całe dnie. Magda akurat wtedy szukała pracy, nie będąc jeszcze policjantką. W końcu miała dosyć i jej po prostu wygarnęła, że nigdy nie traktowała jej i nie będzie jak swoją przyjaciółkę, że niestety, ale działa jej na nerwy.
Była wtedy może zbyt zdenerwowana i za bardzo ją poniosło, jednak podziałało. Siostra Agaty już się u nich nie pokazała. Za to dostała pracę i to o wiele lepszą od Magdy. Do dzisiaj mija obie siostry Bing z głową podniesioną wyżej, niż człowiek jest w stanie.
Dlatego Marta mogła mieć pewne podejrzenia, że dziewczyna nie będzie zbyt pozytywnie do niej nastawiona. Jednak nic do niej nie mówiła, nawet nie patrzyła na nią w żaden negatywny sposób. Cóż… w ogóle na nią nie patrzyła, całkowicie ją ignorowała. Może to i lepiej?
Wyszła ze szkoły, czując na sobie spojrzenia innych. Czuła się przy nich, jakby pochodziła z innych czasów, jakby była za stara na tych wszystkich młodych ludzi. Z jednej strony grupka skejtów, ubranych w niezwykle szerokie ubrania, które nawet posturę anorektyka są w stanie zakamuflować. Gdzie indziej znowu stało kilka dziewczyn, które wyglądały jakby przyszły właśnie z ulicy, jednak – co najstraszniejsze – wyglądały tak zapewne co dzień, był to ich normalny strój.
Obserwując ich wszystkich, naprawdę czuła się, jakby przez te wszystkie (dwa) lata żyła w zamknięciu i takich ludzi widziała po raz pierwszy. A przecież widziała ich codziennie, mijając się z nimi w sklepach, kupując w stoisku obok ubrania. Tylko że wtedy byli jakby za barierą, nie zwracała na nich uwagi. Dla niej ważni byli ci ludzie, wśród których przebywała. Ci ludzie starsi, dojrzalsi, ci, którzy pracują, zarabiają. Młodzież była dla niej tak interesująca, jak dla młodzieży małe kilkuletnie dzieci mijane na ulicy – czasem na nie spojrzą, ale już po chwili zapominają o ich istnieniu.
Chyba jednak dostosowanie się do tego wszystkiego będzie trudne. Jednak nie może pozwolić, by było to po niej widać, ukryje emocje i będzie po cichu poznawać ludzi młodych, do których przecież ona należy.
Wyszła z terenu szkoły, zasunęła cienką kurtkę, czując mocno wiejący wiatr. Rozejrzała się na boki, jakby zapominając, w którą stroję do domu. Już miała ruszyć w lewo, kiedy obok niej gwałtownie zatrzymał się jakiś samochód. Obejrzała się do tyłu, mając nadzieję, że to nic ważnego, nikt jej znany, a ona szybko będzie mogła pójść do domu.
Ucieszona buzia Andrzeja wyprowadziła ją z równowagi.
- Co ty tu robisz? –spytała, najwyraźniej niezadowolona z widoku chłopaka.
- Przyjechałem po ciebie. Może skoczymy na coś do picia? -zaproponował klepiąc ręką miejsce na siedzeniu obok siebie, nie przestając się głupkowato uśmiechać.
- Nigdzie z tobą na nic nie skoczę! –wrzasnęła oburzona propozycją.-Zrozum, już do ciebie nic nie czuję i nie mam ochoty utrzymywać z tobą kontaktu! Daj mi spokój! Nie jest tak jak kiedyś! Zrozum to wreszcie! -krzyczała. Po chwili ucichła.
Za Andrzejem zatrzymał się znajomy samochód. Marta uśmiechnęła się ucieszona na jego widok. Z okna wyjrzała głowa Adama.
- Podwieźć cię? –spytał, starając się, by nie zauważyła jego zainteresowania tym kimś w samochodzie przed nim.
Był zazdrosny, myśląc, że to jej nowy kolega. Na szczęście nie domyślał się, że to może być Andrzej. A Marta nie miała zamiaru mu tego mówić. Nie chciała, by zaczęli się bić, zwłaszcza przed szkołą. Nie chciała na dzień dobry być rozpoznawalną za występki Adama.
Szybko spojrzała triumfalnie na Andrzeja, po czym podeszła do swojego chłopaka. Odwróciła się, słysząc swoje imię. Podbiegł do niej chłopak w szerokich spodniach, ortalionowej granatowej kurtce i bassebolówce na głowie. Uśmiechnął się serdecznie, zatrzymując się przy niej. Adam schylił się w samochodzie, chcąc obserwować ich rozmowę, na co nie pozwalał mu dach samochodu. Kim był ten przystojniak? Chodzi do tej szkoły dopiero jeden dzień, a już rozmawia z tajemniczym kimś w samochodzie, a po chwili kolejny chłopak podbiega do niej z uśmieszkiem. Nie podobało mu się to. Był cholernie zazdrosny, jednak musiał to w sobie stłumić. Nie chciał, by Marta się z niego śmiała.
- Zostawiłaś to –powiedział, wręczając jej zgubę.
- Dzięki, Daniel-odpowiedziała.
Wzięła zeszyt, który chłopak otworzył na pierwszej stronie, chcąc, żeby przeczytała, co tam napisał. Słodziutki napis „Zadzwonię do ciebie, nie myśl sobie, że się mnie pozbędziesz”.
Uśmiechnęła się sama do siebie, po czym wsiadła do samochodu, poważniejąc. Spojrzała na Adama, który dziwnie zerkał na zeszyt.
- Mój zeszyt od fizyki – wyjaśniła, unosząc go do góry.
- Tak właśnie myślałem…
- Jasne! – krzyknęła, zaśmiewając głośno.
No i niestety tego się obawiała, że Adam nie da jej spokoju i musiała całą drogę opowiadać mu o szkole. Wspomniała, że do jej klasy chodzi Agata, że ludzie są z reguły mili i fajni… Ani razu nie wspomniała o żadnym przystojnym chłopcu (którym był Daniel), a i on nie pytał, prosząc ją w myślach, żeby wspomniała chociaż słówkiem „Och, a to był mój kolega, prawda że uroczy?”.
Adam wjechał na podjazd przed domem. Marta jednak nie wysiadała. Położyła głowę na oparciu. Zamknęła oczy i odetchnęła głośno. I pewnie siedziałaby tak jeszcze długo, gdyby nie doszły ją zapachy z kuchni. Magda musiała ugotować pyszny obiadek.
Zerwała się z fotela i wysiadła, po czym pobiegła do domu. Adam wysiadł powoli, biorąc jej plecak. Patrzył, jak dziewczyna w podskokach oddala się od niego. Powinien się uśmiechać, zadowolony, że Marta dawno nie była taka wesoła, zwłaszcza po niedawnych aferach. Jego to jednak niepokoiło. To był dopiero jeden dzień w szkole. Czemu była cała w skowronkach. Cholera, a jeśli ma z tym coś wspólnego ten… chłopak… No ale przecież są razem, nie zrobiłaby mu czegoś takiego…
Marta wyjrzała zza drzwi i spojrzała na niego. Uśmiechnął się zabawnie i dołączył do niej. Od razu weszli do kuchni – ona rozpromieniona, on dziwnie posępny. Magda od razu to zauważyła, ale wolała tego nie komentować głośno. Była jedynie zła na siostrę, że nie widziała tego.
Adam najwyraźniej już przeczuwał, że szkoła może ich rozdzielić, w końcu Marta znowu znajdzie się wśród rówieśników i dorównanie tym młodym i szalonymi ludziom nie będzie łatwe. Pewnie nawet nie będzie śmiał próbować.
- Co na obiad? Jestem piekielnie głodna-powiedziała Marta, opadając na krzesło.-To był męczący dzień.
- Nie tylko dla ciebie-przyznała Magda wyciągając talerze z szafki.
Adam drgnął, kiedy obok jego ucha rozdzwonił się telefon. Sięgnął niezadowolony po słuchawkę.
- Tak? Jest – wyciągnął słuchawkę w stronę Marty. – Przedstawił się jako kolega z klasy.
Marta chwyciła ją, widząc po minach obojga, że zaskoczyło ich to, jak szybko zjednuje sobie ludzi. Spojrzała na ich zaciekawione miny i pokazała im język.
- Tak? -spytała.
Adam obserwował, jak dziewczyna przytrzymuje ramieniem słuchawkę przy uchu, zapisując coś na kartce na lodówce. Raz się uśmiechała, raz słuchała skupiona co mówi do niej kolega po drugiej stronie.
- Daniel, nie ma sprawy – przerwała mu w końcu. – Wsiadam w autobus i za 20 minut jestem. Jeśli to takie ważne…
Magda spojrzała surowo na siostrę, chcąc jej dać do zrozumienia, że nie po to gotuje, żeby jej siostra jadła na mieście. Marta jednak zdawała się tego nie widzieć, gdyż uśmiechnęła się zabawnie do siostry. Pożegnała się z kolegą i odłożyła słuchawkę na widełki, odetchnąwszy z ulgą.
- Kto to był? -spytał Adam z ciekawości.
- Daniel, z klasy. Strasznie fajny chłopak, wiecie? – siadła przy stole, podciągając nogi pod kolana. – Siadłam z nim, bo tylko tam było miejsce. I okazało się, że lepiej nie mogłam trafić. Od razu mi przedstawił wszystkich nauczycieli, jacy są fajni, co i jak... O klasie mi sporo opowiedział...
- Widzę, że lekcji było za mało – mruknął Adam. – Jesteście umówieni?
Marta spuściła wzrok na serwetkę, mocno już przez nią zgniecioną.
- Tak, ma jakiś problem... Coś mu się przypomniało... – dziewczyna wyraźnie się plątała. Adam patrzył na nią podejrzliwie.
- Wydaje się być miły. Cieszę się, że na niego trafiłaś – mruknął. Spojrzał przelotnie na Magdę. Widząc jej minę, wiedział, że odkryła jego przygnębienie, którego Marta nigdy nie potrafiła dostrzec. Chłopak wstał szybko i poszedł na górę, dziękując swojej komórce, że rozdzwoniła się w jego pokoju.
Magda otworzyła buzię, by wylać żale skierowane do siostry. Tamta jednak wstała i wrzuciła serwetkę do kosza.
- Dobra, to ja wychodzę. Nie przejmuj się, nie będę jeść na mieście, odgrzeję sobie jak wrócę – skłamała. Daniel zaprosił ją na coś do jedzenia. A Marta wie, jak Magda tego nie znosi.
Rozpuściła włosy, by znów związać je wysoko w kucyka. Spojrzała na siostrę swoimi dziecinnymi, niewinnymi oczami, po czym wyszła.
*
Kelnerka postawiła na stole tackę z dwoma hamburgerami i dwoma kubełkami z zimną colą. Marta szybko chwyciła swoją część, jakby bojąc się, by Daniel nie wziął wszystkiego dla siebie. Chłopak uśmiechnął się lekko do siebie.
- Więc? – zagadnęła, odwijając swojego hamburgera. Skrzywiła się, widząc, że jest on cały upaćkany musztardą. Fachowa obsługa, solidna firma. A jak tylko więcej klientów, to robią na odwal się, byle by zdążyć. Jakoś nigdy nie przepadała za Mc’Donaldsami. I już się nie dziwi.
- Dziewczyny w naszej klasie chyba widzą w tobie ostrą konkurencję – powiedział, biorąc wielkiego gryza. – Obsmarowały cię równo na forum w necie.
- Rozmawiały o mnie?
- Taak... A chłopcy dzielnie cię bronią – uśmiechnął się dumnie. – Co jeszcze bardziej je zdenerwowało. Chcę cię tylko ostrzec. Mogą być do ciebie niezbyt przyjemnie nastawione. Są niezadowolone, że jakaś smarkula...
- Same są smarkulami! – uniosła się. Dwóch starszych mężczyzn spojrzało na nią niemiło. Przeprosiła ich skruszoną miną.
- Wiem – powiedział nagle Daniel. – I wszyscy już wiedzą gdzie pracowałaś. Najbardziej na forum udziela się Agata. Z tego co wiem, to nie musze ci mówić kto to jest?
Marta zgniotła ze złością papierek po hamburgerze. Spuściła wzrok i podparła czoło na splecionych dłoniach.
- Suka – powiedziała z pełną buzią.
- Ale masz spoko brata, na pewno się za tobą wstawi, jak tylko mu powiesz, że dzieje ci się krzywda.
Marta podniosła na niego zdziwiony wzrok.
- Ja nie mam brata – powiedziała, zastanawiając się jeszcze nad tym.
- To... kto przyjechał po ciebie pod szkołę?
- Mój chłopak.
- Yyy? – wyrwało mu się, a jednocześnie w jego głosie można było wyczuć rozczarowanie. – Myślałem, że to twój brat. No bo wiesz, on wygląda tak dorosło… Nie obraź się, ale nie pasujesz do niego.
Marta zmrużyła oczy i popatrzyła na niego niemiło. Jeszcze nikt jej nie powiedział, że Adam do niej nie pasuje, Wręcz przeciwnie.
- Taak? Więc twoim zdaniem kto by do mnie pasował?
Chłopak uniósł wzrok do góry i wydawał się zastanawiać. Uniósł kubek z colą i napił się z rurki.
- Nie mówię, że coś z nim nie tak, ale... jest strasznie spokojny, chyba też poważny. A ty jesteś młoda i jeszcze trochę zwariowana – spojrzał na nią lekko zaczerwieniony. – Potrzebujesz kogoś, przy kim jeszcze zdążysz się wyszaleć, a nie zestarzeć.
Marta nie odzywała się chwilę. Nie wiedziała, czy odebrać to jako obelgę, czy dobrą radę. Adam... za poważny dla niej... Może faktycznie? Może Adam sam tak uważa i potrzebuje poważniejszej osoby, tylko nie wie jak to jej powiedzieć?
Dopiła colę i wstała.
- Marta? – odezwał się niepewnie.
- Przepraszam cię. Widzimy się jutro w szkole, cześć.
Chwyciła bluzę przewieszoną przez poręcz krzesła i wyszła z budynku.
- Mogę, a raczej muszę-oznajmiła stanowczo.-Przecież wiesz, że muszę skończyć jakieś liceum, nie będę żyć ze świadomością, że… nie mam nawet matury, Boże!
- Magda nie będzie zadowolona-przyznał.
- A co ty tu robisz? -spytała Marta zmieniając temat. Spojrzała na niego z wrogą miną.
- Ja...przyjechałem, bo...Magda prosiła, żeby sprawdzić…
- Oj kłamiesz! Przywiodła cię tu zazdrość, tak? -spytała szyderczo.
- Ja...
- Nie musisz kłamać. Ale nie martw się, poradziłabym sobie… A tak w ogóle to gdzie jest Andrzej? –spytała, nagle zdając sobie sprawę z jego nieobecności. Spojrzała oczekująco na Adama.
- Na mój widok zwiał-stwierdził kpiąco na myśl o nim. Oparł się o parapet i zapatrzył się w okno. Po błękitnym niebie płynęły białe obłoczki, co chwilę zakrywając słońce i przykrywając ziemię swoim cieniem.
- Serio? Dał nogę!? -zdziwiła się, po czym zaśmiała głośno.
- Ale powiedział, że żarcie w hotelu jest okropne i będzie czasem wpadać-wymamrotał, stwierdzając, że nadchodzi groźna, ponura chmura, która może oznaczać burzę.
- A to drań! -krzyknęła waląc pięścią w stół.
- Lepiej ci? -spytał troskliwie Adam.
- Tak, dzięki-szepnęła Marta uśmiechając się.-Tak naprawdę, to w ogóle było mi dobrze. Tylko ten strach, to przez to… Nie mogę być policjantką, ponieważ się tego po prostu boję…
Do domu wpadła Magda, trzaskając za sobą drzwiami. Weszła powoli do salonu i spojrzała niemiło na siostrę.
- Ustaliłyśmy z Anetą, że to ja byłam z nią wtedy-mruknęła. -Co wam strzeliło do głowy?! Miałaś tu siedzieć z Andrzejem! A zresztą… Boże, nie możesz jeszcze uczestniczyć w takich sprawach! Poczekaj, najpierw musisz przejść szkolenia i tym podobne rzeczy!- krzyczała, wymachując rękami.-Nawet nie wiesz jak się wściekłam!
- No, to akurat właśnie widzimy-mruknął Adam, stojący przy oknie, z rękami splecionymi na klatce piersiowej.
- Zawiodłaś mnie, Marta-syknęła. Podeszła do fotela i opadła na niego, zakrywając twarz dłońmi.-I co teraz?
- Teraz, to Marta ma ci coś do powiedzenia na ten temat, prawda?- powiedział chłopak, przeczesując włosy. Poprawił krawat wystający mu spod swetra.
Magda spojrzała na nią, mrużąc brwi. Po chwili jej wyraz twarzy zmienił się w bardziej przerażony.
- Nie pracuję już na posterunku. Muszę skończyć szkołę.
Dziewczyna wstała z oburzoną miną. Patrzyła na nią z szeroko otwartą buzią. Po chwili zaśmiała się krótko.
- No coś ty, nie żartuj sobie w taki sposób!
- Niedługo zacznie się rok szkolny, trzeba załatwić formalności-stwierdziła, wstając z fotela ze szklanką wody w ręku.
- Ty… ty mówisz poważnie?!- Magda obejrzała się na nią.-Cholera! A nie pomyślałaś o tym, z czego będziemy żyć?!
*
To miał być ważny dzień w jej życiu. Bardzo się bała. A jeśli wszyscy dowiedzą się, że Marta jest od nich wszystkich starsza i po prostu do tej pory nie zaliczyła liceum? Na szczęście wyglądała na młodszą, niż była w rzeczywistości, więc to mogło jej pomóc.
Magda z trudem, ale w końcu zaakceptowała jej decyzję. Oznaczało to ograniczenie wydatków, z czego zdawały sobie sprawę. Ale Marta uznała, że kiedy będzie mieć maturę, będzie mogła znaleźć pracę, w której zarobi więcej.
Jej siostra załatwiła wszystkie formalności, wiedząc, że dziewczyna nie poradzi sobie z tym. Było trochę problemów, ponieważ zaczęto ją wypytywać, co spowodowało tak długą przerwę w edukacji Marty. Musiała tłumaczyć, a w większości lać wodę, jak tylko się da…
Adam podwiózł ją pod budynek, rozkazując jej po dziesięciu minutach czekania, żeby wreszcie wysiadła i poszła do tej pieprzonej szkoły. Uznał jednak, że denerwując się, denerwuje i ją. Postanowił zakończyć to żartem, mówiąc, że to tylko szkoła, a nie zakład psychiatryczny, choć w pewnym sensie te dwa miejsca są do siebie podobne. Martę to rozbawiło i całując go na pożegnanie w policzek wyszła naprzeciw nowemu doświadczeniu.
Właśnie zadzwonił dzwonek. Marta idąc powoli, obserwowała, jak nastoletni uczniowie zmierzają leniwie na lekcję, nie przejmując się spóźnieniami. Jedni uśmiechnięci, drudzy źli rzucali wulgarnymi tekstami. Minęła ją grupka dziewczyn, które zafascynowane jakimś chłopakiem wymieniały jego zalety, które pewnie same sobie wyobraziły.
Wstrząsnął nią niespodziewany dreszcz, ponieważ nagle sobie uświadomiła, że tak dawno nie miała nic wspólnego z ludźmi w jej wieku. Przez parę lat odcięta była od nastolatków, żyła razem z ludźmi dorosłymi, którzy zachowują się i podchodzą do różnych spraw zupełnie inaczej, niż młodzież. Czy odczuje tą różnicę? A jeśli nie będzie umiała się dostosować do nowego otoczenia?
Naszła ją nagle ochota, by odwrócić się i uciec stąd jak najdalej. Ale wiedziała, że Magda byłaby wtedy zadowolona, ponieważ sprawdziłaby się jej przepowiednia. „Nie wytrzymasz tam długo, zobaczysz. Parę dni bez pracy cię wykończy. Jeszcze wspomnisz moje słowa.”
I właśnie je wspominała, a minęła zaledwie godzina, od kiedy jej siostra je wypowiadała. Martę wkurzało to, że Magda tak często miała rację…
To tu. Sala nr 207. Tu kazano jej przyjść, kiedy Magda ustalała, do której klasy będzie chodzić. Najbardziej bała się odrzucenia. A jeśli jej nie zaakceptują? Otworzyła drzwi i zajrzała niepewnie do klasy.
Nauczycielka przestała coś tłumaczyć i spojrzała na nią oczekująco.
- Słucham?- odezwała się wyniośle.
- Jestem Marta… Bing. Miałam…
- Ach, rzeczywiście, zapomniałam całkowicie-oznajmiła pewniej. Wyciągnęła rękę, chcąc już z daleka położyć ją na jej ramieniu.- Czekaliśmy na ciebie. Nie bój się, podejdź bliżej.
Jej ręka w końcu spoczęła na jej ramieniu, kiedy Marta zbliżyła się o krok. Uścisk był mocny i trochę ją to zabolało. Czuła się słaba, mała, niezauważalna. Ci wszyscy młodzi ludzie, siedzący przed nią byli tacy duzi! Będzie musiała sobie codziennie zamiast modlitwy odmawiać swój różaniec – jestem dla nich starą krową, choć oni o tym nie wiedzą.
- Słuchajcie, moi drodzy… Sebastian, ty też, nie robimy wyjątków dla zbijaczy bąków – powiedziała.
- Hej, myślała pani o sprawdzeniu się w rapowaniu? Ma to pani we krwi! – krzyknął, rozbawiony nieświadomym rymem nauczycielki.
- A jak myślisz, kto stworzył Eminema? – powiedziała, ale szybko uniosła rękę, chcąc uciszyć nagły wybuch śmiechu uczniów. – Cisza, spokój! To jest Marta, od dzisiaj chodzi z wami do klasy. Przyjmijcie ją dobrze. Skarbie, znajdź sobie jakieś wolne miejsce.
Dziewczyna zmierzyła szybko wzrokiem wszystkie ławki. Mówiąc „znajdź wolne miejsce”, miała chyba na myśli rozejrzenie się i odszukanie tego jedynego, wolnego krzesła. Przez chwilę obawiała się, że nigdzie nie ma miejsca. I co zrobi? Rozpłacze się i poskarży nauczycielce?
Boże, już za długo tu stoję. Znajdź w końcu to wolne krzesło!
Z tłumów ujrzała podniesioną do góry rękę, która machała do niej. Zauważyła jej właściciela, obok którego nikt nie siedział. Ruszyła w jego kierunku.
A jeśli jej się tylko wydawało? Może on wcale nie machał i jak do niego podejdzie, to z odrazą powie jej, żeby spadała?
Stanęła obok jego ławki i wskazała oczekująco na krzesło. Chłopak z naturalnym i miłym uśmiechem odsunął je, co miało znaczyć, że może śmiało siadać.
- Biedna, mała dziewczynka nie miała gdzie usiąść? – zagadnął wesoło. – Jestem Daniel.
- Marta – oznajmiła, podając mu rękę, kiedy już usiadła obok niego. – I nie jestem wcale biedną, małą dziewczynką.
- Na ostrą laskę też mi nie wyglądasz – syknął głosem twardego chłopaka.
Marta spoważniała, zdając sobie sprawę, że chłopak nie jest taki fajny i normalny, jak wyglądał na początku. On jednak chyba wyczytał to z jej miny, ponieważ zaśmiał się, znów ukazując jej swój szeroki, miły uśmiech.
- Wyluzuj się, dziewczyno. Czy jak zawarczę, to też pomyślisz, że jestem przebranym dobermanem? – mruknął, nie mogąc pohamować śmiechu.
Dziewczyna mrugnęła oczami. Rzeczywiście, jest zbyt sztywna. On jest od niej młodszy (choć o tym nie wie). To on powinien być zawstydzony.
Szturchnęła go lekko w ramię.
- Jesteś zimnym draniem. Jak wszyscy – syknęła niemiło, po czym oboje zaśmieli się wesoło.
Nauczycielka przerwała dyktować notatkę i spojrzała z powagą w ich stronę.
- Wy tam dwoje! Nie każcie mi być niemiłą! -krzyknęła kobieta. – Cieszę się, że tak szybko znaleźliście wspólny język, ale może jednak pogadacie sobie po lekcji, dobrze?
A lekcje minęły bardzo szybko. Marcie spodobała się jej klasa i ogólnie szkoła. Poczuła się nawet jakby pochodziła z czasów ery kamienia łupanego i ktoś ją przebudził ze snu i pomaga jej wrócić do życia. Wszystko ją fascynowało, jakby wiele rzeczy zmieniło się od czasu, kiedy chodziła do szkoły, a minęły tylko dwa lata. Tym bardziej, że zakończyła wtedy edukację na gimnazjum, a liceum to zupełnie co innego, ludzie mają inne charaktery, choć właściwie podobne.
Daniel okazał się zaskakująco towarzyski i pomocny. Całą lekcję, chowając się za głowami innych, rozmawiali dużo. Chłopak opowiadał jej o szkole, poszczególnych nauczycielach – z którymi lepiej nie zadzierać, a których da się niezwykle łatwo ignorować – a na koniec przedstawił jej z grubsza jacy są jej nowi koledzy z klasy.
Jedną z tych osób znała, dziewczyna o imieniu Agata. Mieszka niedaleko niej i jest niezbyt sympatyczna, dlatego Marta obawiała się, czy w tej chwili nie roznosi po klasie plotki, że Marta ma już 18 lat…
Siostra Agaty na siłę próbowała zaprzyjaźnić się z Magdą, gdyż były w tym samym wieku. Dziewczyna przychodziła do niej i na wszelki sposób pokazywała jej swoją sympatię, czasami będąc zbyt natarczywą. Bywało, że spędzała w ich domu nawet całe dnie. Magda akurat wtedy szukała pracy, nie będąc jeszcze policjantką. W końcu miała dosyć i jej po prostu wygarnęła, że nigdy nie traktowała jej i nie będzie jak swoją przyjaciółkę, że niestety, ale działa jej na nerwy.
Była wtedy może zbyt zdenerwowana i za bardzo ją poniosło, jednak podziałało. Siostra Agaty już się u nich nie pokazała. Za to dostała pracę i to o wiele lepszą od Magdy. Do dzisiaj mija obie siostry Bing z głową podniesioną wyżej, niż człowiek jest w stanie.
Dlatego Marta mogła mieć pewne podejrzenia, że dziewczyna nie będzie zbyt pozytywnie do niej nastawiona. Jednak nic do niej nie mówiła, nawet nie patrzyła na nią w żaden negatywny sposób. Cóż… w ogóle na nią nie patrzyła, całkowicie ją ignorowała. Może to i lepiej?
Wyszła ze szkoły, czując na sobie spojrzenia innych. Czuła się przy nich, jakby pochodziła z innych czasów, jakby była za stara na tych wszystkich młodych ludzi. Z jednej strony grupka skejtów, ubranych w niezwykle szerokie ubrania, które nawet posturę anorektyka są w stanie zakamuflować. Gdzie indziej znowu stało kilka dziewczyn, które wyglądały jakby przyszły właśnie z ulicy, jednak – co najstraszniejsze – wyglądały tak zapewne co dzień, był to ich normalny strój.
Obserwując ich wszystkich, naprawdę czuła się, jakby przez te wszystkie (dwa) lata żyła w zamknięciu i takich ludzi widziała po raz pierwszy. A przecież widziała ich codziennie, mijając się z nimi w sklepach, kupując w stoisku obok ubrania. Tylko że wtedy byli jakby za barierą, nie zwracała na nich uwagi. Dla niej ważni byli ci ludzie, wśród których przebywała. Ci ludzie starsi, dojrzalsi, ci, którzy pracują, zarabiają. Młodzież była dla niej tak interesująca, jak dla młodzieży małe kilkuletnie dzieci mijane na ulicy – czasem na nie spojrzą, ale już po chwili zapominają o ich istnieniu.
Chyba jednak dostosowanie się do tego wszystkiego będzie trudne. Jednak nie może pozwolić, by było to po niej widać, ukryje emocje i będzie po cichu poznawać ludzi młodych, do których przecież ona należy.
Wyszła z terenu szkoły, zasunęła cienką kurtkę, czując mocno wiejący wiatr. Rozejrzała się na boki, jakby zapominając, w którą stroję do domu. Już miała ruszyć w lewo, kiedy obok niej gwałtownie zatrzymał się jakiś samochód. Obejrzała się do tyłu, mając nadzieję, że to nic ważnego, nikt jej znany, a ona szybko będzie mogła pójść do domu.
Ucieszona buzia Andrzeja wyprowadziła ją z równowagi.
- Co ty tu robisz? –spytała, najwyraźniej niezadowolona z widoku chłopaka.
- Przyjechałem po ciebie. Może skoczymy na coś do picia? -zaproponował klepiąc ręką miejsce na siedzeniu obok siebie, nie przestając się głupkowato uśmiechać.
- Nigdzie z tobą na nic nie skoczę! –wrzasnęła oburzona propozycją.-Zrozum, już do ciebie nic nie czuję i nie mam ochoty utrzymywać z tobą kontaktu! Daj mi spokój! Nie jest tak jak kiedyś! Zrozum to wreszcie! -krzyczała. Po chwili ucichła.
Za Andrzejem zatrzymał się znajomy samochód. Marta uśmiechnęła się ucieszona na jego widok. Z okna wyjrzała głowa Adama.
- Podwieźć cię? –spytał, starając się, by nie zauważyła jego zainteresowania tym kimś w samochodzie przed nim.
Był zazdrosny, myśląc, że to jej nowy kolega. Na szczęście nie domyślał się, że to może być Andrzej. A Marta nie miała zamiaru mu tego mówić. Nie chciała, by zaczęli się bić, zwłaszcza przed szkołą. Nie chciała na dzień dobry być rozpoznawalną za występki Adama.
Szybko spojrzała triumfalnie na Andrzeja, po czym podeszła do swojego chłopaka. Odwróciła się, słysząc swoje imię. Podbiegł do niej chłopak w szerokich spodniach, ortalionowej granatowej kurtce i bassebolówce na głowie. Uśmiechnął się serdecznie, zatrzymując się przy niej. Adam schylił się w samochodzie, chcąc obserwować ich rozmowę, na co nie pozwalał mu dach samochodu. Kim był ten przystojniak? Chodzi do tej szkoły dopiero jeden dzień, a już rozmawia z tajemniczym kimś w samochodzie, a po chwili kolejny chłopak podbiega do niej z uśmieszkiem. Nie podobało mu się to. Był cholernie zazdrosny, jednak musiał to w sobie stłumić. Nie chciał, by Marta się z niego śmiała.
- Zostawiłaś to –powiedział, wręczając jej zgubę.
- Dzięki, Daniel-odpowiedziała.
Wzięła zeszyt, który chłopak otworzył na pierwszej stronie, chcąc, żeby przeczytała, co tam napisał. Słodziutki napis „Zadzwonię do ciebie, nie myśl sobie, że się mnie pozbędziesz”.
Uśmiechnęła się sama do siebie, po czym wsiadła do samochodu, poważniejąc. Spojrzała na Adama, który dziwnie zerkał na zeszyt.
- Mój zeszyt od fizyki – wyjaśniła, unosząc go do góry.
- Tak właśnie myślałem…
- Jasne! – krzyknęła, zaśmiewając głośno.
No i niestety tego się obawiała, że Adam nie da jej spokoju i musiała całą drogę opowiadać mu o szkole. Wspomniała, że do jej klasy chodzi Agata, że ludzie są z reguły mili i fajni… Ani razu nie wspomniała o żadnym przystojnym chłopcu (którym był Daniel), a i on nie pytał, prosząc ją w myślach, żeby wspomniała chociaż słówkiem „Och, a to był mój kolega, prawda że uroczy?”.
Adam wjechał na podjazd przed domem. Marta jednak nie wysiadała. Położyła głowę na oparciu. Zamknęła oczy i odetchnęła głośno. I pewnie siedziałaby tak jeszcze długo, gdyby nie doszły ją zapachy z kuchni. Magda musiała ugotować pyszny obiadek.
Zerwała się z fotela i wysiadła, po czym pobiegła do domu. Adam wysiadł powoli, biorąc jej plecak. Patrzył, jak dziewczyna w podskokach oddala się od niego. Powinien się uśmiechać, zadowolony, że Marta dawno nie była taka wesoła, zwłaszcza po niedawnych aferach. Jego to jednak niepokoiło. To był dopiero jeden dzień w szkole. Czemu była cała w skowronkach. Cholera, a jeśli ma z tym coś wspólnego ten… chłopak… No ale przecież są razem, nie zrobiłaby mu czegoś takiego…
Marta wyjrzała zza drzwi i spojrzała na niego. Uśmiechnął się zabawnie i dołączył do niej. Od razu weszli do kuchni – ona rozpromieniona, on dziwnie posępny. Magda od razu to zauważyła, ale wolała tego nie komentować głośno. Była jedynie zła na siostrę, że nie widziała tego.
Adam najwyraźniej już przeczuwał, że szkoła może ich rozdzielić, w końcu Marta znowu znajdzie się wśród rówieśników i dorównanie tym młodym i szalonymi ludziom nie będzie łatwe. Pewnie nawet nie będzie śmiał próbować.
- Co na obiad? Jestem piekielnie głodna-powiedziała Marta, opadając na krzesło.-To był męczący dzień.
- Nie tylko dla ciebie-przyznała Magda wyciągając talerze z szafki.
Adam drgnął, kiedy obok jego ucha rozdzwonił się telefon. Sięgnął niezadowolony po słuchawkę.
- Tak? Jest – wyciągnął słuchawkę w stronę Marty. – Przedstawił się jako kolega z klasy.
Marta chwyciła ją, widząc po minach obojga, że zaskoczyło ich to, jak szybko zjednuje sobie ludzi. Spojrzała na ich zaciekawione miny i pokazała im język.
- Tak? -spytała.
Adam obserwował, jak dziewczyna przytrzymuje ramieniem słuchawkę przy uchu, zapisując coś na kartce na lodówce. Raz się uśmiechała, raz słuchała skupiona co mówi do niej kolega po drugiej stronie.
- Daniel, nie ma sprawy – przerwała mu w końcu. – Wsiadam w autobus i za 20 minut jestem. Jeśli to takie ważne…
Magda spojrzała surowo na siostrę, chcąc jej dać do zrozumienia, że nie po to gotuje, żeby jej siostra jadła na mieście. Marta jednak zdawała się tego nie widzieć, gdyż uśmiechnęła się zabawnie do siostry. Pożegnała się z kolegą i odłożyła słuchawkę na widełki, odetchnąwszy z ulgą.
- Kto to był? -spytał Adam z ciekawości.
- Daniel, z klasy. Strasznie fajny chłopak, wiecie? – siadła przy stole, podciągając nogi pod kolana. – Siadłam z nim, bo tylko tam było miejsce. I okazało się, że lepiej nie mogłam trafić. Od razu mi przedstawił wszystkich nauczycieli, jacy są fajni, co i jak... O klasie mi sporo opowiedział...
- Widzę, że lekcji było za mało – mruknął Adam. – Jesteście umówieni?
Marta spuściła wzrok na serwetkę, mocno już przez nią zgniecioną.
- Tak, ma jakiś problem... Coś mu się przypomniało... – dziewczyna wyraźnie się plątała. Adam patrzył na nią podejrzliwie.
- Wydaje się być miły. Cieszę się, że na niego trafiłaś – mruknął. Spojrzał przelotnie na Magdę. Widząc jej minę, wiedział, że odkryła jego przygnębienie, którego Marta nigdy nie potrafiła dostrzec. Chłopak wstał szybko i poszedł na górę, dziękując swojej komórce, że rozdzwoniła się w jego pokoju.
Magda otworzyła buzię, by wylać żale skierowane do siostry. Tamta jednak wstała i wrzuciła serwetkę do kosza.
- Dobra, to ja wychodzę. Nie przejmuj się, nie będę jeść na mieście, odgrzeję sobie jak wrócę – skłamała. Daniel zaprosił ją na coś do jedzenia. A Marta wie, jak Magda tego nie znosi.
Rozpuściła włosy, by znów związać je wysoko w kucyka. Spojrzała na siostrę swoimi dziecinnymi, niewinnymi oczami, po czym wyszła.
*
Kelnerka postawiła na stole tackę z dwoma hamburgerami i dwoma kubełkami z zimną colą. Marta szybko chwyciła swoją część, jakby bojąc się, by Daniel nie wziął wszystkiego dla siebie. Chłopak uśmiechnął się lekko do siebie.
- Więc? – zagadnęła, odwijając swojego hamburgera. Skrzywiła się, widząc, że jest on cały upaćkany musztardą. Fachowa obsługa, solidna firma. A jak tylko więcej klientów, to robią na odwal się, byle by zdążyć. Jakoś nigdy nie przepadała za Mc’Donaldsami. I już się nie dziwi.
- Dziewczyny w naszej klasie chyba widzą w tobie ostrą konkurencję – powiedział, biorąc wielkiego gryza. – Obsmarowały cię równo na forum w necie.
- Rozmawiały o mnie?
- Taak... A chłopcy dzielnie cię bronią – uśmiechnął się dumnie. – Co jeszcze bardziej je zdenerwowało. Chcę cię tylko ostrzec. Mogą być do ciebie niezbyt przyjemnie nastawione. Są niezadowolone, że jakaś smarkula...
- Same są smarkulami! – uniosła się. Dwóch starszych mężczyzn spojrzało na nią niemiło. Przeprosiła ich skruszoną miną.
- Wiem – powiedział nagle Daniel. – I wszyscy już wiedzą gdzie pracowałaś. Najbardziej na forum udziela się Agata. Z tego co wiem, to nie musze ci mówić kto to jest?
Marta zgniotła ze złością papierek po hamburgerze. Spuściła wzrok i podparła czoło na splecionych dłoniach.
- Suka – powiedziała z pełną buzią.
- Ale masz spoko brata, na pewno się za tobą wstawi, jak tylko mu powiesz, że dzieje ci się krzywda.
Marta podniosła na niego zdziwiony wzrok.
- Ja nie mam brata – powiedziała, zastanawiając się jeszcze nad tym.
- To... kto przyjechał po ciebie pod szkołę?
- Mój chłopak.
- Yyy? – wyrwało mu się, a jednocześnie w jego głosie można było wyczuć rozczarowanie. – Myślałem, że to twój brat. No bo wiesz, on wygląda tak dorosło… Nie obraź się, ale nie pasujesz do niego.
Marta zmrużyła oczy i popatrzyła na niego niemiło. Jeszcze nikt jej nie powiedział, że Adam do niej nie pasuje, Wręcz przeciwnie.
- Taak? Więc twoim zdaniem kto by do mnie pasował?
Chłopak uniósł wzrok do góry i wydawał się zastanawiać. Uniósł kubek z colą i napił się z rurki.
- Nie mówię, że coś z nim nie tak, ale... jest strasznie spokojny, chyba też poważny. A ty jesteś młoda i jeszcze trochę zwariowana – spojrzał na nią lekko zaczerwieniony. – Potrzebujesz kogoś, przy kim jeszcze zdążysz się wyszaleć, a nie zestarzeć.
Marta nie odzywała się chwilę. Nie wiedziała, czy odebrać to jako obelgę, czy dobrą radę. Adam... za poważny dla niej... Może faktycznie? Może Adam sam tak uważa i potrzebuje poważniejszej osoby, tylko nie wie jak to jej powiedzieć?
Dopiła colę i wstała.
- Marta? – odezwał się niepewnie.
- Przepraszam cię. Widzimy się jutro w szkole, cześć.
Chwyciła bluzę przewieszoną przez poręcz krzesła i wyszła z budynku.
Rozdział 16
Chłopak zaśmiał się niedorzecznie, patrząc na nich, jak na żartownisiów. Oni jednak wciąż patrzyli na siebie zadowoleni, raczej z siebie niż z jakiegokolwiek żartu.
- Przecież ty nie jesteś jeszcze pełnoletnia-oznajmił, nie kryjąc zdziwienia.
- Poczekamy-mruknął Adam.
Andrzej, jeszcze niedawno zadowolony i dumny, nagle przybrał ponury wyraz twarzy. Marta udawała, że tego nie widzi, jednak w myślach cieszyła się, że razem z Adamem rozbili tą jego pewność siebie.
- A co z Arturem? Cholera, gadał coś, że ma przyjechać tutaj i miał mi zdawać relacje z pobytu… to znaczy… czy fajnie mu tutaj i w ogóle…-mamrotał pod nosem, jakby na wytłumaczenie. – Al.e w ogóle się ze mną nie kontaktował.
Marta do tej pory, trochę sztucznie i na pokaz, wpatrzona w Adama, przybrała smutny wyraz twarzy i spojrzała na kolegę, oczekującego wyjaśnień. Zdała sobie sprawę, że wraz z zakończeniem pisania raportu na ten temat, czego się podjęła, w ogóle nie myślała o tej sprawie. Jak wtedy była przerażona i cholernie przestraszona, tak teraz całkowicie zapomniała, nie przejmowała się tym, że jej życie na krótki czas zmieniło się w kryminał.
- On… O Boże, trochę trudno mi o tym mówić, nie spodziewałam się, że sprawy się tak potoczą. Pewnie jak ci powiem, że Artur siedzi w więzieniu za morderstwo, to mi nie uwierzysz.
- A jednak zdaję sobie sprawę, że nie skłamałabyś mi teraz…-powiedział marastycznym tonem.-O cholera, nie przypuszczałbym, naprawdę…-spojrzał kątem oka na Martę, wtuloną w Adama, kiedy siedziała mu na kolanach, podczas gdy on kończył swoje spagetthi. Nic tu po mnie, mówicie? No to jeszcze się może zmienić. Wstał, wycierając usta do chusteczki.-Dobra, jadę do hotelu, muszę trochę pomieszkać w moim mieszkanku, prawda? Wielkie dzięki za ugoszczenie mnie, pyszny obiad, naprawdę stary-spojrzał na niego tym swoim wzrokiem, który już oznaczał, że Andrzej coś kombinuje. Nie umiał tego ukryć.
- Wiesz, zawsze możesz wpaść coś zjeść…-Magda spojrzała na siostrę, która skarciła ją wzrokiem.-No… oczywiście jeśli sam nie będziesz miał kiedy coś upichcić…
Chłopak uśmiechnął się. Założył na głowę czarną bejsbolówkę. Kosmyki jego przydługich, czarnych włosów wystawały mu przyjemnie po bokach.
- Trzymajcie się, nara-powiedział i wziął swoje bagaże.
Magda obejrzała się na siostrę i puściła jej oczko. Wyszła za kolegą, by zawieźć go do hotelu.
- Teraz widzisz o co mi chodziło?- mruknęła Marta, patrząc razem z chłopakiem, jak samochód wyjeżdża na ulicę.
- Mniej więcej, dzióbku. Chyba troszkę przesadziłaś, świetnie ci poszło. I nawet mu nie przywaliłaś, a pewnie miałaś kilka razy ochotę, co?
Dziewczyna zaśmiała się wesoło.
- Kilka razy? Adam, proszę cię, nie rób ze mnie takiej łagodnej!- stwierdziła, szturchając go lekko.
Ten wydał lekkie sapnięcie, zaskoczony tym. Było to lekkie szturchnięcie, jednak o dziwo zabolało go trochę.
- No tak, zapomniałem, że jesteś ostra, jak żyleta-syknął. -Prawdziwy z ciebie twardziel, Martusiu Bing.
Dziewczyna uniosła do góry ręce, eksponując mięśnie jak kulturysta. Chłopak złapał jej przedramię i naciskał lekko, pokazując, że jej rączki są miękkie jak gąbeczka. Zaśmiała się i uderzyła go lekko pięścią w brzuch. Uwielbiała to robić. Adam miał twardy, umięśniony brzuch i miała przez to napady śmiechu, uderzając go i czując, jakby był twardą deską.
Chłopak złapał ją i przerzucił sobie przez ramię. Marta piszczała, kiedy Adam śmiejąc się wniósł ją na górę, by poznęcać się nad nią jeszcze trochę. Dziewczyna wiedziała, że w walce z nim nie ma żadnych szans. Ale to nawet lepiej, ponieważ oznaczało to, że jeśli przyjdzie taka chwila, Adam będzie umiał uratować ją, mężnie stając do walki.
*
Marta wyskoczyła zwinnie z zatłoczonego autobusu. Wyrwała się do pracy, choć Filip wyraźnie jej mówił, że ostatnio jest tak spokojnie, że nie ma sensu, żeby specjalnie się fatygowała, żeby zająć się jednym drobnym raportem.
Andrzej widać miał niezły plan już gotowy. Biedny, poprosił Magdę, żeby mógł u nich dziś pobyć, ponieważ czuł się w tym hotelu dziwnie. Dziewczyna nie mogła mu tak w oczy odmówić. Zgodziła się więc, dobrze wiedząc, że Marta uzna to za podstęp. Tylko nie ona musiałaby tu z nim siedzieć, wiedząc, że ma niezbyt miłe zamiary.
Musiała ściemnić, że właśnie dzwonili z komisariatu i musi szybko jechać, bo jest poważna sprawa i trzeba z tego spisać porządny raport. Uwierzył w tą bajeczkę, choć trochę niechętnie godził się z tym, że jego plan A nie wypalił. Była jednak pewna, że ma ich w zanadrzu cały alfabet.
Magda będzie na nią wściekła. Mimo wszystko, bez względu co jest, czy było między Martą a Andrzejem, dla niej nie miało znaczenia. On jest gościem, trzeba z nim trochę pobyć, a nie zostawiać go tak po chamsku samego w domu. Ale Magda po prostu nic nie rozumiała!
Weszła pewnie do komisariatu, wiedząc, że Magda pojechała na drugi koniec Warszawy w jakiejś sprawie. Postanowiła załatwić to, co do tej pory się nazbierało, a co nie może czekać już dłużej. Filip będzie dumny, myśląc, że ciągnie ją do pracy. Tak naprawdę, to w tej chwili rzeczywiście miała dużą ochotę popracować, nie była to tylko wymówka, by się wymigać od spędzenia czasu z Andrzejem.
Już od razu przywitała ją Aneta, dziewczyna, z którą Marta niedawno tak naprawdę się poznała. Do tej pory unikała jej, myśląc, że jest nieciekawą osobą. Jednak niedawno miała okazję z nią porozmawiać i jej podejście do Anety zmieniło się i to bardzo. Zwłaszcza po wypadku Moniki. Od kiedy jej przyjaciółka już nie pracuje na posterunku, ze względu na kalectwo, którego doświadczyła, Aneta dużo z nią rozmawiała, zastępując jej przy tym Monikę.
Podeszła do niej i nachyliła się nad nią.
- Cześć-szepnęła.
- Co tak konspiracyjnie?- zdziwiła się. Założyła za uszy kręcone włosy i odrzuciła je na plecy.
- Mam dla ciebie propozycję, której pewnie nie będziesz chciała odmówić-kobieta mówiła wciąż cicho, bojąc się, żeby nikt jej nie usłyszał. Krótkie, proste włosy delikatnie okalały jej twarz. Czarny kolor dziwnie kontrastował z jej zielonymi oczami.-Jadę właśnie do pewnej rodzinki, dzieje się tam nieciekawie. Facet nie płaci alimentów dość długo, muszę się rozeznać w sprawie.
- Moja pierwsza sprawa?- ucieszyła się, ale cicho.-Super!
Aneta kiwnęła palcem, żeby poszła za nią. Nie musiała jej namawiać, poleciałaby nawet na skrzydłach. Ale wiedziała, że lepiej, jak nie będzie aż tak bardzo okazywać swojej radości, to właściwie nie taka duża sprawa, a lepiej, żeby Filip o tym nie wiedział. Aneta miałaby nieprzyjemności. Branie na służbę niedoświadczonej policjantki, to niezbyt dobry pomysł. Nawet, jeśli chodzi o alimenty. I Marta wiedziała, że jej koleżanka dużo ryzykuje. Ale wszyscy jakoś o tym nie myślą, kiedy chodzi o nią.
Tak samo Magda, kiedy uczyła ją jeździć samochodem. Siadała obok i po prostu kazała jej zawieźć się do różnych miejsc. Czasami mówiła jej co i jak, ale tak naprawdę, to Marta musiała sama kierować i domyślać się, co powinna zrobić. A nie było łatwo, jeśli jej nauka do tej pory polegała jedynie na obserwowaniu starszej siostry. Raz o mało co nie miały wypadku, co skończyłoby się nieciekawie, gdyby wyszło na jaw, że to Marta prowadziła.
Ale nikt nie liczył się z konsekwencjami. Wszyscy chcieli dla niej po prostu dobrze. Może wciąż, choć minęło tyle czasu, myślą, że mają obowiązek wynagrodzić jej trudy dzieciństwa?
Marta wsiadła do radiowozu, patrząc niepewnie na niebo. Będzie padać, nieciekawie się zapowiada. Jednak ona mimo to się uśmiechnęła, nawet pogoda nie zepsuje jej humoru…
- Haloo! Jedziemy w końcu?- spytała Aneta, szturchając ją lekko.
Marta spojrzała na nią lekko zaskoczona, po czym wyszczerzyła zęby.
- No jasne! Jestem ciekawa, czy się sprawdzę. Policjant musi być odważny i stawić czoło wszystkiemu-oświadczyła.
- Taak… Dlatego od razu mówię, że to taka sobie sprawa nie jest. Dzielnica… nie ma dobrej opinii. Biedni ludzie, dzieci ulicy. Mam nadzieję, że nie naoglądałaś się za dużo filmów o tym, choć niektóre są właśnie doskonałym odwzorowaniem tego, co zobaczymy-mruknęła, ruszając, kiedy światło w końcu się zmieniło na zielone.
- Nie mówiłaś o tym-wypomniała jej niemiło.
- Przestań! Po prostu cię straszę!- powiedziała, wybuchając śmiechem.-Takie miejsca zwykle ożywają wieczorami, nie bój się…
Marta patrzyła z niesmakiem na teren, na jaki właśnie wjeżdżały. Obdrapane mury domów, stare budynki, świetnie pamiętające jeszcze czasy wojny, które odznaczyły się na blokach śladami po kulach. Przeszedł ją dreszcz, widząc grupkę dzieci, bawiące się z ponurymi minami, jakby wcale nie miały na to ochoty, ale tylko to im jeszcze w życiu zostało. Ubrania, które ona wyrzuciłaby już dawno do śmieci, były tutaj zwykłym ciuchem, obdartym i brudnym, ale jedynym.
- O Boże, miałam nadzieję nie zobaczyć nigdy w życiu czegoś takiego-mruknęła.
- Przykre, prawda?- stwierdziła smutno Aneta. Wyłączyła silnik i patrzyła na grupkę dzieci, które stały w rządku i bez skrępowania patrzyły na radiowóz, zakłócający im spokój.-Te dzieci przez cały dzień bawią się patykiem w piasku i układaniem kapsli po butelkach po piwie, których tu nie mało. Przeraża mnie, że w dzisiejszych czasach jeszcze się dopuszcza do takiego widoku.
- Jak się na to patrzy, to samego się później obwinia za jedzenie hamburgera, co dla tych dzieci byłoby nie lada luksusem…-szepnęła.-To co, idziemy?- przełknęła ślinę, ponieważ zaschło jej w gardle.
Wysiadły powoli z samochodu. Aneta rozejrzała się, zastanawiając się gdzie ma iść. Marta uśmiechnęła się serdecznie do dzieci, chcąc okazać im trochę sympatii. Te jednak wciąż patrzyły na nią z dezaprobatą, jak na zwykłą policjantkę. Odwróciła się do Anety, zmieszana ich zachowaniem.
- To co, gdzie teraz?- spytała.
- Sądzę, że…
Nagle ktoś zaczął głośno krzyczeć, co dało się słyszeć przez otwarte okno mieszkania. Mężczyzna darł się niezwykle donośnie, prawdopodobnie rozwalał co się da (sądząc po odgłosach), a jakaś kobieta piszczała i krzyczała na niego. Po chwili włączył się jakiś młody chłopak, rzucający okropnymi wyzwiskami.
Marta odwróciła się na dzieci, myśląc, czy zabrać je stąd, żeby nie słuchały tego przedstawienia. One jednak nie przejmowały się tym, zaczęły się na nowo bawić. Takie sytuacje są tutaj na porządku dziennym i nikt już się tym nie przejmuje.
- Trzeba coś z tym zrobić, chodź-powiedziała Aneta, wyjmując pistolet z kabury.-Będziesz mi potrzebna, weź pistolet ze schowka w samochodzie.
Marta patrzyła na koleżankę szeroko otwartymi oczami. Huk wystrzelonego pistoletu w mieszkaniu przeraził ją. Kobieta zaczęła piszczeć i przez długi czas nie przestawała. Ktoś strzelił. Mężczyzna, a może chłopak?
Aneta załadowała broń.
- Jezu, pośpiesz się! Trzeba tam iść!- wrzasnęła.
- Ja… nie mogę…-Marta stała chwilę bez ruchu, opanowana szokiem, po czym upadła, skręcając się z bólu.-Niedobrze mi-jęknęła.
- O nie! Możesz wstać?- Aneta podbiegła do niej, wciąż patrząc w okno pokoju, w którym doszło do strzelaniny.
- Tak mi niedobrze, proszę cię, zabierz mnie stąd!- pisnęła.
- Cholera-syknęła dziewczyna, po czym schyliła się do okna radiowozu i połączyła się z komisariatem. Podała komuś swoje położenie i poprosiła o szybkie wsparcie.-Tak, ktoś tu strzelał. Do diabła, nie wiem! Mam tu policjantkę… kiepsko z nią… Nie, nie została postrzelona. Ona… strasznie źle z nią, zatruła się czymś, jest cała blada… Musze ją stąd zabrać, a trzeba się zająć tym gównem, dajcie tu szybko radiowóz!
Wyłączyła się i podeszła do Marty, pomagając jej wsiąść do samochodu i sama pobiegła na chwile do domu, chcąc sprawdzić jak wygląda sytuacja. Grupka dzieci przyglądała się temu, teraz z zaciekawieniem na twarzy. Marta dostrzegła nawet na ich twarzach zaniepokojenie. Uśmiechnęła się do nich niepewnie przez ból. Dzieci odwzajemniły ten gest.
Aneta przybiegła, uspokojona, że nikt nie został postrzelony. Wyjechała z ulicy. Mijając radiowóz na sygnale, machnęła im, żeby się pośpieszyli.
- Przepraszam cię, ale naprawdę coś mnie wzięło.
- Spokojnie, zajmą się tym. Zdarza się, takie coś może człowieka przygnębić i rozumiem to. Gdzie cię zawieźć?
- Do domu. Wielkie dzięki. Gdybym wiedziała, wolałabym nie być dla ciebie kłopotem…
- Marta, po prostu przestań już!- powiedziała stanowczo.-Nic się nie stało. Pierwszy raz byłaś na takiej sprawie. Głupia byłam, że cię na to naraziłam i tyle.
Dziewczyna podjechała pod dom Marty i zatrzymała się, zostawiając silnik na chodzie. Adam słysząc warkot samochodu, wybiegł z domu zaskoczony. Przywitał się uśmiechem z Anetą i spojrzał zaniepokojony na bladą Martę.
- Co wy tu robicie? Co z nią? -zdziwił się.
- Źle się poczuła. Zajmij się nią, ja tam jeszcze jadę. Na razie-machnęła ręką i szybko wsiadła do radiowozu.
- Tam, czyli gdzie?- spytał skrzekliwie Adam.-Co tu się do cholery dzieje? Zostawiasz Andrzeja samego u nas w domu… choć właściwie to lepsze, niż gdybyście mieli być we dwoje… i nagle wracasz w takim stanie, a Aneta mówi, że ona TAM jedzie-chłopak nie zauważył, że mówi sam do siebie, ponieważ Marta szła właśnie powoli do domu. Odwrócił się do niej.-Dzióbku!
Pobiegł za nią i poprowadził ją do kanapy. Usiadła powoli, a chłopak szybko przyniósł jej wody do picia. Usiadł obok niej i odgarnął jej włosy z twarzy, zarzucając je do tyłu. Dziewczyna oparła głowę o oparcie i patrzyła w sufit. Adama zaniepokoiło to, że nie odezwała się jeszcze ani słowem. Myślała o czymś, przejmowała się czymś. O co tu chodzi?
- No więc co się stało? -spytał cicho Adam, nie chcąc jej niepotrzebnie dodatkowo denerwować.
- Nie wiem, po prostu nagle poczułam się źle. Usłyszałam strzały… te małe dzieci. Aneta chciała tam iść, ale ja się tak bałam!- jęknęła spoglądając na niego załzawionymi oczami.-Myślę, że to miało coś znaczyć.
- Czy możesz mówić normalnie? Kto cię zahipnotyzował, do diabła?- powiedział zdenerwowany.
Dziewczyna usiadła prosto i skrzyżowała nogi.
- Ty naprawdę nie rozumiesz? To nie jest praca dla mnie. Jestem na to za młoda. Za bardzo się tego boję-oznajmiła popijając wodę. Ból powstały ze strachu, powoli ustawał.-Podczas drogi do domu postanowiłam, że skończę z tym i najwyższy czas wrócić do szkoły.
- Przecież ty nie jesteś jeszcze pełnoletnia-oznajmił, nie kryjąc zdziwienia.
- Poczekamy-mruknął Adam.
Andrzej, jeszcze niedawno zadowolony i dumny, nagle przybrał ponury wyraz twarzy. Marta udawała, że tego nie widzi, jednak w myślach cieszyła się, że razem z Adamem rozbili tą jego pewność siebie.
- A co z Arturem? Cholera, gadał coś, że ma przyjechać tutaj i miał mi zdawać relacje z pobytu… to znaczy… czy fajnie mu tutaj i w ogóle…-mamrotał pod nosem, jakby na wytłumaczenie. – Al.e w ogóle się ze mną nie kontaktował.
Marta do tej pory, trochę sztucznie i na pokaz, wpatrzona w Adama, przybrała smutny wyraz twarzy i spojrzała na kolegę, oczekującego wyjaśnień. Zdała sobie sprawę, że wraz z zakończeniem pisania raportu na ten temat, czego się podjęła, w ogóle nie myślała o tej sprawie. Jak wtedy była przerażona i cholernie przestraszona, tak teraz całkowicie zapomniała, nie przejmowała się tym, że jej życie na krótki czas zmieniło się w kryminał.
- On… O Boże, trochę trudno mi o tym mówić, nie spodziewałam się, że sprawy się tak potoczą. Pewnie jak ci powiem, że Artur siedzi w więzieniu za morderstwo, to mi nie uwierzysz.
- A jednak zdaję sobie sprawę, że nie skłamałabyś mi teraz…-powiedział marastycznym tonem.-O cholera, nie przypuszczałbym, naprawdę…-spojrzał kątem oka na Martę, wtuloną w Adama, kiedy siedziała mu na kolanach, podczas gdy on kończył swoje spagetthi. Nic tu po mnie, mówicie? No to jeszcze się może zmienić. Wstał, wycierając usta do chusteczki.-Dobra, jadę do hotelu, muszę trochę pomieszkać w moim mieszkanku, prawda? Wielkie dzięki za ugoszczenie mnie, pyszny obiad, naprawdę stary-spojrzał na niego tym swoim wzrokiem, który już oznaczał, że Andrzej coś kombinuje. Nie umiał tego ukryć.
- Wiesz, zawsze możesz wpaść coś zjeść…-Magda spojrzała na siostrę, która skarciła ją wzrokiem.-No… oczywiście jeśli sam nie będziesz miał kiedy coś upichcić…
Chłopak uśmiechnął się. Założył na głowę czarną bejsbolówkę. Kosmyki jego przydługich, czarnych włosów wystawały mu przyjemnie po bokach.
- Trzymajcie się, nara-powiedział i wziął swoje bagaże.
Magda obejrzała się na siostrę i puściła jej oczko. Wyszła za kolegą, by zawieźć go do hotelu.
- Teraz widzisz o co mi chodziło?- mruknęła Marta, patrząc razem z chłopakiem, jak samochód wyjeżdża na ulicę.
- Mniej więcej, dzióbku. Chyba troszkę przesadziłaś, świetnie ci poszło. I nawet mu nie przywaliłaś, a pewnie miałaś kilka razy ochotę, co?
Dziewczyna zaśmiała się wesoło.
- Kilka razy? Adam, proszę cię, nie rób ze mnie takiej łagodnej!- stwierdziła, szturchając go lekko.
Ten wydał lekkie sapnięcie, zaskoczony tym. Było to lekkie szturchnięcie, jednak o dziwo zabolało go trochę.
- No tak, zapomniałem, że jesteś ostra, jak żyleta-syknął. -Prawdziwy z ciebie twardziel, Martusiu Bing.
Dziewczyna uniosła do góry ręce, eksponując mięśnie jak kulturysta. Chłopak złapał jej przedramię i naciskał lekko, pokazując, że jej rączki są miękkie jak gąbeczka. Zaśmiała się i uderzyła go lekko pięścią w brzuch. Uwielbiała to robić. Adam miał twardy, umięśniony brzuch i miała przez to napady śmiechu, uderzając go i czując, jakby był twardą deską.
Chłopak złapał ją i przerzucił sobie przez ramię. Marta piszczała, kiedy Adam śmiejąc się wniósł ją na górę, by poznęcać się nad nią jeszcze trochę. Dziewczyna wiedziała, że w walce z nim nie ma żadnych szans. Ale to nawet lepiej, ponieważ oznaczało to, że jeśli przyjdzie taka chwila, Adam będzie umiał uratować ją, mężnie stając do walki.
*
Marta wyskoczyła zwinnie z zatłoczonego autobusu. Wyrwała się do pracy, choć Filip wyraźnie jej mówił, że ostatnio jest tak spokojnie, że nie ma sensu, żeby specjalnie się fatygowała, żeby zająć się jednym drobnym raportem.
Andrzej widać miał niezły plan już gotowy. Biedny, poprosił Magdę, żeby mógł u nich dziś pobyć, ponieważ czuł się w tym hotelu dziwnie. Dziewczyna nie mogła mu tak w oczy odmówić. Zgodziła się więc, dobrze wiedząc, że Marta uzna to za podstęp. Tylko nie ona musiałaby tu z nim siedzieć, wiedząc, że ma niezbyt miłe zamiary.
Musiała ściemnić, że właśnie dzwonili z komisariatu i musi szybko jechać, bo jest poważna sprawa i trzeba z tego spisać porządny raport. Uwierzył w tą bajeczkę, choć trochę niechętnie godził się z tym, że jego plan A nie wypalił. Była jednak pewna, że ma ich w zanadrzu cały alfabet.
Magda będzie na nią wściekła. Mimo wszystko, bez względu co jest, czy było między Martą a Andrzejem, dla niej nie miało znaczenia. On jest gościem, trzeba z nim trochę pobyć, a nie zostawiać go tak po chamsku samego w domu. Ale Magda po prostu nic nie rozumiała!
Weszła pewnie do komisariatu, wiedząc, że Magda pojechała na drugi koniec Warszawy w jakiejś sprawie. Postanowiła załatwić to, co do tej pory się nazbierało, a co nie może czekać już dłużej. Filip będzie dumny, myśląc, że ciągnie ją do pracy. Tak naprawdę, to w tej chwili rzeczywiście miała dużą ochotę popracować, nie była to tylko wymówka, by się wymigać od spędzenia czasu z Andrzejem.
Już od razu przywitała ją Aneta, dziewczyna, z którą Marta niedawno tak naprawdę się poznała. Do tej pory unikała jej, myśląc, że jest nieciekawą osobą. Jednak niedawno miała okazję z nią porozmawiać i jej podejście do Anety zmieniło się i to bardzo. Zwłaszcza po wypadku Moniki. Od kiedy jej przyjaciółka już nie pracuje na posterunku, ze względu na kalectwo, którego doświadczyła, Aneta dużo z nią rozmawiała, zastępując jej przy tym Monikę.
Podeszła do niej i nachyliła się nad nią.
- Cześć-szepnęła.
- Co tak konspiracyjnie?- zdziwiła się. Założyła za uszy kręcone włosy i odrzuciła je na plecy.
- Mam dla ciebie propozycję, której pewnie nie będziesz chciała odmówić-kobieta mówiła wciąż cicho, bojąc się, żeby nikt jej nie usłyszał. Krótkie, proste włosy delikatnie okalały jej twarz. Czarny kolor dziwnie kontrastował z jej zielonymi oczami.-Jadę właśnie do pewnej rodzinki, dzieje się tam nieciekawie. Facet nie płaci alimentów dość długo, muszę się rozeznać w sprawie.
- Moja pierwsza sprawa?- ucieszyła się, ale cicho.-Super!
Aneta kiwnęła palcem, żeby poszła za nią. Nie musiała jej namawiać, poleciałaby nawet na skrzydłach. Ale wiedziała, że lepiej, jak nie będzie aż tak bardzo okazywać swojej radości, to właściwie nie taka duża sprawa, a lepiej, żeby Filip o tym nie wiedział. Aneta miałaby nieprzyjemności. Branie na służbę niedoświadczonej policjantki, to niezbyt dobry pomysł. Nawet, jeśli chodzi o alimenty. I Marta wiedziała, że jej koleżanka dużo ryzykuje. Ale wszyscy jakoś o tym nie myślą, kiedy chodzi o nią.
Tak samo Magda, kiedy uczyła ją jeździć samochodem. Siadała obok i po prostu kazała jej zawieźć się do różnych miejsc. Czasami mówiła jej co i jak, ale tak naprawdę, to Marta musiała sama kierować i domyślać się, co powinna zrobić. A nie było łatwo, jeśli jej nauka do tej pory polegała jedynie na obserwowaniu starszej siostry. Raz o mało co nie miały wypadku, co skończyłoby się nieciekawie, gdyby wyszło na jaw, że to Marta prowadziła.
Ale nikt nie liczył się z konsekwencjami. Wszyscy chcieli dla niej po prostu dobrze. Może wciąż, choć minęło tyle czasu, myślą, że mają obowiązek wynagrodzić jej trudy dzieciństwa?
Marta wsiadła do radiowozu, patrząc niepewnie na niebo. Będzie padać, nieciekawie się zapowiada. Jednak ona mimo to się uśmiechnęła, nawet pogoda nie zepsuje jej humoru…
- Haloo! Jedziemy w końcu?- spytała Aneta, szturchając ją lekko.
Marta spojrzała na nią lekko zaskoczona, po czym wyszczerzyła zęby.
- No jasne! Jestem ciekawa, czy się sprawdzę. Policjant musi być odważny i stawić czoło wszystkiemu-oświadczyła.
- Taak… Dlatego od razu mówię, że to taka sobie sprawa nie jest. Dzielnica… nie ma dobrej opinii. Biedni ludzie, dzieci ulicy. Mam nadzieję, że nie naoglądałaś się za dużo filmów o tym, choć niektóre są właśnie doskonałym odwzorowaniem tego, co zobaczymy-mruknęła, ruszając, kiedy światło w końcu się zmieniło na zielone.
- Nie mówiłaś o tym-wypomniała jej niemiło.
- Przestań! Po prostu cię straszę!- powiedziała, wybuchając śmiechem.-Takie miejsca zwykle ożywają wieczorami, nie bój się…
Marta patrzyła z niesmakiem na teren, na jaki właśnie wjeżdżały. Obdrapane mury domów, stare budynki, świetnie pamiętające jeszcze czasy wojny, które odznaczyły się na blokach śladami po kulach. Przeszedł ją dreszcz, widząc grupkę dzieci, bawiące się z ponurymi minami, jakby wcale nie miały na to ochoty, ale tylko to im jeszcze w życiu zostało. Ubrania, które ona wyrzuciłaby już dawno do śmieci, były tutaj zwykłym ciuchem, obdartym i brudnym, ale jedynym.
- O Boże, miałam nadzieję nie zobaczyć nigdy w życiu czegoś takiego-mruknęła.
- Przykre, prawda?- stwierdziła smutno Aneta. Wyłączyła silnik i patrzyła na grupkę dzieci, które stały w rządku i bez skrępowania patrzyły na radiowóz, zakłócający im spokój.-Te dzieci przez cały dzień bawią się patykiem w piasku i układaniem kapsli po butelkach po piwie, których tu nie mało. Przeraża mnie, że w dzisiejszych czasach jeszcze się dopuszcza do takiego widoku.
- Jak się na to patrzy, to samego się później obwinia za jedzenie hamburgera, co dla tych dzieci byłoby nie lada luksusem…-szepnęła.-To co, idziemy?- przełknęła ślinę, ponieważ zaschło jej w gardle.
Wysiadły powoli z samochodu. Aneta rozejrzała się, zastanawiając się gdzie ma iść. Marta uśmiechnęła się serdecznie do dzieci, chcąc okazać im trochę sympatii. Te jednak wciąż patrzyły na nią z dezaprobatą, jak na zwykłą policjantkę. Odwróciła się do Anety, zmieszana ich zachowaniem.
- To co, gdzie teraz?- spytała.
- Sądzę, że…
Nagle ktoś zaczął głośno krzyczeć, co dało się słyszeć przez otwarte okno mieszkania. Mężczyzna darł się niezwykle donośnie, prawdopodobnie rozwalał co się da (sądząc po odgłosach), a jakaś kobieta piszczała i krzyczała na niego. Po chwili włączył się jakiś młody chłopak, rzucający okropnymi wyzwiskami.
Marta odwróciła się na dzieci, myśląc, czy zabrać je stąd, żeby nie słuchały tego przedstawienia. One jednak nie przejmowały się tym, zaczęły się na nowo bawić. Takie sytuacje są tutaj na porządku dziennym i nikt już się tym nie przejmuje.
- Trzeba coś z tym zrobić, chodź-powiedziała Aneta, wyjmując pistolet z kabury.-Będziesz mi potrzebna, weź pistolet ze schowka w samochodzie.
Marta patrzyła na koleżankę szeroko otwartymi oczami. Huk wystrzelonego pistoletu w mieszkaniu przeraził ją. Kobieta zaczęła piszczeć i przez długi czas nie przestawała. Ktoś strzelił. Mężczyzna, a może chłopak?
Aneta załadowała broń.
- Jezu, pośpiesz się! Trzeba tam iść!- wrzasnęła.
- Ja… nie mogę…-Marta stała chwilę bez ruchu, opanowana szokiem, po czym upadła, skręcając się z bólu.-Niedobrze mi-jęknęła.
- O nie! Możesz wstać?- Aneta podbiegła do niej, wciąż patrząc w okno pokoju, w którym doszło do strzelaniny.
- Tak mi niedobrze, proszę cię, zabierz mnie stąd!- pisnęła.
- Cholera-syknęła dziewczyna, po czym schyliła się do okna radiowozu i połączyła się z komisariatem. Podała komuś swoje położenie i poprosiła o szybkie wsparcie.-Tak, ktoś tu strzelał. Do diabła, nie wiem! Mam tu policjantkę… kiepsko z nią… Nie, nie została postrzelona. Ona… strasznie źle z nią, zatruła się czymś, jest cała blada… Musze ją stąd zabrać, a trzeba się zająć tym gównem, dajcie tu szybko radiowóz!
Wyłączyła się i podeszła do Marty, pomagając jej wsiąść do samochodu i sama pobiegła na chwile do domu, chcąc sprawdzić jak wygląda sytuacja. Grupka dzieci przyglądała się temu, teraz z zaciekawieniem na twarzy. Marta dostrzegła nawet na ich twarzach zaniepokojenie. Uśmiechnęła się do nich niepewnie przez ból. Dzieci odwzajemniły ten gest.
Aneta przybiegła, uspokojona, że nikt nie został postrzelony. Wyjechała z ulicy. Mijając radiowóz na sygnale, machnęła im, żeby się pośpieszyli.
- Przepraszam cię, ale naprawdę coś mnie wzięło.
- Spokojnie, zajmą się tym. Zdarza się, takie coś może człowieka przygnębić i rozumiem to. Gdzie cię zawieźć?
- Do domu. Wielkie dzięki. Gdybym wiedziała, wolałabym nie być dla ciebie kłopotem…
- Marta, po prostu przestań już!- powiedziała stanowczo.-Nic się nie stało. Pierwszy raz byłaś na takiej sprawie. Głupia byłam, że cię na to naraziłam i tyle.
Dziewczyna podjechała pod dom Marty i zatrzymała się, zostawiając silnik na chodzie. Adam słysząc warkot samochodu, wybiegł z domu zaskoczony. Przywitał się uśmiechem z Anetą i spojrzał zaniepokojony na bladą Martę.
- Co wy tu robicie? Co z nią? -zdziwił się.
- Źle się poczuła. Zajmij się nią, ja tam jeszcze jadę. Na razie-machnęła ręką i szybko wsiadła do radiowozu.
- Tam, czyli gdzie?- spytał skrzekliwie Adam.-Co tu się do cholery dzieje? Zostawiasz Andrzeja samego u nas w domu… choć właściwie to lepsze, niż gdybyście mieli być we dwoje… i nagle wracasz w takim stanie, a Aneta mówi, że ona TAM jedzie-chłopak nie zauważył, że mówi sam do siebie, ponieważ Marta szła właśnie powoli do domu. Odwrócił się do niej.-Dzióbku!
Pobiegł za nią i poprowadził ją do kanapy. Usiadła powoli, a chłopak szybko przyniósł jej wody do picia. Usiadł obok niej i odgarnął jej włosy z twarzy, zarzucając je do tyłu. Dziewczyna oparła głowę o oparcie i patrzyła w sufit. Adama zaniepokoiło to, że nie odezwała się jeszcze ani słowem. Myślała o czymś, przejmowała się czymś. O co tu chodzi?
- No więc co się stało? -spytał cicho Adam, nie chcąc jej niepotrzebnie dodatkowo denerwować.
- Nie wiem, po prostu nagle poczułam się źle. Usłyszałam strzały… te małe dzieci. Aneta chciała tam iść, ale ja się tak bałam!- jęknęła spoglądając na niego załzawionymi oczami.-Myślę, że to miało coś znaczyć.
- Czy możesz mówić normalnie? Kto cię zahipnotyzował, do diabła?- powiedział zdenerwowany.
Dziewczyna usiadła prosto i skrzyżowała nogi.
- Ty naprawdę nie rozumiesz? To nie jest praca dla mnie. Jestem na to za młoda. Za bardzo się tego boję-oznajmiła popijając wodę. Ból powstały ze strachu, powoli ustawał.-Podczas drogi do domu postanowiłam, że skończę z tym i najwyższy czas wrócić do szkoły.
wtorek, 14 sierpnia 2007
Rozdział 15
Odwróciła się i wtuliła w Adama. Chłopak nie protestował. Nawet był z tego zadowolony. Czuł lekką satysfakcję, że to właśnie w nim dziewczyna znajduje oparcie. A on mógłby ją tak przytulać i nigdy by mu się to nie znudziło…
- Marta... będziemy znowu razem? -spytał niepewnie korzystając z okazji.
- Nigdy nie przestaliśmy być-oznajmiła z uśmiechem, przytulając go mocniej.
Wyjęła z kieszeni komórkę, czując, że dostała wiadomość. To od Artura. Nie wie gdzie się wszyscy podziewają i czeka na nią, ponieważ ma do niej pilną sprawę.
- To co teraz?- spytał Filip. Wyrzucił papierosa i przydeptał go butem.
- Teraz chcę do domu, proszę. Nie chce mieć już z tą sprawą absolutnie nic wspólnego-powiedziała cicho dziewczyna.-Adam…
- Oczywiście, że cię zawiozę-rzekł. Spojrzał na swojego szefa.-Może niech ochłonie, zanim złoży te zeznania, co?
- Naturalnie. Pamiętaj tylko, że mamy jeszcze nową sprawę o morderstwo i nią też się trzeba zająć-oświadczył, celując w niego palcem.-Jedźcie, ja się zabiorę z Magdą.
Adam zasalutował mu i obejmując Martę, poszedł w kierunku swojego samochodu.
- To teraz pójdziesz do domu, położysz się i będziesz o mnie śnić, zrozumiano?- mruknął, spoglądając na nią.
- Artur chce porozmawiać- stwierdziła.-Ciekawe o czym. Mam nadzieję, że nie o wyjeździe do ciotki…
Adam zmrużył brwi i zajął się jazdą.
Artur. Wielki i oddany przyjaciel. Tak było wtedy. Teraz, jakby mu o tym nie powiedzieli, nie domyśliłby się. Dla niego to wyglądało, jakby przyjechał na wczasy do Warszawy, zatrzymując się u nich na nocleg. Wprawdzie ciągle był w domu, ale nigdy w szczególny sposób nie traktował Marty. Może chce już wyjechać?
Miał taką nadzieję…
Zatrzymał się przed furtką. Dziewczyna pożegnała się z nim buziakiem i wbiegła do domu. Zdawało jej się, że panuje to zbyt cicha cisza. Podejrzliwa. Po chwili jednak doszły ją dźwięki telewizora.
Czyjeś kaszlnięcie.
Artur.
Weszła do salonu. Jej kolega leżał rozwalony na kanapie i gapił się w telewizor bez większego sensu. Marta usiadła obok niego uśmiechnięta. Spoważniała, chcąc coś powiedzieć. Chłopak jednak przyłożył palec do jej ust, przerywając jej w tym.
- Posłuchaj-zaczął trochę zdenerwowany.-Mówię ci o tym, bo tylko tobie ufam.
- Mów wreszcie co się stało-ponaglała go.
Artur podniósł się i usiadł normalnie, przybierając pozę stosowną do powagi rozmowy.
- Po tym jak… powiedziałaś mi o tej dziewczynie, wziąłem pistolet Magdy i pojechałem do hotelu, w którym się zatrzymała. Kiedyś usłyszałem, jak mówiłyście o tym-dopowiedział, widząc zdziwioną minę Marty. Dziewczyna czuła, jak serce podskakuje jej do gardła. Wolała nie dać tego po sobie poznać, tylko słuchać dalej, mając nadzieję, że nie powie jej tego, czego się obawiała.-Wszedłem do jej domu. Wycelowałem do niej. Ręce mi się tak trzęsły i nie wiem jak, ale pistolet wystrzelił-oznajmił. -Ale wiesz, że ja tego nie chciałem…
Marta wstała szybko, zdając sobie sprawę, że siedzi twarzą w twarz z mordercą, który do niedawna był jej ukochanym przyjacielem, w towarzystwie którego tak miło mijał jej czas, jak była mała…
Nie wierzyła, że jej kolega okaże się takim draniem, zdolnym do morderstwa. Artur położył rękę na jej ramieniu i uśmiechnął się dumnie, jakby zapominając o tym, co jej właśnie powiedział. Dziewczyna zepchnęła rękę ze swojego ramienia,
- Zostaw mnie morderco-powiedziała, po czym zakryła rękami twarz po wypowiedzeniu tych słów.
Nie chciała tego, po prostu zawiódł ją. Kiedyś tak go uwielbiała, traktowała jak starszego brata. A teraz on siedząc tuż obok niej spokojnie wyznaje jej taką prawdę… Artur patrzył na nią tak przeszywająco, że wiedziała, że zaraz stanie się coś złego. Złapał ją za rękę i przybliżył do siebie. Marta uderzyła go w twarz. Z nosa zaczęła mu lecieć krew. Wytarł ją dłonią, spoglądając na nią zaskoczony.
- Chciałem po dobroci, ale nie dajesz mi wyboru, mała suko-syknął.
Wyjął zza paska spodni pistolet i załadował go. Marta zerwała się i ruszyła do kuchni. Jak na złość noga zabolała ją mocniej. Zaczęła kuśtykać, zastanawiając się, czemu nie strzelił. Taki miał zamiar. A mógł to zrobić już dawno.
Odwróciła się i zobaczyła, że leżał na kanapie na plecach, z wymierzonym w nią pistoletem. Zaczął się śmiać.
Co się z nim stało? Przecież to nie był on, Artur by się tak nigdy nie zachował.
- Nigdzie mi nie uciekniesz. Nie masz szans.
Nagle przez drzwi wpadł Adam. Zaskoczył ich oboje tak, że nie wiedzieli co się dzieje. Wycelował szybko w Artura, wpychając Martę do kuchni. Za nim wbiegli policjanci i otoczyli chłopaka wciąż leżącego na kanapie, już nie uśmiechającego się tak cwano. Pistolet wypadł mu na podłogę, podniósł ręce do góry. Jeden z policjantów podszedł do niego i zakuł go w kajdanki. Adam odbezpieczył pistolet i szybko poszedł do Marty.
Chłopak ujął w dłonie jej twarz i pocałował ją delikatnie.
- Skąd wiedziałeś? -spytała przytulając go mocno, za nic w świecie nie chcąc go puszczać. Już raz przyniosło jej to dziś ukojenie. Ponownie się nie zawiodła, w jego ramionach czuła się naprawdę bezpiecznie.
- Magda mówiła, że wczoraj wyszedł z domu bardzo zdenerwowany i w takim samym humorze wrócił. Miał grobową minę. A jego zachowanie raczej odbiegało od tego, co usłyszałem o nim, jaki z niego kochany przyjaciel…
Do kuchni wpadła Magda. Spojrzała na nią i uśmiechnęła się, a w oczach zabłyszczały jej łzy.
- Całe szczęście jesteś cała. Jak ludzie potrafią się zmienić, cholera-mruknęła. -I to jeszcze Artur…
- Nie mów już nic. Po prostu zapomnijmy.
- Obawiam się, że jest jeszcze coś, o czym muszę cię poinformować. Przepraszam, że wszystko tak ci spada naraz na głowę, ale…-Magda spojrzała na nią niepewnie, zagryzając wargę.-Andrzej… Zapragnął studiować w Warszawie. Nie może się doczekać, kiedy nas odwiedzi…
Marta spojrzała na nią z obrażoną miną. Odepchnęła Adama, zapominając o poczuciu bezpieczeństwa, jakie jej ofiarowywał.
- Co? Nie mów tylko, że będzie z nami mieszkał. Ja się na to nie zgodzę.
- Oczywiście, że nie. Chyba nawet bał się o to zapytać-oznajmiła z uśmiechem.
- No ale będę na niego skazana-mruknęła dziewczyna, opadając na fotel. Podkuliła zdrową nogę pod siebie i oparła brodę na kolanie.
Adam usiadła na oparciu fotela.
- Kto to taki? Najpierw bliski przyjaciel Artur, teraz jakiś Andrzej… skąd ty ich wszystkich wzięłaś?- zażartował.
- On to zupełnie co innego. Jego przeważnie unikałam i miałam nadzieję… nigdy więcej nie spotkać. Chodziłam z nim, jednak on bezczelnie robił sobie ze mnie żarty.
Chłopak spojrzał na Magdę zdziwionym wzrokiem.
- Czekaj, a ile ty wtedy miałaś lat?
- Jedenaście, i co z tego?!- żachnęła się. Wstała szybko z fotela.- To nie znaczy, że miał prawo nabijać się ze mnie z kumplami. Byłam gówniarą, której nie traktował poważnie, ale mimo wszystko zawsze mi mówił, że kiedyś będę warta grzechu…-zamyśliła się z uśmieszkiem.
- Mam się już czuć zazdrosny?- spytał z dezaprobatą.
- Wiesz co, czasami mam ciebie dosyć-syknęła, pokazując mu język.
- A ja czasami się zastanawiam, ilu jeszcze twoich PRZYJACIÓŁ poznam-stwierdził, unosząc do góry brwi.
Dziewczyna ścisnęła mocno zęby i zrobiła obrażoną minę. Machnęła niedbale ręką i poszła do swojego pokoju.
*
Adam zerkał na nią co chwilę. Udawał brak zainteresowania jej zachowaniem, jednak kiedy nie widziała, uśmiechał się sam do siebie. Marta po raz kolejny spojrzała przez okno. Przeniosła wzrok na chłopaka, który obok niej smażył właśnie mięso do spagetthi.
- Przepraszam bardzo, czemu się tak cieszysz?- spytała niemiło.
Adam pokazał jej swój jeden z najbardziej poważnych wyrazów twarzy.
- Słucham? Nie, co ty wygadujesz?
- Śmiejesz się ze mnie!- oburzyła się. Podparła biodra rękami.-Ty się ze mnie naprawdę nabijasz!
- A nie mam powodów?- chłopak zaśmiał się cicho. Mieszał mięso, dodając do niego pomidorowego sosu. Zapach z patelni był wspaniały.
- Gdyby nie to, że robisz wyśmienite spaghetti, pewnie bym cię udusiła. Zrozum, Andrzej… nie działał na mnie dobrze. Jak go ostatni raz widziałam, nie było to przyjemne spotkanie. Razem z moimi koleżankami, również gówniarami dałyśmy mu ostro popalić… Toczyłyśmy z nim i jego kumplami poważną wojnę, która…-dziewczyna zaśmiała się na wspomnienie dawnych lat. Adam zauważył nawet, że jej oczy zaszkliły się do łez.-Im się to podobało, wiesz? Jak przedtem spędzali czas na imprezowaniu i wspólnym siedzeniu przy piwie, tak wtedy woleli powalczyć z nami w niewinną grę „dziewczyny kontra chłopaki”.
Adam oparł się o szafkę, przykręcając mięso, żeby jeszcze trochę doszło. Zainteresowała go ta historyjka.
- I wiedziałyśmy, że oni się nabijają, że dla nich to jest tylko taka zwykła rozrywka. Ale…-Marta usiadła w końcu na krześle, odrywając się od okna, które wciąż ją jeszcze ciągnęło.-Jego wzrok… On zawsze patrzył tak na mnie pożądliwie… Myślałam, że znowu chce mnie nabrać, że mnie kocha… bla, bla, bla… Ale on tylko patrzył, rozumiesz?- spojrzała na Adama. Chłopak zaniepokoił się, widząc strach w jej oczach. Po prostu bała się, wspominając jego zachowanie. Bała się tego chłopaka.
- Marta… On już jest dorosły, zapewne teraz jak sobie pogadacie, to będziecie się z tego śmiać.
- Adam, ja wiem jak to sobie wyobrażasz. Ale nie widziałeś nigdy jego wzroku. Wtedy, będąc tą małą dziewczynką… tak się go bałam. Kiedy było ciemno, a ja musiałam wracać do domu, zawsze zastanawiałam się, czy on gdzieś nie czeka za rogiem… Nie marzyłam, by jeszcze kiedykolwiek być z nim sam na sam… Jak myślisz, czy jak go zobaczę, to znowu to poczuję?
Chłopak podszedł do niej i przytulił ją. Usiadł na krześle obok i pocałował ją namiętnie. Marta odchyliła się lekko.
- Misiu, twoje mięsko -szepnęła.
Ten zerwał się i wyłączył patelnię. Na szczęście nic się nie przypaliło. Wrzucił makaron do gotującej się wody i zerknął przez okno. Usłyszeli wyraźnie, że samochód Magdy hamuje przed garażem. Adam spojrzał na swoją dziewczynę.
- Kochanie, obiecaj mi, że się go nie będziesz bać. Powiedz sobie, że to śmieszne-przytulił ją i ruszyli do drzwi, by przywitać gościa.- A jeśli on będzie chciał ci coś zrobić, zajebie mu. I to porządnie. Masz to jak w banku.
- Wiesz co, gdybyś tego nie powiedział, to miałabym do ciebie żal-szepnęła.
Adam chciał otworzyć drzwi, ale Marta powstrzymała go. Spojrzała na niego poważnym wzrokiem. Słuchali wesołych rozmów Magdy z jakimś chłopakiem. Marta słysząc ten głos poczuła dreszcze. Czemu przeszłość tak bardzo chce jej o sobie przypomnieć?
Chłopak w końcu otworzył drzwi z oficjalnym uśmiechem. Wziął od Magdy bagaże Andrzeja i wniósł je do środka. Postawił je w salonie i dołączył do nich, zmierzających do kuchni.
Zerknął na chłopaka. Blondyn o dziwnym wyrazie twarzy. Cwanym i odważnym. Wyciągnął do niego rękę.
- Adam jestem, miło mi-mruknął.
- Andrzej, cześć-powiedział, jakby nieco nim zainteresowany.
Chłopak jeszcze raz szybko go zmierzył i przypominając sobie o makaronie, zajął się nim.
- Ale mieliśmy przygodę-odezwała się Magda, siadając przy stole.-Jakaś stara baba zaczęła na nas wrzeszczeć, że wyjeżdżamy jej przed maskę…
- Sory-odezwał się Andrzej, przerywając koleżance.-Zostawiłem telefon w walizce, zaraz będę-to mówiąc wyszedł z kuchni.
Adam zerknął na niego spode łba, wiedząc dokładnie, że poleciał za Martą, która nie wytrzymała i pobiegła na górę, nie chcąc się z nim jeszcze witać. Jeszcze nie była na to gotowa. On widocznie tylko na to czeka.
- Co za debil. Niech on da jej spokój-syknął, chcąc iść za nim.
Magda zatrzymała go. Pokręciła głową bez słowa. Adam westchnął z niezadowoleniem i zajął się przygotowywaniem obiadu.
Andrzej wszedł powoli po schodach, nasłuchując, czy Marta nie zdradzi się jakiś szmerem. Ona najwyraźniej nie chowała się, włączyła jakąś rytmiczną muzykę i spokojnie siedziała sobie w pokoju. Chłopak obserwował ją przez chwilę w szparze drzwi. Przyglądał się jej sylwetce, jej twarzy z profilu. Był pewny, że taka właśnie teraz jest. Wiedział, że jest piękna. Wtedy była małą, sprytną dziewczynką. A teraz młodą, nastoletnią i niezwykle spokojnie wyglądającą dziewczyną.
Kiedyś będziesz warta grzechu…
I była. Jak bardzo była…
Zapukał w drzwi i nie czekając na odpowiedź wszedł do środka. Marta zerwała się z łóżka i patrzyła na niego przestraszona jego wzrokiem. Znowu to czuła. Ten strach. Nie, albo coś z tym zrobi, albo się przyzwyczai, innej możliwości nie ma.
- Hej. Ile to czasu minęło, prawda?- spytał.
Jak dawno się do niej nie odzywał. Ostatnie jego słowa do niej były niemiłe, w stylu „chyba nie myślałaś, że taki chłopak jak ja mógłby zainteresować się taką gówniarą?”. Tak naprawdę było to coś innego, bardziej bolesnego. A później… później już tylko patrzył. Ale to było jeszcze gorsze. Miał straszny wzrok.
- Chyba wciąż za mało-odezwała się przez zaciśnięte zęby.
Chłopak zaśmiał się i podszedł bliżej.
- Zmieniłaś się i to cholernie. Wiedziałem, że jeszcze kiedyś musze cię zobaczyć. Nie pomyliłem się.
- Daruj sobie, dobrze? Chyba obiad już jest. Pewnie jesteś głodny po tej długiej podróży-wymamrotała ignoranckim tonem.
- Kim jest ten chłopak? -spytał, jakby Marta była mu winna wyjaśnienia.
- Czy to ważne? -spytała niemiło.-Przecież wszystko między nami skończone i nie mam obowiązku spowiadać ci się ze wszystkiego. Wybacz, ale jesteś w tej chwili śmieszny. Studiuj sobie, ale nie pozwolę, byś zatruwał mi życie, to taki wstęp na ostrzeżenie-oznajmiła, po czym minęła go i wyszła z pokoju, wołając jeszcze za nim: -Idziesz?!
Dziewczyna zeszła po schodach. Andrzej szybko do niej dołączył i obserwował, jak jej biodra poruszają się na każdym stopniu. Kiedy Marta odwróciła się na niego, od razu przeniósł wzrok na sufit.
Adam wyjrzał z kuchni i zerknął na nich. Marta mijając go coś mu szepnęła do ucha. Ten tylko zerknął dziwnie na Andrzeja, nie odzywając się ani słowem. Spojrzał na jego cwany uśmieszek, który nie podobał mu się. Marta miała powody, by mieć do niego uprzedzenie. Ten chłopak bezczelnie ślini się na jej widok i nawet nie śmie tego ukrywać.
- Pycha obiad-odezwał się. Każdy dziwnie milczał.-To jak tam u was leci? Słyszałem, że pracujecie… ty też Marta?
- Tak, takie tam…-mruknęła niedbale.
- A… ty? Jesteś ich współlokatorem?- spytał udając bezinteresowność. Tak naprawdę od chwili, kiedy go zobaczył, wiedział, że coś jest nie tak.
- Adam jest… to znaczy był moim chłopakiem-oznajmiła dumnie, przyjmując talerz od chłopaka.
- Zerwałaś z nim?- spytał zadowolony, z głupio smutną miną.
- Lepiej-spojrzała na Adama, a on na nią. Uśmiechnął się serdecznie.-Jesteśmy zaręczeni.
- Marta... będziemy znowu razem? -spytał niepewnie korzystając z okazji.
- Nigdy nie przestaliśmy być-oznajmiła z uśmiechem, przytulając go mocniej.
Wyjęła z kieszeni komórkę, czując, że dostała wiadomość. To od Artura. Nie wie gdzie się wszyscy podziewają i czeka na nią, ponieważ ma do niej pilną sprawę.
- To co teraz?- spytał Filip. Wyrzucił papierosa i przydeptał go butem.
- Teraz chcę do domu, proszę. Nie chce mieć już z tą sprawą absolutnie nic wspólnego-powiedziała cicho dziewczyna.-Adam…
- Oczywiście, że cię zawiozę-rzekł. Spojrzał na swojego szefa.-Może niech ochłonie, zanim złoży te zeznania, co?
- Naturalnie. Pamiętaj tylko, że mamy jeszcze nową sprawę o morderstwo i nią też się trzeba zająć-oświadczył, celując w niego palcem.-Jedźcie, ja się zabiorę z Magdą.
Adam zasalutował mu i obejmując Martę, poszedł w kierunku swojego samochodu.
- To teraz pójdziesz do domu, położysz się i będziesz o mnie śnić, zrozumiano?- mruknął, spoglądając na nią.
- Artur chce porozmawiać- stwierdziła.-Ciekawe o czym. Mam nadzieję, że nie o wyjeździe do ciotki…
Adam zmrużył brwi i zajął się jazdą.
Artur. Wielki i oddany przyjaciel. Tak było wtedy. Teraz, jakby mu o tym nie powiedzieli, nie domyśliłby się. Dla niego to wyglądało, jakby przyjechał na wczasy do Warszawy, zatrzymując się u nich na nocleg. Wprawdzie ciągle był w domu, ale nigdy w szczególny sposób nie traktował Marty. Może chce już wyjechać?
Miał taką nadzieję…
Zatrzymał się przed furtką. Dziewczyna pożegnała się z nim buziakiem i wbiegła do domu. Zdawało jej się, że panuje to zbyt cicha cisza. Podejrzliwa. Po chwili jednak doszły ją dźwięki telewizora.
Czyjeś kaszlnięcie.
Artur.
Weszła do salonu. Jej kolega leżał rozwalony na kanapie i gapił się w telewizor bez większego sensu. Marta usiadła obok niego uśmiechnięta. Spoważniała, chcąc coś powiedzieć. Chłopak jednak przyłożył palec do jej ust, przerywając jej w tym.
- Posłuchaj-zaczął trochę zdenerwowany.-Mówię ci o tym, bo tylko tobie ufam.
- Mów wreszcie co się stało-ponaglała go.
Artur podniósł się i usiadł normalnie, przybierając pozę stosowną do powagi rozmowy.
- Po tym jak… powiedziałaś mi o tej dziewczynie, wziąłem pistolet Magdy i pojechałem do hotelu, w którym się zatrzymała. Kiedyś usłyszałem, jak mówiłyście o tym-dopowiedział, widząc zdziwioną minę Marty. Dziewczyna czuła, jak serce podskakuje jej do gardła. Wolała nie dać tego po sobie poznać, tylko słuchać dalej, mając nadzieję, że nie powie jej tego, czego się obawiała.-Wszedłem do jej domu. Wycelowałem do niej. Ręce mi się tak trzęsły i nie wiem jak, ale pistolet wystrzelił-oznajmił. -Ale wiesz, że ja tego nie chciałem…
Marta wstała szybko, zdając sobie sprawę, że siedzi twarzą w twarz z mordercą, który do niedawna był jej ukochanym przyjacielem, w towarzystwie którego tak miło mijał jej czas, jak była mała…
Nie wierzyła, że jej kolega okaże się takim draniem, zdolnym do morderstwa. Artur położył rękę na jej ramieniu i uśmiechnął się dumnie, jakby zapominając o tym, co jej właśnie powiedział. Dziewczyna zepchnęła rękę ze swojego ramienia,
- Zostaw mnie morderco-powiedziała, po czym zakryła rękami twarz po wypowiedzeniu tych słów.
Nie chciała tego, po prostu zawiódł ją. Kiedyś tak go uwielbiała, traktowała jak starszego brata. A teraz on siedząc tuż obok niej spokojnie wyznaje jej taką prawdę… Artur patrzył na nią tak przeszywająco, że wiedziała, że zaraz stanie się coś złego. Złapał ją za rękę i przybliżył do siebie. Marta uderzyła go w twarz. Z nosa zaczęła mu lecieć krew. Wytarł ją dłonią, spoglądając na nią zaskoczony.
- Chciałem po dobroci, ale nie dajesz mi wyboru, mała suko-syknął.
Wyjął zza paska spodni pistolet i załadował go. Marta zerwała się i ruszyła do kuchni. Jak na złość noga zabolała ją mocniej. Zaczęła kuśtykać, zastanawiając się, czemu nie strzelił. Taki miał zamiar. A mógł to zrobić już dawno.
Odwróciła się i zobaczyła, że leżał na kanapie na plecach, z wymierzonym w nią pistoletem. Zaczął się śmiać.
Co się z nim stało? Przecież to nie był on, Artur by się tak nigdy nie zachował.
- Nigdzie mi nie uciekniesz. Nie masz szans.
Nagle przez drzwi wpadł Adam. Zaskoczył ich oboje tak, że nie wiedzieli co się dzieje. Wycelował szybko w Artura, wpychając Martę do kuchni. Za nim wbiegli policjanci i otoczyli chłopaka wciąż leżącego na kanapie, już nie uśmiechającego się tak cwano. Pistolet wypadł mu na podłogę, podniósł ręce do góry. Jeden z policjantów podszedł do niego i zakuł go w kajdanki. Adam odbezpieczył pistolet i szybko poszedł do Marty.
Chłopak ujął w dłonie jej twarz i pocałował ją delikatnie.
- Skąd wiedziałeś? -spytała przytulając go mocno, za nic w świecie nie chcąc go puszczać. Już raz przyniosło jej to dziś ukojenie. Ponownie się nie zawiodła, w jego ramionach czuła się naprawdę bezpiecznie.
- Magda mówiła, że wczoraj wyszedł z domu bardzo zdenerwowany i w takim samym humorze wrócił. Miał grobową minę. A jego zachowanie raczej odbiegało od tego, co usłyszałem o nim, jaki z niego kochany przyjaciel…
Do kuchni wpadła Magda. Spojrzała na nią i uśmiechnęła się, a w oczach zabłyszczały jej łzy.
- Całe szczęście jesteś cała. Jak ludzie potrafią się zmienić, cholera-mruknęła. -I to jeszcze Artur…
- Nie mów już nic. Po prostu zapomnijmy.
- Obawiam się, że jest jeszcze coś, o czym muszę cię poinformować. Przepraszam, że wszystko tak ci spada naraz na głowę, ale…-Magda spojrzała na nią niepewnie, zagryzając wargę.-Andrzej… Zapragnął studiować w Warszawie. Nie może się doczekać, kiedy nas odwiedzi…
Marta spojrzała na nią z obrażoną miną. Odepchnęła Adama, zapominając o poczuciu bezpieczeństwa, jakie jej ofiarowywał.
- Co? Nie mów tylko, że będzie z nami mieszkał. Ja się na to nie zgodzę.
- Oczywiście, że nie. Chyba nawet bał się o to zapytać-oznajmiła z uśmiechem.
- No ale będę na niego skazana-mruknęła dziewczyna, opadając na fotel. Podkuliła zdrową nogę pod siebie i oparła brodę na kolanie.
Adam usiadła na oparciu fotela.
- Kto to taki? Najpierw bliski przyjaciel Artur, teraz jakiś Andrzej… skąd ty ich wszystkich wzięłaś?- zażartował.
- On to zupełnie co innego. Jego przeważnie unikałam i miałam nadzieję… nigdy więcej nie spotkać. Chodziłam z nim, jednak on bezczelnie robił sobie ze mnie żarty.
Chłopak spojrzał na Magdę zdziwionym wzrokiem.
- Czekaj, a ile ty wtedy miałaś lat?
- Jedenaście, i co z tego?!- żachnęła się. Wstała szybko z fotela.- To nie znaczy, że miał prawo nabijać się ze mnie z kumplami. Byłam gówniarą, której nie traktował poważnie, ale mimo wszystko zawsze mi mówił, że kiedyś będę warta grzechu…-zamyśliła się z uśmieszkiem.
- Mam się już czuć zazdrosny?- spytał z dezaprobatą.
- Wiesz co, czasami mam ciebie dosyć-syknęła, pokazując mu język.
- A ja czasami się zastanawiam, ilu jeszcze twoich PRZYJACIÓŁ poznam-stwierdził, unosząc do góry brwi.
Dziewczyna ścisnęła mocno zęby i zrobiła obrażoną minę. Machnęła niedbale ręką i poszła do swojego pokoju.
*
Adam zerkał na nią co chwilę. Udawał brak zainteresowania jej zachowaniem, jednak kiedy nie widziała, uśmiechał się sam do siebie. Marta po raz kolejny spojrzała przez okno. Przeniosła wzrok na chłopaka, który obok niej smażył właśnie mięso do spagetthi.
- Przepraszam bardzo, czemu się tak cieszysz?- spytała niemiło.
Adam pokazał jej swój jeden z najbardziej poważnych wyrazów twarzy.
- Słucham? Nie, co ty wygadujesz?
- Śmiejesz się ze mnie!- oburzyła się. Podparła biodra rękami.-Ty się ze mnie naprawdę nabijasz!
- A nie mam powodów?- chłopak zaśmiał się cicho. Mieszał mięso, dodając do niego pomidorowego sosu. Zapach z patelni był wspaniały.
- Gdyby nie to, że robisz wyśmienite spaghetti, pewnie bym cię udusiła. Zrozum, Andrzej… nie działał na mnie dobrze. Jak go ostatni raz widziałam, nie było to przyjemne spotkanie. Razem z moimi koleżankami, również gówniarami dałyśmy mu ostro popalić… Toczyłyśmy z nim i jego kumplami poważną wojnę, która…-dziewczyna zaśmiała się na wspomnienie dawnych lat. Adam zauważył nawet, że jej oczy zaszkliły się do łez.-Im się to podobało, wiesz? Jak przedtem spędzali czas na imprezowaniu i wspólnym siedzeniu przy piwie, tak wtedy woleli powalczyć z nami w niewinną grę „dziewczyny kontra chłopaki”.
Adam oparł się o szafkę, przykręcając mięso, żeby jeszcze trochę doszło. Zainteresowała go ta historyjka.
- I wiedziałyśmy, że oni się nabijają, że dla nich to jest tylko taka zwykła rozrywka. Ale…-Marta usiadła w końcu na krześle, odrywając się od okna, które wciąż ją jeszcze ciągnęło.-Jego wzrok… On zawsze patrzył tak na mnie pożądliwie… Myślałam, że znowu chce mnie nabrać, że mnie kocha… bla, bla, bla… Ale on tylko patrzył, rozumiesz?- spojrzała na Adama. Chłopak zaniepokoił się, widząc strach w jej oczach. Po prostu bała się, wspominając jego zachowanie. Bała się tego chłopaka.
- Marta… On już jest dorosły, zapewne teraz jak sobie pogadacie, to będziecie się z tego śmiać.
- Adam, ja wiem jak to sobie wyobrażasz. Ale nie widziałeś nigdy jego wzroku. Wtedy, będąc tą małą dziewczynką… tak się go bałam. Kiedy było ciemno, a ja musiałam wracać do domu, zawsze zastanawiałam się, czy on gdzieś nie czeka za rogiem… Nie marzyłam, by jeszcze kiedykolwiek być z nim sam na sam… Jak myślisz, czy jak go zobaczę, to znowu to poczuję?
Chłopak podszedł do niej i przytulił ją. Usiadł na krześle obok i pocałował ją namiętnie. Marta odchyliła się lekko.
- Misiu, twoje mięsko -szepnęła.
Ten zerwał się i wyłączył patelnię. Na szczęście nic się nie przypaliło. Wrzucił makaron do gotującej się wody i zerknął przez okno. Usłyszeli wyraźnie, że samochód Magdy hamuje przed garażem. Adam spojrzał na swoją dziewczynę.
- Kochanie, obiecaj mi, że się go nie będziesz bać. Powiedz sobie, że to śmieszne-przytulił ją i ruszyli do drzwi, by przywitać gościa.- A jeśli on będzie chciał ci coś zrobić, zajebie mu. I to porządnie. Masz to jak w banku.
- Wiesz co, gdybyś tego nie powiedział, to miałabym do ciebie żal-szepnęła.
Adam chciał otworzyć drzwi, ale Marta powstrzymała go. Spojrzała na niego poważnym wzrokiem. Słuchali wesołych rozmów Magdy z jakimś chłopakiem. Marta słysząc ten głos poczuła dreszcze. Czemu przeszłość tak bardzo chce jej o sobie przypomnieć?
Chłopak w końcu otworzył drzwi z oficjalnym uśmiechem. Wziął od Magdy bagaże Andrzeja i wniósł je do środka. Postawił je w salonie i dołączył do nich, zmierzających do kuchni.
Zerknął na chłopaka. Blondyn o dziwnym wyrazie twarzy. Cwanym i odważnym. Wyciągnął do niego rękę.
- Adam jestem, miło mi-mruknął.
- Andrzej, cześć-powiedział, jakby nieco nim zainteresowany.
Chłopak jeszcze raz szybko go zmierzył i przypominając sobie o makaronie, zajął się nim.
- Ale mieliśmy przygodę-odezwała się Magda, siadając przy stole.-Jakaś stara baba zaczęła na nas wrzeszczeć, że wyjeżdżamy jej przed maskę…
- Sory-odezwał się Andrzej, przerywając koleżance.-Zostawiłem telefon w walizce, zaraz będę-to mówiąc wyszedł z kuchni.
Adam zerknął na niego spode łba, wiedząc dokładnie, że poleciał za Martą, która nie wytrzymała i pobiegła na górę, nie chcąc się z nim jeszcze witać. Jeszcze nie była na to gotowa. On widocznie tylko na to czeka.
- Co za debil. Niech on da jej spokój-syknął, chcąc iść za nim.
Magda zatrzymała go. Pokręciła głową bez słowa. Adam westchnął z niezadowoleniem i zajął się przygotowywaniem obiadu.
Andrzej wszedł powoli po schodach, nasłuchując, czy Marta nie zdradzi się jakiś szmerem. Ona najwyraźniej nie chowała się, włączyła jakąś rytmiczną muzykę i spokojnie siedziała sobie w pokoju. Chłopak obserwował ją przez chwilę w szparze drzwi. Przyglądał się jej sylwetce, jej twarzy z profilu. Był pewny, że taka właśnie teraz jest. Wiedział, że jest piękna. Wtedy była małą, sprytną dziewczynką. A teraz młodą, nastoletnią i niezwykle spokojnie wyglądającą dziewczyną.
Kiedyś będziesz warta grzechu…
I była. Jak bardzo była…
Zapukał w drzwi i nie czekając na odpowiedź wszedł do środka. Marta zerwała się z łóżka i patrzyła na niego przestraszona jego wzrokiem. Znowu to czuła. Ten strach. Nie, albo coś z tym zrobi, albo się przyzwyczai, innej możliwości nie ma.
- Hej. Ile to czasu minęło, prawda?- spytał.
Jak dawno się do niej nie odzywał. Ostatnie jego słowa do niej były niemiłe, w stylu „chyba nie myślałaś, że taki chłopak jak ja mógłby zainteresować się taką gówniarą?”. Tak naprawdę było to coś innego, bardziej bolesnego. A później… później już tylko patrzył. Ale to było jeszcze gorsze. Miał straszny wzrok.
- Chyba wciąż za mało-odezwała się przez zaciśnięte zęby.
Chłopak zaśmiał się i podszedł bliżej.
- Zmieniłaś się i to cholernie. Wiedziałem, że jeszcze kiedyś musze cię zobaczyć. Nie pomyliłem się.
- Daruj sobie, dobrze? Chyba obiad już jest. Pewnie jesteś głodny po tej długiej podróży-wymamrotała ignoranckim tonem.
- Kim jest ten chłopak? -spytał, jakby Marta była mu winna wyjaśnienia.
- Czy to ważne? -spytała niemiło.-Przecież wszystko między nami skończone i nie mam obowiązku spowiadać ci się ze wszystkiego. Wybacz, ale jesteś w tej chwili śmieszny. Studiuj sobie, ale nie pozwolę, byś zatruwał mi życie, to taki wstęp na ostrzeżenie-oznajmiła, po czym minęła go i wyszła z pokoju, wołając jeszcze za nim: -Idziesz?!
Dziewczyna zeszła po schodach. Andrzej szybko do niej dołączył i obserwował, jak jej biodra poruszają się na każdym stopniu. Kiedy Marta odwróciła się na niego, od razu przeniósł wzrok na sufit.
Adam wyjrzał z kuchni i zerknął na nich. Marta mijając go coś mu szepnęła do ucha. Ten tylko zerknął dziwnie na Andrzeja, nie odzywając się ani słowem. Spojrzał na jego cwany uśmieszek, który nie podobał mu się. Marta miała powody, by mieć do niego uprzedzenie. Ten chłopak bezczelnie ślini się na jej widok i nawet nie śmie tego ukrywać.
- Pycha obiad-odezwał się. Każdy dziwnie milczał.-To jak tam u was leci? Słyszałem, że pracujecie… ty też Marta?
- Tak, takie tam…-mruknęła niedbale.
- A… ty? Jesteś ich współlokatorem?- spytał udając bezinteresowność. Tak naprawdę od chwili, kiedy go zobaczył, wiedział, że coś jest nie tak.
- Adam jest… to znaczy był moim chłopakiem-oznajmiła dumnie, przyjmując talerz od chłopaka.
- Zerwałaś z nim?- spytał zadowolony, z głupio smutną miną.
- Lepiej-spojrzała na Adama, a on na nią. Uśmiechnął się serdecznie.-Jesteśmy zaręczeni.
Rozdział 14
Marta siedziała w salonie i oglądała telewizję. Nie chciała tego urlopu. Nie prosiła o niego. A jednak wszyscy nalegali. I choć to nie ją postrzelono, wszyscy wiedzieli, że to ma dużo wspólnego z jej sprawą i że to się może źle na niej odbić. Filip sam podjął tą decyzję. Lepiej dla niej, jak te parę dni sobie odpocznie.
Drzwi otworzyły się głośno, a do pokoju wszedł Adam z dumną miną kowboja, który wrócił z pojedynku z wygraną.
- Szef przydzielił mi śledztwo w sprawie zaginięcia małej dziewczynki. Postrzeliłem faceta-oświadczył dumnie, uśmiechając się szelmowsko.-Czy ktoś do mnie dzwonił?
- Tak-oznajmiła odkładając gazetę, którą przed chwilą czytała.
- Kazał coś przekazać? -spytał zainteresowany.
- Dzwonił superman i mówił, żebyś mu oddał pelerynę.
Adam zrobił śmieszną minę, po czym przypomniał sobie o czymś. Wyjął z kieszeni niebieską kopertę. Położył ją na stoliku i posunął w stronę dziewczyny.
- Ktoś zostawił to dla ciebie.
Dziewczyna zignorowała to, zajęta na chwilę ważnym momentem w filmie. Adam spojrzał na nią, po czym wyszedł, przypominając sobie, że ma robotę. Marta patrzyła z łzami w oczach na całującą się parę bohaterów, którzy wiedzieli, że to są ich ostatnie sceny, bo ona umiera, a on nic nie może na to poradzić… Stwierdziła, że nie może oglądać takich filmów, za bardzo się przy nich wzrusza.
Spojrzała na kopertę. Podniosła ją szybko ze stolika i już chciała otworzyć, ale nagle zdała sobie sprawę, że może to być przecież list od jej prześladowcy. Otworzyć i zadać sobie ból? Czy lepiej odłożyć z powrotem, zastanawiając się co tam jest napisane?
Wybrała to drugie, zważywszy na to, że to, co tam zwykle było zawarte, bardziej ją dziwiło, niż raniło. Otworzyła kopertę i wysunęła karteczkę.
„I co, ty mała dziwko? Adam kocha mnie, mnie i tylko mnie! Księżyc.”
Marta wstała, patrząc przestraszonym wzrokiem na kartkę. Zapominając o bolącej nodze próbowała dojść do kuchni, podskakując na jednej nodze. Magda właśnie szykowała się do wyjścia, często wpadała do domu jak miała trochę wolnego czasu. Teraz częściej, kiedy jej siostra była w domu. Rozmawiała właśnie z Arturem, który miał jechać z nią, by zobaczyć jak im się pracuje na posterunku.
Marta wpadła do kuchni, o mało co się nie przewracając. Oboje spojrzeli na nią zdziwieni.
- To Aśka… przysyłała te anonimy, włamała się do naszego domu… Jestem pewna, że to ona postrzeliła Monikę! -krzyknęła przez łzy.
Po tych słowach Artur wstał i szybko wyszedł z domu.
*
Hotel, w którym zatrzymała się dziewczyna był niedaleko. Magda nalegała, żeby powiedzieć o wszystkim Filipowi i żeby on się tym zajął. Marta jednak prosiła ją, żeby najpierw one do niej pojechały następnego dnia i spróbowały z nią porozmawiać, może coś więcej wyciągnąć.
Kiedy wysiadły z samochodu, zauważyły niepokojące poruszenie przed wejściem. Stało tu kilka radiowozów policyjnych z innego posterunku i karetka. Dwóch sanitariuszy wkładało właśnie do niej nosze z ciałem pod białym materiałem. Obie wymieniły się spojrzeniami i podeszły bliżej. Jeden z policjantów chciał je zatrzymać, ale Magda pokazała mu odznakę i bez problemów mogły podejść do mężczyzny, który wszystkim kierował.
- Co tu się stało? -spytała.-Jakiś wypadek?
- Morderstwo. Wczorajszej nocy zastrzelono Joannę Gery. Paskudna sprawa, jest tutaj tymczasowo, brak podejrzanych.
Marta spojrzała przestraszona na siostrę. Ta właśnie dzwoniła do Filipa, żeby przysłał tu kogoś, że źle się dzieje.
- Tak się akurat składa, że my właśnie do niej jechałyśmy-oznajmiła przerażona wiadomością o jej śmierci.
- Więc może któraś z was nazywa się Marta Bing? -chciał wiedzieć.
- Tak, to ja-rzekła przestraszona.
- Chyba ciebie nie lubiła. Znaleziono to na biurku, wśród rzeczy, którymi prawdopodobnie zajmowała się na krótko przed śmiercią.
Mężczyzna podał jej znalezioną kartkę zaadresowaną do niej:" Zabiję cię. Księżyc." Magda zajrzała jej przez ramię. Przytuliła siostrę, całując ją w czubek głowy.
Pod hotel podjechał radiowóz policyjny, hamując z piskiem i rozniecając tabun kurzu. Wysiedli z niego Filip z Adamem. Od razu podeszli do dziewczyn, zagadując przy okazji do policjanta, znanego im.
Marta podała Filipowi karteczkę. Przeczytał ją i spojrzał na dziewczynę przestraszony.
- Zabili Joannę Gery, autorkę tego anonimu, jak i tych poprzednich. To ona jest odpowiedzialna za to wszystko… za stan Moniki… Chciała mnie zabić!- pisnęła.
Drzwi otworzyły się głośno, a do pokoju wszedł Adam z dumną miną kowboja, który wrócił z pojedynku z wygraną.
- Szef przydzielił mi śledztwo w sprawie zaginięcia małej dziewczynki. Postrzeliłem faceta-oświadczył dumnie, uśmiechając się szelmowsko.-Czy ktoś do mnie dzwonił?
- Tak-oznajmiła odkładając gazetę, którą przed chwilą czytała.
- Kazał coś przekazać? -spytał zainteresowany.
- Dzwonił superman i mówił, żebyś mu oddał pelerynę.
Adam zrobił śmieszną minę, po czym przypomniał sobie o czymś. Wyjął z kieszeni niebieską kopertę. Położył ją na stoliku i posunął w stronę dziewczyny.
- Ktoś zostawił to dla ciebie.
Dziewczyna zignorowała to, zajęta na chwilę ważnym momentem w filmie. Adam spojrzał na nią, po czym wyszedł, przypominając sobie, że ma robotę. Marta patrzyła z łzami w oczach na całującą się parę bohaterów, którzy wiedzieli, że to są ich ostatnie sceny, bo ona umiera, a on nic nie może na to poradzić… Stwierdziła, że nie może oglądać takich filmów, za bardzo się przy nich wzrusza.
Spojrzała na kopertę. Podniosła ją szybko ze stolika i już chciała otworzyć, ale nagle zdała sobie sprawę, że może to być przecież list od jej prześladowcy. Otworzyć i zadać sobie ból? Czy lepiej odłożyć z powrotem, zastanawiając się co tam jest napisane?
Wybrała to drugie, zważywszy na to, że to, co tam zwykle było zawarte, bardziej ją dziwiło, niż raniło. Otworzyła kopertę i wysunęła karteczkę.
„I co, ty mała dziwko? Adam kocha mnie, mnie i tylko mnie! Księżyc.”
Marta wstała, patrząc przestraszonym wzrokiem na kartkę. Zapominając o bolącej nodze próbowała dojść do kuchni, podskakując na jednej nodze. Magda właśnie szykowała się do wyjścia, często wpadała do domu jak miała trochę wolnego czasu. Teraz częściej, kiedy jej siostra była w domu. Rozmawiała właśnie z Arturem, który miał jechać z nią, by zobaczyć jak im się pracuje na posterunku.
Marta wpadła do kuchni, o mało co się nie przewracając. Oboje spojrzeli na nią zdziwieni.
- To Aśka… przysyłała te anonimy, włamała się do naszego domu… Jestem pewna, że to ona postrzeliła Monikę! -krzyknęła przez łzy.
Po tych słowach Artur wstał i szybko wyszedł z domu.
*
Hotel, w którym zatrzymała się dziewczyna był niedaleko. Magda nalegała, żeby powiedzieć o wszystkim Filipowi i żeby on się tym zajął. Marta jednak prosiła ją, żeby najpierw one do niej pojechały następnego dnia i spróbowały z nią porozmawiać, może coś więcej wyciągnąć.
Kiedy wysiadły z samochodu, zauważyły niepokojące poruszenie przed wejściem. Stało tu kilka radiowozów policyjnych z innego posterunku i karetka. Dwóch sanitariuszy wkładało właśnie do niej nosze z ciałem pod białym materiałem. Obie wymieniły się spojrzeniami i podeszły bliżej. Jeden z policjantów chciał je zatrzymać, ale Magda pokazała mu odznakę i bez problemów mogły podejść do mężczyzny, który wszystkim kierował.
- Co tu się stało? -spytała.-Jakiś wypadek?
- Morderstwo. Wczorajszej nocy zastrzelono Joannę Gery. Paskudna sprawa, jest tutaj tymczasowo, brak podejrzanych.
Marta spojrzała przestraszona na siostrę. Ta właśnie dzwoniła do Filipa, żeby przysłał tu kogoś, że źle się dzieje.
- Tak się akurat składa, że my właśnie do niej jechałyśmy-oznajmiła przerażona wiadomością o jej śmierci.
- Więc może któraś z was nazywa się Marta Bing? -chciał wiedzieć.
- Tak, to ja-rzekła przestraszona.
- Chyba ciebie nie lubiła. Znaleziono to na biurku, wśród rzeczy, którymi prawdopodobnie zajmowała się na krótko przed śmiercią.
Mężczyzna podał jej znalezioną kartkę zaadresowaną do niej:" Zabiję cię. Księżyc." Magda zajrzała jej przez ramię. Przytuliła siostrę, całując ją w czubek głowy.
Pod hotel podjechał radiowóz policyjny, hamując z piskiem i rozniecając tabun kurzu. Wysiedli z niego Filip z Adamem. Od razu podeszli do dziewczyn, zagadując przy okazji do policjanta, znanego im.
Marta podała Filipowi karteczkę. Przeczytał ją i spojrzał na dziewczynę przestraszony.
- Zabili Joannę Gery, autorkę tego anonimu, jak i tych poprzednich. To ona jest odpowiedzialna za to wszystko… za stan Moniki… Chciała mnie zabić!- pisnęła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)