Marta zerwała się gwałtownie z łóżka wyrywając się ze snu. Była tym bardziej zła, że spało jej się tak przyjemnie i miło, że myślała, że zaśpi do pracy. Było jednak zdecydowanie za wcześnie na wstawanie. Co ją obudziło? Na to pytanie odpowiedział jej krzyk Magdy, która zażarcie dyskutowała z Arturem. Nie miała zamiaru tego wysłuchiwać. Schowała się pod kołdrą i uparła się, że zaśnie szybciej, niż się tego spodziewa.
Nagle jak na złość zadzwonił jeszcze telefon. Schowała głowę pod poduszkę, myśląc, że jeśli to do niej, nie ręczy za siebie.
- Marta, telefon! -krzyknął Adam.
- Ugh!! – wydała z siebie wściekły odgłos i zerwała się wściekła z łóżka.
Wyrwała gwałtownie niczemu nie winnemu koledze słuchawkę z ręki. Zastanawiając się, co ją tak od rana rozzłościło, patrzył jak wbiega po schodach po czym słychać trzask drzwi do jej pokoju.
- Halo? Oh, cześć. No… -Marta z uśmiechem odpowiadała na pytania Moniki. Gdyby nie to, że była jej przyjaciółką, oberwałoby jej się za zakłócanie jej snu (i tak już wcześniej przerwanego). –No nie wiem jak się skończył tamten film, bo spotkałam tam mojego kolegę, którego dawno nie widziałam. Zapomniałaś, że to zaplanowałaś? A właśnie! -ciągnęła. -Tak? Och, uwielbiam prezenty, nawet jeśli spóźnione. Będę o-Marta spojrzała na zegarek stojący na półce obok łóżka.- Wpół do ósmej. Może być? Dobra, na razie.
Odłożyła słuchawkę i poszła do kuchni mijając Magdę i Artura, wciąż omawiali coś, trochę za głośno, co przechodziło powoli w kłótnię. Nie przejęła się tym i nie próbowała im przerywać, bo wiedziała, że teraz na siebie krzyczą, a wieczorem już zapomną o co poszło.
Minęła kłócących się i ruszyła na górę, by przygotować się do pracy. W takim hałasie, nie ma najmniejszych szans na zaśnięcie, postanowiła sobie to więc darować.
Ubrana w czarne, szerokie spodnie i błękitną bluzkę z cienkiego polaru wyglądała chyba zbyt zwyczajnie. Filip nieraz był na nią zły, że powinna ubierać się jak do pracy, a nie jak na spacer z pieskiem po parku. Jednak w końcu przestał na to zwracać uwagę, gdyż wiedział, że Marta jest młoda i nie miał serca tak wiele od niej wymagać. Zwłaszcza, że dziewczynie zdarza się (i to wcale nie tak rzadko) ubrać stosownie, co cieszyło Filipa.
Spięła bujne loki w kucyka i podpięła długą grzywkę spinkami. Zrobiła delikatny makijaż (Magda potrafiła się porządnie wściec, widząc ją zbyt mocno umalowaną, mówiła, że Filip w końcu nie wytrzyma i skończy ze swoją „dobrocią dla zwierząt”). Pomalowała usta i ułożyła je w dziurek do siebie w lusterku. Zauważyła, że w drzwiach stoi Adam i patrzy na nią z cwanym uśmieszkiem. Nie odwracając się, wystawiła język, co ten widział zapewne w jej odbiciu. Odwróciła się do niego.
-Cześć koleś-powiedziała Marta odgarniając kosmyk włosów z twarzy i przypinając go mocniej spinką.
- Cześć-odpowiedział jej z tym jego słodkim uśmiechem.
Czy ma rozumieć, że między nimi jest ok.? Wolała nie pytać, niech jest jak jest. Chyba wczorajsze zdarzenie i ich rozmowa przełamała lody.
- Idziesz do pracy? -chciała wiedzieć.
Kiwnął głową, przeglądając się nad nią w lusterku.
- To się dobrze składa, bo ja też.
Widząc, że chłopak bez słowa odchodzi, idzie za nim.
- Jesteś pewna? Myślałem, że po wczorajszym będziesz raczej chciała siedzieć w domu i znowu będę musiał błagać Filipa o wolne dla ciebie -zdziwił się, nie wiedząc nawet, czy Marta jest wciąż za nim.
- Tak. podobno jest dla mnie jakiś prezent-powiedziała dotrzymując mu kroku.
Chłopak odwrócił się na nią z dziwnym wyrazem twarzy, mówiącym „No tak, choćby się paliło i waliło, Marta musi zobaczyć co to jest”.
Wydawać się mogło, że wciąż są parą. Idąc do pracy rozmawiało im się przyjemnie, żadne z nich jednak nie poruszało tematu ich związku, bojąc się, że to może popsuć ich relacje, które nie wiedzieć kiedy same się ułożyły. Droga zaczęła się dłużyć, a oni mieli sobie nagle tyle do powiedzenia. Dlatego kiedy znaleźli się już przy posterunku, oboje nieświadomie równocześnie się skrzywili.
Marta przypomniała sobie o telefonie Moniki.
Prezent!
Szybko wbiegła na posterunek i nie zważając na przywitania przyjaciół podeszła do swojego biurka, obok którego czekała Monika.
- Gdzie jest paczka! -krzyknęła opierając się mocno rękami o biurko.
Monika odwróciła się i spojrzała na koleżankę badawczym spojrzeniem. Oparła się o brzeg biurka, jakby nie wiedziała co powiedzieć. Albo jak to powiedzieć.
- Czy coś się stało? -Marta próbowała zgadnąć co to może być. Zmrużyła oczy i uniosła lekko brwi, przybierając śmieszny wyraz twarzy.
- Twój prezent… się rusza.-powiedziała zdziwiona Monika. Podała jej pudełko.
Marta położyła kwadratowe pudełko owinięte czerwoną wstążką na płaskiej dłoni na poziomie oczu, przyglądając się prezentowi z ciekawością, obawiając się, że aż tak małego pieska tam nie znajdzie. Niepewnie rozwiązała wstążkę i otworzyła wieko pudełka. Nagle z jego wnętrza wyskoczyła szara ropucha, lądując na biurku Marty.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz