- O czym ty mówisz? -zdziwił się Adam.-Nie możesz!
- Mogę, a raczej muszę-oznajmiła stanowczo.-Przecież wiesz, że muszę skończyć jakieś liceum, nie będę żyć ze świadomością, że… nie mam nawet matury, Boże!
- Magda nie będzie zadowolona-przyznał.
- A co ty tu robisz? -spytała Marta zmieniając temat. Spojrzała na niego z wrogą miną.
- Ja...przyjechałem, bo...Magda prosiła, żeby sprawdzić…
- Oj kłamiesz! Przywiodła cię tu zazdrość, tak? -spytała szyderczo.
- Ja...
- Nie musisz kłamać. Ale nie martw się, poradziłabym sobie… A tak w ogóle to gdzie jest Andrzej? –spytała, nagle zdając sobie sprawę z jego nieobecności. Spojrzała oczekująco na Adama.
- Na mój widok zwiał-stwierdził kpiąco na myśl o nim. Oparł się o parapet i zapatrzył się w okno. Po błękitnym niebie płynęły białe obłoczki, co chwilę zakrywając słońce i przykrywając ziemię swoim cieniem.
- Serio? Dał nogę!? -zdziwiła się, po czym zaśmiała głośno.
- Ale powiedział, że żarcie w hotelu jest okropne i będzie czasem wpadać-wymamrotał, stwierdzając, że nadchodzi groźna, ponura chmura, która może oznaczać burzę.
- A to drań! -krzyknęła waląc pięścią w stół.
- Lepiej ci? -spytał troskliwie Adam.
- Tak, dzięki-szepnęła Marta uśmiechając się.-Tak naprawdę, to w ogóle było mi dobrze. Tylko ten strach, to przez to… Nie mogę być policjantką, ponieważ się tego po prostu boję…
Do domu wpadła Magda, trzaskając za sobą drzwiami. Weszła powoli do salonu i spojrzała niemiło na siostrę.
- Ustaliłyśmy z Anetą, że to ja byłam z nią wtedy-mruknęła. -Co wam strzeliło do głowy?! Miałaś tu siedzieć z Andrzejem! A zresztą… Boże, nie możesz jeszcze uczestniczyć w takich sprawach! Poczekaj, najpierw musisz przejść szkolenia i tym podobne rzeczy!- krzyczała, wymachując rękami.-Nawet nie wiesz jak się wściekłam!
- No, to akurat właśnie widzimy-mruknął Adam, stojący przy oknie, z rękami splecionymi na klatce piersiowej.
- Zawiodłaś mnie, Marta-syknęła. Podeszła do fotela i opadła na niego, zakrywając twarz dłońmi.-I co teraz?
- Teraz, to Marta ma ci coś do powiedzenia na ten temat, prawda?- powiedział chłopak, przeczesując włosy. Poprawił krawat wystający mu spod swetra.
Magda spojrzała na nią, mrużąc brwi. Po chwili jej wyraz twarzy zmienił się w bardziej przerażony.
- Nie pracuję już na posterunku. Muszę skończyć szkołę.
Dziewczyna wstała z oburzoną miną. Patrzyła na nią z szeroko otwartą buzią. Po chwili zaśmiała się krótko.
- No coś ty, nie żartuj sobie w taki sposób!
- Niedługo zacznie się rok szkolny, trzeba załatwić formalności-stwierdziła, wstając z fotela ze szklanką wody w ręku.
- Ty… ty mówisz poważnie?!- Magda obejrzała się na nią.-Cholera! A nie pomyślałaś o tym, z czego będziemy żyć?!
*
To miał być ważny dzień w jej życiu. Bardzo się bała. A jeśli wszyscy dowiedzą się, że Marta jest od nich wszystkich starsza i po prostu do tej pory nie zaliczyła liceum? Na szczęście wyglądała na młodszą, niż była w rzeczywistości, więc to mogło jej pomóc.
Magda z trudem, ale w końcu zaakceptowała jej decyzję. Oznaczało to ograniczenie wydatków, z czego zdawały sobie sprawę. Ale Marta uznała, że kiedy będzie mieć maturę, będzie mogła znaleźć pracę, w której zarobi więcej.
Jej siostra załatwiła wszystkie formalności, wiedząc, że dziewczyna nie poradzi sobie z tym. Było trochę problemów, ponieważ zaczęto ją wypytywać, co spowodowało tak długą przerwę w edukacji Marty. Musiała tłumaczyć, a w większości lać wodę, jak tylko się da…
Adam podwiózł ją pod budynek, rozkazując jej po dziesięciu minutach czekania, żeby wreszcie wysiadła i poszła do tej pieprzonej szkoły. Uznał jednak, że denerwując się, denerwuje i ją. Postanowił zakończyć to żartem, mówiąc, że to tylko szkoła, a nie zakład psychiatryczny, choć w pewnym sensie te dwa miejsca są do siebie podobne. Martę to rozbawiło i całując go na pożegnanie w policzek wyszła naprzeciw nowemu doświadczeniu.
Właśnie zadzwonił dzwonek. Marta idąc powoli, obserwowała, jak nastoletni uczniowie zmierzają leniwie na lekcję, nie przejmując się spóźnieniami. Jedni uśmiechnięci, drudzy źli rzucali wulgarnymi tekstami. Minęła ją grupka dziewczyn, które zafascynowane jakimś chłopakiem wymieniały jego zalety, które pewnie same sobie wyobraziły.
Wstrząsnął nią niespodziewany dreszcz, ponieważ nagle sobie uświadomiła, że tak dawno nie miała nic wspólnego z ludźmi w jej wieku. Przez parę lat odcięta była od nastolatków, żyła razem z ludźmi dorosłymi, którzy zachowują się i podchodzą do różnych spraw zupełnie inaczej, niż młodzież. Czy odczuje tą różnicę? A jeśli nie będzie umiała się dostosować do nowego otoczenia?
Naszła ją nagle ochota, by odwrócić się i uciec stąd jak najdalej. Ale wiedziała, że Magda byłaby wtedy zadowolona, ponieważ sprawdziłaby się jej przepowiednia. „Nie wytrzymasz tam długo, zobaczysz. Parę dni bez pracy cię wykończy. Jeszcze wspomnisz moje słowa.”
I właśnie je wspominała, a minęła zaledwie godzina, od kiedy jej siostra je wypowiadała. Martę wkurzało to, że Magda tak często miała rację…
To tu. Sala nr 207. Tu kazano jej przyjść, kiedy Magda ustalała, do której klasy będzie chodzić. Najbardziej bała się odrzucenia. A jeśli jej nie zaakceptują? Otworzyła drzwi i zajrzała niepewnie do klasy.
Nauczycielka przestała coś tłumaczyć i spojrzała na nią oczekująco.
- Słucham?- odezwała się wyniośle.
- Jestem Marta… Bing. Miałam…
- Ach, rzeczywiście, zapomniałam całkowicie-oznajmiła pewniej. Wyciągnęła rękę, chcąc już z daleka położyć ją na jej ramieniu.- Czekaliśmy na ciebie. Nie bój się, podejdź bliżej.
Jej ręka w końcu spoczęła na jej ramieniu, kiedy Marta zbliżyła się o krok. Uścisk był mocny i trochę ją to zabolało. Czuła się słaba, mała, niezauważalna. Ci wszyscy młodzi ludzie, siedzący przed nią byli tacy duzi! Będzie musiała sobie codziennie zamiast modlitwy odmawiać swój różaniec – jestem dla nich starą krową, choć oni o tym nie wiedzą.
- Słuchajcie, moi drodzy… Sebastian, ty też, nie robimy wyjątków dla zbijaczy bąków – powiedziała.
- Hej, myślała pani o sprawdzeniu się w rapowaniu? Ma to pani we krwi! – krzyknął, rozbawiony nieświadomym rymem nauczycielki.
- A jak myślisz, kto stworzył Eminema? – powiedziała, ale szybko uniosła rękę, chcąc uciszyć nagły wybuch śmiechu uczniów. – Cisza, spokój! To jest Marta, od dzisiaj chodzi z wami do klasy. Przyjmijcie ją dobrze. Skarbie, znajdź sobie jakieś wolne miejsce.
Dziewczyna zmierzyła szybko wzrokiem wszystkie ławki. Mówiąc „znajdź wolne miejsce”, miała chyba na myśli rozejrzenie się i odszukanie tego jedynego, wolnego krzesła. Przez chwilę obawiała się, że nigdzie nie ma miejsca. I co zrobi? Rozpłacze się i poskarży nauczycielce?
Boże, już za długo tu stoję. Znajdź w końcu to wolne krzesło!
Z tłumów ujrzała podniesioną do góry rękę, która machała do niej. Zauważyła jej właściciela, obok którego nikt nie siedział. Ruszyła w jego kierunku.
A jeśli jej się tylko wydawało? Może on wcale nie machał i jak do niego podejdzie, to z odrazą powie jej, żeby spadała?
Stanęła obok jego ławki i wskazała oczekująco na krzesło. Chłopak z naturalnym i miłym uśmiechem odsunął je, co miało znaczyć, że może śmiało siadać.
- Biedna, mała dziewczynka nie miała gdzie usiąść? – zagadnął wesoło. – Jestem Daniel.
- Marta – oznajmiła, podając mu rękę, kiedy już usiadła obok niego. – I nie jestem wcale biedną, małą dziewczynką.
- Na ostrą laskę też mi nie wyglądasz – syknął głosem twardego chłopaka.
Marta spoważniała, zdając sobie sprawę, że chłopak nie jest taki fajny i normalny, jak wyglądał na początku. On jednak chyba wyczytał to z jej miny, ponieważ zaśmiał się, znów ukazując jej swój szeroki, miły uśmiech.
- Wyluzuj się, dziewczyno. Czy jak zawarczę, to też pomyślisz, że jestem przebranym dobermanem? – mruknął, nie mogąc pohamować śmiechu.
Dziewczyna mrugnęła oczami. Rzeczywiście, jest zbyt sztywna. On jest od niej młodszy (choć o tym nie wie). To on powinien być zawstydzony.
Szturchnęła go lekko w ramię.
- Jesteś zimnym draniem. Jak wszyscy – syknęła niemiło, po czym oboje zaśmieli się wesoło.
Nauczycielka przerwała dyktować notatkę i spojrzała z powagą w ich stronę.
- Wy tam dwoje! Nie każcie mi być niemiłą! -krzyknęła kobieta. – Cieszę się, że tak szybko znaleźliście wspólny język, ale może jednak pogadacie sobie po lekcji, dobrze?
A lekcje minęły bardzo szybko. Marcie spodobała się jej klasa i ogólnie szkoła. Poczuła się nawet jakby pochodziła z czasów ery kamienia łupanego i ktoś ją przebudził ze snu i pomaga jej wrócić do życia. Wszystko ją fascynowało, jakby wiele rzeczy zmieniło się od czasu, kiedy chodziła do szkoły, a minęły tylko dwa lata. Tym bardziej, że zakończyła wtedy edukację na gimnazjum, a liceum to zupełnie co innego, ludzie mają inne charaktery, choć właściwie podobne.
Daniel okazał się zaskakująco towarzyski i pomocny. Całą lekcję, chowając się za głowami innych, rozmawiali dużo. Chłopak opowiadał jej o szkole, poszczególnych nauczycielach – z którymi lepiej nie zadzierać, a których da się niezwykle łatwo ignorować – a na koniec przedstawił jej z grubsza jacy są jej nowi koledzy z klasy.
Jedną z tych osób znała, dziewczyna o imieniu Agata. Mieszka niedaleko niej i jest niezbyt sympatyczna, dlatego Marta obawiała się, czy w tej chwili nie roznosi po klasie plotki, że Marta ma już 18 lat…
Siostra Agaty na siłę próbowała zaprzyjaźnić się z Magdą, gdyż były w tym samym wieku. Dziewczyna przychodziła do niej i na wszelki sposób pokazywała jej swoją sympatię, czasami będąc zbyt natarczywą. Bywało, że spędzała w ich domu nawet całe dnie. Magda akurat wtedy szukała pracy, nie będąc jeszcze policjantką. W końcu miała dosyć i jej po prostu wygarnęła, że nigdy nie traktowała jej i nie będzie jak swoją przyjaciółkę, że niestety, ale działa jej na nerwy.
Była wtedy może zbyt zdenerwowana i za bardzo ją poniosło, jednak podziałało. Siostra Agaty już się u nich nie pokazała. Za to dostała pracę i to o wiele lepszą od Magdy. Do dzisiaj mija obie siostry Bing z głową podniesioną wyżej, niż człowiek jest w stanie.
Dlatego Marta mogła mieć pewne podejrzenia, że dziewczyna nie będzie zbyt pozytywnie do niej nastawiona. Jednak nic do niej nie mówiła, nawet nie patrzyła na nią w żaden negatywny sposób. Cóż… w ogóle na nią nie patrzyła, całkowicie ją ignorowała. Może to i lepiej?
Wyszła ze szkoły, czując na sobie spojrzenia innych. Czuła się przy nich, jakby pochodziła z innych czasów, jakby była za stara na tych wszystkich młodych ludzi. Z jednej strony grupka skejtów, ubranych w niezwykle szerokie ubrania, które nawet posturę anorektyka są w stanie zakamuflować. Gdzie indziej znowu stało kilka dziewczyn, które wyglądały jakby przyszły właśnie z ulicy, jednak – co najstraszniejsze – wyglądały tak zapewne co dzień, był to ich normalny strój.
Obserwując ich wszystkich, naprawdę czuła się, jakby przez te wszystkie (dwa) lata żyła w zamknięciu i takich ludzi widziała po raz pierwszy. A przecież widziała ich codziennie, mijając się z nimi w sklepach, kupując w stoisku obok ubrania. Tylko że wtedy byli jakby za barierą, nie zwracała na nich uwagi. Dla niej ważni byli ci ludzie, wśród których przebywała. Ci ludzie starsi, dojrzalsi, ci, którzy pracują, zarabiają. Młodzież była dla niej tak interesująca, jak dla młodzieży małe kilkuletnie dzieci mijane na ulicy – czasem na nie spojrzą, ale już po chwili zapominają o ich istnieniu.
Chyba jednak dostosowanie się do tego wszystkiego będzie trudne. Jednak nie może pozwolić, by było to po niej widać, ukryje emocje i będzie po cichu poznawać ludzi młodych, do których przecież ona należy.
Wyszła z terenu szkoły, zasunęła cienką kurtkę, czując mocno wiejący wiatr. Rozejrzała się na boki, jakby zapominając, w którą stroję do domu. Już miała ruszyć w lewo, kiedy obok niej gwałtownie zatrzymał się jakiś samochód. Obejrzała się do tyłu, mając nadzieję, że to nic ważnego, nikt jej znany, a ona szybko będzie mogła pójść do domu.
Ucieszona buzia Andrzeja wyprowadziła ją z równowagi.
- Co ty tu robisz? –spytała, najwyraźniej niezadowolona z widoku chłopaka.
- Przyjechałem po ciebie. Może skoczymy na coś do picia? -zaproponował klepiąc ręką miejsce na siedzeniu obok siebie, nie przestając się głupkowato uśmiechać.
- Nigdzie z tobą na nic nie skoczę! –wrzasnęła oburzona propozycją.-Zrozum, już do ciebie nic nie czuję i nie mam ochoty utrzymywać z tobą kontaktu! Daj mi spokój! Nie jest tak jak kiedyś! Zrozum to wreszcie! -krzyczała. Po chwili ucichła.
Za Andrzejem zatrzymał się znajomy samochód. Marta uśmiechnęła się ucieszona na jego widok. Z okna wyjrzała głowa Adama.
- Podwieźć cię? –spytał, starając się, by nie zauważyła jego zainteresowania tym kimś w samochodzie przed nim.
Był zazdrosny, myśląc, że to jej nowy kolega. Na szczęście nie domyślał się, że to może być Andrzej. A Marta nie miała zamiaru mu tego mówić. Nie chciała, by zaczęli się bić, zwłaszcza przed szkołą. Nie chciała na dzień dobry być rozpoznawalną za występki Adama.
Szybko spojrzała triumfalnie na Andrzeja, po czym podeszła do swojego chłopaka. Odwróciła się, słysząc swoje imię. Podbiegł do niej chłopak w szerokich spodniach, ortalionowej granatowej kurtce i bassebolówce na głowie. Uśmiechnął się serdecznie, zatrzymując się przy niej. Adam schylił się w samochodzie, chcąc obserwować ich rozmowę, na co nie pozwalał mu dach samochodu. Kim był ten przystojniak? Chodzi do tej szkoły dopiero jeden dzień, a już rozmawia z tajemniczym kimś w samochodzie, a po chwili kolejny chłopak podbiega do niej z uśmieszkiem. Nie podobało mu się to. Był cholernie zazdrosny, jednak musiał to w sobie stłumić. Nie chciał, by Marta się z niego śmiała.
- Zostawiłaś to –powiedział, wręczając jej zgubę.
- Dzięki, Daniel-odpowiedziała.
Wzięła zeszyt, który chłopak otworzył na pierwszej stronie, chcąc, żeby przeczytała, co tam napisał. Słodziutki napis „Zadzwonię do ciebie, nie myśl sobie, że się mnie pozbędziesz”.
Uśmiechnęła się sama do siebie, po czym wsiadła do samochodu, poważniejąc. Spojrzała na Adama, który dziwnie zerkał na zeszyt.
- Mój zeszyt od fizyki – wyjaśniła, unosząc go do góry.
- Tak właśnie myślałem…
- Jasne! – krzyknęła, zaśmiewając głośno.
No i niestety tego się obawiała, że Adam nie da jej spokoju i musiała całą drogę opowiadać mu o szkole. Wspomniała, że do jej klasy chodzi Agata, że ludzie są z reguły mili i fajni… Ani razu nie wspomniała o żadnym przystojnym chłopcu (którym był Daniel), a i on nie pytał, prosząc ją w myślach, żeby wspomniała chociaż słówkiem „Och, a to był mój kolega, prawda że uroczy?”.
Adam wjechał na podjazd przed domem. Marta jednak nie wysiadała. Położyła głowę na oparciu. Zamknęła oczy i odetchnęła głośno. I pewnie siedziałaby tak jeszcze długo, gdyby nie doszły ją zapachy z kuchni. Magda musiała ugotować pyszny obiadek.
Zerwała się z fotela i wysiadła, po czym pobiegła do domu. Adam wysiadł powoli, biorąc jej plecak. Patrzył, jak dziewczyna w podskokach oddala się od niego. Powinien się uśmiechać, zadowolony, że Marta dawno nie była taka wesoła, zwłaszcza po niedawnych aferach. Jego to jednak niepokoiło. To był dopiero jeden dzień w szkole. Czemu była cała w skowronkach. Cholera, a jeśli ma z tym coś wspólnego ten… chłopak… No ale przecież są razem, nie zrobiłaby mu czegoś takiego…
Marta wyjrzała zza drzwi i spojrzała na niego. Uśmiechnął się zabawnie i dołączył do niej. Od razu weszli do kuchni – ona rozpromieniona, on dziwnie posępny. Magda od razu to zauważyła, ale wolała tego nie komentować głośno. Była jedynie zła na siostrę, że nie widziała tego.
Adam najwyraźniej już przeczuwał, że szkoła może ich rozdzielić, w końcu Marta znowu znajdzie się wśród rówieśników i dorównanie tym młodym i szalonymi ludziom nie będzie łatwe. Pewnie nawet nie będzie śmiał próbować.
- Co na obiad? Jestem piekielnie głodna-powiedziała Marta, opadając na krzesło.-To był męczący dzień.
- Nie tylko dla ciebie-przyznała Magda wyciągając talerze z szafki.
Adam drgnął, kiedy obok jego ucha rozdzwonił się telefon. Sięgnął niezadowolony po słuchawkę.
- Tak? Jest – wyciągnął słuchawkę w stronę Marty. – Przedstawił się jako kolega z klasy.
Marta chwyciła ją, widząc po minach obojga, że zaskoczyło ich to, jak szybko zjednuje sobie ludzi. Spojrzała na ich zaciekawione miny i pokazała im język.
- Tak? -spytała.
Adam obserwował, jak dziewczyna przytrzymuje ramieniem słuchawkę przy uchu, zapisując coś na kartce na lodówce. Raz się uśmiechała, raz słuchała skupiona co mówi do niej kolega po drugiej stronie.
- Daniel, nie ma sprawy – przerwała mu w końcu. – Wsiadam w autobus i za 20 minut jestem. Jeśli to takie ważne…
Magda spojrzała surowo na siostrę, chcąc jej dać do zrozumienia, że nie po to gotuje, żeby jej siostra jadła na mieście. Marta jednak zdawała się tego nie widzieć, gdyż uśmiechnęła się zabawnie do siostry. Pożegnała się z kolegą i odłożyła słuchawkę na widełki, odetchnąwszy z ulgą.
- Kto to był? -spytał Adam z ciekawości.
- Daniel, z klasy. Strasznie fajny chłopak, wiecie? – siadła przy stole, podciągając nogi pod kolana. – Siadłam z nim, bo tylko tam było miejsce. I okazało się, że lepiej nie mogłam trafić. Od razu mi przedstawił wszystkich nauczycieli, jacy są fajni, co i jak... O klasie mi sporo opowiedział...
- Widzę, że lekcji było za mało – mruknął Adam. – Jesteście umówieni?
Marta spuściła wzrok na serwetkę, mocno już przez nią zgniecioną.
- Tak, ma jakiś problem... Coś mu się przypomniało... – dziewczyna wyraźnie się plątała. Adam patrzył na nią podejrzliwie.
- Wydaje się być miły. Cieszę się, że na niego trafiłaś – mruknął. Spojrzał przelotnie na Magdę. Widząc jej minę, wiedział, że odkryła jego przygnębienie, którego Marta nigdy nie potrafiła dostrzec. Chłopak wstał szybko i poszedł na górę, dziękując swojej komórce, że rozdzwoniła się w jego pokoju.
Magda otworzyła buzię, by wylać żale skierowane do siostry. Tamta jednak wstała i wrzuciła serwetkę do kosza.
- Dobra, to ja wychodzę. Nie przejmuj się, nie będę jeść na mieście, odgrzeję sobie jak wrócę – skłamała. Daniel zaprosił ją na coś do jedzenia. A Marta wie, jak Magda tego nie znosi.
Rozpuściła włosy, by znów związać je wysoko w kucyka. Spojrzała na siostrę swoimi dziecinnymi, niewinnymi oczami, po czym wyszła.
*
Kelnerka postawiła na stole tackę z dwoma hamburgerami i dwoma kubełkami z zimną colą. Marta szybko chwyciła swoją część, jakby bojąc się, by Daniel nie wziął wszystkiego dla siebie. Chłopak uśmiechnął się lekko do siebie.
- Więc? – zagadnęła, odwijając swojego hamburgera. Skrzywiła się, widząc, że jest on cały upaćkany musztardą. Fachowa obsługa, solidna firma. A jak tylko więcej klientów, to robią na odwal się, byle by zdążyć. Jakoś nigdy nie przepadała za Mc’Donaldsami. I już się nie dziwi.
- Dziewczyny w naszej klasie chyba widzą w tobie ostrą konkurencję – powiedział, biorąc wielkiego gryza. – Obsmarowały cię równo na forum w necie.
- Rozmawiały o mnie?
- Taak... A chłopcy dzielnie cię bronią – uśmiechnął się dumnie. – Co jeszcze bardziej je zdenerwowało. Chcę cię tylko ostrzec. Mogą być do ciebie niezbyt przyjemnie nastawione. Są niezadowolone, że jakaś smarkula...
- Same są smarkulami! – uniosła się. Dwóch starszych mężczyzn spojrzało na nią niemiło. Przeprosiła ich skruszoną miną.
- Wiem – powiedział nagle Daniel. – I wszyscy już wiedzą gdzie pracowałaś. Najbardziej na forum udziela się Agata. Z tego co wiem, to nie musze ci mówić kto to jest?
Marta zgniotła ze złością papierek po hamburgerze. Spuściła wzrok i podparła czoło na splecionych dłoniach.
- Suka – powiedziała z pełną buzią.
- Ale masz spoko brata, na pewno się za tobą wstawi, jak tylko mu powiesz, że dzieje ci się krzywda.
Marta podniosła na niego zdziwiony wzrok.
- Ja nie mam brata – powiedziała, zastanawiając się jeszcze nad tym.
- To... kto przyjechał po ciebie pod szkołę?
- Mój chłopak.
- Yyy? – wyrwało mu się, a jednocześnie w jego głosie można było wyczuć rozczarowanie. – Myślałem, że to twój brat. No bo wiesz, on wygląda tak dorosło… Nie obraź się, ale nie pasujesz do niego.
Marta zmrużyła oczy i popatrzyła na niego niemiło. Jeszcze nikt jej nie powiedział, że Adam do niej nie pasuje, Wręcz przeciwnie.
- Taak? Więc twoim zdaniem kto by do mnie pasował?
Chłopak uniósł wzrok do góry i wydawał się zastanawiać. Uniósł kubek z colą i napił się z rurki.
- Nie mówię, że coś z nim nie tak, ale... jest strasznie spokojny, chyba też poważny. A ty jesteś młoda i jeszcze trochę zwariowana – spojrzał na nią lekko zaczerwieniony. – Potrzebujesz kogoś, przy kim jeszcze zdążysz się wyszaleć, a nie zestarzeć.
Marta nie odzywała się chwilę. Nie wiedziała, czy odebrać to jako obelgę, czy dobrą radę. Adam... za poważny dla niej... Może faktycznie? Może Adam sam tak uważa i potrzebuje poważniejszej osoby, tylko nie wie jak to jej powiedzieć?
Dopiła colę i wstała.
- Marta? – odezwał się niepewnie.
- Przepraszam cię. Widzimy się jutro w szkole, cześć.
Chwyciła bluzę przewieszoną przez poręcz krzesła i wyszła z budynku.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz