Odwróciła się i wtuliła w Adama. Chłopak nie protestował. Nawet był z tego zadowolony. Czuł lekką satysfakcję, że to właśnie w nim dziewczyna znajduje oparcie. A on mógłby ją tak przytulać i nigdy by mu się to nie znudziło…
- Marta... będziemy znowu razem? -spytał niepewnie korzystając z okazji.
- Nigdy nie przestaliśmy być-oznajmiła z uśmiechem, przytulając go mocniej.
Wyjęła z kieszeni komórkę, czując, że dostała wiadomość. To od Artura. Nie wie gdzie się wszyscy podziewają i czeka na nią, ponieważ ma do niej pilną sprawę.
- To co teraz?- spytał Filip. Wyrzucił papierosa i przydeptał go butem.
- Teraz chcę do domu, proszę. Nie chce mieć już z tą sprawą absolutnie nic wspólnego-powiedziała cicho dziewczyna.-Adam…
- Oczywiście, że cię zawiozę-rzekł. Spojrzał na swojego szefa.-Może niech ochłonie, zanim złoży te zeznania, co?
- Naturalnie. Pamiętaj tylko, że mamy jeszcze nową sprawę o morderstwo i nią też się trzeba zająć-oświadczył, celując w niego palcem.-Jedźcie, ja się zabiorę z Magdą.
Adam zasalutował mu i obejmując Martę, poszedł w kierunku swojego samochodu.
- To teraz pójdziesz do domu, położysz się i będziesz o mnie śnić, zrozumiano?- mruknął, spoglądając na nią.
- Artur chce porozmawiać- stwierdziła.-Ciekawe o czym. Mam nadzieję, że nie o wyjeździe do ciotki…
Adam zmrużył brwi i zajął się jazdą.
Artur. Wielki i oddany przyjaciel. Tak było wtedy. Teraz, jakby mu o tym nie powiedzieli, nie domyśliłby się. Dla niego to wyglądało, jakby przyjechał na wczasy do Warszawy, zatrzymując się u nich na nocleg. Wprawdzie ciągle był w domu, ale nigdy w szczególny sposób nie traktował Marty. Może chce już wyjechać?
Miał taką nadzieję…
Zatrzymał się przed furtką. Dziewczyna pożegnała się z nim buziakiem i wbiegła do domu. Zdawało jej się, że panuje to zbyt cicha cisza. Podejrzliwa. Po chwili jednak doszły ją dźwięki telewizora.
Czyjeś kaszlnięcie.
Artur.
Weszła do salonu. Jej kolega leżał rozwalony na kanapie i gapił się w telewizor bez większego sensu. Marta usiadła obok niego uśmiechnięta. Spoważniała, chcąc coś powiedzieć. Chłopak jednak przyłożył palec do jej ust, przerywając jej w tym.
- Posłuchaj-zaczął trochę zdenerwowany.-Mówię ci o tym, bo tylko tobie ufam.
- Mów wreszcie co się stało-ponaglała go.
Artur podniósł się i usiadł normalnie, przybierając pozę stosowną do powagi rozmowy.
- Po tym jak… powiedziałaś mi o tej dziewczynie, wziąłem pistolet Magdy i pojechałem do hotelu, w którym się zatrzymała. Kiedyś usłyszałem, jak mówiłyście o tym-dopowiedział, widząc zdziwioną minę Marty. Dziewczyna czuła, jak serce podskakuje jej do gardła. Wolała nie dać tego po sobie poznać, tylko słuchać dalej, mając nadzieję, że nie powie jej tego, czego się obawiała.-Wszedłem do jej domu. Wycelowałem do niej. Ręce mi się tak trzęsły i nie wiem jak, ale pistolet wystrzelił-oznajmił. -Ale wiesz, że ja tego nie chciałem…
Marta wstała szybko, zdając sobie sprawę, że siedzi twarzą w twarz z mordercą, który do niedawna był jej ukochanym przyjacielem, w towarzystwie którego tak miło mijał jej czas, jak była mała…
Nie wierzyła, że jej kolega okaże się takim draniem, zdolnym do morderstwa. Artur położył rękę na jej ramieniu i uśmiechnął się dumnie, jakby zapominając o tym, co jej właśnie powiedział. Dziewczyna zepchnęła rękę ze swojego ramienia,
- Zostaw mnie morderco-powiedziała, po czym zakryła rękami twarz po wypowiedzeniu tych słów.
Nie chciała tego, po prostu zawiódł ją. Kiedyś tak go uwielbiała, traktowała jak starszego brata. A teraz on siedząc tuż obok niej spokojnie wyznaje jej taką prawdę… Artur patrzył na nią tak przeszywająco, że wiedziała, że zaraz stanie się coś złego. Złapał ją za rękę i przybliżył do siebie. Marta uderzyła go w twarz. Z nosa zaczęła mu lecieć krew. Wytarł ją dłonią, spoglądając na nią zaskoczony.
- Chciałem po dobroci, ale nie dajesz mi wyboru, mała suko-syknął.
Wyjął zza paska spodni pistolet i załadował go. Marta zerwała się i ruszyła do kuchni. Jak na złość noga zabolała ją mocniej. Zaczęła kuśtykać, zastanawiając się, czemu nie strzelił. Taki miał zamiar. A mógł to zrobić już dawno.
Odwróciła się i zobaczyła, że leżał na kanapie na plecach, z wymierzonym w nią pistoletem. Zaczął się śmiać.
Co się z nim stało? Przecież to nie był on, Artur by się tak nigdy nie zachował.
- Nigdzie mi nie uciekniesz. Nie masz szans.
Nagle przez drzwi wpadł Adam. Zaskoczył ich oboje tak, że nie wiedzieli co się dzieje. Wycelował szybko w Artura, wpychając Martę do kuchni. Za nim wbiegli policjanci i otoczyli chłopaka wciąż leżącego na kanapie, już nie uśmiechającego się tak cwano. Pistolet wypadł mu na podłogę, podniósł ręce do góry. Jeden z policjantów podszedł do niego i zakuł go w kajdanki. Adam odbezpieczył pistolet i szybko poszedł do Marty.
Chłopak ujął w dłonie jej twarz i pocałował ją delikatnie.
- Skąd wiedziałeś? -spytała przytulając go mocno, za nic w świecie nie chcąc go puszczać. Już raz przyniosło jej to dziś ukojenie. Ponownie się nie zawiodła, w jego ramionach czuła się naprawdę bezpiecznie.
- Magda mówiła, że wczoraj wyszedł z domu bardzo zdenerwowany i w takim samym humorze wrócił. Miał grobową minę. A jego zachowanie raczej odbiegało od tego, co usłyszałem o nim, jaki z niego kochany przyjaciel…
Do kuchni wpadła Magda. Spojrzała na nią i uśmiechnęła się, a w oczach zabłyszczały jej łzy.
- Całe szczęście jesteś cała. Jak ludzie potrafią się zmienić, cholera-mruknęła. -I to jeszcze Artur…
- Nie mów już nic. Po prostu zapomnijmy.
- Obawiam się, że jest jeszcze coś, o czym muszę cię poinformować. Przepraszam, że wszystko tak ci spada naraz na głowę, ale…-Magda spojrzała na nią niepewnie, zagryzając wargę.-Andrzej… Zapragnął studiować w Warszawie. Nie może się doczekać, kiedy nas odwiedzi…
Marta spojrzała na nią z obrażoną miną. Odepchnęła Adama, zapominając o poczuciu bezpieczeństwa, jakie jej ofiarowywał.
- Co? Nie mów tylko, że będzie z nami mieszkał. Ja się na to nie zgodzę.
- Oczywiście, że nie. Chyba nawet bał się o to zapytać-oznajmiła z uśmiechem.
- No ale będę na niego skazana-mruknęła dziewczyna, opadając na fotel. Podkuliła zdrową nogę pod siebie i oparła brodę na kolanie.
Adam usiadła na oparciu fotela.
- Kto to taki? Najpierw bliski przyjaciel Artur, teraz jakiś Andrzej… skąd ty ich wszystkich wzięłaś?- zażartował.
- On to zupełnie co innego. Jego przeważnie unikałam i miałam nadzieję… nigdy więcej nie spotkać. Chodziłam z nim, jednak on bezczelnie robił sobie ze mnie żarty.
Chłopak spojrzał na Magdę zdziwionym wzrokiem.
- Czekaj, a ile ty wtedy miałaś lat?
- Jedenaście, i co z tego?!- żachnęła się. Wstała szybko z fotela.- To nie znaczy, że miał prawo nabijać się ze mnie z kumplami. Byłam gówniarą, której nie traktował poważnie, ale mimo wszystko zawsze mi mówił, że kiedyś będę warta grzechu…-zamyśliła się z uśmieszkiem.
- Mam się już czuć zazdrosny?- spytał z dezaprobatą.
- Wiesz co, czasami mam ciebie dosyć-syknęła, pokazując mu język.
- A ja czasami się zastanawiam, ilu jeszcze twoich PRZYJACIÓŁ poznam-stwierdził, unosząc do góry brwi.
Dziewczyna ścisnęła mocno zęby i zrobiła obrażoną minę. Machnęła niedbale ręką i poszła do swojego pokoju.
*
Adam zerkał na nią co chwilę. Udawał brak zainteresowania jej zachowaniem, jednak kiedy nie widziała, uśmiechał się sam do siebie. Marta po raz kolejny spojrzała przez okno. Przeniosła wzrok na chłopaka, który obok niej smażył właśnie mięso do spagetthi.
- Przepraszam bardzo, czemu się tak cieszysz?- spytała niemiło.
Adam pokazał jej swój jeden z najbardziej poważnych wyrazów twarzy.
- Słucham? Nie, co ty wygadujesz?
- Śmiejesz się ze mnie!- oburzyła się. Podparła biodra rękami.-Ty się ze mnie naprawdę nabijasz!
- A nie mam powodów?- chłopak zaśmiał się cicho. Mieszał mięso, dodając do niego pomidorowego sosu. Zapach z patelni był wspaniały.
- Gdyby nie to, że robisz wyśmienite spaghetti, pewnie bym cię udusiła. Zrozum, Andrzej… nie działał na mnie dobrze. Jak go ostatni raz widziałam, nie było to przyjemne spotkanie. Razem z moimi koleżankami, również gówniarami dałyśmy mu ostro popalić… Toczyłyśmy z nim i jego kumplami poważną wojnę, która…-dziewczyna zaśmiała się na wspomnienie dawnych lat. Adam zauważył nawet, że jej oczy zaszkliły się do łez.-Im się to podobało, wiesz? Jak przedtem spędzali czas na imprezowaniu i wspólnym siedzeniu przy piwie, tak wtedy woleli powalczyć z nami w niewinną grę „dziewczyny kontra chłopaki”.
Adam oparł się o szafkę, przykręcając mięso, żeby jeszcze trochę doszło. Zainteresowała go ta historyjka.
- I wiedziałyśmy, że oni się nabijają, że dla nich to jest tylko taka zwykła rozrywka. Ale…-Marta usiadła w końcu na krześle, odrywając się od okna, które wciąż ją jeszcze ciągnęło.-Jego wzrok… On zawsze patrzył tak na mnie pożądliwie… Myślałam, że znowu chce mnie nabrać, że mnie kocha… bla, bla, bla… Ale on tylko patrzył, rozumiesz?- spojrzała na Adama. Chłopak zaniepokoił się, widząc strach w jej oczach. Po prostu bała się, wspominając jego zachowanie. Bała się tego chłopaka.
- Marta… On już jest dorosły, zapewne teraz jak sobie pogadacie, to będziecie się z tego śmiać.
- Adam, ja wiem jak to sobie wyobrażasz. Ale nie widziałeś nigdy jego wzroku. Wtedy, będąc tą małą dziewczynką… tak się go bałam. Kiedy było ciemno, a ja musiałam wracać do domu, zawsze zastanawiałam się, czy on gdzieś nie czeka za rogiem… Nie marzyłam, by jeszcze kiedykolwiek być z nim sam na sam… Jak myślisz, czy jak go zobaczę, to znowu to poczuję?
Chłopak podszedł do niej i przytulił ją. Usiadł na krześle obok i pocałował ją namiętnie. Marta odchyliła się lekko.
- Misiu, twoje mięsko -szepnęła.
Ten zerwał się i wyłączył patelnię. Na szczęście nic się nie przypaliło. Wrzucił makaron do gotującej się wody i zerknął przez okno. Usłyszeli wyraźnie, że samochód Magdy hamuje przed garażem. Adam spojrzał na swoją dziewczynę.
- Kochanie, obiecaj mi, że się go nie będziesz bać. Powiedz sobie, że to śmieszne-przytulił ją i ruszyli do drzwi, by przywitać gościa.- A jeśli on będzie chciał ci coś zrobić, zajebie mu. I to porządnie. Masz to jak w banku.
- Wiesz co, gdybyś tego nie powiedział, to miałabym do ciebie żal-szepnęła.
Adam chciał otworzyć drzwi, ale Marta powstrzymała go. Spojrzała na niego poważnym wzrokiem. Słuchali wesołych rozmów Magdy z jakimś chłopakiem. Marta słysząc ten głos poczuła dreszcze. Czemu przeszłość tak bardzo chce jej o sobie przypomnieć?
Chłopak w końcu otworzył drzwi z oficjalnym uśmiechem. Wziął od Magdy bagaże Andrzeja i wniósł je do środka. Postawił je w salonie i dołączył do nich, zmierzających do kuchni.
Zerknął na chłopaka. Blondyn o dziwnym wyrazie twarzy. Cwanym i odważnym. Wyciągnął do niego rękę.
- Adam jestem, miło mi-mruknął.
- Andrzej, cześć-powiedział, jakby nieco nim zainteresowany.
Chłopak jeszcze raz szybko go zmierzył i przypominając sobie o makaronie, zajął się nim.
- Ale mieliśmy przygodę-odezwała się Magda, siadając przy stole.-Jakaś stara baba zaczęła na nas wrzeszczeć, że wyjeżdżamy jej przed maskę…
- Sory-odezwał się Andrzej, przerywając koleżance.-Zostawiłem telefon w walizce, zaraz będę-to mówiąc wyszedł z kuchni.
Adam zerknął na niego spode łba, wiedząc dokładnie, że poleciał za Martą, która nie wytrzymała i pobiegła na górę, nie chcąc się z nim jeszcze witać. Jeszcze nie była na to gotowa. On widocznie tylko na to czeka.
- Co za debil. Niech on da jej spokój-syknął, chcąc iść za nim.
Magda zatrzymała go. Pokręciła głową bez słowa. Adam westchnął z niezadowoleniem i zajął się przygotowywaniem obiadu.
Andrzej wszedł powoli po schodach, nasłuchując, czy Marta nie zdradzi się jakiś szmerem. Ona najwyraźniej nie chowała się, włączyła jakąś rytmiczną muzykę i spokojnie siedziała sobie w pokoju. Chłopak obserwował ją przez chwilę w szparze drzwi. Przyglądał się jej sylwetce, jej twarzy z profilu. Był pewny, że taka właśnie teraz jest. Wiedział, że jest piękna. Wtedy była małą, sprytną dziewczynką. A teraz młodą, nastoletnią i niezwykle spokojnie wyglądającą dziewczyną.
Kiedyś będziesz warta grzechu…
I była. Jak bardzo była…
Zapukał w drzwi i nie czekając na odpowiedź wszedł do środka. Marta zerwała się z łóżka i patrzyła na niego przestraszona jego wzrokiem. Znowu to czuła. Ten strach. Nie, albo coś z tym zrobi, albo się przyzwyczai, innej możliwości nie ma.
- Hej. Ile to czasu minęło, prawda?- spytał.
Jak dawno się do niej nie odzywał. Ostatnie jego słowa do niej były niemiłe, w stylu „chyba nie myślałaś, że taki chłopak jak ja mógłby zainteresować się taką gówniarą?”. Tak naprawdę było to coś innego, bardziej bolesnego. A później… później już tylko patrzył. Ale to było jeszcze gorsze. Miał straszny wzrok.
- Chyba wciąż za mało-odezwała się przez zaciśnięte zęby.
Chłopak zaśmiał się i podszedł bliżej.
- Zmieniłaś się i to cholernie. Wiedziałem, że jeszcze kiedyś musze cię zobaczyć. Nie pomyliłem się.
- Daruj sobie, dobrze? Chyba obiad już jest. Pewnie jesteś głodny po tej długiej podróży-wymamrotała ignoranckim tonem.
- Kim jest ten chłopak? -spytał, jakby Marta była mu winna wyjaśnienia.
- Czy to ważne? -spytała niemiło.-Przecież wszystko między nami skończone i nie mam obowiązku spowiadać ci się ze wszystkiego. Wybacz, ale jesteś w tej chwili śmieszny. Studiuj sobie, ale nie pozwolę, byś zatruwał mi życie, to taki wstęp na ostrzeżenie-oznajmiła, po czym minęła go i wyszła z pokoju, wołając jeszcze za nim: -Idziesz?!
Dziewczyna zeszła po schodach. Andrzej szybko do niej dołączył i obserwował, jak jej biodra poruszają się na każdym stopniu. Kiedy Marta odwróciła się na niego, od razu przeniósł wzrok na sufit.
Adam wyjrzał z kuchni i zerknął na nich. Marta mijając go coś mu szepnęła do ucha. Ten tylko zerknął dziwnie na Andrzeja, nie odzywając się ani słowem. Spojrzał na jego cwany uśmieszek, który nie podobał mu się. Marta miała powody, by mieć do niego uprzedzenie. Ten chłopak bezczelnie ślini się na jej widok i nawet nie śmie tego ukrywać.
- Pycha obiad-odezwał się. Każdy dziwnie milczał.-To jak tam u was leci? Słyszałem, że pracujecie… ty też Marta?
- Tak, takie tam…-mruknęła niedbale.
- A… ty? Jesteś ich współlokatorem?- spytał udając bezinteresowność. Tak naprawdę od chwili, kiedy go zobaczył, wiedział, że coś jest nie tak.
- Adam jest… to znaczy był moim chłopakiem-oznajmiła dumnie, przyjmując talerz od chłopaka.
- Zerwałaś z nim?- spytał zadowolony, z głupio smutną miną.
- Lepiej-spojrzała na Adama, a on na nią. Uśmiechnął się serdecznie.-Jesteśmy zaręczeni.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz