Marta wyszła z domu, zatrzymując się na chwilę za drzwiami. Zamknęła oczy, za nic w świecie nie chcąc pozwolić swoim łzom wypłynąć na wierzch.
Nie tak miało być. Iza od wczoraj się do niej nie odzywa. Ma do niej żal za zachowanie przed kinem.
Ale co w tym było złego? Przypadkiem było spotkanie z Damianem. Przypadkiem było również to, że zauważył potrzebującą dziewczynę, otoczoną przez natrętnych chłopców! Ani się z nim nie spotyka po kryjomu, nie robi niczego złego…
Po powrocie do domu Iza powiedziała jej szczerze, jak to jednak wyglądało z ich strony. Chłopakom było to wszystko jedno, wszyscy zgodnie nigdy nie przepadali za Elizą. Dziewczyny jednak trochę niemiło zaczęły się o niej wypowiadać. Także zmieniły swoje podejście co do Damiana, nie spodziewały by się po nim tak bezczelnego i zbytniego spoufalenia się z gościem. Ponieważ… tak szczerze mówiąc, on najwięcej rozmawiał z Martą, wygłupiając się z nią, nawet nie zauważając ostrzegawczych spojrzeń przyjaciół, którzy chcieli mu powiedzieć, żeby się uspokoił, nie robił głupstw.
Dlatego zacznie unikać chłopaka, musi być dla niego niemiła. Czy ona umie być dla kogoś niemiła? Nieraz była, odwzajemniając się za krzywdę jej wyrządzoną. A poza tym?
Adam…
Jemu usilnie starała się pokazać pazurki, jednocześnie chcąc go złapać nimi i przyciągnąć do siebie… Bywała ostra i podła… Jednak skończyło się to namiętnym pocałunkiem, przed którym wcale się nie broniła, pokazując mu tym samym, że wszystkie te jej niemiłe zagrania były znakomitym aktorstwem.
Czyli wychodzi na to, że umie być niemiła, jednocześnie kryjąc w sobie wszystkie uczucia. A one będą czekać na tą chwilę, by móc pokazać swoje oblicze…
Odetchnęła kilka razy głęboko i czując, że powoli uspokaja swoje zdenerwowanie, ruszyła w kierunku… Parku? Sklepu? Wszędzie, byle tylko gdzieś…
Zasunęła bluzę, chcąc uchronić się przed zimnym wiatrem, wiejącym dziś uparcie. Pogoda idealnie wpasowała się w jej nastrój, w jej samopoczucie.
Co ciągnęło ją do Damiana? Ciekawość… Z każdym dniem pokazywał jej coraz bardziej, że jest interesującą osobą, a ona codziennie czekała na następny na to dowód i nigdy jeszcze się nie rozczarowała. Był inny, niż… Daniel, Andrzej, Artur… Wyróżniał się ambitnością, temperamentem, i pozytywną pewnością siebie. A kiedy się uśmiechał, uwodzicielsko mrużył oczy. To było niesamowicie zachęcające.
Dlatego kiedy jej telefon zawibrował w kieszeni dżinsów, pierwsza myśl, jaka pojawiła się w jej głowie, że to Damian dzwoni.
Magda??
- Słucham cię – mruknęła, siadając na ławce w parku. Tak, tutaj będzie bezpieczna przez jakiś czas.
- Dziękuje ci siostra, że tak często do mnie piszesz – oznajmiła z ironią dziewczyna.
Marta przewróciła oczami. Odprowadziła wzrokiem rowerzystę, który śmignął szybko obok niej.
- Jestem ciągle zajęta – skłamała. – Cały czas gdzieś chodzę z Izą.
- Właśnie zauważyłam. Rozrywkowe życie ci się spodobało, prawda? – spytała niezadowolona.
- O co ci chodzi? – syknęła. – Odpoczywam, zapominam o tej pieprzonej Warszawie! – żachnęła się. Poczuła łzy napływające jej do oczu.
Nie pozwolę wam wypłynąć. Za wiele razy zalałyście mi policzki, wysychałyście mi na brodzie. Za często wyzwalałyście w moim sercu ból, ściskając je mocno.
Przypomniała jej się lista powodów, dla których z chęcią wyjechała z Warszawy. Ta lista przeleciała jej przez myśli, odznaczając się pulsowaniem w jej skroniach.
- Odwiedziłam Daniela – Magda starała się udać, że nic się nie stało. Zdała sobie sprawę, jak łatwo jej siostra wraca do tych wszystkich przykrości. Za wiele ich było. – Dobrze się trzyma, kazał ci przekazać, że wszystko w porządku…
W słuchawce dało się słyszeć szum i czyjeś pretensje.
- A Magda leży w szpitalu – dodał Robert poważnym tonem.
- Co się stało?! – przestraszyła się, robiąc okrągłe oczy.
- Potrącił ją… helikopter… – po drugiej stronie dało się słyszeć śmiech chłopaka.
- Bardzo śmieszne! – krzyknęła. – Idiota…
- Oj Marta, co ty taka nerwowa? Myślałem, że się tam relaksujesz, a z twojego tonu słyszę, że znowu jakieś zmartwienia sobie dokładasz. I po co ci to? A my tu mamy wesoło, bo Adam zwalił nam na głowę swoją siostrę, pocieszna istotka, powiem ci szczerze…
Marta podciągnęła nogi i usiadła po turecku na ławce.
- Zaraz, zaraz… Co ty wygadujesz? Adam nie ma siostry.
- I tu cię zaskoczę! Po prostu nigdy o niej nie mówił. Adam przyjedzie niedługo, póki co nie było sensu, żeby jechała do niego, on ma tam tyle pracy… - Robert przerwał, zdziwiony milczeniem siostry. – Coś nie tak?
- Muszę kończyć, wchodzę do sklepu – skłamała. – A zresztą mój telefon lada chwila się rozładuje, trzymajcie się, odezwę się wkrótce – to mówiąc rozłączyła się. Przytrzymała przycisk dłużej, by wyłączyć całkowicie telefon.
*
Adrian stał, podpierając rękami boki i bacznie wpatrywał się w niebo, zaniepokojony kilkoma obłoczkami, powoli po nim płynącymi. Wiatr poruszał jego koszulą, do połowy rozpiętą i czochrał jego dłuższe włosy. Skrzywił się lekko.
- Nie może padać, prawda? – spytał z nadzieją, spoglądając na Kingę.
Dziewczyna poklepała go po pupie i ruszyła w kierunku stołu.
- Nie martw się, nie zapowiadali na dziś deszczu. Możesz być spokojny – to mówiąc położyła na stole reklamówkę z kromkami chleba i pętami kiełbasy.
Chłopak podrapał się po głowie, wciąż zerkając na chmury, czy ich wielkość i biel powinny być uspokajające, czy wręcz przeciwnie.
- Może byś nam pomógł, kretynie jeden? – Konrad zmierzał w ich stronę, obładowany połamanymi gałęziami. – Później usadzisz dupe i będziesz wpieprzać kiełbachy?
- Spokojnie, wszystko pod kontrolą – uniósł do góry rozwartą dłoń, w geście uspokojenia kolegi. – Ktoś tu musi dowodzić, prawda? Staram się przewidzieć pogodę…
- Od kiedy ty jesteś szamanem? – spytał Krzysiek, wybuchając śmiechem, rozbawiony własnym dowcipem.
Adrian popatrzył na niego wrogo, mrużąc oczy.
- Przypominam, że to JA przywiozłem najwięcej prowiantu, więc należą mi się chyba jakieś względy? - uniósł głowę do góry, udając urażonego.
Jednak po chwili zauważył Elizę schodzącą ze wzgórza. Była wyraźnie zła, otaczała się ramionami, wpatrzona w drogę przed sobą. Była sama, bez Damiana. To nie wróżyło nic dobrego… Wyjęła z kieszeni bluzy paczkę papierosów i zapaliła jednego, porządnie się zaciągając. Zwolniła, pozwalając swoim włosom częściowo zakryć swoją twarz. Minęła kolegów, przygotowujących ognisko.
- Hej, a gdzie zgubiłaś swojego…
- Odwal się, ostrzegam cię – przerwała szybko Krzyśkowi, nie obdarzając go ani jednym spojrzeniem.
Siadła na piasku i wyjęła z drugiej kieszeni bluzy puszkę piwa. Każdy obserwował ją zaniepokojony. Krzysiek i Kinga wymienili się porozumiewawczymi spojrzeniami. Coś było nie tak. A mieli nadzieję, że to ognisko będzie radosne i pełne humoru. Już widać, że co najmniej jedna osoba nie będzie się za dobrze bawić.
- Cześć – odezwała się Iza, przerywając ciszę, kiedy każdy obserwował ze zmartwieniem samotnie siedzącą Elizę.
Wszyscy obejrzeli się na dziewczynę i jej kuzynkę, a Marta w jednej chwili poczuła moc oskarżycielskich spojrzeń. Nic nie mówili, a jednak w ich oczach było od groma pretensji.
- Chyba… nie powinno mnie tu być – dziewczyna poczuła łzy napływające do oczy. Szybko odwróciła się i pobiegła w kierunku dużego wzgórza.
Znowu coś spieprzyła, choć nic nie zrobiła. Jak ona to robi?? Przywitali ją takimi spojrzeniami, że miała teraz tylko ochotę spakować swoje rzeczy i wrócić z powrotem do Warszawy. Już wystarczająco tutaj nabroiła.
Czyjaś ręka mocno ścisnęła jej ramię. Zatrzymała się przestraszona i obejrzała do tyłu, szybko rozcierając wierzchem dłoni łzy na policzkach.
- Chodź – powiedział cicho Konrad. Widział, że dziewczyna już otwiera buzię, jednak szybko przyłożył palec do jej ust. – I ani słowa.
Otoczył ją ramieniem i poprowadził z powrotem, gdzie czekała grupka ich znajomych, przygotowujących ognisko. Już nie patrzyli na nią z pretensjami, raczej mieli spuszczone głowy, lekko żałując swojego zachowania.
- Gratulacje – odezwał się Konrad. Zaklaskał w dłonie. – Dziewczyna na pewno bardzo miło się poczuła. Nie rozumiem, czemu wszyscy macie do niej pretensje za tą sytuację – odwrócił się i spojrzał na Elizę, siedzącą wystarczająco daleko, by nie słyszeć rozmowy. – Nie powinno nas to obchodzić. To wyłącznie ich sprawa. Damiana, Elizy i Marty. Oni zdecydują co będzie. Zupełnie nie rozumiem, jak możecie mieć o coś do tej biednej dziewczyny pretensje? Czy ona zmusza go do czegoś?
- To nie tak… - odezwała się cicho Michalina. – Marta, ty niedługo wyjeżdżasz… Baliśmy się, że Damian się od nas odsunie. Póki wszyscy byliśmy w paczce, było ok. A teraz… nie wiem jak to będzie.
- Myślisz, że ja wiem jak to będzie? – spytała cicho Marta. – Nie chcę problemów… Chcę tylko…
- Niech zgadnę? Pysznej kiełbaski z ogniska? – odezwał się Adrian.
Wszyscy spojrzeli na niego lekko zaskoczeni.
- Rozpalamy? – spytała Iwona, dając reszcie do zrozumienia, żeby zapomnieć o tej rozmowie i zająć się w końcu przyjemną częścią wieczoru.
Wszyscy naraz wrócili do organizowania ogniska. Sytuacja się wyprostowała, nikt już nie patrzył na Martę z pretensjami czy z podejrzeniami. Najbardziej cieszyło to Izę, która nie czuła się za dobrze w tej sytuacji. Marta była jej gościem i to Iza była tą osobą, która „wprowadziła lekki nieład” do ich paczki. Teraz sama miała sobie za złe, że w taki sposób myślała o Marcie. W końcu nic złego się nie działo…
Chłopaki przynieśli już wystarczająco dużo gałęzi, postanowi więc powoli rozpalać, ponieważ wszyscy byli już bardzo głodni.
- Chyba naraz zjem dwie, bez kitu – powiedział Krzysiek, masując się po brzuchu. – Kto mi usmaży? – rozejrzał się po koleżankach.
- Marzyciel! – fuknęła Iwona. – A Damian, to pewnie przyjdzie na gotowe… - dziewczyna nabiła trzy kiełbaski na patyk. Popatrzyła na Krzyśka, śliniącego się na ten widok. – Nie ma mowy! To nie dla ciebie. Muszę jedną upiec dla tamtej, co się tak izoluje – ruchem głowy wskazała na daleko siedzącą Elizę.
- Ja może pójdę sprawdzę, czy z nią wszystko w porządku. Mam nadzieję, że miała tylko jedno piwo… - odezwała się Kinga.
Marta odprowadziła ją wzrokiem, kiedy dziewczyna zniknęła w ciemności. Było już mroczno, jedynym źródłem oświetlenia były teraz wysokie płomienie ognia. Patrzyła jak chłopaki obok wygłupiali się, chodząc na rękach i sprawdzając się kto dłużej wytrzyma. Dziewczyny siedziały obok i naśmiewały się z nich.
Ona sama wciąż czuła się lekko obco w ich towarzystwie. Jakby była skrępowana, że może nadal jest przez nich nie zaakceptowana…
Głośne chrząknięcie po drugiej stronie ogniska. Marta podniosła wzrok. Pomiędzy wielkimi językami ognia dostrzegła Damiana. Popatrzyła na niego okrągłymi oczami.
- Musimy porozmawiać, możemy się na chwilę oddalić? – spytał cicho, nie chcąc wcale przebijać się przez głośne komentarze ze strony znajomych, którzy wygłupiali się, nie zauważywszy go jeszcze.
Dziewczyna kiwnęła głową i ruszyła z nim, zdając sobie sprawę, że hałas za nimi ucichł, czuła na sobie ciekawskie i poruszone spojrzenia. Patrzyła co chwilę na chłopaka, jednak było za ciemno, by mogła coś wyczytać z jego wyrazu twarzy. A była pewna, że coś by jej powiedział.
Usiedli na piasku, wystarczająco daleko od palącego się ogniska.
- Czy ma z tym coś wspólnego zachowanie Elizy? – spytała w końcu. – Coś wyraźnie ją zdenerwowało, zasmuciło…
- Nie jestem już z nią – przerwał jej krótko.
Krótki szelest, odgłos zapalniczki i płomień, oświetlający jego twarzy.
Nie zauważył zaskoczonej miny Marty. Płomień zgasł, pozostawiając go w niewiedzy. On jednak podszedł do tego zerwania strasznie spokojnie.
- Przykro mi. Jeśli nie chcesz o tym rozmawiać…
- A myślisz, że po co cię tu zaciągnąłem? – spytał cicho. Co jakiś czas zaciągał się papierosem i wypuszczał głośno dym z ust. – Dopiero kiedy poznałem ciebie… zdałem sobie sprawę, jak nieodpowiednią dziewczyną była dla mnie Eliza.
Marta na te słowa chciała się szybko poderwać, ale Damian złapał jej rękę.
- Świetnie, czyli co, zerwałeś z nią przeze mnie? Wspaniale, teraz to w ogóle będę okropnie wyglądać w oczach wszystkich…
- A co oni mają do rzeczy? To wyłącznie moja decyzja. Nie zmuszałaś mnie do niczego – ponownie zaciągnął się papierosem, oświetlając przy tym na chwilę swoją twarz. Dopiero teraz zauważyła, jak głęboko wpatruje się w jej oczy. – A ja nie mogę przestać o tobie myśleć, sam nie wiem czemu… Wiem, że i ty mnie polubiłaś.
Patrzyła na niego, kręcąc powoli głową.
- Uwierz, nie chcesz ze mną być. Tylko cię skrzywdzę – nie wierzyła, że właśnie to powiedziała.
Spuściła wzrok na swoją dłoń, bawiącą się piaskiem. Jednym ruchem drugiej dłoni przerzuciła do tyłu zasłonę włosów, które opadły, zakrywając jej twarz. Daniel pomógł jej, delikatnie zakładając kosmyk cienkich włosów za ucho.
- Może bywałaś w nieodpowiednich związkach, ale to przeszłość. Ze mną coś takiego cię nie spotka – mówił niezwykle poważnie, ale zarazem przyjemnie. Prawie położył się na piasku, oparty tylko na łokciu. Powoli dosięgnął jej dłoń leżącą na obok, zaczął delikatnie muskać opuszkami palców, przyprawiając ją o dreszcze. Wyrzucił dopalonego peta by wolną ręką dotknąć jej ramienia, na którym wystąpiła już gęsia skórka.
- Muszę pobyć trochę sama… Wyrzucić z głowy niepotrzebne… rzeczy…
- Możesz pobyć ze mną. A ja pomogę ci pozbyć się tych… rzeczy – szepnął, podnosząc się powoli w kierunku jej szyi.
Czy miłość do Adama jest fatycznie czymś, co szybko da się usunąć?
Czy można miłość w ogóle nazwać „czymś”, jeśli znaczy dla człowieka tak wiele, jeśli towarzyszy przez tak długi czas, kiedy wszystko inne zmienia się tak szybko i tak bardzo?
- Nie wiem, czy będziesz w stanie…
- A dasz mi spróbować? – delikatnie pocałował ją w szyję. – Nie wiesz, jak wiele mogę. Nie jestem typem chłopaka, który myśli tylko o swoich przyjemnościach. Zupełnie inaczej podchodzę do związku…
- Jednego dnia zrywasz z jedną dziewczyną i całujesz po szyi inną. Co dobrego mam w tej chwili o tobie pomyśleć? – syknęła, zaskoczona swoją wrogością. Nagle zdała sobie sprawę, że faktycznie nie powinna zawracać głowy temu chłopakowi. Nie zasłużył, żeby być jej kolejnym trofeum.
- Z Elizą praktycznie nie byłem od dawna, staraliśmy się jednak udawać parę… To znaczy… no dobra, ja czułem się jakbym grał w teatrzyku, bo ona chciała mnie zmusić, bym z nią był, groziła, że sobie coś zrobi. Ale ile mogłem w tym trwać, w związku z litości… - sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów, ale ostatecznie się rozmyślił. Marta nie lubiła, jak palił. Gdyby tylko mógł ujrzeć jej twarz, widziałby, jak zaczyna krzywić usteczka, widząc jego rękę wędrującą do koszuli.
- Nie przyjechałam do Sopotu, złamać kolejne serce – jej głos powoli się załamał, słysząc to wstała szybko.
Damian też zerwał się na równe nogi, zdziwiony tym, co usłyszał.
- Mówiłaś, że to ty byłaś raniona – powiedział głośno, kiedy oddalała się powoli.
Dziewczyna zatrzymała się, stała nieruchomo przez chwilę. Odwróciła powoli głowę do tyłu.
- Byłam raniona… przez samą siebie. Bo nie umiałam określić czego naprawdę chcę i wiązałam się z nieodpowiednimi osobami.
- Więc obawiasz się, że ja też mogę być tym nieodpowiednim?
Spojrzała na jego sylwetkę, majaczącą w ciemnościach, choć nie stał wcale tak daleko. Na szczęście nie widziała jego twarzy i oczu. Sądząc z jego głosu, przemawiał przez niego smutek i uczucie, którym ją obdarzył, niewiadomo kiedy i jak.
- A może boję się właśnie, że możesz być tym odpowiednim, a ja ciebie tylko skrzywdzę – jęknęła.
Cieszył się, że nie widzi jej łez, choć słysząc jej płaczliwy głos, czuł lekkie kucie w sercu. Stała tam niewinnie, mała, filigranowa, w bluzeczce na cienkie ramiączka i dżinsach zwężonych na dole. Włosy zakrywały jej gołe ramiona a ciemność schowała w sobie jej uczucia, wymalowane na tej dziewczęcej i smutnej twarzy.
Objęła ramiona rękoma, czując dokuczliwie coraz bardziej zimno.
Czekała chwilę, aż chłopak się do niej odezwie.
Milczał.
Odwróciła się i powędrowała w stronę palącego się ogniska. Gdzieś wśród ich wspólnych rzeczy leżała jej bluza.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
Klaudia, może najwyższa pora, aby dokończyć tą historię? Jest bardzo ciekawa, naprawdę :)
Prześlij komentarz