poniedziałek, 12 listopada 2007

Rozdział 33

Dziewczyna wbiegając po schodach, starała się związać włosy w solidnego kucyka. Zderzenie z bratem nie wchodziło w rachubę, toteż zmierzyła go porządnie wzrokiem.
- Siostra, nie mam dziś dobrego humoru, więc lepiej nic nie mów – mruknął, mijając go.
- Grzesiek, jakby co, to zawsze możemy pogadać – obejrzała się za nim, sprawdzając solidność swojego kucyka.
Chłopak tylko machnął ręką w jej kierunku. Nie bardzo wiedziała, czy było to podziękowaniem za troskę, czy raczej niemiłym gestem?
Wbiegła na górę i ruszyła do pokoju kuzynki, gdzie ta zaszyła się bez słowa zaraz po obiedzie.
Zapukała cicho i powoli otworzyła drzwi. Marta leżała na łóżku wpatrując się bez konkretnego celu w sufit.
- O czym tak rozmyślasz? Nie mów, że Damian tak ci zawrócił w głowie? – zagadnęła, siadając obok niej.
Marta podniosła się i usiadła, kurcząc pod sobą nogi.
- Może i by to było dobrym rozwiązaniem. Niestety w mojej głowie wciąż siedzi Adam – mruknęła, przykładając usta do kolan. – Zaczyna mnie to denerwować, ja muszę o nim zapomnieć.
- Co on takiego zrobił? Zwykle jak pojawia się nowy facet, z łatwością zapomina się o tych poprzednich. Z tego co opowiadałaś, ostatnio dużo ich się pojawiało w twoim życiu. Ty jednak wciąż w głowię miałaś tylko jego...
Marta spojrzała na nią i wydęła usta, wypuszczając głośno powietrze.
- Przysięgam ci, w życiu nie spotkałam nikogo takiego, jak Adam. I naprawdę, nie mam pojęcia jak on to robi... Uwielbiam go...
- Marta, to czemu udajesz, że nie chcesz z nim być, to idiotyczne! – oburzyła się.
- Nie jestem dla niego. To że ja chcę z nim być, nie znaczy, że mogę z nim być. Nie możemy się dogadać, kłócimy się, bo różnica wieku sprawia, że nasze poglądy znacznie się różnią. Nasz związek nie potrafi przetrwać nawet tygodnia. Nie zmarnuję mu życia... – dziewczyna spuściła wzrok, wpatrując się w swoje bose stopy.
- Czyli lepiej ranić samą siebie i kolejnych chłopaków, którym robisz ciągle nadzieje, choć wiesz, że to nie wyjdzie? – Iza popatrzyła na nią litościwie. – Mam do ciebie żal, kuzynko. Szukasz chłopaków tylko po to, by zapomnieć o Adamie, choć wiesz, że powodzenie jest mało prawdopodobne... – wstała i odsłoniła zasłonki, zdała sobie sprawę, że w pokoju jest za ciemno. Na zewnątrz była ładna, słoneczna pogoda. Obejrzała się na Martę, na której twarzy zagościł smutny wyraz twarzy. Ona zdawała sobie doskonale sprawę z tego, co mówiła jej Iza.
- Masz rację... Ale co ja mogę w takiej sytuacji zrobić?
- Marta... nie zachowuj się jak dziecko... Aha i jeszcze jedno. Lubię Damiana, to jeden z najbardziej rozważnych chłopaków w naszej paczce. Nie wykorzystuj go dla swoich własnych potrzeb, proszę cię. Nie skrzywdź go.
Marta spojrzała przestraszona na kuzynkę. Poczuła się trochę głupio. Co może odpowiedzieć, jak sama wie jak jest? Poznaje chłopaka i naiwnie wierzy, że ta znajomość pomoże jej zapomnieć o Adamie. Może podświadomie zawsze jej się wydaje, że właśnie TEN jej w tym pomoże...
- Zdawało mi się, że rozmawiałaś z kimś przez telefon? – zwinnie zmieniła temat.
Mina Izy uświadomiła jej, że zorientowała się, że było to celowe. Jednak postanowiła się ugiąć, i zostawić teraz tamten temat.
- Taak... Dzwonił Adrian. Zamówił bilety na 19 do kina. Podobno strasznie dobra komedia, ale oczywiście sam nie pamięta tytułu – zaśmiała się i pokręciła głową.
- O, to świetnie, jakieś urozmaicenie, zawsze to coś – Marta uśmiechnęła się.
Miała nadzieję, że tamten temat jest już za nimi, jednak po wyrazie twarzy Izy widziała, że dziewczyna będzie mieć ją na oku, jeśli chodzi o Damiana.
Ale ona nie miała najmniejszego zamiaru go krzywdzić, nigdy nikogo nie chciała skrzywdzić. Po prostu... tak wychodziło.

Młody kasjer co chwila spoglądał na nią, nie mogąc się skupić na swojej pracy. Bawiło ją to, ale też zaczynało lekko denerwować. Nie mogła się spóźnić, Iza pewnie już na nią czeka.
- Przepraszam, trochę się spieszę... Czy mógłby pan...?
- Tak, oczywiście. To będzie razem dwanaście złotych, dziewięć groszy – chłopak wyraźnie się zawstydził.
Marta szybko zapłaciła i w biegu pakowała rzeczy do torebki, wychodząc ze sklepu. Wyciągnęła telefon z kieszeni i przechodząc przez ulicę, zaczęła pisać smsa do Izy. Ledwo znalazła się po drugiej stronie, a usłyszała czyjeś wołania. Odwróciła się, a na jej twarz opadła zasłona gładkich i cienkich włosów.
Po drugiej stronie stał Damian i czekał, aż zapali się zielone światło. Robił do niej śmieszne minki, udając niezadowolenie czekaniem. Marta uśmiechnęła się do niego uspokajająco, zapewniając go tym samym, że na niego poczeka. Przypomniała jej się dzisiejsza rozmowa z Izą.
Nie skrzywdź go.
Patrzyła, jak z uśmiechem zbliża się do niej. Był sympatyczny, przystojny. Nie skrzywdzi go. Poza tym, on jest z Elizą, a ona raczej nie wypuści go łatwo z rąk...
Kiedy już znalazł się przy niej, otoczył ją ramieniem i zaczął prowadzić ze sobą w innym kierunku, niż ona początkowo zamierzała.
- Co słychać? Dzwonił ktoś do was w sprawie dzisiejszego seansu? – zagadnął.
- Tak, właśnie szlam do domu, Iza na mnie czeka...
- Oj daj spokój – przerwał jej. Wyjął z kieszeni telefon, poszperał w nim chwilę i po chwili przyłożył go do ucha. – Cześć. Właśnie porywam twoją podopieczną. Spotkamy się na miejscu, dobra? – wsłuchiwał się chwilę w to, co mówiła dziewczyna po drugiej stronie. Zrobił nieciekawą minę, jednak jak przeniósł wzrok na Martę, uśmiechnął się zabawnie. Wydawał się już nie słuchać, co mówiła Iza. – Ależ oczywiście, trzymaj się – to mówiąc przerwał połączenie.
Włożył telefon do kieszeni spodni i wskazał na ławkę, obok której przechodzili. Zrozumiała, że chciałby usiąść na chwilę.
- Pokłóciłyście się? Była trochę... niezadowolona, że idziesz ze mną – zaczął się sam nad tym zastanawiać.
Wyjął z kieszeni spodni lekko pogniecioną paczkę papierosów. Wyciągnął jednego i zapalił, zaciągając się mocno. Marta patrzyła na niego, krzywiąc się.
- Więc? – spytał, spoglądając na nią. – Co Izę ugryzło?
- Nie wiem – mruknęła, odganiając od siebie ręką dym z jego papierosa. – Może w domu coś nie tak...
- Eeee – zaskrzeczał. Zaciągnął się znowu, robił przy tym śmieszną minę, jakby całą swoją uwagę skupiał na tej czynności. Położył rękę na oparciu ławki za plecami Marty. Jednak nie było to próbą objęcia jej. Podejrzewała, że nawet nie chodziło mu to wcale po głowie. – Iza nigdy nie miała czym się przejmować w domu, coś ukrywasz moja droga, ale ja się wszystkiego dowiem, zobaczysz – syknął.
Spojrzała na niego okrągłymi oczami, lekko zaniepokojona. Ten widząc jej minę, wybuchnął śmiechem.
- Nie no, jesteś przeurocza – stwierdził.
Marta znowu zrobiła okrągłe oczy, ale tym razem odwróciła głowę w drugą stronę, nie chcąc mu pokazywać swojej miny.
Szkoda, że jest zajęty...
A może na szczęście? Dla niego?
Obejrzała się na niego, widząc, że wstaje. Rzucił na ziemię peta i przygniótł go butem. Włożył ręce do kieszeni spodni i ruchem głowy dał jej znać, że mogą iść dalej.
Damian poprowadził ją przez park, twierdząc, że w ten sposób będą dwa razy szybciej na miejscu. Dziewczyna udawała, że ogląda las z każdej strony, by móc czasem zerknąć na jego profil. Był zamyślony i jakby skupiał myśli na jakiejś jednej konkretnej sprawie, nie mając zamiaru rozmawiać z nią przez ten czas.
Nie wiedziała tylko, że on doskonale wiedział, że dziewczyna go obserwuje i po prostu chciał jej to umożliwić.
Nagle spojrzał na nią, przyłapując ją na obserwowaniu jego.
- Chciałaś się mnie o coś zapytać? – starał się być poważny, ale ledwo powstrzymywał śmiech.
- Daleko... jeszcze? – wyjąkała.
Ale właśnie zauważyła grupkę znajomych, stojących w cieniu drzewa. Niektórzy z nich obrzucali ich dziwnymi spojrzeniami, kiedy powoli zbliżali się do nich. Martę niepokoiły te spojrzenia, Damian jednak zdawał się nic z tego nie robić.
- Zobaczcie kogo znalazłem błąkającego się po ulicy – oznajmił do znajomych.
- Dłużej się nie dało? – mruknął Krzysiek. – Myśleliśmy, że już nie przyjdziecie, że wolicie spędzić dzień tylko we dwoje.
Spojrzał na Elizę, spotykając się z jej morderczym spojrzeniem.
- Chodźcie do środka, nie róbcie scen – mruknął Damian, całując swoją dziewczynę w policzek, co wcale jej nie uspokoiło. Zerknęła tylko szybko na Martę, chcąc jej pokazać swoją złość.
Ta jednak nie patrzyła na nią. Wyjęła telefon z torebki, czując wibracje. Odłączyła się od paczki, zostając na zewnątrz, kiedy oni weszli już do środka. Już miała odebrać połączenie od siostry, kiedy jej telefon rozładował się na dobre.
- Cholera – syknęła, tupiąc nogą.
- Coś się stało? – usłyszała obok nieznajomy głos, aż wyraźnie drgnęła.
Obok niej stało trzech trochę wyższych chłopaków z ucieszonymi minami.
- Sama? Może potowarzyszymy ci na seansie?
- Dziękuję… - skrzywiła się. – Ale zdecydowanie NIE skorzystam.
- A może jednak wymienimy się telefonami i któregoś dnia coś razem… wykombinujemy? – spytał jeden, podchodząc bliżej i wyjmując ręce z kieszeni. – Możesz mi przypomnieć swoje piękne imię?
- Nie przedstawiałam ci się – syknęła, zaciskając ze złości zęby. Chciała przejść obok nich, jednak umiejętnie zastawili jej drogę. – Odsuńcie się…
- Nie szukajcie problemów, macie przed sobą małą, niepozorną agentkę – usłyszeli głos z tyłu.
Naraz odwrócili się i spojrzeli na Damiana. Stał już z kolejnym papierosem w buzi i zapalał go zapalniczką. Spojrzał oczekująco na chłopaków, rozkładając ręce.
- Coś się stało? Wciąż tu jesteście? – udał zdziwionego. – Marta, pokaż im ten pistolet, może się przestraszą i obejdzie się bez strzelaniny.
Chłopaki spojrzeli na niego jak na nienormalnego i odeszli, patrząc na niego i pukając się w czoło.
Marta stała z poważną miną, po czym podeszła szybko do Damiana i wybuchnęła śmiechem.
- Ty jesteś nienormalny – pisnęła, uderzając go lekko pięścią w pierś.
Poczuła się jednak lekko zmieszana swoim zachowaniem.
Dziewczyno co ty znowu wyprawiasz? Zostaw go w spokoju. Zostaw, póki jeszcze nie jest za późno. Znowu upatrzyłaś sobie trofeum? Czyjeś serce, kolejne do zniszczenia? Chłopak wydawał się ją polubić od razu, mogło się to okazać zgubne.
Przekręciła głowę lekko w bok, patrząc badawczo na jego uśmiech. Zaciągnął się znowu papierosem, spotykając się z jej krzywiącymi się ustami. Nie podobało jej się to. Eliza nie miała mu tego za złe, sama paliła jak nałogowiec…
On również przekręcił głowę, tylko w drugą stronę, marszcząc przy tym brwi.
Gdyby tak postawić je obok siebie, to jak zestawić dobro ze złem… Czasami ostrą i wulgarną Elizę i łagodną i kruchą Martę o uśmiechu tak uroczym i zaraźliwym…
W drzwiach budynku pojawił się Adrian i gwizdnął przeraźliwie głośno.
- To już przestaje być śmieszne, naprawdę! – krzyknął, nie będąc wcale zadowolonym. – Ostrzegam was w imieniu wszystkich!
Adrian machnął ręką i wszedł do środka, trzaskając drzwiami. Ruszył w kierunku grupki znajomych, lekko oburzonych stojących przy kasie, jednak zwrócił uwagę na Elizę, stojącą przy szybie i patrzącą na zbliżającą się do budynku parę. Poruszała bezgłośnie ustami, obserwując ich morderczymi spojrzeniami.
- A co ty skarbie sama do siebie mówisz? To są pierwsze objawy choroby – oznajmił troskliwym głosem, otaczając ją ramieniem.
- Widzisz, niestety muszę – mruknęła, odtrącając jego rękę. – Mój chłopak woli towarzystwo Marty i nawet się z tym nie kryje… Ale ta mała suka jeszcze pożałuje – dodała ciszej.
- Co? Słucham? – Adrian nachylił się nad nią. – Eliz, to kuzynka Izy, uważaj. Jestem pewien, że Damian po prostu próbuje być miły, choć zgodzę się z tobą, czasami przesadza… - obejrzał się i zobaczył parę wchodzącą do kina. – A ona niedługo wyjedzie, przeczekaj.
Adrian odszedł od niej i podbiegł do grupki znajomych, zaczynających obrzucać pretensjami Martę i Damiana. Oboje stali skruszeni, wysłuchując uwag, po czym zaczęli się tłumaczyć.
- Mam nadzieję, że wyjedzie, bo inaczej pożałuje, że na niego spojrzała – powiedziała do siebie przez zęby Eliza, obserwując ich z daleka.

Brak komentarzy: