Tak, to właśnie lubiła w Sopocie. Późną porą panuje tu taka cisza, że słychać było tylko świerszcze grające gdzieś w oddali. No i nie bała się wracać w ciemności z Izą z pubu. Nie było tu tak niebezpiecznie, mogła nawet śmiało przyznać, że tutejsze okolice były bardzo spokojne i nigdy nie dochodziło tu do żadnych nieciekawych sytuacji.
Obie dziewczyny były w znakomitym humorze, lekko poprawionym alkoholowymi trunkami.
- Iza, serdeczne dzięki za dzisiaj. Za użyczenie mi swoich przyjaciół – Marta chichotała cicho pod nosem. – Dzisiaj poczułam się tak normalnie… nawet nie wiesz jak miło było zapomnieć o wszystkim… co złe… I ta świadomość, że wszyscy źli ludzie zostali w Warszawie, a tutaj zostałam tak ciepło przyjęta…
Iza zaśmiała się, obejmując Martę. Było trochę chłodno, dlatego też jak szły blisko siebie, ogrzewały się nawzajem ciepłem swoich ciał. Wiał lekki wiatr, poruszając ich włosami. Przyspieszyły, czując coraz większy chłód.
- Cieszę się, ale czy nie za bardzo sentymentalnie podeszłaś do tego dnia? – mruknęła, ziewając przy tym, bez skrępowania szeroko otwierając buzię.
- Bo mnie połkniesz – Marta przyłożyła dłoń, zasłaniając dziewczynie usta. – Niby tak, masz rację. Może twoi znajomi tylko stwarzają pozory miłych. Ale… muszę ci się przyznać, że… ktoś mi wpadł w oko…
- Tak, wiem – przerwała jej Iza, poważniejąc. Były już przed furtką, jednak dziewczyna zagrodziła wejście, poważniejąc. – I właśnie o tym muszę z tobą porozmawiać.
- Och… nie chcesz żebym się wiązała z żadnym z twoich znajomych? – spytała domyślnie, spuszczając wzrok. Po chwili podniosła go i spojrzała na kuzynkę uśmiechnięta. – Ale nie myśl sobie, że ja tylko chcę się zabawić czyimś kosztem, że to tylko tak… Damian naprawdę…
- Trzymaj się od niego z daleka – ostrzegła ją surowo Iza. Nie żartowała.
Marta wydała się być zmieszana. Poczuła się głupio. Otworzyła buzię, chcąc coś powiedzieć, ale zaskoczyła ją niemiła postawa kuzynki.
No tak, koniec z „pożyczaniem” znajomych.
- Nie chcę byś mnie źle zrozumiała – Iza powoli złagodniała, opierając się o furtkę. Wyjęła z kieszeni klucze. – Damian jest chłopakiem Elizy. Widziałam jej wzrok, jak cały wieczór gadaliście oboje. Znam ją i uwierz, że potrafi być podła. I nie będzie cię oszczędzać, tylko dlatego, że jesteś moim gościem.
- Mogłaś mi to powiedzieć od razu. Nie rozmawiałabym z nim wtedy tak zawzięcie – dziewczyna objęła się obiema rękami i spojrzała przed siebie, na odległy koniec długiej ulicy. – Nie mam zamiaru rozbijać czyjegoś związku.
Iza z uspokajającym uśmiechem otworzyła szeroko furtkę i wskazała ręką Marcie, żeby przeszła pierwsza.
Pomimo późnej pory, mama Izy siedziała jeszcze w pokoju i oglądała po cichu telewizję.
- Mamo, ty jeszcze nie…
- Wróciłyście wreszcie – przerwa jej kobieta, wstając. – Wiesz dobrze, że Marta miała dziś ciężką podróż, a ty już pierwszego dnia wyciągasz ją do tego baru. W ogóle nie pomyślałaś, żeby się jej spytać.
- Ale ciociu, nic się nie stało – dziewczyna podeszła do niej i przytuliła ją. – Czuję się o wiele lepiej, niż gdybym została w domu i leżała bezczynnie. Znajomi Izy są zwariowani, ale przy nich moje smutki odeszły na dalszy plan. Było w porządku, naprawdę.
- Tylko Martuniu, nie wzięłaś telefonu i twoja siostra nie mogła się dodzwonić, aż w końcu zadzwoniła do nas na domowy numer. Jej samej nie spodobał się ten wasz dzisiejszy wypad.
Dziewczyna przybrała buntowniczy wyraz twarzy.
- Mojej siostrze nic do tego. Ona się o mnie ciągle martwi, nie daje mi chwili wytchnienia.
- Ja bym się cieszył, gdyby moje siostry się tak o mnie martwiły – powiedział Grzesiek, schodząc ze schodów. Zatrzymał się przed lustrem i zaczął się w nim przyglądać.
Obie dziewczyny zmierzyły go wzrokiem, widząc, jak wiele pracy musiał włożyć w to jak teraz wyglądał. Ten jednak dalej się przeglądał, przeczesując włosy, delikatnie układając je przy pomocy żelu.
- A ty gdzieś się wybierasz? – Marta podeszła do niego, i pokazała mu swój podejrzany uśmiech w odbiciu lustra.
- Tak. Właściwie, to jestem trochę spóźniony. Trochę bardziej, niż trochę – przestał zajmować się włosami i odwrócił się, by spojrzeć na dziewczynę. – Ale ale… Widzę, że jesteś bardzo zadowolona. Widocznie któryś z kumpli mojej siostry wpadł ci w oko – dodał, nachylając się do niej, szturchając ją lekko w ramię.
Dziewczyna otworzyła szeroko oczy.
- A widzisz tu jakiegoś?
- Dowcipnisia – mruknął i sięgnął po kurtkę, wiszącą za jej plecami. – Teraz nie widzę żadnego, bo go porządnie schowałaś. Ale już ja znam takie małe, podstępne dziewczynki. Owijacie sobie nas wokół palca, a my tracimy dla was głowę… - zobaczył dziwnie przestraszony wyraz twarzy kuzynki. – Sorry, źle zniosłem rozstanie z dziewczyną.
Marta odprowadziła go wzrokiem, kiedy szybko zniknął za drzwiami. Spojrzała na Izę i ma swoją ciocię, jednak te nie wykazywały zdziwienia tą sytuacją.
- To było jego normalne zachowanie? – zastanawiała się na głos.
- Nasz Grzesiek zmienia dziewczyny częściej, niż myślisz – powiedziała kobieta, zbierając gazety i układając je na stoliku starannie. – On taki jest praktycznie zawsze. Dla niego kobiety to zło konieczne…
- Zło, bo go krzywdzą, a konieczne, bo bez nich nie może funkcjonować – dokończyła Iza, po czym wszystkie trzy zaczęły się śmiać, zapominając o pozostałych dziewczynach śpiących na górze.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz