Samochód zatrzymał się pod domem.
- Poradzicie sobie? Ja jestem spóźniony i musze jechać – powiedział chłopak, mając lekkie poczucie winy.
- Grzesiek, dziewczyny mi pomogą, dzięki że mnie przywiozłeś – Marta podkreśliła swoje podziękowania promiennym i szerokim uśmiechem.
Chłopak wycelował do niej groźnie palcem.
- Powiedzmy, że ci wierzę – syknął. – Ale za to będziesz musiała spróbować wieczorem pizzy w moim wykonaniu.
- Skoro karzesz – mruknęła smutno, podnosząc do góry ręce w geście poddania się.
Iza i Daria zaśmiały się razem z nią, patrząc na brata kręcącego głową. Machnął niedbale ręką i szybko wsiadł do samochodu, ruszając gwałtownie z chodnika. Marta patrzyła na oddalający się samochód, z przerażeniem zdając sobie sprawę, z jakim wariatem drogowym jechała przed chwilą.
- Grzesiek jest szalony – stwierdziła beztrosko.
- No cóż, dużo się u nas zmieniło – oznajmiła Iza, biorąc jedną z kilku toreb. – Ale ty też jesteś nie do poznania. W końcu ładnych parę lat się nie widziałyśmy.
Marta wzięła pozostałą torbę i dołączyła do dziewczyn. One również niezmiernie się zmieniły. W końcu minęło tyle lat. Iza stała się teraz wysoką i niezwykle szczupłą dziewczyną, za to o uśmiechu małej dziewczynki, okalanym krótkimi, chłopięcymi kosmykami blond włosów, mieniącymi się słomkowym odcieniem.
Za to Daria była mało podobna do młodszej siostry. Elegancka, troszkę grubsza i minimalnie niższa od Izy, wydawała się być jej przeciwnością. Dłuższe, farbowane na ciemny mahoń włosy dodawały jej dziwnej ponurości, falując delikatnie i błyszcząc niezwykle w świetle słonecznym. Mogła spokojnie uchodzić za dziewczynę z reklamy szamponu do włosów.
Widać jednak było, że znakomicie się dogadują. Czy ona to samo mogła powiedzieć o swoich relacjach z Magdą? Nie do końca… zdarzają się sprzeczki, i to nie rzadko. I ciężko jest określić czyja to tak naprawdę wina…
- A Lucyna i Weronika? – odezwała się nagle.
Obie równocześnie obejrzały się na nią niemiło.
- Proszę cię – fuknęła Daria, ściszając głos. – Są teraz w takim wieku, że są nie do zniesienia. Potrafią łazić za tobą krok w krok i pytać się o takie głupoty… przekonasz się sama.
Położyły torby z boku w przedpokoju i obie siostry poprowadziły gościa do kuchni, gdzie ich matka kończyła właśnie przygotowywanie kanapek. Odwróciła się do tyłu i przywitała dziewczynę z serdecznym uśmiechem.
- Witamy w Sopocie, Martuniu – ucałowała ją potężnie w oba policzki.
- Dzień dobry. Strasznie się cieszę z waszego zaproszenia. Nic lepszego nie mogło mnie spotkać – usiadła przy stole, zakładając nogę na nogę. – Ostatnio nieciekawie się działo u mnie. Wszystko się już ustatkowało, ale… nie mogłabym tam wytrzymać.
- Słyszałyśmy jaką akcję odwalił Artur – odezwała się niepewnie Iza, stojąc w progu kuchni. – Ale… Andrzej długo coś nie wraca.
Marta spojrzała na nią i otworzyła buzię, nie wiedząc za bardzo jak to powiedzieć. Przecież to wszystko jest takie niedorzeczne! W to się nie da uwierzyć.
- Opowiem wam później, to wszystko… nadaje się na niezłą książkę, słowo! – uśmiechnęła się sztucznie, chciała sprawić wrażenie obojętnej na te problemy, które zostały daleko za nią. Niestety tak naprawdę one wszystkie wciąż towarzyszyły jej w myślach, płynęły jak po oceanie, co jakiś czas dobijając do brzegu jej umysłu, przypominając jej o sobie.
- Jak zjesz, to pójdziemy na plażę, poznam cię z moimi znajomymi, już im o tobie opowiadałam…
- Nie wstydzisz się przedstawiać jej tych pijaków? – odezwała się głośno starsza kobieta.
Marta spojrzała zaskoczona na Izę, krzywiąc się lekko. Dziewczyna jednak uśmiechnęła się do niej uspokajająco.
- Mama wciąż żyje jednym zdarzeniem, kiedy to w moje urodziny chłopaki trochę się upili i pod moim oknem śpiewali mi sto lat – powiedziała cicho.
- Nie wiem mamo czemu wciąż jesteś zła – odezwała się Daria. – Nawet dobrze im szło, jeśli wziąć pod uwagę to, że było to śpiewanie na kilka głosów.
Obie siostry zaśmiały się głośno.
- Te chłopaki nie wyjdą ci na dobre – kobieta machnęła w jej kierunku drewnianą łyżką.
- Nie martw się ciociu, ja ich sprawdzę, a jak trzeba będzie, to ich doprowadzę do porządku – Marta mrugnęła okiem do Izy.
- Tobie też zawrócą w głowie, zobaczysz – mruknęła kobieta. – Iza bez nich dnia nie wysiedzi.
- Oj mamo, przesadzasz – dziewczyna zaczerwieniła się. Wystawiła język i zrobiła śmieszną minę do kuzynki.
Marta odwróciła głowę w bok i spojrzała w okno. Tyle lat nie była w Sopocie, jak dotąd nic się tu nie zmieniło, wszystkie ulice które mijała były takie, jakie je zostawiła jak stąd wyjeżdżała. Czy uda jej się wpasować wspomnienia w panującą tu teraz atmosferę? Czy uda jej się wymazać z tych wspomnień Adama? Na pewno nie szybko, z czasem… Zbyt dużo tego czasu będzie potrzebować. Ale może jeśli wkomponuje się w znajomych Izy, to jakoś ucieknie od przeszłości?
*
Dziewczyny siadły na piasku, patrząc na zachód słońca. Horyzont robił się coraz bardziej pomarańczowy, roztaczając swoją barwę coraz obszernym łukiem.
- Brakowało mi tego cholernie – odezwała się Marta. – Choć z drugiej strony… zwykle siedziałam tak tylko z Andrzejem…
- Zaskoczyłaś mnie tą historią – Iza pokręciła na boki głową, na wspomnienie opowieści dziewczyny. – Takie rzeczy nie dzieją się na co dzień… A to wszystko, co od ciebie dziś usłyszałam… Normalnie serial! – spojrzała na nią. Marta wystawiła twarz do przodu, chcąc oddać się ostatnim promieniom słońca.
- Są chwile, kiedy chciałabym, żeby to wszystko się nie wydarzyło. Żeby Andrzej i Artur nie przyjeżdżali… Żeby Daniel i Adam nie pojawiał się w moim życiu… Ale wydaje mi się, że tak po prostu chciało przeznaczenie – mówiła cicho i spokojnie, jakby czytała wiersz. – Nikt z nich nie był do tej pory tym jedynym…
- Nawet… Adam? O nim opowiedziałaś mi najwięcej, to z nim tak naprawdę byłaś. Marta, nie oszukuj sama siebie – powiedziała stanowczo. – Zobaczysz, ktokolwiek nie pojawi się na twojej drodze, ty i tak myślami będziesz wracać do Adama… Wciąż i wciąż…
Nagle z tyłu doszły je kobiece krzyki. Iza obejrzała się do tyłu i pomachała komuś wesoło. Po chwili dołączyły do nich cztery dziewczyny. Opadły gwałtownie na miękki piasek, zmęczone ściganiem się na dół. Wszystkie równo oddychały głęboko.
- Tak, a to są moje wariatki, poznaj je. Iwona, Kinga, Eliza i Michalina – wszystkie machnęły jej niedbale, wciąż nie mogąc złapać tchu. – A to jest właśnie Marta. Hej… A gdzie zgubiłyście chłopaków?
Kinga odetchnęła głośno i przewróciła się na plecy.
- Uciekłyśmy im. Oni zaraz dojdą, widziałaś kiedyś, żeby biegli trzymając otwarte puszki z piwem? – mruknęła.
Zaśmiały się głośno. Marta czuła, że koleżanki Izy są sympatyczne i nie będzie miała problemów z zaprzyjaźnieniem się z nimi.
- Słyszałyście coś? – spytała Kinga podnosząc głowę z piasku. – O nie, patrzcie na tych baranów, wiedziałam że coś kombinują! – wskazała palcem za głowami Izy i Marty.
Obie obróciły się i patrzyły, jak grupka chłopaków powoli schodzi po piaszczystym zboczu, trzymając w rękach po puszce piwa, a w buzi po róży. Wyjęli kwiaty i zaczęli nimi wymachiwać, próbując śpiewać jakąś piosenkę.
- Jej piękne czarne oczy, śnią się… - chłopak, który starał się złapać rytm o mało co nie wywrócił się, kiedy dopadła go ostra czkawka.
- Powiedzcie mi, czemu oni tak usilnie chcą nam pokazać jak bardzo nie wychodzi im śpiewanie? – mruknęła Michalina.
Marta położyła się, podpierając się na łokciach. Nie chciała już obserwować wygłupów chłopaków. Miała nadzieję, że to tylko taki popis na przywitanie. Z jednej strony była przyzwyczajona do dorosłych osób, zachowujących się poważnie. Choć nie ukrywała, że z chęcią na czas pobytu u Izy zapomni się i poczuje znowu smak szaleństwa, zapomni o tym, co dotąd ją spotkało. Będzie udawać, jakby tego nigdy nie było. Jakby od zawsze była tutaj, szczęśliwa, zwariowana… niedojrzała.
Chłopaki wreszcie stanęli przy dziewczynach. Spojrzeli zaciekawieni na Martę i otoczyli ją. Klęknęli na jedno kolano i wyciągnęli do niej kwiaty.
- Jesteśmy zaszczyceni, że możemy cię poznać. Jestem Krzysiek – powiedział chłopak niezwykle poważnie i poetycko.
- Konrad.
- Damian.
- Adrian.
Marta zachichotała rozbawiona ich udawaną romantycznością. Wzięła wystawione w jej stronę kwiaty i położyła obok siebie. Oni widocznie na coś czekali, bo trwali w takiej samej pozie bez słowa.
- Dziękuję, spocznijcie – odezwała się w końcu. Skryta za ciemnymi szybkami okularów mogła przelotnie spojrzeć na pozostałe dziewczyny. Uśmiechały się sztucznie, patrząc na kolegów, widocznie lekko zazdrosne o tak niezwykłe przyjęcie.
Chłopaki usiedli i zajęli się piciem piwa.
- Kogo to był pomysł z tymi kwiatami? – spytała Eliza.
- Adriana – mruknął Konrad, zapalając papierosa. W ostatniej chwili wyciągnął paczkę w stronę dziewczyn, chętny poczęstować. – Ja od początku mówiłem, żeby wjechać na plażę na osiołku – dodał, chowając paczkę do kieszeni na piersi swojej hawajskiej koszuli.
- Ale po co? – odezwała się Marta. – Cztery osiołki w zupełności wystarczą.
Chłopaki spojrzeli na nią z otwartymi buziami, nie rozumiejąc do końca. Dziewczyny wybuchnęły głośnym śmiechem, jeszcze bardziej tym rozbawione. Chłopakom się to najwyraźniej nie spodobało, że zostali wyśmiani, a nawet nie wiedzieli za co.
- Iza, kiedy twoja kuzynka wyjeżdża? – odezwał się Adrian i uniósł do góry głowę, demonstrując swoją urażoną minę.
- Uważaj lepiej. Marta ma za sobą pracę na posterunku policji. Wie jak się obchodzić z bronią – ostrzegła kolegę.
- Mmmm – zamruczał Krzysiek, patrząc uwodzicielsko na dziewczynę. – Zawsze pociągały mnie ostre laski.
- Taka ze mnie policyjna laska, jak z was romantyczni amanci na osiołkach – powiedziała, z zadowoloną miną patrząc w stronę dziewczyn. Wszystkie usatysfakcjonowane patrzyły na zatkanych kolegów.
- Maleńka, zaraz cię zresetuje. Cholera, nikt po nas tyle razy nie pojechał co ona w przeciągu dwudziestu minut! – krzyknął zrozpaczonym głosem Konrad.
Dziewczyny już nie mogły wytrzymać i zaczęły się pokładać ze śmiechu, obserwując tą słowną potyczkę między chłopakami i dziewczyną.
Marta ruchem głowy odgarnęła włosy i przelotnie spojrzała na Damiana, który do tej pory się nie odzywał. Dopiero teraz zauważyła, że chłopak śmieje się z kolegów, ale patrzy prosto na nią, widocznie mile zaskoczony nowym członkiem ich paczki i tym, jak szybko rozprawiła się z poufałością kolegów.
Zdjęła okulary i spojrzała na niego, przekrzywiając lekko głowę. Jego kruczoczarne włosy skupiały na sobie promienie słońca. Dłuższe, proste i zaczesane do przodu. Wyglądało to przyjemnie i oryginalnie. I doskonale kontrastowało z jego czarnymi oczami, kryjącymi jakąś tajemniczą głębię.
- Widzę, że ty nie solidaryzujesz się z kolegami? – spytała, przebijając się przez śmiech koleżanek.
- Nie. Ja nie byłem ani za osiołkami, ani za kwiatami w buzi. A już w szczególności za „czarnymi oczami” w naszym wykonaniu – powiedział cicho. – Ale głupio mi się było tak od nich odróżniać. Bo ja wiem, czy zasłużyłaś na takie szczególne powitanie?
Marta otworzyła buzię, by coś powiedzieć, ale ostatecznie tego nie zrobiła, ponieważ… zatkało ją lekko!
- No, weź mu coś powiedz, bo to miłe nie było – odezwał się Krzysiek, szturchając ją lekko łokciem w ramię.
Dziewczyna spojrzała na niego lekko złowrogo.
Damian pokręcił delikatnie głową i uśmiechnął się do Marty, jakby chciał jej tym samym przekazać, że to był tylko drobny rewanż za kolegów, bo sami nie umieli się obronić. Dziewczyna niepewnie odwzajemniła uśmiech.
- Idę się odlać – oznajmił, wstając.
- Tak, najlepszy tekst, by dobrze wypaść przy gościu – powiedział Adrian, również wstając. – Potowarzyszę ci…
- Nawet nie chcę wiedzieć w jaki sposób oni sobie w tym towarzyszą – odezwała się Iwona i wszystkie naraz zaczęły się śmiać.
- Przepraszam bardzo, to wy zawsze macie zwyczaj chodzić wszystkie razem do łazienki, jakbyście się bały – wymamrotał niemiło Konrad.
Marta spojrzała przelotnie na dziewczyny. Nie ucieszyła jej mina Elizy, która patrzyła na nią z zaciśniętymi ustami, jakby chciała coś powiedzieć, ale powstrzymywała się. Sama Marta nie chciała jej do tego zachęcać. Widocznie była zazdrosna o takie zainteresowanie nią kolegów.
- Dobra, koniec żartów – wymamrotał Konrad, chcąc stłumić beknięcie, ale ostatecznie wyrwało mu się niezwykle głośno. – Najmocniej przepraszam… - szybko obrócił głowę w stronę Marty i spojrzał na nią błagalnie. – Mam nadzieję, że przyjechałaś tu wolna i chętna do zawarcia nowych związków? Oferuję ci nowy model Konrados – wskazał dłonią na swoje ciało. – Umięśniony, odważny…
Marta spoważniała, chcąc się uśmiechnąć lekko, ale trochę krzywo jej to wyszło.
- Na długi czas nie mam zamiaru zawierać żadnego nowego związku – oznajmiła. – Jakby to powiedzieć… Za bardzo byłam raniona przez miłość.
Wszyscy ucichli, nie wiedząc co powiedzieć. Nagle przybiegli Damian i Adrian, siadając tak gwałtownie, że obsypali kolegów piachem.
- Co macie takie smutne ryje? – odezwał się Damian. – I buźki! – to mówiąc uśmiechnął się promiennie do koleżanek.
- Marta długo jeszcze nie będzie zawierać nowego związku, bo za bardzo była raniona przez miłość – szepnął mu do ucha Krzysiek.
Chłopak spojrzał poważnie na dziewczynę, która nie wiedziała, czy się uśmiechać, robiąc dobrą minę do złej gry, czy może otwarcie pokazać swój smutek, który wciąż był świeży.
- Byłaś raniona przez niedojrzałych dupków – syknął. – Nie zwalaj winy na miłość.
- Łooooł! A on od kiedy taki romantyczny? – spytał zaskoczony Adrian.
- Odwal się baranie – syknął, odwracając głowę w drugą stronę. – Robi się zimno, idziemy do pubu? – to mówiąc wstał i ruszył w stronę piaszczystego wzgórza.
- Co go ugryzło? – zdziwiła się Michalina.
- Wiesz… Damian nie lubi jak ktoś się źle wypowiada o miłości – powiedział cicho Konrad, przykładając sobie rękę do piersi.
- Spieprzaj od niego! – syknęła Eliza, wstając i ruszając w stronę odchodzącego chłopaka.
Pozostali też zaczęli się podnosić i otrzepywać z piasku.
- I potrzebne nam to było? – mruknął Krzysiek, przeciągając się mocno. Spojrzał na Martę, widząc, że nie była zbyt ciepło ubrana. Podszedł do niej i otoczył ją ramieniem, prowadząc ze sobą. – Chodź maleńka, teraz cię upijemy i zobaczymy, jak umiesz śpiewać.
Dziewczyna spojrzała na niego z dołu. Musiała przyznać, że koledzy Izy byli uroczy. Był to pierwszy dzień ich znajomości, a jej już się spodobało, bo z tymi ludźmi raczej nudzić się nie będzie.
Tylko co ugryzło tego chłopaka? Czemu się tak obruszył? Nie ukrywała, że był niezwykle przystojny i chętnie by się z nim poznała bliżej. Może Iza nie będzie mieć jej tego za złe…
Czy ona przypadkiem nie chce się nim posłużyć, żeby zapomnieć o Adamie? Nie, to nie to… po prostu naiwnie wierzyła w to, że może jeszcze poczuć do kogoś coś wielkiego. Tak wielkiego, jak to, co wciąż czuje do Adama.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz