środa, 5 września 2007

Rozdział 30

Słońce w jednej chwili wyszło zza chmury, a cień który spowijał świat powoli przesuwał się w stronę horyzontu, ustępując miejsca światłu. Marta wynoszona przez kolegów opuściła właśnie szkołę, krzycząc na chłopaków niezadowolona.
- Puścicie mnie wreszcie? – mówiła niezadowolona, nie bardzo zadowolona z ich wygłupów. – Chyba że mnie zaniesiecie do domu.
- Oj Martuś, co ty taka sztywna? Miałaś wielkie wyjście – powiedział jeden z kolegów.
Postawili ją na ziemi obok ławki w cieniu drzewa. Marta z obrażoną miną poprawiła sobie spodnie, poprawiła kołnierzyk białej koszuli i spojrzała na nich niemiło. Chciała odejść, ale właśnie obok pojawiła się Julita.
- Ale pamiętasz, że jutro się widzimy w pubie? – zatrzymała ją, wyjmując z torebki paczkę papierosów.
- Ale ja jutro wyjeżdżam – oznajmiła, siadając z nią na ławce. – Wakacje się dopiero zaczęły, ale ja muszę stąd uciec jak najszybciej, bo zwariuję.
Dziewczyna zaciągnęła się mocno i spojrzała na koleżankę.
- Kurwa… kto by pomyślał, że Daniel…
- Julita! – przerwała jej. – Nie kończ. Nie chcę o tym rozmawiać, bo każde wspomnienie tego faktu jest dla mnie wciąż bolesne. Jadę do Izy, pożyć trochę innym życiem, udawać, że mam to wszystko gdzieś… Że nic się tutaj złego nie wydarzyło – patrzyła, na kolegów, którzy trzymali w ręku zwinięte w ruloniki świadectwa i mierzyli do siebie, udając, że się biją.
- To pewnie nie prędko wrócisz – powiedziała Julita niczym do siebie. – No ale nie zapomnij się odezwać, jak będziesz już z powrotem w Warszawie – rzuciła spalonego papierosa na ziemię i przydeptała go butem. – Mój brat chyba już podjechał, podwieźć cię do domu?
- Byłoby super – odpowiedziała, wstając za koleżanką.
Chłopak w czerwonym seacie przeraźliwie trąbił, chcąc pośpieszyć siostrę. Ta tylko zmierzyła go morderczym spojrzeniem, ani myśląc biec do samochodu.
- Cholera, dobrze wiesz, że się spieszę na trening – wymamrotał z pretensjami, witając się z Martą, unosząc głowę do góry w jej kierunku.
- Braciszku, nie spóźnisz się – powiedziała, ujmując jego głowę w obie dłonie i całując ją mocno, co nie za bardzo ucieszyło chłopaka.
- Poczekaj aż Marta wysiądzie – mruknął, grożąc jej palcem.
Dziewczyna siedząca z tyłu przez całą drogę słuchała ich przekomarzania się. Wolała się nie przyłączać, zauważyła że chłopak zaczynał być już powoli naprawdę zdenerwowany, a ona chciała dojechać do domu, a nie zostać zostawioną daleko od domu, skazaną na samotny powrót.
Wysiadając z samochodu przed swoim domem, wciąż patrzyła na nich ze śmiechem. Chłopak pożegnał się z nią miło, po czym znów powrócił do kłótni z siostrą, która miała z niego niezły ubaw.
Przystanęła nagle, widząc podjeżdżający samochód Moniki. Marta zauważyła swoją przyjaciółkę siedzącą na miejscu pasażera i machającą do niej radośnie. Kobieta wysiadła z podejrzanym uśmieszkiem.
- Co ty tu robisz? – ucieszyła się dziewczyna.
- Zostałam zaproszona na uroczysty obiad, będący jednocześnie uroczystym pożegnaniem takiej jednej smarkuli, która wyjeżdża na wakacje – oznajmiła, przytulając ją nagle do siebie.
- A Darek nie zostaje? – spytała wyrywając jej się i patrząc, jak chłopak wykręca powoli samochodem.
- Mój mąż? – mruknęła Monika z ironią, idąc z razem z dziewczyną do środka. – Proszę cię, on nigdy na nic nie ma czasu. Muszę z nim porozmawiać, bo któregoś dnia w końcu zwariuję.
Ledwo otworzyły drzwi, a poczuły zachęcający i apetyczny zapach mięsa smażonego na grillu. Obie spojrzały na siebie niezwykle zadowolone.
Z kuchni wyszła Magda.
- Cześć laski – przywitała je miło. – Mamy wspaniałą pogodę, jakby wszyscy cieszyli się, że wreszcie odpoczniemy od Marty.
Dziewczyna wycelowała w siostrę palcem z niemiłą miną.
- A żebyś się nie zdziwiła jak już w ogóle nie wrócę – syknęła.
- Oj młoda, przecież żartuję – jęknęła i nachyliła się nad nią. – Jeśli chcesz sobie poprawić humor, to idź na ogródek, zobacz jak Robert by wyglądał jako kucharz – szepnęła.
Marta obejrzała się na Monikę, mrużąc brwi, nic nie rozumiejąc. Ale obie z ciekawości udały się tam, zostawiając po drodze rzeczy w kuchni.
Obie myślały, że pękną ze śmiechu, widząc chłopaka. Stał nad grillem, jedną rękę trzymając w kieszeni, a drugą przekręcając leniwie mięso. W kąciku ust trzymał papierosa, który jeszcze chwila, a wypadł by mu na ziemię. Jednak najbardziej gustownie wyglądała czapka na jego głowie – duża, kucharska, zabawnie przekrzywiona.
- Cześć dziewczyny, też się cieszę, że was widzę – mruknął, bojąc się, żeby jego papieros nie wypadł mu z buzi.
- To ja może skoczę po aparat, bo zapowiada się miłe popołudnie – odezwała się Magda, wychodząc z kuchni z salaterką z sałatką. – Nikt jeszcze nie ma małych dzieci i nie śpieszy się do domu – mruknęła, patrząc wymownie spode łba na Monikę.
- Już ty się o mnie nie martw, przyjdzie czas i na dzidziusia – powiedziała, siadając przy stole, wpatrując się w kolorową i pachnącą sałatkę.
W tym momencie w progu drzwi stanął Adam, spojrzał poważnie na wszystkich, zdejmując czapkę z głowy.
- Co ty tak po służbowemu? – zdziwił się Robert. – Nie mów że nie siądziesz nawet z nami?
- Nie no, oczywiście że siądę – oznajmił ponuro. – Dopiero co wróciłem ze służby, zaraz się przebiorę.
Marta spojrzała na niego zaniepokojona. Dziwnie wyglądał, był podejrzanie poważny.
- Adam… wszystko w porządku? – spytała niepewnie.
- Chciałem wam zakomunikować, że również wyjeżdżam. Do Wrocławia, będę prowadzić jedną sprawę.
- Ale… tak nagle? – spytała podejrzliwie Magda, rozkładając sztućce na stole.
- Nie, tak naprawdę, to już za długo rozważałem tą ewentualność. Pociąg mam wcześnie rano, więc może dołączę do tego przyjęcia także z moim pożegnaniem – mężczyzna mówił nadzwyczajnie spokojnie i smutno, unosząc co chwila brwi do góry, jakby chciał dodać na siłę swojej twarzy trochę pogodności.
- A więc miłego wyjazdu – syknęła Marta, wstając i mamrocząc coś w stylu „idę się przebrać”, przeszła obok niego do środka.
Wbiegła po schodach i szybko wpadła do swojego pokoju. Usiadła na łóżku i zaczęła tupać nogami, zaciskając mocno zęby.
Wynoś się w końcu z mojej głowy! – chciała wrzasnąć na cały głos.
Czemu chce z nim być, ale z drugiej strony czuła że z tego nic nie będzie? Bała się próbować, bała się rozczarowania. On jest dla niej za poważny, za dorosły. Ona wciąż czuła się przy nim gówniarą. Teraz będą od siebie tak daleko! Niewiadomo czy nie na zawsze… Może tak właśnie miało być?
Przetarła szybko łzy i zaczęła rozpinać guziki w koszuli. Zdjęła ją i rzuciła niedbale na łóżko. Podeszła do szafy i zaczęła szukać jakiejś bluzy.
Podskoczyła, przestraszona nagłym skrzypnięciem drzwi. Odwróciła się i spojrzała na Adama, powoli wchodzącego do pokoju.
- Czy możesz… Nie widzisz, że się przebieram? – jej głos drżał z zawstydzenia.
- Właśnie widzę – powiedział, stojąc już przed nią i łapiąc ją za ramiona. – Jutro rozjedziemy się, ty w jedną stronę, ja w drugą… Czy naprawdę jesteś pewna, że to będzie słuszne?
Marta cofnęła się o krok, chcąc by przestał ją trzymać za ramiona.
- Adam o co ci chodzi? – spytała niezadowolona. – To nie ma związku z tym co było między nami, bo… to już przeszłość, rozmawialiśmy już o tym.
Mężczyzna podszedł do niej, a Marta czuła, jak robi jej się ciepło. A może to było ciepło bijące od niego? Tak dawno nie był blisko, a ona tak często tego chciała, tak często wracała myślami do chwil spędzonych razem, że miała ochotę go teraz poprosić, by ją przytulił.
Tylko raz, ale mocno. Na chwilę, ale by trwała ona wiecznie.
- Czyżbyś już o mnie zapomniała? – spytał unosząc brwi.
Cholera, ty wiesz, jak ja się czuję, kiedy stoisz tak blisko, kiedy gładzisz moje ramiona i kiedy czuję twoje perfumy, wtapiające się w przestrzeń dookoła nas. Wiesz jak wiele bym ci wtedy chciała powiedzieć, robisz to specjalnie!
- Dobrze wiesz, że nam nie wychodzi, nie pasujemy do siebie – syknęła, chcąc być dla niego niezwykle niemiła, miała nadzieję, że jej się to uda. – Ty potrzebujesz kogoś dojrzalszego, ja jestem tylko gówniarą, która myślała, że się w tobie zakochała. Ale jak to bywa u takich niedojrzałych osób jak ja, za szybko nazwałam uczucia po imieniu i niestety pomyliłam się.
Miała nadzieję, że to go jakoś poruszy, że go to zaboli i Adam zrazi się do niej, powie że jest podła i podstępna… Że będzie chciał jak najszybciej wyjść z tego pokoju.
On jednak ujął delikatnie jej twarz w dłonie i patrzył głęboko w jej smutne i okrągłe oczka.
Jak bardzo chciał ją teraz pocałować, w te pełne usteczka, które jak pamiętał zawsze były słodkie i miękkie.
- Może jesteś gówniarą, ale to mnie najmniej obchodzi – szepnął, nachylając się do niej.
Przyłożył usta do jej ust, nie wiedząc do końca, czy Marta na to pozwoli. Jednak ona była jak zaczarowana, nie mogła nie ulec, to było zbyt silne. Powoli pocałowali się, a ich języki spotkały się i zaczęły się delikatnie muskać. Fala gorąca przepłynęła przez ciało dziewczyny, czuła lekkie podniecenie…
To nasze pożegnanie – powiedziała do niego w myślach.
Tak uważasz? – odpowiedział jej.
Odepchnęła go od siebie tak nagle, że chłopak patrzył na nią zaskoczony.
- Ja ciebie w ogóle nie powinnam obchodzić – wybuchła, a z jej oczu poleciały łzy. – Wyjdź stąd natychmiast, proszę cię!
- Do końca życia będę żałować chwili, w której to postanowiliśmy od siebie… „odpocząć”.
- Ta rozmowa do niczego nie doprowadzi. I właśnie się skończyła – oznajmiła stanowczo, przegrzebując szufladę w poszukiwaniu jakiejś odpowiedniej bluzki.
Znalazła swoją ulubioną bluzę i szybko wciągnęła ją przez głowę, unosząc ręce do góry. Adam przyglądał się jej zgrabnemu brzuszkowi, który wyprężyła, ukazując jego delikatny zarys. Miał ogromną ochotę położyć się obok niej, gładzić jej całe ciało, błądzić dłońmi po każdym fragmencie… Mieć ją po prostu blisko siebie, żeby aż czuć ją pod palcami, czuć jej zapach, słuchać jej mruczenia, kiedy starała się wtulić w niego jak najmocniej…
Ile by dał, by te wspomnienia znów stały się rzeczywistością!
Teraz to już musiał wyjść.
Emocje uwięzione w nim, potrzebowały ujścia, wolności.
*
Telefon Marty zawibrował na łóżku tuż obok jej głowy. Spojrzała na ekranik. Wpół do 4 w nocy. Po co ona miała tak wcześnie wstawać? Jaki dzisiaj dzień?
Usiadła na łóżku i podrapała się po głowie.
Adam?
No tak, chciała się z nim pożegnać przed wyjazdem… Wstała szybko, mając nadzieję, że jeszcze jest w domu, że nie wstała za późno. Ubrana w szary komplet składający się z topu i krótkich spodenek, wyszła z pokoju, kuląc się z zimna. Zeszła powoli po schodach, nachylając się do kuchni, jednak panowała tu cisza.
Po chwili z łazienki na górze doszły ją odgłosy lejącej się wody. Adam jeszcze się szykuje.
Usiadła na dole schodów, związując włosy wysoko w kucyka. Oparła głowę o barierkę i postanowiła tutaj zaczekać na mężczyznę. Próbowała nie zasnąć, ale to był silniejsze od niej. Czuła, że jej powieki stają się coraz cięższe, a jej ciężko było z tym walczyć…
Zaczęła sobie nucić pioseneczkę, trzęsąc się z zimna. Zapomniała założyć kapcie i teraz było jej zimno w stópki…
Adam wyszedł właśnie z łazienki z zamiarem napicia się kawy. Jednak jak stanął na szczycie schodów, zdziwił się zarysem czyjejś sylwetki spoczywającej na samym dole. Zszedł powoli na dół i usiadł obok śpiącej już Marty. Patrzył na nią chwilę z usatysfakcjonowanym uśmiechem. Przeczesał delikatnie jej włosy, chcąc odsłonić kilka kosmyków z jej twarzy, by popatrzeć na nią chwilę.
Wstał, wziął ją na ręce i zaniósł do jej pokoju, słuchając jej niemrawego mruczenia. Położył ją delikatnie na łóżku i przykrył kołdrą. Miał wyjść, ale zawahał się. Spojrzał na nią z progu pokoju i zamyślił się. Podszedł bliżej i kucnął przed nią, patrząc znów na jej słodką buźkę, oświetlaną światłem księżyca wpadającym przez okno.
- Jesteś najsłodszą i najśliczniejszą małolatą jaką do tej pory dane mi było poznać – szepnął. – Wszystko byłoby łatwiejsze… gdybyś tylko zrozumiała… na czym polega miłość – chciał ją pocałować w policzek, ale bał się, że może ją tym obudzić, więc tylko znów delikatnie przeczesał jej włosy i wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi.

Brak komentarzy: