środa, 5 września 2007

Rozdział 29

Telefon okręcał się na stole pod wpływem wibracji. Trwał tak długo, dopóki Marta nie przybiegła po niego z pokoju. Chwyciła go i odbierając poszła z powrotem do pokoju przyjaciółki, gdzie razem siedziały i rozmawiały.
- Co się stało siostra? – odezwała się niemrawo.
- Za ile będziesz w domu młoda? Był telefon do ciebie, nie zgadniesz od kogo – Magda starała się ją zaciekawić.
Dziewczyna przysiadła na krawędzi kanapy, mrużąc oczy.
- Hm… Nie wiem… Gadaj szybko – Marta mimo zainteresowania, nie miała w głowie ani trochę entuzjazmu.
- Iza – odpowiedziała, jednak spotkała się z milczeniem po drugiej stronie. – Nasza kuzynka z Sopotu! Dostałaś zaproszenie na wakacje od swojej rówieśniczki! I myślę, że powinnaś skorzystać. Iza czeka na twój telefon z potwierdzeniem.
- Ojej… - Marta uśmiechnęła się do koleżanki siedzącej obok. – Ona mi z nieba spadła… Jasne że skorzystam! Zaraz wychodzę od Moniki i będę za pół godziny, cześć.
Dziewczyna rozłączyła się i sięgnęła po torebkę leżącą na kanapie.
- Będę się zbierać. Muszę zadzwonić do mojej kuzynki z Sopotu, Izy. Miała wyczucie, że zaprosiła mnie do siebie na wakacje. Akurat teraz, kiedy będzie mi potrzebny odpoczynek po całym tym roku – wrzuciła telefon do torby i zasunęła ją.
- Widziałam, jak się ucieszyłaś z tej wiadomości – kobieta uśmiechnęła się, widząc oznaki radości na twarzy swojej młodszej przyjaciółki, która przegrzebywała torbę w poszukiwaniu kluczy. – Po ostatnich przykrościach potrzebne ci będzie oderwanie się od tego, zapomnienie… Może kogoś poznasz…
- Nie! – żachnęła się. – Nie chcę poznawać nikogo nowego!
Monice zabłyszczały oczy.
- Czy to znaczy… Że wrócisz do Adama? – niedowierzała.
Dziewczyna przestała zajmować się torbą i spojrzała poważnie na kobietę.
- Nie rozumiem… Czemu tak to odebrałaś? – spytała smutno. – Ani słowem nie wspomniałam o Adamie… Nie chcę być na razie z nikim. Muszę odpocząć.
Wstała i zarzuciła torbę na ramię, biorąc żakiecik z oparcia fotela.
- Jak chwilę poczekasz, to się załapiesz na taksówkę – oznajmiła Monika. – Adam ma być u mnie za chwilę z pewnymi papierami… - przerwało jej pukanie do drzwi. – O widzisz?
Wstała i poszła otworzyć, licząc na to, że Marta pójdzie za nią. Ona jednak stała wciąż przy kanapie, nie wiedząc, czy zabierać się z Adamem, czy zrobić sobie mały spacerek… Nie chce siedzieć obok niego w samochodzie, nie chce z nim rozmawiać. Boi się.
Słyszała ich wesołe rozmowy, przerywane śmiechem Adama. Marta usłyszała swoje imię, jakiś szept.
- Jedziesz ze mną? – odezwał się Adam, nachylając się przez próg do środka, by zerknąć na dziewczynę. – Jest już ciemno i chyba zaczyna padać, pewnie nie marzy ci się teraz spacer?
Marta odwróciła się i spojrzała na jego zachęcający uśmiech. Podejrzewała, że nie powinna była tego robić. Dawno nie widziała uśmiechu Adama, a był tak ładny jak zawsze. Przypomniało jej się tak wiele mile spędzonych chwil, kiedy byli razem, blisko siebie…
- Młoda, przestaniesz się tak uśmiechać i podejdziesz tu? Chłopakowi się śpieszy! – odezwała się Monika, rozbawiona zamyśleniem koleżanki.
Marta ocknęła się, zdając sobie sprawę, że jak głupia stała i uśmiechała się do Adama. Zaczerwieniła się i ze spuszczoną głową podeszła do nich.
- Dobrze więc jedźmy – wymamrotała, po czym minęła chłopaka i poszła do samochodu, czując że zaraz się zapadnie pod ziemię.
Usiadła na miejscu pasażera, czekając aż chłopak skończy rozmowę z Moniką. Patrzyła jeszcze jak otwierają jakąś teczkę i rozmawiają, przekręcając papiery w niej zawarte.
A podobno mu się śpieszyło, pomyślała, opierając głowę o szybę i zamykając oczy. Była troszkę zmęczona…
Nagle coś uderzyło w szybę, a Marta z krzykiem odsunęła się od niej. Za drzwiami samochodu ujrzała starego bezdomnego człowieka, który patrzył na nią z dziwnym uśmiechem, zakrytym pod gęstymi wąsami. Przyłożył swoje brudne ręce do szyby i tak na nią patrzył.
Marta nie zdawała sobie sprawy, że zaczęła krzyczeć, odchylając się od szyby jak najdalej.
- Ej! Co pan wyprawia! – Adam wcisnął Monice papiery w ręce i ruszył w stronę samochodu. – Proszę się odsunąć!
Bezdomny spojrzał na mężczyznę, po czym zniknął nagle, biegnąć chodnikiem przed siebie. Adam wychylił się, patrząc chwilę za nim. Przypomniało mu się o Marcie, która siedziała tam sama i przestraszona. Otworzył drzwi i usiadł obok niej. Nie krzyczała już, ale oddychała głęboko, nie mogąc złapać powietrza.
- Już w porządku – uspokoił ją, kładąc rękę na jej kolanie. – To tylko bezdomny, nie chciał ci zrobić krzywdy.
- Wiem… tylko… się przestraszyłam – wyjąkała.
Odchyliła głowę na oparcie, a Adam mimowolnie spojrzał na jej odsłonięty dekolt. Chciałby teraz tylko położyć na nim głowę. Nie miał żadnych nieprzyzwoitych myśli. Chciał tylko poczuć jej ciepło. Ona była dla niego zbyt delikatna i niewinna, by mógł patrzeć na nią jak na obiekt fantazji.
Marta przyłożyła dłoń do dekoltu, chcąc uspokoić swój oddech. Adam nagle położył na jej ręce swoją. Dziewczyna uniosła głowę i spojrzała na niego.
- Ale ty jesteś strachliwa… - odezwał się ze śmiechem. – Jedziemy już, bo Magda na nas czeka.
Bez słowa odepchnęła jego rękę, spoglądając w drugą stronę, obserwując mijane domy, kiedy jechali już ciemną ulicą.
- Tak, jedź szybko, bo jestem strasznie zmęczona – powiedziała cicho, opierając głowę o szybę.
Chłopak zerknął na nią kątem oka, nie chcąc przekręcać głowy za bardzo w jej stronę, by tego nie zauważyła.
- Nie jesteś już z Danielem – bardziej stwierdził, niż spytał.
Marta ani myślała zwracać twarzy ku niemu. Może jak pomilczy chwilę, to nawet nie zauważy, że mu nie odpowiedziała? Bo domyślała się, do czego zmierza.
- Wszystko się poplątało. Nie mogłabym trwać w tym dalej… - sama nie wiedziała jak mu to wytłumaczyć. – To już nie jest to samo. I nigdy by już nie było. Daniel rozumie.
- Nie chciałabyś spróbować ze mną jeszcze raz? – zapytał w końcu. – Może tym razem nic się nie spieprzy…
Zaparkował na podjeździe przed domem i czekał na jej odpowiedź. Marta wciąż była wpatrzona w szybę po swojej stronie. Powoli przeniosła na niego oczy skryte w ciemności, w których nie był w stanie dostrzec uczucia, wyczytać odpowiedzi.
- Nie zadawaj mi już nigdy tego pytania – wypaliła i wysiadła szybko z samochodu, nie chcąc, by Adam kontynuował tą rozmowę.

Brak komentarzy: