środa, 5 września 2007

Rozdział 28

Udała że nie widzi go, szybko maszerującego z końca korytarza. Gotowy był w każdej chwili zacząć biec, gdyby tylko się poruszyła, chciała wstać i odejść. Rozglądała się beztrosko dookoła, czując strach narastający w niej z każdym jego krokiem.
Nie da rady, bała się tego starcia. Wstała z zamiarem odejścia, jednak Daniel zatrzymał się właśnie przy niej i siłą odkręcił ją do siebie, chcąc by zobaczyła jego złą minę.
- Możesz mi coś wyjaśnić?! – spytał zdenerwowany, chcąc skupić jej uwagę na sobie, widząc, że dziewczyna wodziła wzrokiem dookoła, nie mając zamiaru patrzeć mu w twarz. – Czemu okłamałaś policję? Przecież nie byliśmy tego dnia razem, bo wujek mnie zaprosił…
- Proszę cię, nie okłamuj mnie już dłużej – jęknęła płaczliwie, nie panując nad drżącym głosem. – Daniel, ja wiem!
Chłopak zaśmiał się krótko, puścił ją i cofnął się o krok.
- Co wiesz, księżniczko? – spytał już przyjaznym tonem.
Jej wzrok nagle nabrał surowości i stał się niezwykle oficjalny.
Nie jestem już dla ciebie księżniczką.
- To ty zabiłeś Agatę. Razem z Michałem – powiedziała szeptem, uśmiechając się sztucznie do przechodzącej obok koleżanki.
Daniel zaśmiał się głośno i przekręcił czapkę daszkiem na bok.
- Kochanie… Skąd ci to przyszło do głowy? – mruknął rozbawiony, łapiąc ją delikatnie za ramiona.
Dziewczyna wpadła we wściekłość. W jednej chwili gwałtownie odepchnęła jego ręce, mając nadzieję, że trochę go to zaboli. Patrzyła mu w twarz złowrogo, celując w niego palcem.
- Jeszcze się nie domyśliłeś komu nagle się rozdzwonił telefon wtedy w lesie? – syknęła.
Ten jednak nie wiedział co odpowiedzieć. Poruszył tylko bezdźwięcznie ustami, patrząc na nią dziwnie. Zdjął czapkę z głowy i spuścił wzrok.
Marta obserwowała jego zachowanie. Skrucha? Sztuczne wyrzuty sumienia? Pogubienie?
- Zrobiłem to dla ciebie – wypalił nagle, patrząc na nią smutnymi oczami.
- Nie prosiłam cię nigdy o to! – powiedziała z kpiącym śmiechem. Nie zauważyła, kiedy ich rozmowa zaczęła być nieprzyjemna. Wzięła głęboki oddech. – Daniel, przyznaj się. Jeszcze nie jest za późno…
- Marta, Marta – przerwał jej dziwnie przebiegłym tonem, znów zakładając czapkę i chowając twarz w cieniu daszka. – Nie będę siedział, ja tego nie planowałem. Poniosło mnie.
- Co się z tobą dzieje?! – wrzasnęła, nie przejmując się tym, że każdy się na nią obejrzał. – Jak możesz powiedzieć, że cię poniosło – syknęła, zniżając ton głosu do szeptu. – Zrobiłeś to… i nic tego nie zmieni. Zawiodłam się na tobie… na naszym uczuciu… Nie potrafię z tym żyć, rozumiesz? – spojrzała na niego, niezadowolona, że tylko słucha, nie przerywa jej. – Nie zostawię tak tego, już za dużo tych kłamstw.
Spojrzała na niego szybko i ominęła go powoli, mając nadzieję, że jeszcze się do niej odezwie, powie coś przyjemnego, pocieszy ją i postarają się razem zająć tą sprawą, by nikt za bardzo nie ucierpiał…
Szła coraz wolniej…
- A co, doniesiesz na mnie? – powiedział za nią kpiąco.
Zatrzymała się, otwierając szeroko oczy. Odwróciła szybko głowę, jej włosy zatańczyły w powietrzu. Patrzyła na jego cwany uśmieszek, który wymalował sobie na twarzy.
To nie jest już Daniel. Teraz to był morderca Agaty. Tak musiała na niego patrzeć, bo on nawet nie dawał jej wyboru!
Bezwzględnie i bezczelnie się uśmiechał, będąc pewnym, że nic mu nie grozi, Marta przecież za bardzo go kocha, nie skrzywdzi go, nie pozwoli by inni go skrzywdzili.
Podeszła do niego, nie chcąc, by ktoś przez przypadek stał się świadkiem ich rozmowy.
- Owszem, żebyś się nie zdziwił. Ale nie doniosę na mojego kochanego chłopaka, Daniela, bo jego już nie ma – chciała mówić do niego poważnie i ostro, podkreślając tym swoją wiarygodność. Jednak zamiast tego znowu się rozkleiła. Znowu! – Za to z przyjemnością doniosę na mordercę…
Z twarzy Daniela zniknął przebiegły uśmiech i po raz drugi podczas tej rozmowy go zatkało. Nie wiedział co jej odpowiedzieć, patrzył na nią okrągłymi oczami.
Jesteś moim chłopakiem, pomyślała patrząc na tą jego żałosną minę.
Jesteśmy… razem?
Jesteśmy?
My?
*
Wysiadła szybko z autobusu, mając wciąż nadzieję, że Daniel będzie jednak na nią czekać, zanim odważy się wejść do środka. Ten jakże krótki sms od niego o treści „Tym razem naprawdę robię to dla ciebie, wchodzę właśnie na posterunek”, momentalnie zerwał ją z krzesła, kiedy razem z koleżankami piła kawę w pubie.
Chce się przyznać, wreszcie się na to zdecydował! Niezmiernie ją to cieszyło, zagryzała jednak zęby, kiedy przez jej głowę przemknęła myśl, że w tej sprawie nie powinno być nic, co by ją mogło ucieszyć. Ponieważ nie spodziewałaby się nigdy w życiu, że morderstwo stanie się dla niej tak zwykłą sprawą.
Że morderca będzie w jej otoczeniu. I że kiedyś powie, że zrobił to dla niej…
Wyjęła telefon z kieszeni i przez dłuższą chwilę patrzyła na niego. Żadnego sygnału od Daniela. Minęło pół godziny od jego smsa, czyżby tak długo z nim rozmawiali? A może już go zatrzymali… i nie wypuszczą? Może powinna wejść do środka i się zapytać…
Daniel, dlaczego zabicie jej było dla ciebie takie łatwe? Dlaczego cię poniosło? Twierdzisz, że zrobiłeś to, bo mnie kochasz… A jednak ostatnia nasza rozmowa była raczej wroga i nieprzyjemna. Nie mówiłeś do mnie jak chłopak, który jest gotowy dla mnie zabić, tylko jak morderca, który zdolny jest pokochać. Jaka to wielka różnica i jak szybko zaszła u ciebie ta zmiana…
Od razu zauważyła, że wielkie brązowe drzwi powoli się uchylają, choć stała dosyć daleko od nich. Daniel wyszedł z niewyraźną miną, choć trochę wypogodniał, kiedy zobaczył Martę. Podszedł do niej szybko, jednak po chwili przystanął. Dziewczyna zbliżyła się do niego i chwilę patrzyli sobie w oczy.
- Mogę cię przytulić? – spytał nieśmiało.
Kiwnęła głową, a chłopak przylgnął do niej mocno.
- Zrobiłem to. Powiedziałem wszystko. Wszystko – podkreślił. – Chcieli mnie zatrzymać, ale dali mi jeden dzień… Mam się stawić jutro.
Dziewczyna odepchnęła go lekko od siebie i spojrzała na łzy na jego policzkach. Prawdziwe łzy skruchy, żalu i poczucia winy. Tak to chciała widzieć, tak właśnie teraz było.
- Daniel…
- Spanikowałem, Martuś – przerwał jej szybko. Oparł się o barierkę, obok której stali. – Bałem się od momentu, kiedy zdałem sobie sprawę, że… nie nastraszyłem jej, tylko ją… zabiłem. Ale już się nie boję. Zasłużyłem sobie na to, bo nie tylko… - wystawił przed siebie rozwarte dłonie i przyglądał się im okrągłymi oczami. – Nie tylko tymi rękami zabiłem człowieka, ale też nasz związek – spojrzał na nią oczami lekko czerwonymi od płaczu.
Dziewczyna patrzyła na niego i nie mogła powiedzieć ani słowa. Bo co może mu powiedzieć? Nie będą już razem. Już nie są. Jednak nie wie jak się to skończy. Czy ma mu podać rękę i pożegnać się? Nie umiała. Daniel wciąż za dużo dla niej znaczył…
- Daniel co mam ci teraz powiedzieć? – jęknęła bezradnie.
Chłopak wyciągnął rękę i przyłożył palec do jej serca.
- Że tutaj zawsze będzie dla mnie chociaż malutkie miejsce – szepnął ledwo słyszalnie.
Marta otworzyła szeroko oczy, po czym schowała twarz w dłoniach i zaczęła płakać głośno jak mała dziewczynka. Daniel nie wiedział czy ma do tego jeszcze prawo, ale otoczył ją ramionami i przytulił do siebie.
Dziewczyna poczuła, że te ramiona nie dają jej już poczucia bezpieczeństwa.

Brak komentarzy: