Robert zapukał do pokoju. Nie usłyszał zaproszenia, mimo to wszedł do środka. Podszedł do stolika i postawił na nim herbatę. Usiadł obok siostry i patrzył, jak łzy powoli spływają po jej policzkach na poduszkę.
- Słyszałem… co się stało – odezwał się cicho. – Nie śmiem oceniać Daniela, ale… Tak się spraw nie załatwia, wiesz o tym. Jak mu powiesz, że to byłaś ty?
- Wcale mu nie powiem – jęknęła płaczliwie. – Zawiodłam się na nim. Muszę pomyśleć co z tym zrobić. Mam do ciebie prośbę, nie mów nic Adamowi – spojrzała na niego błagalnie z dołu. – Nie będzie miał skrupułów i wpakuje go do więzienia. A ja jeszcze muszę się z tym oswoić.
- Dobra, nie ma sprawy – pogłaskał ją po ramieniu. – Tylko nie zwlekaj za długo. Sama dobrze wiesz, że to nie jest prosta sprawa.
Marta schowała twarz w poduszce. Robert zrozumiał, że chciałaby pobyć sama przez chwilę, więc wyszedł z pokoju, pozwalając jej opanować trochę zdenerwowanie, uspokoić się.
Jednak dziewczyna pozostając sama ze sobą, nie umiała siebie odnaleźć. Potrzebowała wsparcia, jakiegoś męskiego ramienia…
Daniel?
Daniel jest mordercą.
Adam?
Adam jest przeszłością…
Musiała liczyć tylko na siebie, zamknięta w tych czterech ścianach, na wilgotnej od łez poduszce… Może jak się obudzi, będzie znać odpowiedzi na kilka frapujących ją pytań. Głównie, dlaczego on to zrobił?
- Nigdy więcej nie tkniesz Marty! Nawet na nią nie spojrzysz, już ja się o to postaram – przypomniały jej się słowa Daniela, wypowiedziane w lesie.
Usiadła na łóżku i rozejrzała się przestraszona po pokoju. Czy Daniel zrobił to tylko dlatego, że Agata pobiła Martę wtedy na tej imprezie? Czy ona ma się teraz czuć współwinna?? Zaufała Danielowi, wierzyła w jego serdeczność i szczerość… więc dlaczego? Dlaczego to zrobił? Jeśli nie zobaczyłaby tego na własne oczy, na pewno by nie uwierzyła. Powoli zaczęła żałować, że pojechała za nimi.
*
Daniel stanął przed nią tak nagle, że o mało co nie upuściła książki z ręki.
- Cześć księżniczko – odezwał się zadowolony.
Marta uśmiechnęła się, próbując uciec wzrokiem od jego oczu. Nie była w stanie spojrzeć na niego, czuła lekki strach.
- Hej… Co u ciebie? – wyjąkała.
- Widzę, że już wiesz – Daniel posmutniał.
Marta spojrzała na niego, zapominając, że miała tego nie robić. Jego oczy były takie ciemne, takie straszne…
Chyba zaczynam wariować, pomyślała zrezygnowana.
- Wiem… o czym? – zdziwiła się.
- O Agacie. Przecież to po tobie widać. Przykra sprawa, no nie? – Daniel przeczesał sobie włosy i odetchnął lekko. – Bóg pokarał ją za krzywdę którą ci wyrządziła.
Marta spojrzała na niego ze złością szeroko otwartymi oczami.
Bóg? A przypadkiem nie ty?!
- Bóg nie dusi ludzi – syknęła.
Ominęła Daniela i ruszyła dalej korytarzem, mając nadzieję, że chłopak nie pobiegnie za nią. Wolała się nie odwracać, nie patrzeć na niego… Uczucie do Daniela prysło w jednej chwili jak bańka mydlana. Jednak Marta nie czuła się z tego powodu dumna. Była tym faktem rozczarowana, że w taki sposób zakończyło się jej uczucie do Daniela, który przecież okazał jej tyle ciepła, tylko miłości.
- Cześć. Ale dziś wszyscy mają humory – odezwała się Julita, dołączając do niej.
Marta spojrzała na nią zaskoczona. Dziewczyna też na nią spojrzała.
- Bo widząc po twojej minie, to pewnie już słyszałaś? – Julita mówiła niewyraźnie, trzymając w buzi wsuwkę do włosów, pracując nad zawiązaniem sobie kucyka.
Marta zdawała się nie rozumieć co mówi jej koleżanka. Słyszała jej słowa, jednak nie umiała ich poskładać w żadną sensowną całość.
- Tak, to straszne – odpowiedziała krótko.
- Wszystko w porządku? Bardzo się tym zmartwiłaś – zaniepokoiła się Julita.
Marta przystanęła i spojrzała na nią dosyć złowrogo. Dziewczyna lekko się przestraszyła.
- Tak. Wszystko w porządku. Ale czemu każdy się mnie ciągle o coś pyta? – spytała z pretensją. – Ja nic nie wiem, do cholery! – krzyknęła. Zdała sobie sprawę, że ta histeria była jej zupełnie niepotrzebna. – Widzimy się na matmie, muszę coś załatwić.
Odeszła od koleżanki, która stała bez ruchu, co chwila tylko mrugając oczami z niedowierzania. Musi coś ze sobą zrobić, bo ludzie gotowi pomyśleć, że to ona zabiła Agatę. Miała się opanować, a tymczasem zachowywała się jak rozhisteryzowana wariatka.
*
Magda otwierając drzwi spodziewała się zobaczyć wiele osób, jednak dwóch nieznanych jej policjantów na służbie nieco ją zaskoczyło.
- Taak? – spytała, nie wiedząc czemu panowie wciąż stoją bez słowa.
- Mieszka tutaj pani Marta Bing? Mamy do niej sprawę – oznajmił jeden mężczyzna, zdejmując nakrycie głowy.
Kobieta zmierzyła ich wzrokiem, po czym odsunęła się na bok, pozwalając im wejść do środka. Bez słowa poprowadziła ich do salonu. Z góry zbiegła nagle Marta.
- Idę odwiedzić Monikę. Przekazać jej coś… od ciebie… - spojrzała niepewnie na dwóch policjantów, wyczuwając powód ich obecności. – Niech zgadnę… panowie w sprawie śmierci Agaty?
- W sprawie morderstwa Agaty – poprawił jeden z mężczyzn. Uśmiechnął się do Marty, siadającej na fotelu naprzeciwko nich.
Jednak w tym uśmiechu wyczuła coś fałszywego. Miała wrażenie, że oni z góry już podchodzą do niej jak do potencjalnej sprawczyni tego czynu i to jej się nie spodobało, choć wolała tego nie pokazywać. Zakryła swoje podejrzenia miną niewinnej nastolatki, która przejęła się śmiercią koleżanki. Choć tak naprawdę przez cały czas miała wrażenie, że jeden z policjantów zaraz wyjmie kajdanki i zatrzymają ją za ukrywanie mordercy…
Pokręciła ledwo zauważalnie głową, chcąc wygonić te myśli z głowy.
- Wszystko w porządku? – spytał grubszy mężczyzna, z postury przypominający trochę Filipa, jednak z pewnością nie tak samo sympatyczny. Marta kiwnęła uspokajająco głową. – Zbieramy fakty, byliśmy już u kilku twoich znajomych. Każdemu zadajemy podstawowe pytanie. Czy podejrzewasz kto mógłby zabić Agatę?
Tego pytania się właśnie najbardziej obawiała. Jeśli skłamie, narobi sobie kłopotów… Nie była jednak gotowa na powiedzenie prawdy. Otworzyła buzię, nie wiedząc nawet co ma zamiar powiedzieć.
- Agata nie żyje?! – krzyknął ktoś z progu.
Wszyscy naraz odwrócili się. Adam stał mrużąc brwi, jakby podejrzewał, że nie bez powodu dowiaduje się tak późno.
- Znał pan ją? – drugi z policjantów, wysoki i szczupły założył nogę na nogę.
- Osobiście nie. Marta się z nią nie lubiła, co tu dużo mówić – mruknął, podchodząc bliżej.
- Czyli powiedzmy, że mogłaś mieć argument, żeby ją zabić – odezwał się znowu ten wyższy, machając w powietrzu nogą.
- Chwila, ja tego nie powiedziałem! Proszę sobie nie dopowiadać takich stwierdzeń! – żachnął się Adam.
- Adam poradzę sobie, możesz stąd pójść? Tylko pogarszasz moją sytuację – syknęła Marta. On o niczym nie wiedział. Może to i lepiej.
- Nie ma mowy. Oni cię zaraz zmuszą do przyznania się do winy! – krzyknął głośno. – Również jestem policjantem i nie pozwolę na takie przeinaczanie moich wypowiedzi, a tym bardziej na stawianie Marcie bezpodstawnych zarzutów.
Obaj jednak niezbyt przejęli się jego słowami. Obaj zapatrzyli się w papiery, które ze sobą mieli. Przez dłuższą chwilę milczeli, trzymając całą trójkę w niepewności. Jeden z mężczyzn zatrzymał się dłużej na jednej z kartek, widać było, że kilkakrotnie przeczytał pewien fragment. Położył kartki na stole, dzięki czemu Marta zauważyła dany fragment zakreślony czerwonym długopisem, kilka słów było podkreślonych.
Dziewczyna spojrzała na grubego policjanta, który patrzył na nią, jakby dziwił się „co, jeszcze nie wiesz o co mi chodzi?”.
- Ostatnia impreza u waszej koleżanki… - spojrzał w papiery i palcem wyszukał imienia. – Julity. Nie muszę tobie chyba przypominać, co tam się działo. Słyszałem kilka opinii o tym wydarzeniu. A stało się to dosyć niedawno. Zdajesz sobie sprawę, że to umieszcza cię na liście podejrzanych?
- Miałam do czynienia z podobnymi sprawami. Rozumiem wasze oskarżenia – powiedziała spuszczając głowę. Splotła ze sobą dłonie i na zmianę prostowała i zginała palce. – Ale to naprawdę nie ja ją zabiłam – nie mogła zapanować nad łzą, która poleciała jej z oka. Szybko ją wytarła.
- Gdzie byłaś tego wieczora, kiedy to się stało? – szczupły policjant wyjął z kieszonki długopis i był gotowy do notowania.
- Była tutaj razem ze swoim chłopakiem, uczyli się do egzaminu – odpowiedział szybko Adam.
Marta odwróciła się i spojrzała na niego okrągłymi oczami.
Coś ty najlepszego zrobił, pomyślała, mając ochotę na niego wrzasnąć.
Adam uśmiechnął się do niej uspokajająco, nie zdając sobie sprawy, że ustalenie z Danielem wspólnej wersji to nie jest tylko kwestia wykonania do niego telefonu. Poza tym Adam był przekonany o niewinności Marty (pewnie nawet nie dopuścił do siebie myśli, że mógłby to być Daniel!), inaczej nie dopuściłby się takiego kłamstwa. Sam będąc policjantem.
- A twoim chłopakiem jest… Daniel Michalski – odczytał otyły mężczyzna z kartki.
- Tak – to była jedyna rzecz, której była w danej chwili pewna.
- Właśnie się do niego wybieramy – rzekł policjant, podnosząc się z kanapy. – Jakbyś się czegoś dowiedziała, dzwoń – to mówiąc położył na stoliku podłużną karteczkę.
Drugi mężczyzna również wstał i obaj ruszyli w stronę drzwi, odprowadzeni przez Magdę. Adam spojrzał poważnym wzrokiem na Martę.
- Czy jest coś… co chciałabyś mi powiedzieć? – spytał cicho.
- Tak – przeniosła na niego wzrok, w jej oczach wyraźnie kłębiły się łzy. – Dobranoc.
Minęła go szybko, nie dając mu możliwości kontynuowania rozmowy i pobiegła na górę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz