Marta założyła kurtkę, starając się, żeby nie wydawać przy tym zbyt wiele hałasu. Może jej siostra nawet nie zauważy, że jej nie ma. A ona musi się dowiedzieć co tam się wydarzy, jakie oni mają zamiary.
Sięgnęła po klamkę, kiedy do przedpokoju wkroczył Adam.
- Gdzieś się wybierasz? – odezwał się.
Marta przyłożyła palec do ust, patrząc na niego błagalnie.
- Muszę się spotkać z Danielem, ma problemy w domu – mówiła szeptem. – Proszę cię, to bardzo ważne, a Magda może mi zabronić wychodzić tak późno.
Adam patrzył na nią długo pustym wzrokiem. Ma wyświadczać jej przysługę? Ma działać na korzyść Daniela?
Ale to była Marta. I jej zazwyczaj nie potrafił odmówić. Zwłaszcza, kiedy tak na niego patrzyła.
- Leć, póki Magda ucięła sobie drzemkę. Coś wymyślę – uśmiechnął się do niej ciepło.
Wciąż jest taki kochany jak kiedyś, pomyślała, odwzajemniając uśmiech.
Wychodząc z domu jednak, spoważniała na nowo. Wcale nie idzie spotkać się z Danielem, będzie go śledzić. Nie chciała tego mówić Adamowi, bo zaraz by się zmartwił i zabronił jej tej interwencji.
Wyciągnęła z garażu rower, postawiła kołnierz kurtki, założyła czapkę i ruszyła szybko w stronę szkoły. Ciemność była jej sprzymierzeńcem tego wieczora. Schowa się gdzieś za rogiem budynku i będzie obserwować całą sytuację. Czy chcą komuś zrobić krzywdę na terenie szkoły? To by była głupota…
Marta zdała sobie sprawę, że Daniel nie dzwonił do niej cały dzień. Ona tym bardziej nie szukała z nim kontaktu. Myśl o tym, że nie ona ma być ofiarą spisku, nie satysfakcjonowała jej do końca. Ponieważ Daniel i tak chciał zrobić coś złego i to nie ma znaczenia komu.
Chciała wjechać na teren szkoły, ale jeden jedyny samochód stojący na parkingu wzbudził jej podejrzenia. Zatrzymała się na chodniku i schowała za dużym busem zaparkowanym na krawężniku.
Stała daleko, jednak nie na tyle, by nie dostrzec trzech wyraźnych sylwetek, stojących w świetle latarni. Dwóch chłopaków próbowało kogoś wepchnąć do samochodu. Z pewnością byli to ci, których Marta miała zamiar śledzić. Zapewne niecodziennie dzieją się tu takie rzeczy.
Daniel z drugim chłopakiem wsiedli do samochodu i ruszyli. Marta po chwili również wsiadła na rower, chcąc być w bezpiecznej odległości, ale też by nie zgubić ich na którymś zakręcie.
Ja chyba śnię, pomyślała. Ledwo pożegnała się na dobre z pracą na posterunku, a jej życie wciąż przypomina niekiedy kiepski kryminał. Czemu ona? Czemu to wszystko przytrafia się jej? Głupie przeznaczenie? Czemu Daniel był słodki, uroczy, kochany, a teraz Marta panicznie się go bała, bo wieczorem wpycha kogoś do samochodu i wywozi gdzieś…
Samochód wyjechał z osiedla i powoli wjechał w leśną dróżkę. Marta poczuła, że jej strach się wzmaga.
Nastraszyć, tak? Bez problemu można to zrobić w wielu miejscach, a wywożenie kogoś do lasu, było zbędne w takiej sytuacji.
Zahamowała gwałtownie, widząc, że samochód przystaje daleko przed nią, Szybko zepchnęła rower do rowu, sama po chwili się w nim chowając. Chłopcy najwyraźniej jej nie zauważyli. Wyciągnęli tajemniczą „ją” z samochodu i poprowadzili do lasu. Marta nie mogła tak siedzieć i czekać. Powoli ruszyła przez las w ich kierunku.
- Powiecie coś w końcu? – usłyszała rozhisteryzowany kobiecy głos. – Odezwijcie się do mnie, kurwa mać! Wy jesteście nienormalni!!
- Agata, przymknij się! – wrzasnął Daniel. – Nigdy więcej nie tkniesz Marty! Nawet na nią nie spojrzysz, już ja się o to postaram!
Marta otworzyła szeroko oczy z przerażenia. Wolała już bliżej nie podchodzić. Głosy słyszała zbyt wyraźnie, nie miała ochoty oglądać tego przedstawienia.
- Aaa… Więc tu cię boli? – syknęła dziewczyna. – Biedna Martunia sama nie może o siebie zadbać? I wysyła ciebie? Nie widzisz, że ona się zachowuje jak mała dziwka? Robi takie słodkie oczka, wykorzystuje twoją popularność w klasie, by się wybić – mówiła zawistnym głosem.
- Zamknij się, ostrzegam cię – warknął Daniel, ruszając w jej kierunku.
- No dalej, uderz mnie. Ale to nie zmieni faktu, że Marta puszcza się gdzie popadnie. Myślisz, że czemu ten policjant Adam tak się do niej kleił?
Tego chłopak już nie wytrzymał. Rzucił się na nią, szamocząc nią mocno. Marta słyszała tylko jej przeraźliwie krzyki, po chwili zmieniły się one w dziwne jęki, jakby nie była w stanie wydusić nawet krzyku.
Marta zaczęła się cofać, z przerażeniem zdając sobie sprawę, że Daniel dusi Agatę. Miała ochotę krzyknąć, by przestał, ale w tej chwili panicznie się go bała.
- Stary, uspokój się – powiedział drugi chłopak, chcąc go odciągnąć.
Daniel po chwili sam puścił dziewczynę, która opadła na ziemię bezwładnie.
- Michał, co jej jest? – głos Daniela był drżący i przestraszony.
- Kurwa, zabiłeś ją! – krzyknął chłopak. – Mieliśmy ją tylko nastraszyć, co ty zrobiłeś?!
Chyba obaj byli zaskoczeni tym co się stało. Martę to jednak wcale nie uspokajało. Daniel stracił kontrolę i z zimną krwią udusił Agatę.
Dziewczyna powoli zaczęła się wycofywać, chcąc znaleźć się jak najdalej stąd. I jak najszybciej.
Jej komórka jednak nagle rozdzwoniła się, roznosząc melodię po całym lesie. Marta spojrzała na ekran, to była Magda.
Ale sobie wybrałaś moment siostrzyczko, pomyślała przestraszona.
- Hej! Kimkolwiek jesteś, jak cię dorwę, to się z tobą policzymy! – krzyknął Daniel i obaj zaczęli biec w jej stronę.
Marta miała jednak większą przewagę i z łatwością dobiegła do rowu, wyciągnęła z niego rower i spokojnie uciekła, widząc daleko w tyle chłopaków, którzy po chwili stanęli i zawrócili do samochodu. Dziewczyna jednak zdążyła pokręcić uliczkami osiedla, by spokojnie ich zgubić. Pewnie dopiero wyjeżdżają z lasu.
Jej komórka wciąż dzwoniła, wprawiając ją tylko w zdenerwowanie. Wciąż bała się, że biały mercedes wyjedzie za nią i rozpozna tą melodię. Jednak wjechała już w swoją ulicę i pedałując z całej siły, pędziła szybko, chcąc już być bezpieczna w domu. Tylko jak ona jutro spojrzy Danielowi w twarz?!
Wjechała na podwórko, wpakowała rower do garażu i wbiegła do domu siadając na półce w korytarzu. Oddychała szybko, próbując wygonić z siebie strach. Była już w końcu bezpieczna.
Zza rogu wychyliła się Magda, patrząc na nią surowo.
- Masz szlaban na wychodzenia przez dwa tygodnie – syknęła. – Na szczęście Adam nie umie kłamać…
Marta wstała i przytuliła się do niej. Rozpłakała się przeraźliwie głośno, łkając zdenerwowana.
- Co on ci zrobił? Coś ci powiedział? – spytała zmartwiona, głaszcząc ją po głowie.
- Magda, ja nie byłam umówiona z Danielem – szepnęła, nie chcąc, by ktoś jeszcze ją usłyszał. – Śledziłam go aż do lasu… On tam udusił Agatę! – pisnęła cicho.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz